Historia dzieje się jeszcze w gimnazjum. Był tam chłopak, który wyróżniał się specyficznym rolniczym zapachem. Wiadomo, nikt nie chciał się z nim kolegować, więc jako dobra dusza zapragnęłam się z nim zapoznać.
Początkowo śmiano się ze mnie. Robiono mi z nim zdjęcia. Ja się jednak nie poddałam i uporczywie poznawałam go jeszcze bardziej.
Ów chłopak zaprosił mnie "na randkę", a dokładnie do swojego gospodarstwa, gdzie ku mojemu zdziwieniu dał mi widły i zaczął pokazywać jak należy... wyrzucać obornik. Ja jednak jako zdesperowana koleżanka chwyciłam za narzędzie i bez namysłu robiłam co kazał.
Okazało się, że nie była to randka, a nieodpłatne wykorzystanie kobiety.
Nie, nie zostaliśmy parą. Dzięki tej znajomości nauczyłam się dwóch rzeczy. Po pierwsze - nie daj się wciągnąć w chybione randki. Drugą rzeczą jest obsługa wideł...
Raz, jedyny raz w życiu zostałam okradziona. Zostawiłam torebkę koło ławki w parku. Kiedy po nią wróciłam, spełniła się moja najczarniejsza wizja – torebka leżała rozbebeszona i wyraźnie przeszukana. Ku mojemu zaskoczeniu nie zniknął z niej ani mój iPhone, ani portmonetka. Ba, nikt nawet nie pokusił się o ukradzenie torebki ze złotym naszyjnikiem. Zginęła za to foliówka z krówkami-ciągutkami.
Z jednej strony byłam wielce ukontentowana, ale z drugiej – to były moje ulubione krówki, psiakrew cholera!
Dwa lata temu poznałam swojego wymarzonego mężczyznę. Jakkolwiek naiwnie by to nie brzmiało, taka była prawda. Tomek jest miły, troskliwy, inteligentny i czuły. Trzy miesiące temu oświadczył mi się, a ja się zgodziłam. Dzisiaj zastanawiam się, czy nasze wspólne życie jest w ogóle możliwe.
Tomek jest wdowcem. Jego żona zginęła w wypadku, zostawiając go samego z trzyletnią córeczką. Kamilę kocham bardzo – Tomek żartuje czasem, że bardziej od niego – ale jego zmarłej żony, mimo że nigdy jej nie znałam, zaczynam powoli nienawidzić.
Rodzice A. po jej śmierci całkowicie się załamali. Tomek dużo pracuje, nie był w stanie sam zająć się córką, więc poprosili, by przeniósł się do nich. Zamieszkali razem – duży dom, kiedy chcą, nie wchodzą sobie w drogę. Tomek nie ma rodziców, z teściami jest bardzo zżyty. Kiedy zaczęliśmy omawiać wspólne życie, byłam zaskoczona - zaproponował, byśmy zamieszkali wszyscy razem. Rodzice A. lubili mnie i akceptowali. Zgodziłam się.
Nie powinnam była tego robić.
W domu, który niedługo będzie moim własnym, czuję się jak gość. Nieustannie poprawiana, porównywana, ganiona. A. inaczej gotowała makaron. A. nie malowała się tak mocno. A. mówiła, że dziecka nie należy przegrzewać, A. zdjęłaby małej te spodnie.
A. nie żyje, a jest w naszym życiu stale. Wiedziałam, że w pewnym sensie tak będzie i akceptowałam to, ale ostatnio... Matka A. oczekuje, że ślub wezmę w sukni, którą nosiła A. Jej ojciec stale dziwi się, że nie umiem rysować – A. bardzo lubiła to robić.
Kamila nazywa mnie mamą. To czyni mnie szczęśliwą, ale... Tomek już dwa razy nazwał mnie imieniem A. Bardzo przepraszał. A potem zrobił to znowu.
Sama nie wiem, to wszystko może są dla kogoś bzdury.
To zdziwienie, że używam innych perfum i nie chciałam wziąć tych po A. - przecież perfumy się nie przeterminowały, o co mi chodzi? Inaczej ścielę łóżko, mówię do niego "skarbie", a nie "kochany".
Wszystko robię inaczej.
Inaczej niż robiła to A.
Zaczynam nienawidzić martwej kobiety, tkwię w sytuacji, którą nie wiem jak rozwiązać, wszelkie próby rozmowy, czy z Tomkiem, czy rodzicami A. nic nie dają. Przesadzam. Wyolbrzymiam. A. nie była taką histeryczką.
