Nigdy dla nikogo nie byłam najważniejsza. Od dziecka nie czułam się ani kochana, ani ważna. I nie byłam również dla żadnego z moich partnerów, byłego męża, ani nawet tego jedynego, który miał być tą brakującą połówką i twierdził, że jestem miłością jego życia i że zrobi wszystko, żeby mnie uszczęśliwić. A nie był w stanie zrobić dla mnie niczego, co dałoby mi poczucie bezpieczeństwa i pewności. Każda moja prośba o zrozumienie moich uczuć kończyła się awanturą, ignorowaniem i bagatelizowaniem moich emocji. Nawet relacje z byłą, z którą ma syna, są dla niego istotniejsze niż relacje ze mną. Mi potrafi powiedzieć, że nie ma czasu, po czym jedzie do niej. Ja go od miesiąca o coś proszę, a on codziennie o tym zapomina. Ona go poprosi raz i wystarczy. Umówili się, że finansują sprawy dziecka po połowie i oczywiście ja to akceptuję. Jest jednak coś, co mnie boli... Jestem z nim w ciąży i ani razu nie wsparł mnie nawet złotówką, jeśli chodzi o wizyty u lekarza. Nawet nie zapytał, czy nie trzeba.
Dlaczego mój ukochany mężczyzna zachowuje się, jakbym nie była warta niczego? Ani żeby się starać, ani żeby od siebie dawać, ani żeby walczyć o mnie, gdy ja robiłam wszystko, żeby go uszczęśliwić. Jakbym mogła, nieba bym uchyliła jemu i jego synkowi.
Strasznie mnie to wszystko rozwaliło. Na co dzień jestem dosyć silną osobą, ale dzisiaj coś we mnie pękło. Nie mogę się pozbierać. Wyprowadziłam się, zresztą nie pierwszy raz, i czuję, że on znowu nic z tym nie zrobi. Że nie spróbuje nawet o mnie zawalczyć, bo uważa, że nic złego nie robi.
Mam brata bliźniaka i co ważne w tej historii, to mi z naszej dwójki dostał się choć ułamek inteligencji i zdrowego rozsądku, jemu... no nie wiem co.
W każdym razie ostatnio obejrzał z dziadkiem film pt. "Dziewczyna i chłopak" (dla niewtajemniczonych: siostra i brat byli tak podobni do siebie i wkręcili wszystkich zamieniając się miejscami). Tak mu się to spodobało, że postanowił spróbować tego samego planu i oczywiście miałabym być w to zaangażowana ja. Mieliśmy być Tosią i Tomkiem, jebanymi Mary i Kate Olsen Lubelszczyzny, ja miałam pisać mu wszystkie sprawdziany, a on ewentualnie mógłby pozaliczać mi jakieś testy sprawnościowe na wf-ie.
Na początku myślałam, że żartuje, ale pewnego dnia przyszedł do domu w peruce "made in china" i zaczął gawędzić z mamą niesamowicie wysokim głosem. Tak, udawał mnie. Tak, mama się poznała. Tak, nie spodziewał się tego. Wielce wkurzony Janusz Olsenek zamknął się w swoim pokoju na cały dzień. Wiedziałam, że prędzej czy później mu przejdzie, więc nie zawracałam sobie tym głowy. Myślałam, że dał sobie spokój i przyjęłam to z ulgą, bo żadne jego wesołe pomysły nigdy nie kończyły się dobrze. Niczego nieświadoma położyłam się spać. Gdy się obudziłam poczułam, że coś jest nie tak, że jest mi jakoś lżej na głowie.
Obciął mi włosy.
Wkradł się w nocy do mojego pokoju i wykorzystał to, że mam mocny sen. Obciął moje piękne, długie loki. I nie, nie wyglądamy podobnie i nie będziemy, Olek jesteś debilem. Jesteś ode mnie o głowę wyższy i nie możesz uciąć mi piersi.
Skruszony zaproponował, że pożyczy mi perukę "made in china".
Od dwóch dni nie wychodzę z domu.
Czasy namiętnej szczenięcej miłości.
Piękna dziewczyna i szalejące hormony, więc nic dziwnego, że bzykaliśmy się jak króliki aż do padnięcia z wysiłku.
