#VpyVC

Miałam jakieś 8 lat i obudziłam się w niedzielę z bólem brzucha. Rodzice nie dali się przekonać, żebym nie poszła do kościoła. Toż to cała wieś będzie plotkować, że nie jesteśmy dobrymi katolikami i dzieci na satanistów wychowujemy!

Jak msza się skończyła, a ja już zwijałam się z bólu, zabrali mnie w końcu do lekarza. Wyrostek pękł. Kto by się tym przejmował, prawda? Przecież najważniejsze, żeby sąsiadom pokazać jak bardzo się miłuje bliźniego, prawda?

#NjqSQ

Jestem nałogowym palaczem. Skala mojego problemu nie jest jakaś ogromna (palę od pół do paczki dziennie), ale przeszkadza mojemu mężowi, choć on sam też pali. Napiszę dla jasności, że z mężem nie planujemy dzieci w ciągu najbliższych 5 lat.

Kłótnie o moje papierosy sięgają już takiego kuriozum, że potrafimy się o nie kłócić przez 2-3 dni z rzędu. Mąż nalega, abym rzuciła, a ja pomimo gum, tabletek czy zamienników nie potrafię. Mam wrażenie, że to dla mnie po prostu rzecz niemożliwa. Głód nikotynowy jest tak silny, że trzęsą mi się ręce, serce kołacze i nie mogę zebrać myśli. I nawet jak wytrzymam pół dnia bez fajek, to i tak prędzej czy później polecę po kolejną paczkę. Wiem, że będę musiała rzucić prędzej czy później, choć wolałabym później. I pewnie to zrobię, gdy stanę przed wyborem ciąża lub fajki, ale na razie nie mam takiej motywacji. Problemem jednak jest mój mąż, który kompletnie tego nie rozumie. Sam pali, mniej niż ja, to prawda, ale nadal kopci. Mnie zmusza szantażem psychicznym do rzucenia („nie rzucisz, bo mnie nie kochasz”), a im bardziej stara się mi zrobić wodę z mózgu, tym chętniej po te fajki sięgam. Sama nie wiem czemu, chyba wrodzona złośliwość mi się załącza.

Chciałabym jednak potwierdzenia od kogoś z Was, że da się wyjść z tego nałogu. Nie znam w sumie nikogo w moim otoczeniu, kto rzuciłby papierosy. Nikt też nie umarł na raka z tego powodu, a odkąd pamiętam cała rodzina paliła. Czy może wy zastosowaliście jakieś metody, by rzucić? Nie szukam rozwiązania idealnego, bo wiem, że takie nie istnieje, ale może jest coś, o czym nie wiem, a warto by było to wykorzystać.

#JNRel

Moja była dziewczyna rozpowiada wszystkim, że Ukrainka rozbiła jej związek. Ja wszystkim powtarzam, że to nieprawda, bo ona sama go rozbiła.

Na początku wojny przyjęliśmy pod dach kobietę z dzieckiem z Ukrainy. Dasza, bo tak ma na imię, po około tygodniu aklimatyzacji nie chciała mieszkać tu za darmo. W ramach rewanżu za schronienie zaczęła zajmować się domem. Była kobieta po krótkim czasie zaczęła być o nią zazdrosna, dokuczała jej, traktowała jak psa i na końcu oskarżyła o kradzież. Powiedziała, że jak nie wyrzucę Daszy z domu, to ona odchodzi. Nie musiała odchodzić, sam kazałem jej odejść.

Nie zdawałem sobie sprawy z jak toksyczną, leniwą i roszczeniową kobietą byłem. Gotować nie umiała, sprzątać nie lubiła, potrafiła tylko ciągnąć ode mnie pieniądze, obrażać się o byle co i wymagać cudów na kiju. Dasza dba o wszystko, dom lśni, codziennie gotuje, pranie, prasowanie robione na bieżąco. Moim jedynym domowym obowiązkiem jest chwalenie jej zdolności kulinarnych. Jest skromna, niewyniosła. Dużo rozmawiamy, dużo się śmiejemy.

Ona nie chce wracać na Ukrainę, chce ułożyć sobie życie w Polsce, a ja zastanawiam się, czy coś z tego może wyjść, bo choć za szybko, żeby mówić o czymś poważnym, to odnoszę wrażenie, że pasujemy do siebie w każdym aspekcie. Nagadać się nie możemy, poczucie humoru mamy podobne, w łóżku super, z jej dzieckiem też łapię dobry kontakt. W tym momencie przeżywam coś w rodzaju powtórki ze szczeniackiej szaleńczej miłości i kłóci się to z doświadczeniem podpowiadającym, żebym uważał.

#4wF2j

Opiszę wam tu pewną historię.

Miałam psa, owczarka podhalańskiego. Jest to groźna rasa, musi być zamknięty w budzie bądź kojcu, bo może zagryźć nieznajomych. Ja z rodzicami nigdy nie byliśmy zwolennikami tego, by psy były pozamykane, więc z racji, że mieliśmy duże podwórko, ogrodzenie i domofon, pozwalaliśmy, by biegał sobie wolno. Mało tego, na bramie była tabliczka "Groźny pies".

Kiedy wracaliśmy z parapetówy z rodzicami, usłyszeliśmy okropne jęki i krzyki. Podeszliśmy bliżej i zobaczyliśmy drzwi wywalone z nawiasów i jakiegoś gościa, którego nogę gryzł nasz pies. Odciągnęliśmy psa. Jak się okazało, ten gościu był włamywaczem i wyskoczył przez płot nie wiedząc o psie.

