Wynajmuję mieszkanie ze swoim chłopakiem i znajomą. Ona od początku dość nieudolnie próbuje mi go „odbić”. Bardziej mnie to śmieszy niż martwi – dziś na przykład próbowała podrywu na tekst „hihihi, ale często się mijamy”...
Wspominałam już, że mieszkamy razem?
O tym, że szwagier może zdradzać moją siostrę dowiedziałem się w sumie przypadkiem. Po prostu podsłuchałem niechcący jego rozmowę z kolegą. To była tylko chwila, ale wystarczająca bym zorientował się, że obaj mają zamiar wybrać się na dziwki. Nie dałem po sobie poznać, że dosłyszałem ich słowa, ale postanowiłem uprzedzić o zdradzie siostrę, w końcu to moja rodzona siostra. Poszedłem prosto do niej i wyjawiłem w czym rzecz.
- Co dokładnie słyszałeś? - spytała zaniepokojona.
- Jak twój mąż pytał tego drugiego, czy idą razem na kur*ę.
- Na kur*ę? - powtórzyła siostra ściągając brwi. - Krzysiek nie używa takich wyrazów.
- Powiedział „kierwę” czy coś w tym stylu.
- Aha - skinęła głową a na jej ustach pojawił się uśmieszek. - I co, poszli na tę kierwę?
- Nie wiem - wzruszyłem ramionami. - Chyba tak.
Parę chwil później siostra natknęła się na męża we wnęce z tyłu za garażem. Palił z kolegą papierosa.
- Ty znowu na kierwie? - zapytała z wyrzutem. - Miałeś już nie palić.
- Nie da się rzucić tak z dnia na dzień - odpowiedział lekko zmieszany i chyba trochę zaskoczony moją obecnością za plecami siostry.
Okazało się, że u szwagra „kierwa” oznacza papieros. Że w tym regionie Polski wszyscy tak mówią na papierosy. No i wyszło na to, że po*pierdoliłem własnego szwagra do jego własnej żony, że ten cichcem jara fajki. Masakra.
Agata, moja koleżanka, zaprosiła mnie na „kawę i ploteczki”. Lubię ją, więc wpadłem do niej wieczorem tego samego dnia. Wypiliśmy kawę, pogadaliśmy, było fajnie, miło i przyjemnie, więc zagadaliśmy się trochę dłużej. Kiedy się zorientowałem, która jest godzina, podziękowałem jej bardzo i poszedłem do domu.
Następnego dnia usunęła mnie ze znajomych na fejsie i zablokowała wszelkie kontakty. Od jej przyjaciółki dowiedziałem się, że jestem bydlakiem i zrobiłem Agacie straszną krzywdę. Ciągle nic nie rozumiałem... Dopiero później wygadała się, że Agata liczyła na wspólną noc, a ja zachowałem się jak świnia wychodząc. To podobno niszczy ją jako kobietę, a mnie jako mężczyzną.
Zrozum kobietę.
Przy łóżku mojego syna (siedem miesięcy) mam przymocowaną „elektroniczną nianię”. Ostatnio przeżyłem chwile grozy, bo po odłożeniu go do łóżka i zamknięciu drzwi po chwili odbiornik w drugim pokoju włączył się (pewnie dziecko się wierci)... Zajrzałem – syn leży tak, jak go przed chwilą odłożyłem. Wyszedłem z pokoju i sytuacja powtórzyła się – za każdym razem nie było widać, by młody ruszał się lub kręcił. Zostałem z nim, żeby sprawdzić co się dzieje – oczywiście nic przez ten czas się nie wydarzyło... Aż do chwili, kiedy wyszedłem z jego pokoju – niania zaczęła wariować.
Tego dnia syn spał z nami, bo odwiedziny zmarłych dziadków trochę się przedłużyły.
Ostatnio spełnił się jeden z moich największych koszmarów. Jestem osobą bardzo skrytą, która boi się publicznych wystąpień i w ogóle ma problem z odnalezieniem się w społeczeństwie, więc jestem tym kolesiem, który słysząc, że ktoś jest na klatce, czeka parę minut, żeby nie naciąć się na sąsiada i nie mówić mu „dzień dobry”. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie.
W każdym razie dopadła mnie biegunka. W zatłoczonym pociągu. Wszedłem do toalety i będąc w połowie zdejmowania spodni i łamania się nad kiblem, w bardzo spektakularny sposób dowiedziałem się, że nie zamknąłem dobrze zamka w drzwiach. Jakiś koleś je otworzył i zobaczyłem z 5 osób patrzących na mnie z mieszanką zdziwienia i obrzydzenia. Byłem w takim szoku, że powiedziałem tylko „dzień dobry”.
