#RDd6M

Historia z tych jak " dobrze mieć troskliwą teściową".

Dwa lata temu, mój wymarzony, jedyny, idealny mężczyzna, postanowił mi się oświadczyć. Po 4 latach związku, nadszedł moment kiedy przed Bogiem i rodzinką powiedzieliśmy sobie to magiczne "tak", ale do sedna sprawy.

Mój Mąż ma bardzo troskliwą mamę, zawsze kiedy go odwiedzałam jeszcze jako dziewczyna \ narzeczona, potrafiła 100 razy zapytać czy nie jesteśmy głodni, czy mamy ochotę na jakieś słodycze, lody, herbatę, kawę, ciasto (...)
Przyznam, że było to miłe z jej strony, taka kochana troskliwa mamusia, z którą bardzo się lubiłam. Często nawet przychodziłam na ploteczki i kawunię ;) (do czasu).

Nadszedł nasz magiczny dzień. Ślub był piękny, oczywiście jak to w takich sytuacjach bywa, pomagali nam w przygotowaniach rodzice. Trochę zaniepokoiło mnie zaangażowanie przyszłej teściowej, ale w końcu to jej jedyny syn bierze ślub. (Tak, mój ukochany jest jedynakiem).
Ceremonia była piękna, wesele też, wszystko jak z bajki.

Jako prezent ślubny od rodziców męża dostaliśmy mieszkanie, piękne 3-pokojowe z balkonem mieszkanko "nasz azyl". Oczywiście w wystroju pomagała teściowa. Cieszyłam się z tego, ponieważ bardzo ją lubiłam, a moja mama niestety nie mogła mi pomóc (mieszka z moim tatą 350 km od naszego miejsca zamieszkania).
Wprowadziliśmy się do naszego mieszkanka tydzień po ślubie, pierwsza noc, pierwszy poranek, niestety ja i mój mąż musieliśmy iść do pracy.

Wracam o godzinie 15:30 do domu, próbuję włożyć klucz do zamka - nie mogę, od razu panika, ktoś się włamał! Otwieram drzwi i ulga - pachnie obiadkiem w całym domku, myślę sobie, mój ukochany wrócił wcześniej z pracy i chciał mi zrobić niespodziankę, wchodzę do kuchni i jestem w szoku.

Teściowa przy kuchence gotuje obiad.

Tak, dorobiła sobie klucze.
Tak, przychodzi do nas codziennie.
Tak, codziennie gotuje i sprząta, robi pranie.
Ostatnio zwróciła mi uwagę, że w sypialni za łóżkiem znalazła moją bieliznę i nie powinnam rozrzucać "swoich wyzywających majteczek" po całym domu, bo nie każdy chce je oglądać.
Na domiar złego, dziś powiedziała że zostanie na noc, bo nie opłaca jej się jechać do domu, skoro jutro rano musi być znów na miejscu.
Nie pomagają prośby, moje i mojego męża, żeby delikatnie mówiąc dała nam spokój.
Zawsze słyszymy jedna odpowiedz:
"Jesteście tacy zapracowani, że należy wam się chwila dla siebie, moje kochane dzieci".
Jasne, z nią obok na kanapie. To takie romantyczne.

I co mam zrobić?!
Zutaras Odpowiedz

Dostaliscie od niej i od jej meza mieszkanie, wiec to bylo do przewidzenia. Traktuje wasze mieszkanie jak wlasne. Wymien zamki albo uzbieraj na nowe mieszkanie, bo to przegrana sprawa. Powiecie jej, ze sobie jej nie zyczycie to mozecie pozegnac sie z waszym gniazdkiem. Moze jest mila na pokaz.

Matuchna Odpowiedz

Pogadać, na poważnie. Jak nie zrozumie to

- jeśli mieszkanie jest jej własnością, to po prostu się wyprowadzić (a jeśli na remont wylożyliście w takim przypadku swoją kasę, to straszna głupota)
- jeśli mieszkanie jest waszą własnością, to wymienić klucze

eremita Odpowiedz

Pytanie też kto jest właścicielem tego mieszkania, teściowa może być zdania, że to jej mieszkanie i może co chce. Takiego prezentu jak mieszkanie nie powinno sie przyjmować od rodziców w ogóle. Przyjąć można pieniądze i zastrzec od razu, że kupimy i zrobimy co my chcemy, a jak się nie zgodzą to podziękować, skoro wiedzieliście jak nadopiekuńcza teściowa jest.

eremita

Ten trzeci pokój mógł być od samego początku dla niej, tylko wam nie mówiła.