Nienawidzę mojej matki. Wiem, że dla wielu może być to nie do pomyślenia, bo dała mi życie, powinnam być jej wdzięczna i tak dalej... Owszem, urodziła mnie, jednak na tym jej matkowanie się zakończyło.
Gdy miałam siedem lat, matka mnie utuczyła. Dosłownie. Kazała jeść ile wlezie, a jeśli tego nie robiłam - tłukła mnie. Kablem, pasem lub pięściami. Jak byłam starsza, zdarzało jej się walnąć mnie butelką. Gdy osiągnęła swój cel śmiała się ze mnie i drwiła, wyzywając od grubych świń. Trafiłam do szkoły, ograniczała nieco swoją przemoc. Nikt się mną tam nie interesował, była to typowo patologiczna szkoła, nauczycieli gówno obchodziło.
Sprawiła, że bałam się ludzi. Bałam się odezwać, myśląc, że jak powiem coś nieodpowiedniego, to znowu mnie stłuką. Miarka się jednak przebrała, gdy przyprowadziła do domu nowego ''wujka''. Miałam wtedy piętnaście lat. Ona śmiała się i kazała się zamknąć, kiedy mnie gwałcił.
Tej mocy ukradłam jej trochę pieniędzy i uciekłam. Przez kilka dni błądziłam po ulicach większego miasta, uciekając przed policją, głodując i popadając powoli w depresję.
Jednak ktoś nade mną czuwał. To było dnia, kiedy postanowiłam skończyć ze wszystkim. Przed samobójstwem uratowała mnie starsza kobieta. Pierwsza dobra dusza, jaką spotkałam w życiu. Zaopiekowała się mną, pomogła wyjść na prostą. To ona namówiła mnie do zgłoszenia sprawy policji. Ta kobieta była moją prawdziwą mamą. Nie ta, co urodziła. Ta, co pokochała.
Niestety, choroba odebrała mi ją kilka lat temu. Codziennie odwiedzam jej grób z jej ukochanymi niezapominajkami. Kocham cię i dziękuję, mamo.
Moi rodzice nigdy za bardzo o mnie nie pamiętali, zajęci byli moim starszym bratem.
Wczoraj były moje 18 urodziny, nie wyprawiałam żadnego przyjęcia, bo nie mam zbyt wielu znajomych. W domu nikt nawet nie pamiętał, niezbyt się tym zmartwiłam. Zadzwoniła do mnie moja babcia, która jako jedyna o mnie pamiętała, powiedziałam jej, że nie świętuję tego dnia, więc zaprosiła mnie do siebie. Gdy do niej przyjechałam, dała mi 100 zł, nie chciałam przyjąć tego prezentu, bo wiem jak ciężko jest utrzymać się z renty. Babcia nalegała, więc szybko skoczyłam do sklepu obok, kupiłam wino i czekoladki.
Od babci wróciłam dziś rano. Od razu jak weszłam, moja mama czekała na mnie w salonie, myślała, że wracam z jakieś imprezy, a że było mi to zabronione, zrobiła mi awanturę. Padły słowa:
- Jak będziesz miała 18 lat, to będziesz mogła sobie wychodzić.
Więc uświadomiłam jej, że od wczoraj jestem już pełnoletnia. Strzeliła buraka, a jej mina była nie do opisania :)
Pisałem kiedyś pamiętnik. To dziwne, bo jestem facetem, ale widocznie musiałem wyrzucić z siebie te wszystkie uczucia w okresie dorastania, żeby na co dzień udawać macho. W pamiętniku tym pisałem o moich miłościach, żaliłem się na siebie, moje życie, pisałem wiersze, opowiadania erotyczne, gdzie bohaterkami były np. nauczycielki z mojej szkoły, wkurzałem się, klnąc jak szewc, nienawidząc wszystkich, układałem plany na życie itd. Wszystko fajnie, dopóki nie zorientowałem się, że matka znalazła go i przeczytała. Od tej pory moje kontakty z nią ograniczyły się do przekazywania informacji niezbędnych do koegzystowania w jednym mieszkaniu.
Nigdy już jej nie zaufałem, nie otworzyłem się, nie powiedziałem szczerze „kocham”. Może to przesada, ale po 15 latach czuję to samo.
