Dzisiaj miał miejsce mój pierwszy stand-up, który został zorganizowany przez dom kultury w naszym mieście. Możliwość wyjścia na scenę i spróbowania swoich sił w dziedzinie, która bardzo mnie fascynuje, sprawiła, że byłam cholernie zestresowana. Na szczęście dobrze się przygotowałam, a otuchy dodawał mi fakt, że mój kochany braciszek przyszedł na występ, aby duchowo mnie wspierać. Tymczasem ten mały skur#iel przeczytał w domu wszystkie żarty, które sobie napisałam i dzisiaj, podczas mojego występu, głośno kończył każdą moją historyjkę, stając się tym samym gwiazdą wieczoru…
Dodaj anonimowe wyznanie
Dla takich ludzi istnieje specjalne miejsce w piekle
Byłem dwa razy na stand upie i raz faktycznie jakiś facet z publiki był w jakimś innym mieście na tym samym programie. Jak zaczął kończyć żarty i przeszkadzać publice to go wyproszono z sali.
stara miejska legenda
I nie wyprosili go? Bujda.
No nie wiem? Za psucie zabawy publiczności?