Ebubu

"Takiego prezentu jak mieszkanie nie powinno się przyjmować od rodziców w ogóle."

Moim zdaniem bzdura.... Co w tym złego że rodzice chcą pomóc dziecku? Jeżeli chcą i ich stać lub mają dodatkowe mieszkanie, to taka pomoc nikogo nie powinna dziwić. Jasne są różni rodzice... jedni wezmą kredyt by dziecko wykształcić czy pomóc mu na starcie dorosłego życia, a inni puszczą w świat w wieku lat 18.
Tutaj problemem jest nadopiekuńcza matka nie szanująca ich granic.

SiriusBlagh Odpowiedz

Zmienić zamki. Duh.

Anwute Odpowiedz

Wymienić zamki.

Adiuk Odpowiedz

Ciężka sytuacja ale podejrzewam, że bez kłótni czy obrażenia się teściowej to się nie obejdzie

Elphaba09 Odpowiedz

Zmienić zamki.

sunflower1233 Odpowiedz

Jesteś żałosna. Zachciało się bawić w dom, ale bez konsekwencji? To wykup własne mieszkanie (nic dziwnego i ponad normę, ja mam takie a pracuję w budżetówce) i potem powiedz WON. Aaaaale to musisz troche pracy, a komu sie chce, prawda? ;) lepsza pyszna pizza i paznokietki :)

karinuredo

Pomyliły ci się wyznania czy co? Kobita pracuje tak samo jak jej mąż. A skoro kupiła im mieszkanie, to co mają zrobić? "nie dzieki, lepiej sprzedaj i daj nam kasę" Za dużo żeś wypił i bredzisz, czy co?

Qehayoii

Dla kazdegoobdarowywujacego 2 rzeczy powinny byc ku* oczywiste, i jest masakra ze gro wypowiadajacych sie tego nie dostrzega:
- O to czy prezent jest prezentem czy nie *decyduje* strona obdarowywana (co pozwala uniknac obdarowywania dlugami czy inna "wolnoscia od pieniadza" (kradzierz), "wpier*"/"wiecznym odpoczynkiem" (morderstwo), "sexem" (gwalt) itp).
- Prezent jest generalnie wlasnoscia strony obdarowywanej i nie wymaga splaty (w odroznieniu np. od tranzakcji handlowej czy kredytu) jesli tak nie jest to zwyczajnie nie jest prezentem - i takie jego okreslanie jest najzwyczajniejszym klamstwem/oszustwem...

Natomiast co tutaj najprawdopodobniej (najczesciej) sie dzieje - tesciowa kupuje mieszkanie de facto dla siebie, nazywa! to prezentem dla dzieci, zatrzymuje je jako swoje (nie wiem czy wciaz jest prawnie wlascicielem ale ewidentnie rozbija sie jak na swoim) ale domaga sie korzysci w relacjach jakby ich faktycznie obdarowywala...

sunflower1233

Karinuredo, won na zdalne lekcje

karinuredo

Przykro mi ale jestem już dawno po studiach, ale chętnie bym wróciła do czasów szkolnych, zwłaszcza gdyby wtedy były lekcje zdalne, takich buców jak ty teraz bym nie musiała widywać na oczy.

Qehayoii Odpowiedz

Jak dziala prezent/podarunek (wstyd zeby to trzeba bylo wyjasniac)...

