Szkoła podstawowa, kilkanaście lat temu. W szkole była grupa akrobatyczno - taneczna, do której należała większość koleżanek z mojej klasy. Ja nie, ponieważ nigdy nie byłam specjalnie wygimnastykowana ani też nigdy mnie do tego nie ciągnęło.
Na jej czele stała pewna pani, która jednocześnie była moją nauczycielką wf-u. Warto zaznaczyć, iż pani ta szczególnie lubiła dziewczyny filigranowe, ze zdolnościami akrobatycznymi czy tanecznymi. W związku z tym za mną nie przepadała. Naprawdę można to było odczuć, dzieci czują takie rzeczy i że traktuje się je inaczej od pozostałych. Pamiętam jak nieraz marzyłam o tym, żeby przestała nas uczyć, bo przed każdym wf-em denerwowałam się, że znowu będzie niemiła czy robiła krzywe miny na moje niedoskonałe wykonywanie ćwiczeń.
Pewnego dnia naszła mnie myśl, że może też spróbuję swoich sił w ''akrobatkach''. Pomyślałam, że skoro tyle dziewczyn chodzi, to dlaczego nie miałabym i ja spróbować? Co prawda wszystkie znały już układ, ale stwierdziłam, że może warto. Tak więc poszłam na trening. Zapisałam się do grupy i stanęłam gdzieś z tyłu. Powoli zaczęłam łapać układ, na pewno byłam słabsza od innych dziewczyn, ale co tam, będzie lepiej. Na zakończenie pani patrzy na listę obecności i pyta: "Która to X?", więc podchodzę i mówię, że to ja. A ona przy wszystkich mówi głosem, który pamiętam do dzisiaj: "Dziewczyno, przecież ty się w ogóle nie nadajesz do tańca". Wszyscy wzrok na mnie, ja tylko kiwnęłam głową, bo co mi pozostało... Więcej na trening nie poszłam.
Bez morału czy apelu, jedynie chcę powiedzieć, że można było to subtelniej powiedzieć i to było ku*wa chamskie.
Plus jest taki, że w połowie piątej klasy poszła na dłuższy urlop chorobowy i do końca szkoły już nie miałam z nią styczności i moje marzenie się spełniło.
Jestem uczniem technikum. Mamy klasowego maila, na którego nauczyciele wysyłają nam różne zadania, notatki i tym podobne. Poczta jest na Gmailu, więc jest połączona z kontem na YouTube. Często w polubionych filmach możemy znaleźć różne poradniki maturalne, czy po prostu zwykłe piosenki lub filmy oglądane przez różne osoby z klasy na tym koncie.
Parę tygodni temu zaprosiłem paru kolegów na domówkę. Jak zawsze było sporo alkoholu, wiecie jak jest. W późnych godzinach nocnych, gdy już wyszli, zebrało mi się na oglądanie filmików. Oglądałem różne śmieszne filmiki, faile itp. Po paru obejrzanych wideo, w propozycjach obok pojawiły się kopulujące nosorożce. Jako że alkohol zrobił swoje, kliknąłem w ten filmik, potem w kolejny ze słoniami, żyrafami, i tak dalej. Nie wiem co mną kierowało, nie jestem dziwny, w sumie nie pamiętam, do której oglądałem te zwierzęce filmy ani jakie.
Po weekendzie w szkole ktoś wyczaił, jakie ''polubione filmy'' są na klasowym koncie. Razem z nimi śmiałem się ze "zboka" i "zastanawiałem", kto oglądał takie rzeczy. Do dziś nie wiedzą…
Pewnego styczniowego poranka szłam właśnie na praktyki do hotelu oddalonego jakieś 15 minut na piechotę od mojego domu, było zimno jak cholera, bo około -15 stopni, po drodze mijałam przedszkole i była to akurat pora, gdzie rodzice odprowadzali tam swoje pociechy. Przed wejściem zauważyłam przywiązanego psa, stary amstaf, strasznie się trząsł, zaniepokoiło mnie to, że ktoś na taki mróz zabiera psa i zostawia go choćby na chwilę bez opieki, ale dałam spokój, bo zapewne właściciel zaraz po niego wyjdzie.