Kilka lat temu urodziłam dziecko. Na sali poporodowej byłyśmy w czwórkę. Już odkąd zaszłam w ciążę, miałam bardzo negatywny stosunek do karmienia piersią. Obrzydzało mnie to niesamowicie, choć rzecz jasna logicznym było dla mnie, że to dla dziecięcia najlepsza opcja. W szpitalu lepiej nie było. Nikt nakarmić dzieci nie pomógł, a te z nas, które dziecko miały po raz pierwszy, niekoniecznie wiedziały jak to robić. Położne przychodziły i ni stąd, ni zowąd zaczynały miętosić dziewczyny po biustach, sprawdzając czy wszystko OK. Brrr, jednym słowem.
Kilka dni po moim porodzie na salę przywieziono młodą dziewczynę. Od razu jej dziecko dostało butlę z mlekiem. Dziewczyny z sali zaczęły dziewczynę wręcz wyśmiewać, straszyć wszystkimi możliwymi katastrofami, bo wiadomo, że mleko modyfikowane to przecież jak trutka na szczury, że jest wyrodną matką, że nie chce się poświęcić.
Dziewczyna za każdym razem mówiła tylko, że ona karmić nie może.
Za każdym razem słyszała, że głupoty gada, że mleko jest w głowie, że każde piersi są
zdolne do wykarmienia potomstwa.
Na drugi dzień ordynator przyszedł na obchód. Pyta położnej, czy wszystkie dzieci karmione naturalnie. Położna mówi, że tak, wszystkie poza tym jednym, bo mama karmić nie może.
Ordynator podszedł do dziewczyny ze słowami: każda kobieta może wykarmić swoje dziecko, zaraz pani pokażemy - bez pytania rozchylił jej koszulę.
Dziewczyna była po podwójnej mastektomii.
Ordynator przybrał kolor purpury i zwiał.
Pozdrawiam szpitale terroryzujące matki niekarmiące.
Miałam kiedyś mamę w znajomych na Facebooku. Niestety o tym zapomniałam, wstawiłam zdjęcie po mocno zakrapianej imprezie, a moja mama skomentowała: "Mam nadzieję, że równie dobrze będziesz bawić się bez kieszonkowego".
Komentarz miał więcej polubień niż samo zdjęcie.
Jak swojej teściowej jakoś specjalnie nie lubię, to szanuję za to, jak potrafi sobie wszystko poukładać.
A było to tak: zadzwonili do niej jacyś ludzie, że ma szkodę na działce (to nic, że teściowa nie nie ma żadnej działki), bo się okazało, że działkę jej ktoś niby przekazał czy coś tam. I teściowa od razu kapnęła się, że to jakiś przekręt, ale postanowiła pociągnąć temat. Poinformowali ją, że musi wpłacić jedynie 800 zł na jakieś ubezpieczenie i będzie wszystko OK. Powiedziała, że wpłaci, ale ma tymczasowo zablokowany telefon i musi go odblokować, aby zrobić przelew...
I kolesie zapłacili jej kartę pre-paid na telefon za 25 zł.
Podsumowując: moja teściowa zrobiła scammerów na kasę :D
Miałam wtedy 28 lat, skończyłam studia, a teraz pracuję. Mój chłopak dostał od kogoś cztery bilety na mecz (IV liga, pozwólcie, że nie zdradzę jakie drużyny grały). Dzień przed meczem spotkaliśmy się w klubie ze znajomymi i wtedy on spytał kolegów, czy nie chcieliby iść z nim. Byli chętni, a ja zaproponowałam, że pójdę z nimi.
Zwyczajnie mnie wyśmiali... No cóż, widocznie uważali, że kobieta i piłka nożna nie idą w parze.
Nie obraziłam się, bo miałam asa w rękawie. ;)
Przyszedł dzień meczu, chłopakowi powiedziałam, że spędzę czas z przyjaciółkami, a tymczasem spakowałam torbę i pojechałam na stadion. Zastanawiacie się po co?
Tutaj akcja się zaczyna. Mój chłopak z kolegami na trybunach, mecz miał się zacząć, więc piłkarze i sędziowie wyszli z szatni, a wśród nich ja. Nawet sobie nie wyobrażacie miny mojego chłopaka, gdy zobaczył, że będę sędziować ten mecz :D
Jak mu potem tłumaczyłam, nie lubię się chwalić tym, że zrobiłam kurs sędziowski. Wolę, gdy ludzie myślą, że nie znam się na piłce. Natomiast mój chłopak był na mnie obrażony przez tydzień, że mu nie powiedziałam :)
Dodaj anonimowe wyznanie