#YU26o

Jestem samotnym ojcem 12-latka. Wczoraj dostałem telefon ze szkoły, bym się natychmiast stawił, bo moja pociecha ponoć ostro zbluzgała nauczycielkę od matmy. Szef zgodził się, żebym się urwał na 2 godziny z pracy

W gabinecie dyrektorki były już 4 osoby. Właśnie dyrektorka, Bartek - mój syn, matematyczka, którą pomyliłbym z pierwszą lepszą nastolatką na ulicy i jakaś jeszcze jedna uczennica.

O co poszło? Sprawa na lekcji wyglądała mniej więcej tak. Matematyczka robiła zadanie, pomyliła się gdzieś po drodze. Bartek wyłapał błąd, więc żeby klasa bezmyślnie nie przepisywała, to owy błąd zgłosił. Wtedy nastąpiła pierwsza obraza majestatu. Pierwsza z trzech. Bo ona sobie nie pozwoli, żeby uczeń u niej na lekcji się mądrzył. Ma słuchać i nie dyskutować.

Druga obraza majestatu nastąpiła na tej samej lekcji. Bartek zasugerował pani, że może robiliby te zadania trochę inną metodą, prostszą wg niego. No to babeczka od razu swój monolog zaczęła, że to ona jest nauczycielką, a nie on. I ma siedzieć na dupie w ławce i słuchać, a nie się mądrzyć.

Trzecia obraza majestatu, która zaważyła o wezwaniu mnie do szkoły, działa się po dzwonku, na drugiej lekcji. Koleżanka Bartka, która była z nami w gabinecie, miała problem ze zrozumieniem jakiegoś zagadnienia i na prośbę, by zostało to ponownie wytłumaczone, została kolokwialnie mówiąc, olana. Więc Bartek, jak gdyby nigdy nic, po prostu przesiadł się do koleżanki i zaczął jej to tłumaczyć. Po swojemu, tak by zrozumiała. Wtedy pałka się przegięła, matematyczka stwierdziła, że takiej samowolki na lekcji nie będzie tolerować i poszła do dyrektorki na skargę. Już nawet nie do wychowawcy, tylko do dyrektorki od razu.

Potem wywiązała się między nami mniej więcej taka rozmowa:
- Pani pierwszy rok uczy w szkole?
- Nawet jakby, to co panu do tego?
- Tak tylko pytam. Swoją drogą, pani mama uczy chyba biologii w liceum, zgadza się?
- No zgadza się, zgadza się.
- Więc proszę brać z niej przykład, bo znam ją doskonale i wiem jakim jest pedagogiem. A pani, to póki co, jeszcze wiele do niej brakuje. Poza tym, to co pani zrobiła dzisiaj na lekcji, jest po prostu zabijaniem kreatywności u dzieci i podcinaniem im skrzydeł.
- Przepraszam bardzo, póki co, to ja jestem nauczycielem, a nie pan.
- To prawda, ale śmiem twierdzić, że o wychowywaniu dzieci nie ma pani zielonego pojęcia. I proszę nie zapominać o tym, że pani podopiecznymi są 12-latkowie, a nie studenci i oni wymagają trochę innego podejścia.
- Proszę przekazać matce Bartka, że chce się z nią jutro widzieć.
- Moja żona nie żyje od 2 lat. Więc nie będzie miała pani okazji.
- Pani dyrektor, na przyszłość, proszę nie wzywać mnie o takie bzdury, skoro wina ewidentnie leży po stronie nauczyciela.

Wychodząc z gabinetu i wracając do pracy, myślałem sobie, nie ma co, nauczyciel z powołania, takiego to ze świecą szukać...
Nevii Odpowiedz

Ja nawet słyszałam od innych nauczycieli, ze są nauczyciele, którzy za zwrócenie uwagi na błąd potrafią się burzyć albo udawać ze jest dobrze. Z resztą z własnego doświadczenia też wiem, ze różnie to bywa.

beeeep

W podstawówce na matematyce mieliśmy jakieś zadanie do liczenia na ocenę. Oddałam moją pracę do sprawdzenia i pani powiedziała, że jest źle (porównała swój wynik z moim). Byłam pewna, że zrobiłam dobrze. No i okazało się, że miałam rację. Nie było żadnej obrazy majestatu, pani przyznała się do błędu i dostałam 6 😁

