#zy9ar

Będę walić prosto z mostu... Nie czuję się ze sobą dobrze, a konkretnie z moim ciałem.
Do 8 roku życia mieszkałam z ojcem alkoholikiem, który bił matkę i znęcał się nad nami psychicznie, aż matka postanowiła od niego uciec po jednym grubszym incydencie.

Gdzie uciekłyśmy? (mam siostrę bliźniaczkę)
A do domu samotnych matek. Nie było tam za ciekawie, ponieważ była tam dziwna hierarchia matek, a polegała na tym, że osoby będące tam dłużej mają tak jakby "władzę" nad innymi, czyli zachowywały się jak zwykłe zwierzęta. Moja matka nie była najlepsza (widzę to dopiero teraz ale nie o tym jest to wyznanie). 


Otóż po dwóch latach poznała "najcudowniejszego" nazwijmy go X, który był taki dobry i zabrał nas z tej meliny. Od początku mu nie ufałyśmy, ale jakoś w trakcie postanowiłyśmy z siostrą mu zaufać. Nawet kazał mówić do niego tata i ale nie przeszkadzało nam to. Miałam 10 kiedy po 2 miesiącach zamieszkaliśmy wszyscy w jednym mieszkaniu. Po dwóch dniach złamał piętę w pracy i nie mógł ani pracować oraz poruszał się z trudem, przez co nie mieliśmy nawet na chleb a odkąd pamiętam zawsze byłam typowym biedakiem z patologicznej rodziny. Ale jest w tym jedna dobra rzecz. 


Otóż to dało mi i mojej siostrze trochę czasu. Na co? A na to żeby móc przez jeszcze chwilę swojego dzieciństwa nie być molestowanym. Matkę wysłał do pracy do Niemiec żeby mógł wykonywać w tym czasie swoje obrzydliwe plany. Dodatkowo robiłyśmy jako służące i już jako małe dziewczynki (od 10 roku życia) musiałyśmy myśleć o rzeczach o jakich dziecko nie powinno myśleć. I tak przez kolejne 5 lat ciągle to samo, czyli strach o siebie i siostrę w nocy, że znów przyjdzie nas dotykać oraz o to czy znów będzie się na nas darł, że nie nie jest posprzątane a obiad niedobry. Któregoś dnia przed 15 urodzinami znów wywinął swoją jedną z wielu akcji i postanowiłyśmy zadzwonić do matki, która była w tym czasie w Niemczech. 


W skróconej wersji wyglądało to tak, że chwilę popłakała a później zamknęła nas w domu bez niczego ( zabrała nam wszystko co mogła wziąć zostawiając nas nawet bez klamek czy żarówek) skończyło się policją i sądem nikt nie uwierzył bo "brak dowodów". Wylądowałyśmy dzięki Bogu w placówce w której poczułyśmy dozę normalności. Dzisiaj mając zaraz 19 lat zostały mi zaburzenia odżywiania przez które raz jestem mega chuda raz z nadwagą oraz bardzo duże zaburzenia osobowości i nie tylko. Co zyskałam? W końcu czuję, że zaczynam żyć z moim ukochanym narzeczonym, który zrobi dla mnie wszystko i nawzajem. 


Dążę do tego, że jeżeli jesteście w takiej rodzinie czy innej ale boicie się każdego dnia to bez wahania wyjdźcie zamknijcie drzwi za sobą i pójdźcie szukać pomocy. Jesteście wartościowi i nikt nie ma prawa traktować was przedmiotowo. Mało anonimowe, ale czuję ulgę. PS. Walczcie o swoje życie!

#cYuur

Moi teściowie to zagorzali katolicy. Codziennie modlą się po kilka godzin, bardzo często jeżdżą do kościoła, uczestniczą w jakichś spotkaniach itd. Nigdy za mną nie przepadali, uważali, że mam zgubny wpływ na ich syna, bo nie jestem wierząca. Aktualnie robią mi wymówki, że namówiłam męża tylko na ślub cywilny.

Pamiętam, że jak przyjeżdżałam do niego, jak jeszcze nie byliśmy małżeństwem, to nie mogliśmy razem spać (musiałam być w osobnym pokoju), nawet o niewinnych całusach nie było mowy. Latem nie mogłam przy nich chodzić w szortach, bo uważali, że to bezbożne i dziwkarskie. Moją rodzinę wyzywali od ateistów, mimo że nimi wcale nie są. Słuchanie w radiu i oglądanie w tv innego programu niż Trwam było zakazane. Na wieść o tym, że kupiłam sobie wczoraj nowe buty (bo potrzebowałam na jesień), moja teściowa stwierdziła, że jestem materialistką.

Jako że teście mieszkają w domku jednorodzinnym, mają też psa. Suczkę konkretnie, która często biega samopas po okolicy (wieś, wiadomo jak to jest). Mycha wydała dziś rano na świat szczenięta. Teść stwierdził, że nie ma co z nimi zrobić, nie będzie trzymał w domu tyle psów.
Możecie domyśleć się, co zrobił.

Zdziwił się bardzo, kiedy po południu na podwórze zajechała policja, a pan policjant zaczął czytać mu artykuł o znęcaniu się nad zwierzętami i uśmiercaniu ich.

Czy mi się wydaje, czy wiara równa się z posiadaniem pewnej określonej moralności?

#y6Vfe

Ostatnio odbyły się 95 urodziny mojej prababci. Mimo wieku humor wciąż jej dopisuje, choć zdrowie już nie to. Rodzinę mam od jej strony naprawdę ogromną, bo babcia miała 9 dzieci, 31 wnucząt, nas prawnucząt jest 76 i trójka praprawnuków. Oczywiście cała rodzina nie mogła uczestniczyć w przyjęciu z okazji jej urodzin, bo rozsiani jesteśmy dosłownie po całej Europie, poza tym zwyczajnie byśmy się nie pomieścili. Wpadliśmy więc na pomysł zrobienia jej filmu z życzeniami. Łatwo nie było, ale jakoś daliśmy radę. Dwoje kuzynów jednak z jakichś powodów nie dostarczyło swoich nagrań i po prostu zrobiliśmy to bez nich.

W urodziny babci puściliśmy jej na laptopie zmontowany filmik. Babcia w milczeniu oglądała, a kiedy film się skończył...
- I co, to już? - babcia niezadowolona spojrzała na którąś z ciotek.
Patrzymy na nią w szoku, pytamy co się stało i czy się nie podoba może, na co babcia:
- Podoba czy nie podoba... Ja wiem, że ja dla was to już stara kwoka jestem, ale liczyć jeszcze umiem. I dwóch tu nicponi mi brakuje! Tadeusze, Mariusze czy inne. DWÓCH NIE MA!
Po czym kazała sobie przynieść telefon i obrażona do mojego brata:
- Wykręć no mi ich na tym wihajstrze, już ja tym czortom dam popalić!

#cg67S

Po 47 latach życia nie w Polsce przyjechałam na dłużej. Jest bardzo ciężko żyć w tym kraju.
Przyczyną - ludzie. Dziwni i niestety głupawi.
Zupełnie się NIE STARAJĄ! Brak wiedzy na poczcie, w banku, w urzędach; tylko minimum. Praca i etat to KARA, którą trzeba jakoś przetrwać i odwalić. Nawet jeśli już wiesz coś (bo poprzednio miałeś bitwę na ten temat) z uporem nie przyznają się do błędu i NIE POPRAWIĄ. Wiem teraz dlaczego LEJĄ nas wszyscy i Szwedzi, i Ukraińcy (Wołyń!), i Rosjanie, i Niemcy, Austriacy, Żydzi - a teraz Izrael. Dostajemy w dupę równo od wszystkich i płaczemy setkami lat nad tymi co zginęli. Pytam się
gdzie w tym Narodzie zapobiegliwość, inteligentny pragmatyzm, spryt albo informacje na temat tego co się dzieje na świecie? Lenistwo i pycha, a najgorsze stałe narzekania jacy to są zmęczeni - i na urlop.
Na miesiąc!

A ja widziałam ludzi, którzy brali środki przeciwbólowe żeby móc pracować na 2 pełne etaty. Tak się starali! Szczęście człowieka to PRECYZJA JEGO DZIAŁANIA - jak ci się źle dzieje to znaczy, że źle robisz. Może to ten ciężki klimat, może trzeba więcej dobrej kawy ze 3 dziennie na rozpęd? Boję się, że zjemy unijny tort i popadniemy w następną NICoś.