Po 8 godzinach odbębnionych praktyk wracam tą samą trasą, temperatura nadal dawała w kość, więc jak najszybciej chciałam się znaleźć w domu. Docieram do ulicy, na której znajduje się wyżej wspominane przedszkole, moim oczom ukazuje się ten sam trzęsący się pies, w tym samym miejscu. Pierwsze co to spanikowałam, ale chwilę potem zaczęłam działać. Zabrałam psa do pobliskiej bramy, akurat była ogrzewana. Telefon do mamy i przedstawiam jej sytuację, ona też się przejęła losem psa i zapewniła, że zaraz przyjdzie.
Czekam dłuższą chwilę, po czym wychodzę sprawdzić co z mamą. Stała przed wejściem do przedszkola z jakimś panem, pan okazał się być właścicielem psa. Miałam go już zjechać, że w taki mróz na tyle godzin psa zostawił, ale się okazało, że pan rano szedł zaprowadzić dziecko do przedszkola i przy okazji zabrał psa na spacer i to samo zrobił przy odbieraniu dzieciaka. Było mi tak strasznie wstyd... Chciałam dobrze, a wyszło jak zawsze.
Oboje moich rodziców w młodości tańczyło, ale im ostatecznie nie wyszło. Nic zatem dziwnego, że oboje się uparli, aby zapisać mnie do szkoły baletowej. Nie było co prawda tak, że musieli jakoś szczególnie naciskać - sama uwielbiałam taniec. Ale dwa lata w tej okropnej szkole wystarczyły, aby pasja stała się moim koszmarem.
Chodziłam do tej szkoły na początku lat 90. Był w niej nauczyciel tańca klasycznego, Pan X. Wśród uczniów mojej szkoły miał bardzo charakterystyczne przezwisko, którego nie zdradzę. Pan X uwielbiał rzucać w nas przedmiotami, kiedy coś mu się nie spodobało. Sama nieraz oberwałam dziennikiem w głowę, ponieważ byłam jedną z jego ulubienic. Musicie wiedzieć coś o nauczycielach klasyki - bardzo charakterystyczne dla nich jest to, że najbardziej znęcają się nad tymi, w których widzą potencjał. Ja miałam świetne warunki fizyczne do baletu, więc moja poprzeczka była wyżej niż poprzeczka większości koleżanek. Mimo że byłam tak samo szczupła, jak każdy w naszej klasie, ciągle słyszałam, że powinnam schudnąć.
Najgorsza sytuacja miała miejsce, gdy miałam około 12 lat. Do dziś to wspomnienie żyje w mojej pamięci. W tym wieku zaczęłam bardzo intensywnie dojrzewać i się zaokrąglać, co nie jest nigdy mile widziane w tym zawodzie. To była pierwsza lekcja klasyki po przerwie świątecznej. Co miesiąc mieliśmy publiczne ważenie na początku klasyki i akurat niefortunnie wypadło na lekcję zaraz po przerwie świątecznej. Pan X spojrzał na mnie z niesmakiem:
- Ania nażarła się w święta. Może nam się pochwali, co dobrego jadła? Wszyscy ciężko pracują i decydują się na wyrzeczenia, to chociaż sobie posłuchają.
Byłam przestraszona i nie wiedziałam, co powiedzieć, więc milczałam.
- Powiesz nam sama, ile przytyłaś od ostatniego ważenia, czy chcesz się przed wszystkimi skompromitować?
- 5 kilo - rzuciłam jakąkolwiek odpowiedź w nadziei, że ważenie mnie ominie.
- Nie wierzę ci. Stawaj - rzucił i stuknął wskaźnikiem w wagę na środku sali.
Stanęłam na wadze, a ta pokazała 40 kilo.
