#cgeBz

Dwa miesiące temu dostałam awans na pełniącego obowiązki kierownika zespołu. Można powiedzieć, że dostałam go przez zasiedzenie, jestem pracownikiem z najdłuższym stażem w zespole. Poprzedniego kierownika zwolnili dyscyplinarnie. Piszę to wyznanie, bo nie wiem gdzie mogę się wyżalić.

Nie potrafię zapanować nad nowymi podwładnymi. Robią sobie co chcą, aż cud, ze to wszystko jeszcze funkcjonuje. Ich praca polega na dotarciu do klienta w odpowiednim czasie i wykonaniu odpowiednich usług i póki mój szef nie słyszy o reklamacjach, skargach i zysk się zgadza, nie ingeruje w to co się u mnie dzieje. Zdaję sobie sprawę, że to wszystko jest do czasu, bo skargi już się zaczęły, ale na mnie się zatrzymują. Podczas porannej odprawy mało kto mnie słucha, przerywają mi wypowiedzi, zagłuszają rozmowami i śmiechem między sobą. Niektórzy zamiast wyjeżdżać w trasę rozkładają się ze śniadaniem i kawą, muszą dokończyć nieskończone ploty między sobą, co skutkuje spóźnieniami. Zwracam uwagę, ale mnie nie słuchają. Ja za to słucham, pretensji jednej osoby, że ma gorzej od drugiej, kiedy usiłuję coś z tym zrobić to ta druga osoba ma pretensje, że dlaczego ona ma mieć gorzej od pierwszej itp. Istne piekło.

Ostatnio odkryłam, że zaczęło się załatwianie prywatnych spraw służbowymi samochodami w godzinach pracy. Kiedy zwróciłam uwagę kobiecie, że trzy godziny prywaty w ciągu dnia pracy to za dużo, naskoczyła na mnie, że co ona miała zrobić i że zrozumiem jak sama będę miała dzieci. Po prostu dostałam zjeby od podwładnej :/ .

Mówię im żeby uzupełniali na bieżąco braki w dokumentacjach jak zjeżdżają na zakład, bo przyjdzie taki moment, że sami się pogubią, to słyszę słowa typu: zaraz, jutro itp, albo odpowiadają milczeniem. Na mnie ciąży comiesięczne wysyłanie tej dokumentacji wyżej i zaczęłam sama to robić za nich. Nie mam natury tyrana i nie potrafię się przez to przebić. Starałam się być twarda, ale mnie zakrzyczeli, zarzucili pretensjami, uwagami, roszczeniami. Chcę dobrze, a wychodzi źle. Za miesiąc przyjeżdża szef, żeby sprawdzić czy się nadaję i jak zobaczy ten burdel, to nie dostanę kierownika i podwyżki. W sumie to sama nie wiem czy chcę nim być, bo kosztuje mnie to dużo stresu i zdrowia.

Siedzę, ryczę i piszę ten tekst. Ceniłam się na więcej, a przytłaczające jest to, że się nie nadaję, a za miesiąc szef wybierze kogoś z moich podwładnych na moje miejsce. Wtedy chyba się zwolnię.

#7zczO

Zima. Ciemno. Wieczór. Stwierdzam, że muszę zrobić zakupy i wygodniej będzie jechać samochodem do pobliskiego marketu. Poskrobałem, rozgrzałem, odpalam i jadę. Wyjeżdżam na główną ulicę i drogę zajeżdża mi czarne BWM. W dodatku zaczyna zwalniać. No nic, zmieniam pas i próbuję wyprzedzić. Ale raptem BMW przyśpiesza i znowu mi zajeżdża drogę. Co jest grane? Trochę zaczynam wątpić i myśleć nad alternatywną trasą. W pewnym momencie BWM zrównuje się do mnie i dwóch młodych gości coś gestykuluje.
Moje zdenerwowanie osiągnęło apogeum, bardzo "dorośle" pokazałem im faka i odjechałem.

Dopiero po chwili doszło do mnie, co się stało... Nie włączyłem świateł i młodzi z BMW próbowali mi o tym powiedzieć, abym nie spowodował jakiegoś wypadku.

Spaliłem się ze wstydu. Raz, że pierwszy raz w życiu zapomniałem o światłach (prowadzę samochód już 9 lat), a drugi raz za moje dziecinne zachowanie. Jeśli to czytacie, to przepraszam i dziękuję za próbę pomocy.