Wyjeżdżam. Tam nie jest słodko i trzeba bardzo ciężko i starannie pracować. Ale jest lepiej. Nawet jeśli jest tyle samo kretynów, to są dobrze przeszkoleni i wykonują swoją pracę bo inaczej… polecą na pysk.
Żegnaj Kochana Polsko mojego Kochanego Ojca, który spał w pracy na biurku, bo musiał robić ważne raporty dla naszego lotnictwa.
Nie staracie się - nie spodziewajcie się niczego dobrego.
Ex-pat.

#361cH

Już od czasów podstawówki byłam ładna. Czarne pukle włosów sięgające do pasa, lazurowe oczy. Wiecie, taki ideał dziecka. Potem, w gimnazjum też byłam najładniejszą dziewczyną w szkole, na studiach także. Wszyscy zazdrościli mi urody, a ja oddałabym wszystko żeby wyglądać normalnie.

Może się to większości z Was wydawać głupie, ale ładnym dziewczynom naprawdę bywa ciężko. Mężczyźni już od czasów późnej podstawówki rościli sobie prawo do niewybrednych komentarzy, dotykania mnie. Niby mimochodem, ale zawsze. Pamiętam jak nauczyciel od plastyki dotykał mnie w mało nauczycielski sposób "bo jestem taka śliczna". Przejażdżka komunikacją miejską to koszmar, tak samo imprezy. Zawsze się ktoś przyczepi. Ciągle zaloty, nudny flirt, teksty z pytaniem o numer telefonu, a w skrajnych przypadkach śledzenie do domu. Nie wychodzę nigdzie bez gazu i paralizatora, bo kilka razy musiałam go użyć i szybko uciec. Chwyty z samoobrony mam wytrenowane do perfekcji. Mam wrażenie, że facetom przy mnie odbija.

Mam tylko jedną przyjaciółkę bo reszta kobiet mnie nie toleruje, pomimo tego, że naprawdę nie flirtuję z ich facetami. Zawczasu już staram się być oschła. Ale przypadków samców alfa, którzy z obrączką na palcu proponują mi randkę jest sporo. Nawet wśród mężów koleżanek. Nic dziwnego, że mają mnie za latawicę. Zbudowanie związku w oparciu o mój charakter, a nie wygląd to w moim przypadku coś nieosiągalnego. Jak mam rozmawiać z kimś o muzyce czy filmach jak nie może oderwać ode mnie wzroku? I albo coś dukają nieśmiało albo przechodzą w tryb "macho" czyli popisówki i głupie teksty.

Na doktoracie nie poradziłam sobie tylko dlatego, że strasznie gnębiły mnie inne kobiety bo profesorowie byli dla mnie strasznie mili. Wiecie, zawsze kazali siadać koło siebie, wzywali do gabinetu z byle pierdołą. Nie miałam życia przez to bo wszyscy myśleli, że dostałam się tylko dlatego, że jestem ładna. Zrezygnowałam na drugim roku.

W pracy jest podobnie. Szef proponuje awans, przysiada się na skraju biurka i ciągle mnie wzywa do siebie. Już krążą plotki o jakimś romansie, a ja naprawdę nic nie robię. Kocham tę pracę, ale nie chcę kolejnej łatki "tej co wszystko się udaje przez urodę" lub jak kto woli "tej co dała dupy za awans".

Każdy związek szybko się rozpada bo mężczyźni są o mnie zazdrośni. Nawet się bardzo nie dziwię bo nikt nie wytrzymałby ciągłej adoracji swojej kobiety.

Z utęsknieniem czekam na starość aż się pomarszczę i przestanę być atrakcyjna. Może ktoś wtedy powie "mądra kobieta" zamiast ciągle "piękna". Uroda według mnie absolutnie nic nie znaczy, nie mamy na nią w żaden sposób wpływu. Jaki jest sukces osoby w tym, że wygrała w loterii genetycznej? Żaden.

Musiałam się wygadać, pokazać drugą stronę medalu. To, że jak ktoś ładny to na pewno głupi. Przykre to strasznie.

#uv6Ql

Historia o miłosnym trójkącie. Ja, mój były (nazwijmy go Adam) i jego kochana mamusia.