Wezwaliśmy policję i pogotowie. Facet miał rozszarpaną nogę. Trzeba ją było amputować. Zaczęło się jeżdżenie po sądach. Oskarżono psa o agresywność i musieliśmy go uśpić.

Dlaczego przez kutasa, który chciał nas okraść musimy cierpieć? To był tylko pies. Oskarżono go o agresywność. O to, że chciał bronić naszej ziemi, że był nam wierny. W dodatku ten gościu nie poniósł żadnych konsekwencji. Nie potrafię się pogodzić ze śmiercią mojego pupila.

#qomFK

Dzisiaj dziewczyna, która mi się bardzo podoba, spytała, dlaczego na znaczku, który noszę, widnieją dwaj faceci uprawiający seks. Odpowiedziałem, że to pamiątkowy znaczek turnieju zapaśniczego. Odpowiedziała: „Och, a już myślałam, że w końcu zdecydowałeś się wyjść z ukrycia”...

#s0K1r

Byłem chory, siedziałem sam w domu i potwornie mi się nudziło. Co robią znudzeni ludzie? Wpadają na głupie pomysły :D No, a przynajmniej w moim przypadku tak jest. Postanowiłem więc nieco upiększyć swe oblicze i zrobić sobie corpse paint (dla niewtajemniczonych, jest to czarno-biały makijaż charakterystyczny dla artystów black metalowych) farbkami do twarzy „pożyczonymi” od młodszej siostry. Gdy skończyłem swe dzieło, zamiast je zmyć, postanowiłem poczekać tak na kumpla, który miał do mnie wpaść z zeszytami do przepisania. Co tu kryć, byłem z siebie dumny, a szkoda by było, gdyby nikt nie zobaczył tego dzieła sztuki ;)
Kiedy wreszcie usłyszałem dzwonek do drzwi, czym prędzej poderwałem się z miejsca i popędziłem w celu otworzenia drzwi i przywitania kolegi growlem. Oczywiście mój genialny umysł nie zawarł w planie możliwości, że ktoś zawita w me progi przed kumplem. Nie wiem, kto był bardziej zdziwiony – ja czy pan doręczyciel pocztowy.

Pragnę w tym miejscu pozdrowić wszystkich listonoszy, coś mi się wydaje, że macie dosyć ciekawą pracę :D

#r5QMo

Co miesiąc w szkole mamy organizowane „Dni tematyczne”. W tym tygodniu był temat „retro”. W poniedziałek lata 50., we wtorek 60. etc.
Nadszedł piątek, dzień ostatniej dekady XX wieku. Jako że szkoła jest dla mnie stresującym miejscem, opracowałam swoją metodę, która pomaga mi się skupić na czymś innym niż masa ludzi dookoła mnie. Mianowicie piszę na kartce liczby w pionowych kolumnach.

Na ostatniej tego dnia lekcji dotarłam do 2433. W tym momencie podeszła do mnie nauczycielka i zapytała:
- Co ty, dziecko drogie, robisz?
Na co moja przyjaciółka bez zastanowienia odparła:
- Koduje matrixa.
Wszystkich zatkało... z wyjątkiem nauczycielki, która ze szczerym zdziwieniem zapytała:
- Ale dlaczego na kartce w linię?

#mnebp

Wraz z siostrą dobrze się bawimy, zamieniając się rolami ;D

Ona na humanie, a ja na mat-fizie. Wspomnę, że nie mamy tych samych nauczycieli, co tylko ułatwia nasze "wymiany". Jako iż zawsze byłam dobra w przedmiotach ścisłych (w szczególności matematyka i fizyka), a słabsza w humanistycznych, to siostra mnie dopełniała, bowiem u niej było na odwrót. Z tego też powodu postanowiłyśmy sobie pomagać, ale w jaki sposób? Jesteśmy bliźniaczkami, ludzie miewają poważny problem w odróżnieniu nas, co jest świetne w praktyce! Ona za mnie chodziła na przedmioty, w których była dobra (humanistyczne), a ja za nią na swoje specjały (ścisłe).
To była 1 klasa, więc pewne przedmioty miały nam odpaść na 2 roku. Dzięki mnie ma same 4 i 5 z bioli, chemii i fizyki, a ja zawdzięczam jej podobne oceny z WOK, WOS i historii! (nie zamieniałyśmy się na przedmiotach, z których będziemy zdawać maturę obowiązkową, czyli j. polski i matematyka).

Nigdy ona (jak i ja) nie pojawiła się na żadnym ze zdawanych przez siostrę przedmiotów.
I nikt się nie skapnął :D

#Tv3Ph

Mieszkam w akademiku i mam bardzo dobre relacje ze swoimi znajomymi z piętra, można powiedzieć, że jesteśmy jak dobrzy przyjaciele. W dniu urodzin ubzdurałam sobie (do dziś nie wiem czemu), że chcą mnie po północy zaskoczyć szampanem i życzeniami. Słyszałam wcześniej jakieś szepty i mój mózg zaprogramował sobie, że musi to dotyczyć mnie. O 23.30 zaczęłam sprzątać pokój (mieszkam z jedną dziewczyną, ale akurat wtedy wyjechała do swojej rodzinnej miejscowości), zrobiłam lekki makijaż, żeby nikt nie wiedział jak wyglądam bez i czekałam zniecierpliwiona na godzinę zero.
Nikt nie przyszedł.

W skali próżności takie mocne 8/10.
Dodaj anonimowe wyznanie