Każda chwila gdy rodziców nie było w domu była dobrze wykorzystana. Nawet nie zliczę, ile wtedy kasy przepuściłem na kondomy. Każdy zły humor czy gorszy dzień kończył się lodzikiem na pocieszenie z jej strony.
Śmieszne było to, że rodzice tej dziewczyny byli bardzo wierzący i spodziewali się, że zachowamy czystość do ślubu.
Prawdziwa historia sprzed lat.
Wydarzyła się ona w czasach, gdy komunikacja miejska przeżywała prawdziwy renesans, tramwaje i autobusy trzeszczały w szwach od ilości pasażerów, szczególnie w szczycie, kto pamięta, ten wie.
Któregoś pięknego dnia wracałem sobie tramwajem do domu z pracy, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego co mnie za chwilę spotka. Upał był niesamowity, o klimatyzacji to można było sobie pomarzyć, uchylone okienka i tyle, i do tego ścisk i tłok wewnątrz niesamowity, miałem dość tej jazdy. Przystanek, otwierają się drzwi, dosiadają się jeszcze kolejni pasażerowie, w tym chłopak z cud dziewczyną. Trzymali się za ręce, wsiedli, a właściwie wcisnęli się do środka i stanęli obok mnie i o czymś tam rozmawiali. Po chwili młoda dama stwierdziła, że trzeba skasować bilety, po czym przecisnęła się parę metrów do kasownika i jak wróciła, natychmiast złapała za rękę chłopaka, tyle że nie swojego, bo mnie, niczego nieświadoma panienka kontynuowała rozmowę. Dla mnie był to lekki szok, jadę sobie z fajną laską w tramwaju, trzymając się namiętnie za rączkę, a widzę ją przecież pierwszy raz w życiu i do tego ani ona, ani jej partner tak naprawdę o tym nie wiedzą. A że jestem osobą, która lubi żarty pod każdą postacią, nie puściłem jej ręki, tylko czekałem na finał wydarzeń w duchu chichocząc, bo twarz miałem kamienną.
Do mojego przystanku pozostało około 3 minut jazdy, a ja tu czuję, że dziewoja zaczyna mnie swoimi paluszkami miziać i smyrać, gładzić po dłoni - dla mnie to było miłe i przyjemne, ale myślę, że każda dziewczyna pozna dłoń i jaką ma skórę dany partner, dlatego moim zdaniem zaczęło jej się coś nie zgadzać. Ja twardo stoję obok i udaję Greka. Śmiać mi się chciało z całej tej sytuacji, bo ona rozmawia sobie czule ze swoim facetem, a mnie trzyma za rękę. I teraz uwaga, dojeżdża tramwaj w końcu do mojego przystanku i okazuje się, że oni też tu wysiadają. Pierwszy wysiada młody, nie patrząc w tył (i dobrze), za nim po stopniach elegancko za rączkę ja z księżniczką, która osłupiała, lekko zarumieniona puszcza moja rękę z przepięknym uśmiechem, a później ze szczerym śmiechem oddala się do zdziwionego młodego chłopaka, który spytał z czego się tak śmieje.
Popatrzyliśmy się przez chwilę na siebie z uśmiechem i każdy poszedł w swoją stronę :)
Pracuję na basenie prywatnym na recepcji. Od basenu dzieli mnie cienka ścianka. Kilka razy w tygodniu przychodzą do nas zorganizowane grupy pań na zajęcia aqua aerobiku. Na moim stanowisku mam dostęp do świateł na basenie, kamer i wszystkiego co możliwe.
Pewnego wieczoru, kończąc już zmianę, zaczynam sprzątać na biurku, chować wszystko itd. Dumna z siebie, że uwinęłam się tak szybko, bo została mi jeszcze chwila, żeby poprzeglądać internet w celach prywatnych. W pewnym momencie wyrwał mnie krzyk kilkunastu osób dobiegający z basenu, patrzę na kamerę i widzę panie uciekające przed wielką, plastikową elektroniczną klapą zamykającą basen.
Okazało się, że niechcący nacisnęłam przycisk do zamykania basenu podczas sprzątania biurka. Na szczęście nikomu nic się nie stało, poza najedzeniem się strachu.