Ankaaa

Ja chyba miałam szczęście, bo u mnie większość nauczycieli, za zauważenie ich błędu, stawiało piątki albo plusy. Nawet na studiach mi się kilku takich trafiło ;)

Hershel

U mnie w szkole średniej była matematyczka, o której nawet inni nauczyciele mówili, że nie umie uczyć. Mieliśmy też w klasie geniusza matematycznego, na każdej lekcji wyłapywał błędy w jej obliczeniach, a jej najczęstszą wymówką, jeśli już postanowił zwrócić jej uwagę, było właśnie "sprawdzam waszą czujność". Ja nie wiem skąd się tacy ludzie biorą i jakim cudem zdają studia...

seggesivie

U mnie w szkole uczy nauczycielka, która za zwrócenie uwagi wstawia punkty karne 👌👌👌

Zaklina1887

Kochani mój znajomy miał taką sytuacje. Miał matematykę z Panią Dyrektor. Popełniła jakiś błąd i on ją poprawił, ale dyrektorka jak to ona zaczęła na niego krzyczeć!
Co on sobie wyobraża itd. Prawie mu wstawiła uwagę. Przesadziła i to nieźle

totylkojaniktwazny

Jak ja się cieszę, że u mnie mówili tylko "ja to specjalnie zrobiłem , sprawdzam wasza spostrzegawczość", śmiali się, poprawiali błąd i prowadzili lekcje dalej ...

Nevii

No widzicie czyli są nauczyciele i taborety ;p

KrolowaCieni

Nauczycielka matematyki mojej siostry chciała kiedyś rozwiązać JEDNO równanie dwoma sposobami i wyszły jej dwa różne wyniki... Stwierdziła, że "Tak czasami się zdarza, że są różne wyniki.". -,-

LedZeppelin Odpowiedz

Chciałabym usłyszeć tę historię z perspektywy nauczycielki.

FruityLoops

Tez bym chciał, ale pewnie to tępe babsko które dostało prace po znajomości skoro mamusia jest tez tam nauczcyielka

JunkoChan

'Bezczelny dzieciak się mądrzy, wierci sie po klasie jakby miał owsiki w dupie i ma czelność podawać niepoprawne wzory(Które w rzeczywistości działają)' chyba jakiś tak by to wyglądało...

SpacMiSieChce

Przypuszczam, że wyglądałoby to trochę inaczej.

Demonologia

"Miałam okres, pokłóciłam się z narzeczonym. Byłam bardzo głodna i bolał mnie brzuch. Jakiś bezczelny dzieciak zauważył błąd na tablicy więc postanowiłam się na nim wyżyć. Wezwałam ojca do szkoły. Był niekomunikatywny więc poprosiłam o rozmowę z matką dziecka. Okazało się że nie żyje od 2 lat.