A Wy drodzy kierowcy pamiętajcie zawsze sprawdzić, czy włączyliście światła!

#dWBxI

Rodzice odebrali mi dzieciństwo. Byłam dla nich jedynie maszynka do zarabiania pieniędzy. Rodzice ostra patola, oboje alkoholicy i permanentnie bezrobotni, ale sprytni.
Od małego ciągali mnie na castingi dla modelek, w wieku nastoletnim latałam na targach w skąpych ciuchach jako hostessa ku uciesze starych zboków. Większość pieniędzy brali dla siebie, a mi przypadały jakieś grosze.

W wieku 14 lat miałam sesję z fotografem, który miał mi załatwić karierę w Paryżu. Byliśmy sami w studio. Niestety zaczął się do mnie dobierać, nie zapomnę jego obrzydliwej tłustej łapy w moich majtkach, obrzydliwych tekstów i tego obleśnego oddechu na mojej szyi. Zdarł ze mnie sukienkę i zaczął całować po całym ciele. Ja strasznie się bałam, ale nie wyrywałam się. Po pierwsze byliśmy sami, a on był silniejszy, a po drugie nie mogłam się ruszyć ze strachu. Na szczęście on się wkurzył i powiedział, że "z taką kłodą to on nie będzie tego robił" i kazał wypieprzać oraz się nie pokazywać. Tak, uratowało mnie, to że nie okazałam emocji. Do dziś nie mogę przestać myśleć, ile miałam szczęścia. Przecież mogłam trafić na kogoś, komu to nie przeszkadza, albo jako gówniara, która miała wpajane, że ma robić karierę i nic nie wiedziała o molestowaniu, udawać zadowoloną.
Rodzicom powiedziałam, że się nie spodobałam. Strasznie mnie wtedy zlali.

To trwało jeszcze 2 lata. W wieku 16 lat uciekłam z domu i doniosłam na rodziców. Po długiej batalii odebrano im prawa rodzicielskie, a ja trafiłam do rodziny zastępczej. Przy pomocy psychologa i pewnym wysiłku skończyłam studia i teraz mam pracę, która sprawia mi radość. Mam narzeczonego i wspaniałych przyjaciół. Jednak życie dorosłe jest inne i lat dzieciństwa nikt mi nie zwróci.

#soIdn

Wczoraj na rodzinnym obiedzie rodzinka przez ponad godzinę kłóciła się o prawa dla osób innej orientacji - śluby i prawa rodzicielskie do dzieci. Głosów kilka do jednego, do mojej kochanej mamusi, która uparcie twierdzi, że takie osoby to zło i dziecku lepiej byłoby w domu dziecka niż gdyby miało dorastać widząc matkę z inną kobietą. Urocze, że osoba tak narcystyczna, która krytykowała mnie i obarczała psychicznie od małego ma czelność krytykować nieznajome sobie osoby na temat wychowywania dzieci.

Urocze, że tylko jej punkt widzenia jest słuszny, a ci w rodzinie, którzy byli przeciw zostali przez nią wyzwani od lewaków, mimo że każdy zaznaczył, że forma ekspresji LGBT im się nie podoba, a chodzi jedynie o przeciętnych ludzi, którzy żyją wśród nas, a są innej orientacji. A całej tej dyskusji słuchałam z delikatnymi wtrąceniami dwudziestoletnia ja. Ja, która nie wiem czy sama taką kobietą, która urodzi dziecko drugiej kobiecie nie będę, bo jaką mam orientację to nie mam pojęcia, miotam się od kilku lat.

Tak, mamo, to ja. Twoja durna córeczka. A najzabawniejsze jest to, że po latach niezasługiwania na twoją miłość z błahych powodów typu ocena, kolor włosów, podobieństwo do ojca, charakter, zbyt jaskrawe paznokcie, wybór studiów, itd. itd. to nawet mnie ta wizja twojego braku akceptacji gdybym jednak pokochała kobietę nie przeraża. Bo jak nie ten, to zawsze znajdziesz inny powód.

Przeraża mnie jedna rzecz - że przez podobieństwo do ciebie ja tak jak ty, miłości nigdy nie znajdę.

#l99Hq

W latach 90. byłam w sanatorium w Rabce i wspominam to jako przerażające doświadczenie. Chcę się tylko wygadać, bo było to dawno, a ja nigdy nie powiedziałam tego nikomu i nie mam zamiaru.

