#Q7IBZ
Przechodząc do sedna.
Jakieś święto, wszystkie sklepy pozamykane, oprócz zbawiennej stacji benzynowej, oddalonej ok. 5 km, otwarta do 20. Było już po 19, naszła nas (ja+dwóch kumpli) chęć na piwko, szyba decyzja: idziem tam! Podróż trochę nam zajęła, w miejscu docelowym byliśmy tuż przed godziną 20. Szybka akcja: 10 butelkowych piw, kasjerka zapakowała zakupy w jedną reklamówkę. Zadowoleni z życia ruszyliśmy w drogę powrotną.
Mimo wielkiej chęci, z otwarciem piwa czekaliśmy do powrotu do domu. Od celu byliśmy około kilometr i wtedy wydarzyło się coś, czego nigdy nie zapomnę. Reklamówka nie wytrzymała presji i się rozerwała, 10 piw rozbitych na asfalcie... stoimy i nie wierzymy w to co widzimy, łzy w oczach... serce stanęło w miejscu, tragedia, niedowierzanie...
Od tamtej chwili życie nie jest już takie samo, nie życzę tego największemu wrogowi... Miejsce katastrofy staram się omijać, za bardzo przypomina tamten dzień :/
ani ta historia nie jest mądra, ani zabawna
ani komentarz nic nie wnosi.
Nie każdy mężczyzna to alkoholik
Biedne pijaczki. Prawie mi Was szkoda.
Kiedyś jeszcze w latach 90-tych po osiedlu chodził taki jeden menel, który zawsze w kółko mówił "jakie mam szczęście".
Kiedyś napotkałem go siedzącego na chodniku przed resztkami potłuczonej flaszki, spojrzał na mnie zapłakany i powiedział - nie mam szczęścia.
Aż mi się smutno zrobiło.
Kiedyś kolega chciał na imprezie na ogródkach działkowych pokazać dalekim znajomym jak powinno otwierać się 1/2l wódki. Tak huknął łokciem w denko, że cała butelka wyleciała mu z rąk i rozbiła się na kostce brukowej... Nie dość że się z nimi ich wódki nie napił, to jeszcze się u nas zapożyczył by im odkupić.
Niby mieliśmy z tej sytuacji niezły ubaw... ale wódki szkoda!
Miałam podobnie- zima, lód na chodnikach, daleki spacer po whisky w srodku nocy. Pełne radości dotarlyśmy do domu, wyciągamy klucze i tu nagle bach- butelka upada i sie rozbija pod samymi drzwiami!!! Opisując to przypomniałam sobie ten ból :p
Whisky to świństwo.
ale serio łezka aż popłynęła po policzku
masz plusa bo mnie to mega rozbawiło
Gdy kiedyś pracowałem w hurtowni, układałem kartony z wódką. Jeden karton musiał być naderwany, gdy go podniosłem rozleciał się i 16 flaszek poleciało na betonową posadzkę z wysokości ok 0,5 m.
Żadna się nie stłukła - cud!
Takim problemem było zabrać jakąś solidną torbę na zakupy?