Jeśli któraś z pań to czyta, to bardzo przepraszam za zbędną adrenalinę i tak, to byłam ja, nie awaria :D.
PS Jeszcze mnie nie wyrzucili.
Moja partnerka życiowa postanowiła mnie zostawić po długim stażu w związku. Nie radzę sobie z tym zupełnie. U psychologa byłem, znajomi mówią, że będzie dobrze, ale nic się nie poprawia.
Ostatnio stwierdziłem, że zacznę umawiać się z kobietami i będę uprawiał z nimi seks, zobaczę, czy mi coś to pomoże. No i teraz mam ogromne wyrzuty sumienia, w chwili gdy to robiłem miałem w głowie tylko jedną myśl - "co ty robisz ze swoim życiem, chcesz żeby ona do ciebie wróciła, a robisz takie rzeczy". Przez całe 15 lat byłem wiernym, oddanym mężem/chłopakiem, nigdy nie popatrzyłem na inną kobietę, byłem po prostu dobrym człowiekiem i teraz próbowałem zrobić coś wbrew mojemu normalnemu zachowaniu. Myślałem, że skoro byłem cały czas dobry i dostaję za to po dupie, to teraz będę złym człowiekiem i zobaczę, jak się z tym będę czuł.
Czuję się tragicznie, mimo że wiem, że nie jesteśmy razem i to nie jest zdrada. Czuję się okropnie, lecz ciągle wierzę, że może się jeszcze zejdziemy, ale gdybyśmy się ponownie zeszli, to nie wiem jak moja głowa wytrzyma to, że byłem z innymi kobietami, a myślałem tylko o niej.
Przez część rodziny zostałem uznany za maminsynka, a moi rodzice za nadopiekuńczych. Dlaczego? Bo rodzice odwieźli mnie na studia do innego miasta, a nie pojechałem autobusem czy pociągiem. Powtórzę – odwieźli studenta pierwszego roku do obcego miasta, do wynajmowanego mieszkania, którego nie zna, ze skrzynką jedzenia i sławnych słoików.
Ręce opadają. Naprawdę większość ludzi też tak myśli czy z nimi jest jednak coś nie tak?
Czy naprawdę jeśli ktoś nie pracuje w kopalni od 7. roku życia i czasami korzysta z pomocy rodziców, to jest maminsynkiem?
Wczoraj idąc do pracy, postanowiłam zajść do piekarni po jakieś ciastko. Weszłam kulturalnie i poprosiłam o ciastko za 2.99. Przy kasie patrząc w portfel miałam cały banknot 100-złotowy i jakieś drobniaki (wszystkie moje pieniądze trzymam głównie na karcie, a akurat tam nie można płacić kartą).
Z uprzejmości po prostu nie chciałam żeby wydawała mi takiej reszty z tego banknotu, tak więc zaczęłam szukać wśród drobniaków tej oto kwoty. Jak na złość zabrakło mi grosika i zapytałam się jej uprzejmie, czy może mi odpuścić grosza. Odpowiedziała, ze złą miną, że tak nie można. Na szczęście pan za mną był taki uprzejmy, że podał pani tego grosza.
Na następny dzień postanowiłam znowu pójść do piekarni, by kupić ciastko. Zobaczyłam znowu tę samą panią co wczoraj i spokojnie daję jej 3 zł, po czym ona do mnie "Czy mogę być pani winna grosika?". Jak powiedziałam jej, że tak nie można, to zaczęła biegać po piekarni i pytać się koleżanek, czy mają grosika.
Chyba już nie zajdę do tej piekarni, bo mi coś jeszcze podłoży do tego ciastka :P
Działo się to ok. 15 lat temu w pewnym gimnazjum na peryferiach wojewódzkiego miasta. Szkoła liczyła ok. 200 uczniów, jak łatwo się domyślić prawie wszyscy się znali. Do szkoły chodziła dziewczynka, powiedzmy Emilka. Była to ogólnie miła uczennica, jednakże niekiedy miała problemy emocjonalne, bywała wybuchowa. Miała problem zdrowotny polegający na tym, że na każdej przerwie musiała iść do WC z tzw. jedynką. Wynikało to z infekcji, miała swego czasu torbiel na jajniku, który uciskał na pęcherz. Emilka wstydziła się tego, więc w miarę możliwości chodziła do ubikacji na innym piętrze niż to, na którym miała lekcje. Była rozżalona z powodu uciążliwej choroby, przez co niekiedy zdarzyło się jej zwyzywać kogoś, kto to zauważył, wycofała się z kontaktów towarzyskich, nie chciała, żeby ktokolwiek o tym wiedział.