Miałam około 7 lat. Na początku przydzielili mnie do oddziału starszych dzieci niż ja sama (byłam na granicy). Trafiłam do pokoju z dziewczynami, które były nastawione wrogo, bo byłam dla nich dzieciakiem. Mam dwa wspomnienia, które są dla mnie kontrowersyjne, a przez wzgląd na to jak mnie wtedy traktowały starsze dzieci, nie miałam z kim się tym wtedy podzielić.

Pierwsze wspomnienie po kilku dniach pobytu. Wieczorne krótkie kąpanie. Do zamkniętej łazienki wchodzi opiekunka i wydziera się na mnie, że myję się za długo (jakieś 3 minuty?). Wydziera mi prysznic z ręki i mówi, że ona mi pokaże jak się myje... I zaczyna szorować moje miejsca intymne gołą ręką, "przypadkowo" wkładając do środka palec! Byłam przerażona.
Druga sytuacja to coweekendowe długie kąpanie, razem z myciem głowy, w takim dużym pokoju kąpielowym z wannami i kabinami prysznicowymi. Mimo tego, że miałam bardzo długie włosy, to zawsze myłam je sama. A tam - kazali mi się rozebrać do naga i wchodzić przy wszystkich do wanny razem z obcymi dziećmi. Przy okazji przez dziurki w drzwiach podglądali nas chłopcy. Po poprzednim ataku na moją intymność uparłam się, że będę brać prysznic i przy takim natłoku dzieci, jakoś opiekunki chyba dały spokój, nie chcąc robić afery.

Nie wiem, może to ja jestem dziwna, nigdy nie miałam rodzeństwa (ale wiem, że dzieci się kąpią razem, bo pilnowałam kuzynów, kiedy się bawili w wodzie) i miałam dużą potrzebę intymności. Ale pobyt tam pozostawił we mnie duży niesmak i ostatecznie nie byłam tam tyle czasu, ile założono. Całe szczęście.

#s8oyO

Wiem, że każdy mniej lub bardziej się poci, ale u mnie to zdecydowanie przesada. Zaczęło się dobre kilka lat temu wraz z okresem dojrzewania. Twarz, szyja, pachy, plecy, klatka piersiowa, brzuch spływają potem. Wygląda to tak, że pod pachami pocę się cały czas, o każdej porze roku, bez względu na pogodę czy brak aktywności. Na pozostałych częściach ciała przy wysiłku i wyższej temperaturze… tylko mówiąc „wysiłek i wyższa temperatura” nie mam na myśli treningu i 30-stopniowego upału. Wystarczy spacer w takiej temperaturze jaką obecnie mamy za oknami (około zera), czy zwykłe domowe czynności jak prasowanie, odkurzanie itp. w temperaturze 18-19 stopni i się ze mnie leje. Po chwili takiej aktywności mam krople potu na czole, twarzy, pot płynie po szyi, plecach, koszulka robi się mokra. Gdy jest cieplej niż 21-22 stopnie, nie muszę robić nic i się leje, po prostu mogę siedzieć sobie bez ruchu, a pot ze mnie płynie. A gdy zrobi się naprawdę ciepło, tak 25 stopni i więcej, to zaczyna się dramat, wygląda to tak jakby ktoś wylał na mnie wiadro wody… Pod pachami plamy do połowy bluzki, z nosa, podbródka kapie, krople wlewają się do oczu, plecy całe mokre, normalnie jakbym wzięła prysznic i nie wytarła się ręcznikiem.

Taki przykład z wczoraj, byłam u koleżanki w bloku obok, u niej na mieszkaniu było naprawdę ciepło, po kilku minutach już zaczęłam się „topić”, po 10 czy 15 minutach musiałam wyjąć chusteczki i zacząć wycierać czoło …fioletowa koszulka w 20 minut zrobiła się ciemnofioletowa z potu.