- No i co? Oszukałaś mnie. Zejdź z wagi i stań tyłem do klasy.
Zrobiłam to, co kazał mi Pan X, a wtedy usłyszałam:
- Będzie tyle, ile przytyłaś, a drugie tyle za kłamstwo - i zanim przetworzyłam to, co zostało powiedziane, poczułam uderzenie na pupie. Pan X zaczął mnie bić wskaźnikiem. Ponieważ miałam na sobie tylko leotart i krótką, wiązaną spódniczkę - uderzenia były bardzo bolesne, a niektóre trafiły na moje gołe uda. Ale ze względu na swoją dumę zagryzłam zęby i tylko bezgłośnie płakałam.
Zapytacie, co na to rodzice? Powiedzieli, że nauczyciele tańca zawsze byli surowi i przynajmniej nabiorę dyscypliny. Ślady po uderzeniach skwitowali „nie przesadzaj”.
Ukończyłam tę szkołę z dyplomem zawodowej tancerki, a o tańcu nie chcę słyszeć.
Mój mąż jest Włochem, ale w miarę dobrze zna język polski, jednak często myli się mu znaczenie pewnych słów. Gdy zaczęliśmy się spotykać, chciał być bardzo romantyczny... Więc pewnego razu złapał mnie za rękę, spojrzał mi głęboko w oczy i czułym głosem rzekł „Jesteś bezwartościowa” (jak się okazało, chciał powiedzieć, że jestem bezcenna).
Myślałam, że umrę ze śmiechu... Do dziś mu to wypominam :)
Na początku grudnia pojechałam do lekarza rodzinnego, ponieważ nie czułam się najlepiej. Jak to w przychodniach - ludzi masa. Z racji tego, że ledwo stałam pod ścianą czekając na swoją kolej, jakiś mężczyzna powiedział, że on tylko na kontrolę i mam usiąść. A było to miejsce obok starszych ludzi.
Wszyscy siedzieli, tylko jedna kobieta stała obok mojego wcześniejszego miejsca. Rozmawiali o służbie zdrowia, chorobach i tym podobne - standard. Nagle jakiś pan powiedział, że on jest zapisany na wizytę dopiero w marcu... Na to kobieta (właśnie ta stojąca):
- A to jakby miał pan raka, to by nie dożył.
Zapadła cisza, a mężczyzna odpowiedział:
- No ja właśnie raka mam...
Biedna nic się nie odezwała, tylko przybrała różowy odcień twarzy. Na szczęście ten pan był zdystansowany i zaczął się śmiać, po czym wszyscy do niego dołączyli. No, z wyjątkiem tej pani.
Życzę Panu dużo zdrowia i wytrwałości w chorobie :)
Dziś pierwszy raz odważyłam się porozmawiać z pedagogiem szkolnym o swojej trudnej sytuacji psychicznej, spowodowanej zajściami mającymi miejsce w domu. Myślałam, że rodzice zrozumieją, zmienią się... Kiedy im o tym powiedziałam, uznali, że jeśli to nie żarty, to mam się wyprowadzić, bo robię z nich rodzinę patologiczną.
Nigdy nie spodziewałam się, że historia, którą się z wami podzielę, kiedykolwiek ujrzy światło dzienne, ale tak się stanie.
Miałem wtedy 18 lat, w szkole organizowane były zawody. Przyjechało kilka różnych szkół i nowe osoby. Mieliśmy szatnię obok dziewczyn. Niespodziewanie wszedłem przez pomyłkę do jednej z tych szatni, usłyszałem jak nauczycielka dziewczyn od WF-u rozmawiała przez telefon. Owa nauczycielka była żoną mojego nauczyciela od WF-u. Małżeństwo, pracujące w tej samej szkole i uczące wychowania fizycznego. Dosyć częste zjawisko. Wydawali się bardzo spoko małżeństwem, jeśli chodzi o to kto nosił spodnie w tym związku, to było widać, że ona.
