Robiłam kiedyś imprezę, zaprosiłam kilka osób. Niestety cała sałatka, którą zrobiłam, wylądowała na podłodze. Było mi jej szkoda, na dodatek nie miałam nic innego do podania (oprócz chipsów i przekąsek), więc wszystko pozbierałam, powyciągałam na tyle paprochów, na ile byłam w stanie, a całą resztę dobrze wymieszałam i podałam na imprezie. Sama sałatki nie tknęłam, ale goście pałaszowali aż miło i bardzo chwalili. Nikomu się nie przyznałam.
Dodaj anonimowe wyznanie
Przyznam się- raz podałam tort, któremu kot obgryzł cały czubek zanim nałożyłam krem. Chyba jestem mistrzem dekoracji, bo nikt się nie zorientował ;)
Czego oczy nie widzą...
Jeśli nie masz zwyczaju robić kupy na podłogę to raczej gościom nic nie groziło.
Jak podłoga czysta, to nie rozumiem problemu. A jak nie, to wystarczyło zebrać z góry, a to co miało bezpośredni kontakt z podłogą wyrzucić.
W Polsce na szczęście nie chodzi się po domu w butach, w których chodzimy po mieście, więc jak dla mnie lepiej zebrać niż zmarnować. Inna sprawa, że nie podałabym gościom nic z podłogi. Jeżeli już, to zjadłabym sama.
dostaje palpitacji jak w amerykanskich filmach laza w butach po mieszkaniu i pakuja sie w nich na kanape czy lozko
zgroza
@ciskowski, no to jestem, trudno. Wszystko jedno.
Ja chyba wstydziłabym się takie coś podać. To jakiś brak szacunku dla gości.
a myslisz, ze jak to wyglada w restauracjach? ;)
w szanujące się i swoich klientów restauracji, coś takiego nie przejdzie.
No ale w wielu miejscach tak niestety jest. Siostra miała okazję pracować w takiej, gdzie jak klient nie dojadł surówki, to zbierano ją do pojemniczka i dawano następnemu klientowi. Podobnie z dekoracjami na talerzu (te różne wzorki z warzyw), jeśli były nienaruszone to wykorzystywano je ponownie.
Jak to nie przejdzie ? A zasada pięciu sekund ?
a widzisz, ja pracowalam w takiej, gdzie sie plukalo albo niezjedzone restki np. salatki, bigosu, zupy czy cos wmieszalo z powrotem do garnka (jako kelnerka, ale widzialam, co sie dzialo)
w innej managerka podczas kontroli czyszczenia zamrazerem znalazla mintaja, ktorego data przydatnosci do spozycia minela 2 lata wczesniej- tego dnia kelnerzy polecali rybe...
Już bez przesady, nikt jeszcze nie umarł pd zjedzenia czegoś, co spadło na podłogę.
@JMoriartyy może i nie, ale niesmak by pozostał jakby się wydało hahaah
Tego akurat nie wiemy, może jednak umarł ;) Ogólnie raczej chodzi o to, że jedzenie z podłogi powinno być świadomą decyzją. 😂
Kiedyś mama kazała mi upiec murzynka na szybko, bo przyjechali goście. Z niewiadomych przyczyn zaraz po upieczeniu upadł mi cały na podłogę, a nie była to zbyt czysta podłoga - bardzo stary dom na wsi, przedsionek (z jakiegoś powodu tam stał piekarnik) do którego mogły wchodzić koty no i ludzie w butach. Walczyłam ze sobą, ale ostatecznie przyniosłam go mamie do pokrojenia, jak gdyby nigdy nic. Ja nie jadłam :D
Na pewno nie była bardziej szkodliwa niż etanol i papierochy.
Dlatego nigdy nie ufaj jedzeniu, którego nie tyka gospodarz.
Coś w tym jest 😄 Ale ja na przykład uwielbiam piec ciasta, największą przyjemność sprawa mi ich dekorowanie a prawdę mówiąc za wypiekami jak i reszta słodyczy nie przepadam, zazwyczaj spróbuję mały kawałek żeby ocenić czy wszystko jest okej ale jeśli podaje gościom to sama nie jem, podobnie np. z sałatką z gyrosem, nie przepadam więc nie jem ale moi znajomi/ rodzina bardzo więc robię specjalnie dla nich chociaż sama jej nie jem, więc myślę, że są pewnie wyjątki 😁