#X4Qpk
To był trudny czas, w którym moja mama związała się z bardzo toksycznym chłopakiem, terroryzował mnie i mojego brata, nękał psychicznie, byliśmy zaniedbani i o niczym nie mogłam porozmawiać z mamą, bo wszystko mówiła swojemu chłopakowi. Krzyczał z byle powodu, a najbardziej to był złośliwy dla mnie, co bym nie zrobiła, to mnie prześladował. Dlatego moje uzębienie zostało zaniedbane.
Przez to, że w młodszym wieku zaniedbałam swoje zęby, teraz mam niezłe ubytki. Owszem, był czas, w którym chodziłam do dentysty, lecz nie trwało to długo ze względu na trudną sytuację finansową.
Mam już dość, nienawidzę swojego uśmiechu tak bardzo, chciałabym mieć aparat na zęby. Wstydzę się mówić lub śmiać, zawsze zakrywam twarz, bo nienawidzę gdy ktoś patrzy na moje zęby, czuję wtedy dyskomfort. Bardzo zazdroszczę moim koleżankom, które stać na aparat... niestety nawet na dentystę nas już nie stać, przez co mam duże problemy, bo naprawdę bolą mnie moje zęby gdy jem i muszę uważać. Mam już przez to myśli samobójcze.
#QmmOV
PS Byliśmy dość zniesmaczeni samym faktem, że załatwia takie sprawy wśród uczniów, ale mimo wszystko trzeba jej przyznać, że nogi to miała całkiem ładne ;)
#05DF7
Wrócił. Z księdzem.
Powiedział księdzu, że to ja przyszłam i wygoniłam go z ławki i jeszcze straszyłam cmentarzem. Na moje szczęście był to ksiądz, który uczy mnie religii i ma naprawdę niezwykle podejście do młodzieży. Powiedziałam jak było naprawdę i ksiądz wskazał panu miejsce z przodu i powiedział, że „dziewczynę boli noga i wypadałoby być dżentelmenem i ustąpić”. Uśmiechnął się i poszedł. A pan wielce obrażony wyszedł z kościoła i więcej go nie widziałam.
I w sumie nie wiem, czy nie lepiej byłoby po prostu ustąpić.
#HdvLX
2 września, 8:55 wchodzę do salonu, idę korytarzem i słyszę, że w fotelu siedzi już jakaś klientka i taką oto prowadzi rozmowę z fryzjerką: „Nie sądziłam, że jak zadzwonię wczoraj, to na dziś znajdziesz miejsce”. Fryzjerka jej odpowiedziała: „Kochana, ciebie miałabym nie wcisnąć? Ta z 9:00 najwyżej poczeka, szybko ci te końcówki podetnę”. Lekko zdziwiona powiedziałam „dzień dobry”, panie dopiero mnie zauważyły, fryzjerka powiedziała do mnie „słucham?”, mówię, że byłam zapisana na czesanie na 9:00... a ta z takim udawanym zdziwieniem: „Tak? Jak się pani zapisywała? Bo ja nikogo dziś na 9 nie mam, może inna data?”. Ja oczywiście wkurzona, bo ewidentnie robi ze mnie wariatkę, a ta bezczelnie stwierdza jeszcze, że może mi tę fryzurę ostatecznie zrobić, ale muszę poczekać 30 minut, aż skończy obcinać panią na fotelu. Zagotowałam się i oczywiście czekać nie miałam zamiaru. Powiedziałam jej, że jeżeli szuka idiotki, to niech w lustro spojrzy, bo słyszałam jej rozmowę z koleżanką, trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Nie miałam wyjścia, w domu wyprostowałam włosy i tak poszłam na to wesele, ale chęć zemsty nie dawała mi spokoju.
Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Jakieś 3 tygodnie później zadzwoniła do niej moja koleżanka. Zapisała się na najdroższy zabieg u tej fryzjerki, dzień później druga moja koleżanka umówiła się na farbowanie, trzecia ścięcie włosów, i koleżanka koleżanki, i jeszcze jakaś znajoma znajomej i mój chłopak, łącznie 7 osób... I żadne na umówioną wizytę nie przyszło... Widziałam później post na fb jej salonu, że klienci umawiają się i nie przychodzą i cały wylew o jej cennym czasie i szacunku do drugiego człowieka i jego ciężkiej pracy.
Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz... Nie żałuję.
#FrxWP
Ona chce krowę, koniec i kropka.
#SQo6F
W każdym razie Ola, koleżanka ze studiów, zapytała mnie, czy bym jej aparatu nie pożyczył. OK, czasy, że fotki to się głównie skanowało, a cyfra była jak marzenie, to pożyczyłem. Oddała następnego dnia, podziękowała piwem i super.
Ale lepsze nastąpiło wieczorem. Chciałem zrobić kilka fotek i owszem, karta czysta, ale pamięć wewnętrzna pełna. Było pełno zdjęć Oli i jej koleżanki Basi...
Powiem tak: laski w pozach jak w pisemkach dla dorosłych.
Dziewczyny, jak to czytacie, bo imiona prawdziwe, to już wiecie :D
#YgbWT
W szkole zawsze byłam w czołówce. Czego się miałam nauczyć, tego się nauczyłam. Większość rzeczy była dla mnie łatwa, każdego roku miałam jedną z najwyższych średnich ocen w szkole, jeździłam na zawody sportowe (gminne, powiatowe) i tam też miałam osiągnięcia, brałam udział w różnych konkursach teatralnych i także zawsze byłam wysoko. Kierowali mną nauczyciele, rozbudzali ciekawość tematem, a potem już robiłam swoje.
Teraz jestem już dorosła. Bardzo chciałabym być w czymś najlepsza, ale nie umiem (nie wiem w czym i jak to osiągnąć). Potrafię zrobić większość rzeczy, ale nigdy nie jest to na poziomie mistrzowskim, zawsze jest to na poziomie średnim. Widzę, że brakuje u mnie dociekliwości w temacie. Nie czuję potrzeby, by dowiedzieć się wszystkiego na zadany temat. Czuję potrzebę rozwoju jako takiego, chęć zwiększenia swoich kwalifikacji, ale nie wiem, którą drogą podążać. Na ten moment najchętniej uczyłabym się/rozwijała w kierunku, który ktoś mi wskaże. Nie wiem dlaczego tak mam i z czego to wynika, ale chciałabym „wziąć się w garść” i działać. Czy ktoś też tak miał i udało mu się rozbudzić swoje pasje, znacząco rozszerzyć swoje kompetencje?
#4VFDl
Otóż litery były wypisane pięknymi zawijasami. Nie wiedziałam, co oznacza C (woda leciała zimna, więc w oczywiście "C'' nie oznaczało ciepła), za to druga litera - "H'', która bardzo przypominała "K'' nabrała wielkiego znaczenia.
"K'' według mnie oznaczało "kot''. Moja babcia zawsze z tej umywalki nalewała kotkom wodę do picia. Byłam święcie przekonana, że jest to specjalna woda dla kotów, odkręcana tym kurkiem. Jak wiemy, wszystkie kicie mają siedem żyć. Też chciałam mieć, więc po kryjomu piłam swój "magiczny napój'', wierząc, że staję się nieśmiertelna. Troszkę się bałam, że wyrosną mi wąsy i obrosnę futrem, jednak dzielnie ryzykowałam dla dobra sprawy :)
#YHRWj
Pewnego dnia w przedszkolu, gdy wyszłam za potrzebą, zauważyłam coś co wyglądało jak toaleta, tylko że była przymocowana do ściany, bez klapy, dziwne skonstruowana rzecz jak dla mnie. Wiedziałam tylko, że chłopcy mogą z tego skorzystać. W moim małym móżdżku pojawiło się pytanie „dlaczego tylko chłopcy”. Przez chwile koło tego stałam i się zastanawiałam. Chciałam sprawdzić jak tego użyć, wiec zdjęłam spodnie i wspięłam się na to i jak nigdy nic zrobiłam tam przysłowiową dwójkę.
Gdy zrobiłam to co miałam zrobić, wyszłam i po kilkunastu minutach przyszedł woźny. Pytał się wściekły wszystkich „kto zrobił kupę do pisuaru”. Ja, która nie chciała mieć kłopotów, się do tego oczywiście nie przyznałam. Nie pamiętam jak się później to zakończyło, ale dało mi to nauczkę, żeby się pytać, niżeli robić swoje eksperymenty.