Czy próbowałam szukać przyczyny? Oczywiście: z tarczycą wszystko OK, inne hormony też, cukrzycy brak, EKG w porządku, u ginekologa też nic niepokojącego, morfologia itd. książkowe, chudzielcem nie jestem, ale nadwagi ani tym bardziej otyłości nie mam… normalnie okaz zdrowia. Wypróbowałam wszystkie możliwe blokery, antyperspiranty, maści, łykałam tabletki, piłam szałwię i inne ziółka i efektu brak. Botox raz, że za drogi, to przecież całego ciała sobie nim nie ostrzyknę.
Nikt z mojej rodziny tak nie ma, więc to nie wina genetyki, chyba po prostu „taka uroda”, tylko naprawdę ciężko taką urodę zaakceptować…

#2P3Vt

Płacę alimenty na syna w wysokości 1600 zł. W piątek po południu odbierałem go od matki i odwoziłem w niedzielę wieczorem. Alimenty ode mnie na syna na pewno nie są na niego przeznaczane. Syn ciągle chodził w tych samych ubraniach i butach, które ja mu kupowałem. Za to matka ciągle się pindrzy i jest bezrobotna. Zażądałem od matki dziecka rachunków na co przeznacza alimenty, to mnie wyśmiała. Prawnie nie mogę tego wyegzekwować i bardzo mnie to boli, że ona sobie te pieniądze przewala na swoje wydatki, a na bieżące potrzeby syna typu ubrania, szkolne składki, leki, rozrywki itp. ja muszę wykładać drugi raz. Nie żebym żałował, bo dziecku nie żałuję, ale to co ona robi jest bezczelne. Bezczelne do tego stopnia, że jakiś czas temu zażądała żebym płacił więcej i czy zgadzam się po dobroci, czy ma iść do sądu, żeby ten podwyższył alimenty do 2000. Dotychczas jako tako dogadywałem się z byłą kobietą, ale tym razem mnie zagotowała. Syn ma 11 lat i dotychczas wyglądało to tak, że miał u mnie własny pokój i mógł sobie dowolnie wynosić co chciał do domu swojej matki. Powiedziałem "dość". Od kilku tygodni wszystko co jest u mnie zostaje u mnie, a jeżeli chce z tego korzystać, musi przyjść do mnie.

Po licznych kłótniach i zarzutach ze strony matki, że jestem wyrodnym ojcem i próbie blokowania weekendowych widzeń, wyobraźcie sobie, że mój syn wymógł na niej buntem częstsze odwiedziny u mnie. Więcej czasu spędza teraz ze mną i żałuję, że nie postawiłem sprawy wcześniej na ostrzu noża. Moje relacje z dzieckiem nigdy nie były lepsze, zwłaszcza że jego matka nie ma już tyle czasu na indoktrynowane go, a syn powoli sam dostrzega, że to nie jego ojciec był potworem, a matka nim jest. Zadałem sobie drugie pytanie, dlaczego ja mam płacić alimenty mojej byłej, skoro syn i tak większość tygodnia spędza u mnie? Poczekam jeszcze trochę i skieruję sprawę na drogę sądową i może, przy sporej dozie szczęścia, to ona będzie płaciła mi alimenty.

Piszę to wyznanie ku pokrzepieniu serc wszystkich oszukanych przez byłe kobiety. Da się, naprawdę się da.

#r9Man

Cisza na sali. Uczniowie piszą kartkówkę. Szybko, szybko - byle zdążyć. Zostało jeszcze kilkadziesiąt sekund. Skończyłam "UFFF... Sytuacja opanowana".
Nagle zza biurka nauczycielki dobiega niby to obojętny głos - "A wiecie, że jest jeszcze druga strona?". Okrzyki przerażenia, szybki szelest kartek na całej sali.
Po drugiej stronie nic nie było. Wtedy słyszymy diabelski rechot naszej wychowawczyni :D

#wC6cx

Roztrzepana, niezorganizowana, nieuważna, a to tylko trzy z wielu tego typu przymiotników określających moją osobę. Historii jest wiele, a jedną z nich przedstawię w tym wyznaniu.

Ostatnie naście lat, pierwsza wielka miłość leży w szpitalu w mieście oddalonym o jakieś 100 km od mojego domu. Jako dobra dziewczyna postanowiłam pojechać, odwiedzić, wesprzeć prowiantem i rozmową. Czas na powrót, a że nie miałam jeszcze samochodu, czekam na dworcu PKS. Autobus podjeżdża, wsiadam, kierowca nalicza opłatę za bilet, a ja z impetem wyciągam portfel, a wraz z nim prosto w kierowcę wyskakuje z mojej torebki podpaska. Wszyscy w autobusie nawet nie starali się powstrzymać śmiechu. Podpaska utknęła w takim miejscu, że nie dało się jej wyjąć. Mimo wszystko całą drogę do domu puszczał mi oczko z ukrycia, powodując już wtedy również u mnie ataki śmiechu i żenady jednocześnie.
Dodaj anonimowe wyznanie