W klasie rok wyżej niestety była grupka dziewczyn, które to zauważyły i pytały Emilkę, dlaczego na każdej przerwie lata do kibla i podśmiewały się z niej. Wśród dziewczyn podśmiewających się z Emilki przodowała zwłaszcza jedna, nazwijmy ją Stefka.
Wiadomo, że naśmiewanie się z innych ludzi jeśli są chorzy i zadawanie im krępujących pytań do miłych nie należy i chociaż Emilka starała się tym nie przejmować, to wewnętrznie bardzo ją to bolało, czuła się gorsza od innych, chociaż niekiedy starała się udawać wesołą, przebojową dziewczynę. Takim ludziom jak Emilka choroba bardzo utrudnia życie i jeśli mają słabą psychikę, to mogą się załamać, co Emilce się zdarzało.
Niedawno się dowiedziałam, że Stefka jakieś 3 tygodnie temu w wieku 29 lat zmarła z powodu tętniaka. Z jednej strony trochę mi żal jej, bo była młoda, ale z drugiej... może to okrutne, ale pierwsze co mi przyszło do głowy po tej jak by nie patrzeć smutnej nowinie, to że jest to kara za naśmiewanie się z choroby koleżanki.
Mam najcudowniejszego męża na świecie!
Od zawsze interesowałam się makijażem, lubiłam dobrze wyglądać, choć nie jestem maszkaronem, to jak każda kobieta w makijażu czułam się lepiej. Skończyłam kurs wizażu na własny użytek. Stało się to po części moim hobby. Kosmetyków rożnej maści mam 18 szuflad i tak, wszystkiego używam, zależnie od tego jaki makijaż wykonuję. Zawsze przyklejałam sobie też rzęsy.
Aktualnie jestem w ciąży i przechodzę przez koszmar pierwszego trymestru. Generalnie mam ogólny brak chęci do życia, a że jestem na zwolnieniu, to nie maluję się, chodzę w dresie itp. Najzwyczajniej w świecie mi się nie chce.
Przez ostatnie dwa tygodnie mój mąż zaczął się dziwnie zachowywać i "ukrywać" ze swoim laptopem. Mówię - nic tylko ma jakąś nową grę i ucieka od moich "humorów".
Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy zawołał mnie do garderoby, gdzie stoi moja toaletka z całym dobytkiem, kazał usiąść, zamknąć oczy i się nie odzywać. Jak powiedział tak zrobiłam, bez zbędnych pytań. Po czym czuję, ze zaczyna malować mi oczy, twarz, brwi, a na koniec słyszę, że wyjmuje kępki rzęs. Pierwsza myśl: oszalał i zaraz wydłubie mi oczy! Ale nie odzywam się i siedzę dalej. Po około 40 minutach każe otworzyć oczy i popatrzeć w lustro. Nie wierzyłam własnym oczom, wyglądałam jak na rozdanie Oskarów (gdyby nie piżama i tłuste włosy :p). Zapytałam skąd on umie takie rzeczy? Odpowiedział, że często lubił patrzeć jak się maluję, no i przede wszystkim przez ostatnie tygodnie oglądał tutoriale na YT i uczył się ciężkiego rzemiosła jakim jest makijaż, bo widział, że jestem smutna, a wie, że kiedy jestem umalowana, to zawsze czuję się lepiej.
Mało się nie rozpłakałam. Co prawda rzęsy były przyklejone delikatnie krzywo (co prawda sama pierwszy raz zrobiłam to gorzej), ale za to kreska eyelinerem była perfekcyjna! Kocham mojego męża, nie sądziłam, że może być zdolny do czegoś takiego :)
Czekam aż wyskoczy z propozycją zrobienia mi paznokci hybrydowych, bo takowe też przed ciążą nosiłam i mam w domu cały potrzebny sprzęt :)
Mężu, jeśli to czytasz, to wiedz, że jesteś najlepszy!
Dodaj anonimowe wyznanie