Są wolne miejsca w bunkrze"
Xddddd

Wanisz

A ja tam stanę w obronie nauczycielki. Równie dobrze jej wyznanie mogło brzmieć "Jestem świeżo upieczonym nauczycielrm, że względu na swój młody wiek uczniowie traktują mnie niepoważnie. Na ostatniej lekcji, jeden z uczniów wychwycil mój błąd. Zdarza się każdemu, nie doczytałam czego dokładnie wymagali w poleceniu. jednak oprócz wytknięcia błędu zaczął podburzać klasę, że jest najmądrzejszy, a ja się nie znam i nic nie potrafię.Byl głośny i przeszkodził w lekcji. Zwróciłam mu uwagę, żeby siedział i słuchał, bo jestem po to żeby ich czegoś nauczyć. No i się zaczęło. Chłopiec wielokrotnie sugerowal, że jego sposób będzie dużo prostszy, ponownie zagłuszając mnie i ściągając na siebie uwagę. Jasne, są jeszcze prostsze sposoby, ja mogę zrobić to w pamięci. Ale muszę nauczyć ich w taki sposób, aby byli w stanie wykorzystać tą wiedzę na egzaminach 8 klas czy nawet później na maturze. Ponownie zwróciłam mu uwagę,że nie życzę sobie, aby przeszkadzał mi w lekcji.
Miarka się przebrała, gdy na drugiej lekcji jedna z uczennic stwierdziła, że nie rozumie zagadnienia, które omawiałam dosłownie 10 minut wcześniej na 1 lekcji. Jednak wolała przeszkadzać i rozmawiać zamiast słuchać i się uczyć. Nie zgłaszała tego wtedy, tylko teraz, gdy mieli pisać zapowiedzianą kartkówkę. Próbowała grać na czas żeby nie starczyło fo na napisanie. Odmówiłam jej, ponieważ właśnie ta kartkówka miała sprawdzić co potrafią, a czego nie i co musimy powtórzyć. Chłopiec jak gdyby nic wstał i się przesiadł. Nie mogę sobie pozwolić na takie zachowania. Inni z klasy mogą wziąć z niego przykład i wstawać kiedy im się podoba. Jeśli do mnie nie czują respektu - może poczują go kiedy wyśle ich do Dyrektor

Falcone Odpowiedz

Kurczę u mnie na studiach (fizyka techniczna). Profesorowie (nie doktorzy, podkreślę, profesorowie zwyczajni) tylko czekają i chwalą osoby, ktore Zwrócą im uwagę na błąd, uwielbiają także dyskusje i niekonwencjonalne podejście do problemu. Najbardziej spodobało mi sie określenie jednego z nich, ze najgorszy jest dowód przez autorytet, dlatego dopóki wszyscy nie zostaniemy odpowiednio "przekonani" do prawidłowości danej tezy, nie idziemy dalej z materiałem. Życzę wszyskim własnie takich nauczycieli z powołania.

Falcone

Napisałam "odpowiednio" czyli nie, bo ktoś tak powiedział i tak ma być, tylko wszystko jest udowadniane od podstaw różnymi sposobami, aby stało sie dla nas trywialne i oczywiste.

Nicki Odpowiedz

W liceum na matmie rozszerzonej znaleźliśmy błąd na tablicy to nauczycielka sprawdzała w internecie po kryjomu czy jest dobrze ><

Minttu

U mnie na studiach wykładowca sprawdzał rodzajniki w słowniku internetowym. Uczył leksyki;)

TheGreatest

@minttu hahaha ale chyba mu się nie dziwisz, język niemiecki to skomplikowany język ;)

Minttu

@TheGreatest to mógł wybrać jakiś nieskomplikowany język😀

anakonda257

@Minttu - Wiesz... jeżeli wykonuje się coś, co się nauczyło a nie wykorzystujemy wszystkiego, czego się nauczyliśmy to ta wiedza przepada. W praktyce to wygląda tak, że uczysz rutynowo a dany temat czy jakieś drobne części porusza się raz na rok i to w jednym zdaniu... O takich rzeczach łatwo zapomnieć, drobnostkowych.

Minttu

@anakonda257 trochę późno, ale odpowiem:)
Ja to rozumiem, ale on często sprawdzał rodzajniki w słowach, które używa się na co dzień:)

speedway4her Odpowiedz

Na studiach zwrocilam uwage Panu doktorowi, ze wyslal Nam zadanie z bledem, wskazalam gdzie blad. (wynik nie mogl wyjsc na minusie -ekonomia). Odpisal do wszystkich, ze mam racje i maja poprawic. Najlepsze w tym bylo to, ze zawsze zabieralam sie za to na dzien przed i jakies 80% kujonow zrobilo zadanie zle nie myslac nawet ze wynik jest bezsensu.

Yeah Odpowiedz

W takim razie ja trafilam na cudownych nauczycieli, zawsze na każdej lekcji powtarzali żeby w razie czego zgłaszać błędy na tablicy od razu i kazali siebie pilnować :)

wmw Odpowiedz

Chyba list do Pani Premier napiszę, piniewaz strasznie ten temat mnie dreczy. Uwazam, ze nauczyciele powinni przechodzic testy psychologiczne i być sprawdzani pod katem kompleksow, i czułości swojego Ego.