Jak sensowny czlowiek daje prezent:
- Obdarowywyjacy posiada X
- Obdarowywyjacy przekazuje X obdarowywowanemu
- Obdarowany ma X

Jak wyrachowane czlowiej daje (pseudo) prezent:
- "Obdarowywyjacy" posiada X, "obdarowany" posiada Y
- "Obdarowywyjacy" przekazuje X "obdarowywowanemu"
na zaakceptowanych za przez obie strony warunkach i dostaje w zamian Y
- "Obdarowany" ma X, "obdawowywyjacy" ma Y
(zwyczajna tranzakcja handlowa, tylko w obszarach/warunkach kulturowych gdzie tranzakcja byla by problematyczna lub zle widziana)

Jak skur*/patole daja prezenty:
- "Obdarowywyjacy" posiada X, "obdarowany" posiada Y, Z, ....
- "Obdarowywujacy" "prezentuje" "obdarowywowanemu" X, czesto w rzeczywistosci zachowujac go (rzeczywiste prawa) dla siebie. Cos jakbym podarowal komus pieniarze, caly czas trzymajac je w rece a potem kupil *sobie* za nie prezent. Rozne zje* tak naciagaja logike zeby oddzielic rozporzadanie od posiadania.
- "Obdarowywujacy" domaga sie Y, potem Z, a potem kolejnych korzysci z racji "obdarowania" "obdarowanego" X'em.
- (wisienka 1) "Obdarowywujacy" zatrzymuje X (a jesli doszlo do przekazania go odbiera (czesto bezprawnie)) na podstawie jakiejs wymowki. Zatrzymuje takze Y, Z, etc. (bo to prezenty)
- "Obdarowywany" jest zrobiony w ciu*...
- (wisienka 2) "Obdarowywujacy" czesto tez potem atakuje/niszczy "obdarowywanego" na forum spolecznym roznymi klamstwami itp. zeby utrudnic mu dochodzenie swoich PRAW, i najczesciej przerzuca sie na kolejny target.

Qehayoii

Ps. Dzieciaki/mlodzierz czesto czuja instynktownie, ze cos jest na rzeczy, chyba kazdy kojarzy sytuacje gdzie dzieciak/mlodzieniec/dziewczyna buntowniczo nie chca czegos "dobrego", jakiegos "prezentu". Malo kto zwraca uwaze ze kosztem takiego prezentu jest (ciche) zcedowanie (jakichs) praw czy akceptacja (niejawnych) warunkow. Cos jak zaakceptowanie misia "wsystko jest w porzadku" po pijackim wpier*, traktowane jako splata pobicia przez pijacego ojca (czy nawet akceptacja warunkow wymiany).

Podobnie jak paczka wieziennych obwiesiow "podarowywujaca" nowoprzybylemu wspolosadzonemu mlodziencowi wielka tube wazeliny. Technicznie godzac sie tylko akceptujesz wazeline ... Praktycznie fizyczny "podarunek" za (ukryta) cene zmiane relacji pomiedzy stronami czy jej postrzegania przez otoczeni - a tranzakcje gdzie druga strona ukrywa/przemyca swoje warunki sa praktycznie zawsze niekorzystne dla "obdarowywanego"... (co jest calkiem logiczne)

HerbataZCynamonem

Bardzo mądre wnioski, ale napisane tak tragicznie, że miałam poważne problemy ze zrozumieniem...

Qehayoii

Wiem, ze ciezko sie to czyta. Na moja obrone napisze - ze jest jednak troche tak, ze wszystko ponad pierwsze 5 ("sensownych") linijek jest opisem tego jak ludzie mącą i gmatwaja sytuacje zeby wprowadzic innych w bład :)

W normalnej dyskusji (a nie n-tym komentarzu ktory ktos *moze* kiedys przeczyta) postaralbym sie troche to rozjasnic i moze wrzucil jakies proste obrazki/rysunki.
(niektore klamstwa skupiaja sie glownie na warstwie jezykowej, proste wizualne przedstawienie sytuacji bardzo szybko ujawnia gdzie tkwi podstep)

Qehayoii

Proste zobrazowanie o co mi chodzi z tym zmąceniem. To cos jak opisywanie drzewa genealogicznego rodziny znanej z notorycznego, wielopokoleniowego kazirodztwa. Problemy, ze zrozumieniem rodzinnych koligacji nie wynikaja tylko i wylacznie z winy wyjasniajacego :p
Rysunek (techniczny graf czy model blokowy) potrafi znaczaco ulatwic sprawe.

HerbataZCynamonem

To jedno, ale chodziło mi o warstwę językową ;) sorry, zboczenie zawodowe.

niewiemjakikik Odpowiedz

Następnym razem jej nie wpuść.

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie