#OzM6D

Wczoraj poszłam odwiedzić babcię, a później miałam z nią gdzieś pojechać. Tuż przed wyjściem z domu babcia poszła jeszcze po coś do pokoju. Niewiele myśląc i w sumie nie wiem czemu, ruszyłam za nią, cicho jak ninja, więc babcia nie usłyszała.

Stała przy szafce i całowała zdjęcie swojego męża. Nagle mnie zauważyła, speszyła się i powiedziała:
- Wiesz... Zawsze się z nim żegnam, jak wychodzę gdzieś na dłużej... Nie mów rodzicom, to taka moja drobnostka - i odłożyła zdjęcie na miejsce.

Dziadek nie żyje od 26 lat.

#G6b73

Czytam anonimowe od dawna i w końcu nadszedł czas żeby podzielić się swoją historią. Może da ona komuś do myślenia.

Jestem mamą dwóch cudownych córek. Jedną chociaż nie jest moim biologicznym dzieckiem kocham tak jak swoją i uważam, że matką nie jest ta kobieta co urodziła, ale ta co wychowuje i jest przy dziecku na dobre i na złe.

Kilka miesięcy temu urodziłam drugą kruszynkę. Niestety, ale nie był to łatwy poród. 7 tygodni przed terminem, waga maleństwa ledwo ponad 1500 g. Byłam załamana tym bardziej, że z powodu covida nie mogłam z nią zostać tyle ile bym chciała. Wyszłam ze szpitala po tygodniu, a córka została jeszcze kolejne 3. Mój stan psychiczny nie był w najlepszym stanie. Jednak to nie przeszkodziło mojej szwagierce nazwać mnie patologią. A dlaczego? Dlatego, że według niej porzuciłam dziecko w szpitalu i nie mogę się nazywać matką. Wybrałam męża i "cudze" dziecko zamiast swojego.

Nie docierało do niej, że nie miałam wpływu na to. Najgorsze jest to, że po takim czasie ona nie widzi, że zrobiła coś nie tak i nie uważa żeby miała przeprosić. Ja na szczęście nie miałam depresji poporodowej, ale gdyby trafiło na kogoś w większym dołku różnie mogłoby się skończyć.

#mcDLz

Cześć wam, zawsze czytałem te wyznania myśląc, że większość jest zmyślona. Dziś postanowiłem napisać własne, prawdziwe.

Ostatnio siedzieliśmy z żoną na kanapie. Na fotelu, w tym samym pokoju siedział nasz 18-letni syn. Jak to często, mieliśmy włączony Polsat i akurat oglądaliśmy nowy serial - Gliniarze. Odcinek dotyczył nastolatka, który próbował się zabić. Samobójstwo było spowodowane znęcaniem się ojczyma, wielkiego miejskiego szychy, jego próbami zmiany orientacji pasierba i groźbą wyrzucenia go z domu wraz z jego matką. Kiedy okazało się, że syn może przeżyć, ten pojechał do szpitala i chciał go dobić, dusząc poduszką. Wszystko, by nikt się nie dowiedział, że ma w domu geja.

Ale nie o tym. Moja żona to skrajna katoliczka. Obraża ciągle homoseksualistów, ateistów, kobiety, które nawet w trudnej sytuacji dokonały aborcji. Mówi o miłosierdziu, ale mam wrażenie, że w niej jest go najmniej. Gdy widziała jak wcześniej wspomniany ojczym dusił pasierba, stwierdziła, że dobrze robi, bo ten obrażał godność jego rodziny i był złym synem. Dyskutowałem z nią, ale do niej nic nie dociera.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nasz syn siedział i tego słuchał. Słowem się nie odezwał. A ja się od dawna domyślam, że ten problem dotyczy też jego. Był cały czerwony, wyglądał, jakby chciał wyjść, ale się bał, że moja żona się domyśli, o co chodzi. Ona tego nienawidzi. Dla niej tacy ludzie są bezwartościowi. A mój syn ma średnią 5.2, był na olimpiadzie z historii. Nigdy nie miał dziewczyny. Za każdym razem, jak żona obraża gejów i lesbijki, on wydaje się przejęty i nic nie mówi. Ona nigdy nie domyśliła się, że może obrażać swojego syna, którym się chwali przed znajomymi. Czasem mam wrażanie, że tylko po to go zrobiła, żeby jej oceny i osiągnięcia przynosił. Ostatnio był spokój, bo wyżywała się na czarnym proteście, ale mnie zaczyna to boleć, bo jestem prawie pewny, że mój syn jest gejem i wiem, jak go musi boleć, jak ona życzy takim ludziom nawet śmierci. Zawsze bałem się go o to spytać, bo nie wiem, co będzie dalej, jak ona się dowie.

Synu, kocham cię bez względu na to, bo jesteś super. Jeśli to czytasz i wiesz, że to o tobie, to wyżal się mi. Ja jej tego nigdy nie zdradzę.

#Vx6am

2 lata temu, podczas gdy moja dziewczyna była opiekunem na koloniach, ja wybrałem się z jej koleżanką (nazwijmy ją Karoliną) nad jezioro. Znaliśmy się jak stare konie, więc nikogo to nie dziwiło oraz ani moja dziewczyna, ani chłopak koleżanki nie byli zazdrośni.

Na tym wyjeździe jednak było inaczej, Karolina cały pobyt nad jeziorem wyraźnie się do mnie przystawiała, chciała się przytulać, ciągle chciała żebym z nią gdzieś chodził. Jednym zdaniem, prowokowała mnie do granic możliwości. Z racji, że jest urodziwą kobietą i podoba mi się jeżeli chodzi o wygląd, to naprawdę trudno było mi się opierać. Finalnie do niczego nie doszło, lecz następnego dnia miałem jechać w odwiedziny do dziewczyny na kolonię. Zgadnijcie kto chciał się ze mną zabrać... Tak, dobrze myślicie, Karolina. Zabrałem ją, gdyż jej siostra Aneta, a zarazem przyjaciółka mojej dziewczyny, też tam była.

Przez całą drogę (ok. 200km) znowu nie dawała mi spokoju. Zatrzymywanie się co chwilę na postój, "przypadkowe" upuszczanie ołówka albo telefonu pod moje nogi. Na szczęście dojechaliśmy cali. Jak tylko przywitałem się z dziewczyną, podeszła do mnie siostra Karoliny. Aneta wzięła mnie na stronę i powiedziała coś co totalnie mnie zirytowało:
- Nie gniewaj się na mnie, ale to, że Karolina cię kokietowała przez ostatnie dwa dni, to moja zasługa. Kazałam jej to zrobić, żeby zobaczyć czy nie zdradzisz swojej dziewczyny. Ona nic oczywiście o tym nie wie.

Nie wiedziałem, że dziewczyny dbają tak o siebie nawzajem...
Chłopaki - Strzeżcie się, nigdy nie wiecie co tym kobietom może przyjść do głowy :D

#NMvsd

Od ponad dwóch lat spokojnie żyje sobie na obrzeżach Warszawy, gdzie mam w pobliżu tylko jeden sklep. Codziennie robię w nim zakupy i jak na mały osiedlowy sklepik pracuje tam aż 7 typowych Grażyn.

Naturalnie parę razy w miesiącu słyszę "mogę być winna grosika?", "oj… a nie ma Pan drobniej?". Chyba nikogo to nie dziwi. Przyszedł koniec miesiąca i nie oszukuję, że głód trochę mnie przycisnął jak na studenta przystało. Obszukałem całe mieszkanie… Pod łóżkiem, fotelami, każda szafka itp. Aż uzbierałem 14zł w drobnych 1gr/2gr/5gr i 10gr. Wszystko zrulowałem foliowym papierem spożywczym, wyszły ładne 4 bilony, które podpisałem flamastrem, ile i jakich monet można się tam spodziewać. Pomyślałem, że zrobię dla Pań miły gest, bo zawsze mają problem z drobnymi.

Nope! Wszystkie mnie wyśmiały i powiedziały, że takie rzeczy się wymienia w banku, po co im tyle drobnych i w dodatku nie mają zamiaru teraz tego liczyć, bo im ruch będę hamował (w sklepie byłem jedynym klientem). No cóż, jeden dzień bez jedzenia idzie wyżyć.

Następnego dnia gdy dostałem wypłatę, wybrałem się do tego samego sklepiku, aby kupić coś na śniadanie. Przy kasie nie zdziwiło mnie gdy usłyszałem:
- Mogę być winna...

#aaRnl

Jestem Anon mam 27 lat miałem do niedawna piękną dziewczynę na potrzebę historii nazwijmy ją Klara.


Z Klarą byliśmy 6 lat w związku mamy dwójkę cudownych dzieci, 4-letnią dziewczynkę oraz prawie rocznego synka, w naszym związku były chwilem cudowne jak i te złe. Myślałem że skoro z Klarą mamy 2 dzieci to ona nigdy nie odejdzie będziemy razem na zawsze myślałem że nie muszę się już nią zajmować, przestałem zwracać na nią uwagę okazywać jej jakiekolwiek uczucia ogólnie się starać.No przyszedł dzień że Klara się wyprowadziła i wtedy dopiero zrozumiałem co straciłem, ile bym dał aby cofnąć czas żeby ukochana do mnie wróciła lecz nie mogę.


Chce aby tą krótką historia była przestrogą Dla Was Panowie, uczcie się na Moim błędzie. Jeśli macie ukochana przy Sobie nie olewajcie jej, bo jak ją stracicie to możecie już nie być wstanie jej odzyskać.

#towY6

Właśnie wracam pełna szoku z pewnego szpitala.