KnightingKnight

A Pani Premier podziękuję i zmieni cały system nauczania, poruszona twoim oddaniem i poświęceniem.

Demonologia

Jeszcze Ci pani premier wpisze uwagę w akta za poprawianie jej błędów xd

Kalinoczka Odpowiedz

Jeśli pana syn jest szczególnie zainteresowany matematyką (choć może po prostu jest zwyczajnie uważny i zwraca uwagę na to, co się dzieje na lekcji), to polecam kółka matematyczne (ale nie w szkole, nie z tą nauczycielką, tylko pozaszkolne. Są chyba w większości większych miast (chociaż nie tylko tam,) często na bardzo dobrym poziomie, prowadzone przez ludzi z pasją. Można się na nich wiele nauczyć i poznać rówieśników o podobnych zainteresowaniach) oraz polecam udział w konkursach, zwłaszcza Olimpiadzie Matematycznej Juniorów (ten konkurs "daje" najwięcej (zadania wymagają kreatywności i bystrości, a nie wkuwania). Choć na początku jest dość trudny, ale nie należy się poddawać :) ). Chodzi przede wszystkim o kontakt z osobami o podobnych zainteresowaniach, który wielu ludziom bardzo pomaga w ich rozwijaniu. I przepraszam, że tak się rozpisuję, ale po prostu wiem, jak to jest być nie rozumianym przez otoczenie matematykiem :) i akurat mi kółka pozaszkolne oraz osoby poznane dzięki OMJ bardzo pomogły, więc po prostu udostępniam tę informację dalej :) (wiadomo, każdy jest inny i nie wszyscy muszą się z tym zgadzać). Jeśli chcielibyście znaleźć dobre kółko w swojej okolicy, to chętnie udzielę takiej informacji (znam te kółka w kilku miastach (w sumie, to w dość wielu), może mieszkacie akurat w którymś z nich? :) )

awagu Odpowiedz

Ja w liceum miałam polonistę, który do matki jednej z uczennic powiedział "ze to on wie lepiej bo ma magistra".... nic tylko pogłaskać patelnią

CindyCin Odpowiedz

Kiedy po oddaniu sprawdzianów z religii zwrocilam katechetce uwagę że nie policzyła mi punkta, ta wyjechała na mnie z mordą że ja gówniara nie będę jej nic mówić i ona nigdy nie popełnia blędów. Zrobiła aferę na calą klasę o nic. Nie zamierzam przez to zostać ateistką bo to nie Bóg sie na mnie wydzierał tylko walnięta baba ale mogła by się opanować

Nevoeiro

"Nie zamierzam przez to zostać ateistką bo to nie Bóg się na mnie wydzierał"
wat.
Ech, chyba nie masz dla ludzi innych od siebie zbyt wiele zrozumienia? Sugerowanie, że brak wiary kogoś jest "obrażeniem się" na Boga z błahego powodu jest co najmniej brakiem szacunku...

CindyCin

Novoeiro nie mówię o innych ludziach i ich wierze

dwatysiace

Novoeiro sam jestem atesistą ale prawda jest taka ze CindyCin ma racje, w niektorych wyznaniach pisze że 'zostalem ateistą bo ksiadz byl dla mnie nie mily' lub tym podobne. Gdzie tu jest sens? Ksiadz to czlowiek a Bog to Bog. To dobijajace ze chrzescijanin przez jakiegos ksiedza nagle staje sie ateistą. I nie widze zeby w tym komentarzu ona sugerowala cos o braku wiary innych ludzi...

anakonda257

@Nevoeiro - Ona ma rację, bo ludzie odchodzą od wiary właśnie przez takie pierdoły, "bo ksiądz był nie miły, bo dostałem pałę na koniec szkoły z reli, bo kolega jest upierdliwy i ciągle mówi o Bogu, bo matka zmuszała mnie do chodzenia codziennie do kościoła" itp... To są właśnie powody ludzi, którzy zostali ateistami.

DarkMinion

Ludzie nie zostają ateistami, ludzie rodzą się jako ateiści. Dopiero później uczą się religii.

Zobacz więcej komentarzy (31)
Dodaj anonimowe wyznanie