Otóż Adam był dwudziestoletnim, dobrze wychowanym i inteligentnym facetem, który nie potrafił powiedzieć "nie" swojej rodzicielce. Standardem było, że wracał do domu o 22, nie mógł rozmawiać wieczorem przez telefon, a gdy chciał wyjść z domu na dłużej, musiał nieźle wkręcić rodzicielkę. Odwoływał spotkania, bo musiał iść łapać z mamą pokemony, a gdy chcieliśmy iść na siłownię, musiałam liczyć się z towarzystwem niedoszłej teściowej. A na koniec Adam dostał super propozycję. Nowy komputer w zamian za zerwanie ze mną kontaktów.

Mam nadzieję, że długo mu nie posłuży.

#KmXfM

Moi rodzice są po rozwodzie już parę ładnych lat, mój tata bił i zdradzał moją mamę praktycznie od początku ich związku, moja matka w końcu zdecydowała się na rozwód który przyniósł wiele bólu, nieprzespanych nocy, nerwów, ataków paniki jak i depresji. Najbardziej to wszystko odbiło się na mnie. Nie wiem czemu odczułam wszystko bardziej. W momencie, którym po tym wszystkim zaczęliśmy sobie układać życie z mamą, kobieta mojego ojca kopnęła go w dupę. A ten wrócił z podkulonym ogonem do matki twierdząc, że żałuje wszystkiego.
Jest tu lekko ponad tydzień A już owinął ją sobie wokół palca.
Mało tego, słyszałam co robili dziś w pokoju... Nigdy nie czułam do nikogo takiego obrzydzenia jak do niej w tym momencie.
Nie mam pojęcia jak przemówić jej do rozsądku, a ja nie daję już sobie rady psychicznie...

#HAEpr

Od dziecka mam dwóch bliskich przyjaciół - Kubę i Maćka - którzy w zasadzie są dla mnie jak bracia. Dwa lata temu rozpoczęliśmy studia. Z naszej trójki tylko ja studiuję w naszym rodzinnym mieście, chłopaki wracają jednak zawsze na weekendy do domu. Zwyczajem stały się dla nas spotkania w sobotę - jakieś piwko, pizza, itp.

Z pół roku temu Kuba przedstawił nam swoją dziewczynę Kingę. Początkowo wszystko było gites majonez, ale nagle dziewczynie zaczęło odbijać. Robiła Kubie awantury o każde spotkanie z nami. On dzielnie znosił te burze, zawsze przychodził, ale potem narzekał, że Kinga jest zła. I tak co tydzień.
Nie rozumiałem o co dziewczynie chodzi, przecież spędzał z nami i tak bardzo mało czasu. Aż tu nagle, niespodziewanie wpadłem na Kingę na mieście. Wprost powiedziałem, żeby się ogarnęła i nie robiła z siebie księżniczki, żeby nie traktowała tak Kuby i nie robiła cyrków z naszych spotkań.
Jej odpowiedź zbiła mnie z nóg. Powiedziała, że fajny ze mnie przyjaciel, skoro mam gdzieś zdrowie Kuby... Nie wiedziałem o czym ona mówi.

Okazało się, że u Kuby niedawno zdiagnozowano cukrzycę. Bierze leki, ale musi także stosować dietę. Jej istotnym punktem jest ograniczanie alkoholu i tłustych pokarmów. Kinga wiedziała, że właśnie one królują na naszych spotkaniach, i że Kuba sobie nie odmawia. Myślała, że ja i Maciek wiemy o chorobie i mimo to pozwalamy mu na picie nawet 3 piw wieczorem, dlatego chciała, by całkiem przestał nas widywać.

Teraz z Maćkiem pilnujemy Kuby i na każdym spotkaniu mamy zdrowe przekąski i zero alkoholu. Z Kingą zwracamy mu uwagę na dietę i powagę choroby, którą on zawzięcie bagatelizował. A Kinga dostała ode mnie wieeeeelki bukiet kwiatów w ramach przeprosin za to, że na nią naskoczyłem.

Uwielbiany przez Was morał - nie oceniaj dziewczyny przyjaciela po pozorach, bo może ona właśnie stara się uratować mu życie.
Dodaj anonimowe wyznanie