Mój dziadek od pewnego czasu choruje na raka płuc. Co jakiś czas jeździmy z nim na rutynowe badania, żeby kontrolować przebieg choroby. Wczoraj przy badaniu okazało się, że pilnie musi zostać przetransportowany do większego miasta na zabieg, którego w naszym małym szpitalu nie mogą wykonać. Nikt z nas nie był na to przygotowany, więc jak siedział, tak pojechał - bez leków, pidżamy czy bielizny na przebranie.

Dzisiaj z babcią całkiem z rana wsiadłam oczywiście w pociąg, jechałyśmy około 100 km, żeby wszystko zawieźć i zobaczyć jak dziadek się czuje. Kiedy w końcu trafiłyśmy na oddział (oczywiście same musiałyśmy to ogarnąć, ponieważ nikt nie był chętny do pomocy), okazało się, że wizyty są od 15:00, była 11. Myślę sobie, poproszę pielęgniarkę, może się zgodzi wpuścić nas na chwilę, ze względu na odbytą podróż i to, że pacjent nie ma przy sobie nic oprócz tego co miał ubrane. Oddelegowana do oddziałowej grzecznie pytam, czy możemy wejść, bo podróż, bo to, tamto, że nie mogę czekać do 15, bo o 17 muszę być w domu. Zrugała mnie jak psa, że skoro musimy, to mamy minutę żeby wejść i wyjść. Przemilczałam. Ale kiedy weszłam i ujrzałam, nie uwierzyłam. Co się zobaczyło, już się nie odzobaczy.

Dziadek leżał po zabiegu, nie miał na sobie nawet bielizny i krył się pod kołdrą, mimo że wręcz topił się z gorąca, zabrały wszystko, obok stała tzw. "kaczka" przepełniona po brzegi, nie mógł nawet się załatwić. Ale to nic, kiedy prosił ze łzami w oczach, żebyśmy mogły zostać chociaż na 10 minut, usłyszałam "Nie obchodzi mnie to. Mówię od 15, a ten tu dyskutuje". Wybuchłam. Nie chciałam tego robić, ale musiałam. Po prostu nie życzę sobie takiego traktowania. Słyszał to chyba cały oddział, czego żałuję, bo szkoda było mi pacjentów, że zakłócam im spokój, a także babci, która z nerwów nie wiedziała co zrobić. Ale w tamtym momencie wpadłam w szał. Ubrałam dziadkowi bieliznę, za co także zostałam zrugana, wylałam zawartość "kaczki" i zostawiłam telefon, żeby zadzwonił do mnie jak będzie się coś działo. Nie został od wczoraj nawet umyty...
 
Niestety po 10 minutach walki zostałyśmy wyproszone, delikatnie mówiąc. Z nerwów się popłakałam, bo żaden pacjent nie zasługuje na takie traktowanie, a wszystko wystarczyło załatwić innym tonem i spokojnie. Obyłoby się bez zbędnych krzyków. Musiałam wyjść, widząc przerażenie w jego oczach, że musi tam zostać. Babcia czeka dalej pod drzwiami, obiecała, że przyjdzie na wizytę.

Jestem w głębokim szoku. Wiem, że dziadek nie wyjdzie z tego, może dlatego tak go traktują, bo "i tak umrze", ale męczyć i tak już umęczonego człowieka, to po prostu nieludzkie. Zero empatii i zrozumienia. Aż serce pęka.
Wielka Akademia Medyczna w Gdańsku pokazała dzisiaj swój poziom. Obym nigdy nie musiała tam wracać.

#5NW6U

Mam 24 lata, jestem dość ładną brunetką. Miałam randkę w ciemno, więc odstawiłam się, niestety moja przyszła miłość odwołała spotkanie 10 min przed umówioną godziną, dupek. Wracam do domu zła, widzę (ja byłam zasłonięta) chłopaka ok. 28 lat, niebrzydki, ale nie mój typ. Chłopaka kojarzę z widzenia, rozmawia z dziewczyną - blond, pazurki, solarium i kilka jej psiapsiółek oglądających tę sytuację z wyższością.
- Zerwaliśmy 2 miesiące temu, a ty ciągle o mnie marzysz.
- Mówiłem, że mam dziewczynę...
- Kto by cię chciał! (śmiech)
Widzę, że chłopak ewidentnie kłamie, czerwony na twarzy, próbuje ją wyminąć, a ona dalej leci po nim jaki to on jest cienki, brzydki itp.
W oddali kilku chłopaków rechocze.
Oj, tak to nie będzie - pomyślałam. Pierś do przodu, banan na twarzy, podchodzę do chłopaka z pytaniem:
- Kochanie, długo czekałeś?
- Yyy... nie.
Widzę, że nic nie rozumie, jego była zaraz eksploduje, przyjaciółeczki w rechot, a ja go całuję, łapię pod rękę i odchodzimy. Dopiero po chwili pyta:
- CO?

I tak oto zdobyłam przyjaciela :)
Dodaj anonimowe wyznanie