Nie wiem dlaczego, ale postanowiłem podsłuchać, od momentu gdy wszedłem do tej szatni ta rozmowa już była podejrzana, a schowałem się tak, że mnie na pewno nie słyszała ani nie widziała. Z rozmowy wynikało, że go zdradza. Mówiła dziwne rzeczy, np. "Wiesz, że nie możemy. Wiesz, że mam męża. Nie powinnam z tobą w ogóle rozmawiać. Dobrze wiesz, że to się nie uda. Jesteś dla mnie zbyt młody" itd. Domyśliłem się, że jeśli mówi w ten sposób, to może jest to ktoś z szkoły.
Nie jestem chamem, nie poszedłem i nie doniosłem kolegom, że nauczycielka ma romans, a poza tym nawet nie miałem dowodów, niemniej jednak to było dziwne i jakąś tam pewność miałem, że nasza nauczycielka romansuje z kimś młodszym. Zastanawiało mnie jedynie z kim.
Ona wyszła z tej szatni pierwsza, ja byłem tak schowany, że nie było opcji, żeby mnie zobaczyła. Mieliśmy grać dopiero za godzinę, więc postanowiłem, że za nią pójdę. Może to brzmi śmiesznie, ale czułem się jak w jakimś filmie i jakby to ode mnie zależało rozwiązanie tej zagadki.
Żałuję, że się dowiedziałem z kim. Bo kochankiem naszej nauczycielki okazał się mój ziomek, z którym podzieliłem się tego samego dnia tą historią, a on się przyznał, że mają romans. Sytuacja chyba nigdy nie ujrzała światła dziennego. Mój ziomek to zakończył, bo spodobała mu się pierwszoklasistka. I z tym też jest ciekawa historia, bo nasza wspaniała nauczycielka z zazdrości postanowiła się na niej wyżywać na lekcjach wychowania fizycznego. Ot, taka patologia.
Moja kuzynka wraz ze swoim mężem nie mogli mieć dzieci. Zdecydowali się, że skorzystają z in vitro.
Moja babcia jest strasznie wierząca. Gdy dowiedziała się, że będą mieli bliźniaki, nie mogła uwierzyć. Uznała to za cud. Osoby, które wiedziały, nie powiedziały jej prawdy. Dla niej dzieci były oczkiem w głowie, setki prezentów, częste wizyty. Zawsze chciała mieć w rodzinie bliźniaki.
Niedawno wyznała wszystkim, że jako że jest już stara, to sprzedała duży kawałek ziemi, jeszcze po dziadku. Otrzymane pieniądze wpłaciła na parafię, gdzie codziennie się modliła o dzieci dla kuzynki. Dając księdzu 400 tysięcy złotych, chciała podziękować Bogu za cud. Cud, którego nie było.
Nikt jej nie powie prawdy. Według niej in vitro to zło. Dalej wierzy w swoje modły, a ksiądz dziwnym trafem kupił nowy samochód.
Jako mała dziewczynka jeździłam konno. W wieku 12 lat dostałam swojego kuca, na którym trenowałam skoki przez przeszkody. Po roku przyszedł czas na nasz pierwszy występ na zawodach. ''Ogromne'' 60-centymetrowe przeszkody, kucyk i ja. Dziecko w białych bryczesach i pełnym jeździeckim stroju.
Z okazji zawodów rodzice zamówili fotografa oraz zjechały się wszystkie okoliczne ciotki i babki, żeby nagrywać i oglądać mój sportowy wyczyn. Nawet kilka koleżanek z klasy przyjechało mi kibicować.
Podczas startu dostałam pierwszy okres. Nieświadoma tego z gracją pokonywałam kolejne przeszkody, ukazując wielką czerwoną plamę na tyłku. Wszystko jest na zdjęciach, filmach i w pamięci zebranych :(
Może się to wydawać śmieszne, ale jako dziecko miałam traumę.
Dodaj anonimowe wyznanie