Chodziłem wtedy do podstawówki. Wróciłem ze szkoły, a mama od progu pyta: "I z czego ta dwója?". Ja spanikowany odpowiedziałem, że z polskiego. Na to tata z uśmiechem "Mama potrafi nieźle blefować"...
Nigdy więcej nie dałem się nabrać.
Dodaj anonimowe wyznanie
Teraz to nie blefy, rodzic na bieżąco wszystko widzi w aplikacji.
Też trochę tego nie rozumiem, widocznie od małego się przystosowuje owce do inwigilacji i drutu kolczastego.
A przy okazji - Austria jako pierwszy kraj na świecie wprowadza OBOWIĄZEK szprycy dla każdego obywatela. Mają tu już historyczne doświadczenie, w końcu pewien Adolf też pochodził z Austrii a potem to już wiadomo. Historia się powtarza.
Już i sportowcy w wieku ok. 30 lat mają problemy z sercem, niektórzy tak nagłe, że umierają. Wcześniej okazy zdrowia, pod opieką sportowych lekarzy. Po szprycy...no ale, nie umarli na kowida, tylko na "choroby współistniejące", których wcześniej nie mieli. To jakaś zbiorowa paranoja, podsycana strachem umiejętnie dozowanym w mediach, problemem jest tu zbyt późna pomoc lekarska spowodowana paraliżem służby zdrowia, jak również zbyt późno wdrożone i często też niewłaściwe leczenie.
@PaniBukiet
W pewnym wieku powinno się już wiedzieć, że nauka się do czegoś przydaje. I dlatego się uczyć, a nie dlatego, że tak rodzice nakazali. Rodzice, którym zdarzały się jedynki i dwójki ze sprawdzianów, trójki pod koniec semestru i nieusprawiedliwione nieobecności, ale dziecku się już zdarzyć nie mogą i robią z tego wielkie halo. Nie, to, że chcą, żeby ich dziecko zostało kimś ich w żaden sposób nie tłumaczy. Ono ma sobie poradzić w dorosłym życiu, a nie spełniać oczekiwania rodziców odnośnie drogi życiowej. Także dla takich uczniów to nie jest dobre.
@PaniBukiet, to, że rodzice męczą bułę, to nie jest dobra motywacja do nauki. Żadna motywacja zewnętrzna nie jest skuteczna. Zwłaszcza, jak masz uczyć się rzeczy, które masz gdzieś i to w dodatku tylko po to, żeby statystyki się zgadzały w tabelkach paniom z oświatówki. No i może bez ciągłego śledzenia postępów w nauce swoich latorośli, dzieci miałyby trochę więcej luzu i mniej presji.
Ja nie rozumiem. Piszecie o złych ocenach jakby były powodem do wstydu, sprawą prywatną dziecka/ucznia, powodem do ukrywania przed rodzicami, jakąś stygmatyzacją. Przeszkadza wam transparentność ocen oraz szybki i łatwy dostęp rodzica do nich? To ja wam powiem z czego to wynika. Każdy kto tak uważa miał nieudolnych rodziców i nauczycieli. Jednych i drugich, bo nie potrafili wspierać swojego dziecka w procesie edukacji. Nigdy nie dostałem żadnej kary za słabe oceny. Fakt, zawsze się w szkole starałem, ale nie miałem też problemu przyznać się w domu do słabej oceny. Słaba ocena zawsze kończyła się chłodną analizą mamy albo taty, co zrobiłem źle, że tak słabo wyszło. Za mało czasu na to poświęciłem? Nie ogarniam jakiegoś tematu? Może trzeba mi jakoś pomóc, jeszcze raz przeczytać, przeanalizować, sięgnąć do innych, lepszych źródeł albo zwyczajnie zastosować jakąś technikę, żeby coś lepiej zapamiętać. Od taty zawsze mogłem liczyć na wsparcie z przedmiotów ścisłych - matematyka, fizyka, chemia to były jego szkolne pasje, a elektronika i informatyka - zawód. Mama zawsze pomagała w humanie - polski, historia i języki obce. Wiem, pod tym względem miałem super. Jednocześnie kiedy coś ich przerastało, głównie czasowo - to znajdywali inne rozwiązanie, szczególnie w liceum przed maturą. Kurs z angielskiego, dodatkowe zajęcia z roszerzonej fizyki i matematyki. Zawsze cieszyli się z moich sukcesów i pomagali, albo kombinowali jak pomóc kiedy sobie z czyms nie radziłem.
Do czego bałem się przyznać? Za co dostawałem jakąś karę? Jak coś "grubego" odj.bałem. Nie było tego dużo, ale kilka uwag i wezwanie do szkoły w trakcie edukacji się zdarzyły. Wtedy ich pytania były zasadne np.: Po co? Czy to było mądre? Balon w pisuarze, płonący papierowy samolot z drugiego piętra szkoły, prezerwatywa napełniona wodą do granic możliwości i inne "grubsze" rzeczy może i były zabawne, ale faktycznie pozbawione sensu. Zaś kary nauczyły mnie przekierować siły i kreatywność w inne działania.