Swego czasu jeździłam na wakacje do ciotki na wieś. Parę domów dalej mieszkała mała dziewczynka. Nie opowiadała żadnych z kija wyssanych opowieści, nie śpiewała niczego strasznego, nie mówiła nic, co mogłoby przerazić. Nie musiała. Wystarczyło samo jej spojrzenie... Nigdy nic sama nie broiła, jedynie podjudzała innych do tego. Śliczna mała dziewczynka, której bałam się spojrzeć w oczy... Do dziś dzień nie wiem czemu budziła we mnie niepokój.
Ojciec przedstawił mi swoją przyszłą żonę. Teraz rozumiem, dlaczego tak często powtarzał "polubisz ją, macie ze sobą wiele wspólnego".
O tak! Wiele wspólnego! Włącznie z rocznikiem! :D
Postanowiłam nieco odgruzować mieszkanie. Wiele rzeczy nowych, ale też używanych wystawiłam na polarnym portalu. Ogólnie prosta sprawa. Ktoś kupuje, drukujesz etykietę, pakujesz, wysyłasz, czekasz na pieniądze. Czasem ktoś negocjuje cenę. Bywa tak, że nie opuszczam już się ceny towaru, bywa i tak, że jakiś margines negocjacji się uwzględnia i komuś zrobi się niewielką uprzejmość. Ogólnie dla mnie ma znaczenie w jaki sposób ktoś do mnie napiszę. Od taki mój kaprys, moje prawo. I nie mówię tu o ortografii, ale o kulturze.
Jest bowiem grupa ludzi, która wychowywała się chyba w jakiś piwnicach.
Wystawiam przedmiot z metką, nowy, jeszcze w folii. Wartość 60 zł, zakupiony w promocji za 30 plus 10 zł przesyłka. Polityka sklepu jest taka, że zwroty na własny koszt. Stwierdziłam, że a trudno wystawię, za 35 zł (produkt za oryginalną cenę raczej by nie poszedł, ale chciałam, żeby chociaż częściowo i przesyłka się zwróciła, i też nie ponosić kosztów odesłania). Dostaję wiadomość bez żadnej kurtuazji "chce kupić za 25 zł, bo po tyle jest na stronie sklepu". No ok, z ciekawości nawet zajrzałam na stronę i faktycznie za 25 zł były dwa modele (na np. 30 kilka), z których zostały takie rozmiary, które są naprawdę trudne w sprzedaży, a inne modele ze standardowymi rozmiarami za ok 40 zł. Model, ze wzorem który ja sprzedawałam wyprzedany w 100%. Napisałam do Pani "dziękuję za informację, zachęcam do zrobienia bardziej korzystnych cenowo zakupów na stronie internetowej". Jakby ci ludzie za grosz jakieś rozumu nie mieli. Ona widzi na stronie taka cenę, wiec ja mam jej tak sprzedać
Budzą we mnie grymas sytuację, w których ktoś pisze do mnie wiadomości "Biorę za 60!" (nietrafiony prezent - nowy, zapakowany o wartości 100 zł). Może to przesada oczekiwać pytania "Czy zechciałaby Pani opuścić cenę do x zł", ale jaki inny wydźwięk wiadomości! Przedmiot za np. 60 zł, dostaje wiadomość "oddasz za 40" bez znaków interpunkcyjnych, wielkich liter. Nie wiem czy prośba, czy groźba.
Zauważyłam, że produkty pewnej firmy, używane, ale w świetnym stanie idą momentalnie. Zdarzyło mi się wystawić kilka przedmiotów w bardzo dobrych cenach, patrząc na inne ogłoszenia. Po wystawieniu przedmiotu dostałam w ciągu 3 godzin kilka wiadomości z zapytaniami, ale takimi miłymi, kulturalnymi. Wszystkim odpowiedziałam, jedna osoba zakupiła przedmiot. W zasadzie jeszcze nie potwierdziłam sprzedaży kiedy dostałam kolejne pytanie, czy ogłoszenie aktualne (po zakupie przez inną osobę znika opcja wysyłki) podejrzewam, ze z tego powodu pytanie. Piszę miło i uprzejmie, że przedmiot został właśnie zakupiony. Dostaję tyradę o tym, ze skoro przedmiot zakupiony, a ogłoszenie nieaktualne to co ja sobie myślę, że ono nadal wisi na tablicy! Ale w takich sytuacjach to zauważyłam, że najlepiej sprawdza się krótkie "Dziękuję za informację. Pozdrawiam".
Poszedłem z córką na basen. Kiedy tylko wyszliśmy z szatni, walnęła "Tato, ta pani ma naprawdę wielkie cycki!".
Wszyscy słyszeli. Włącznie z kolesiem, o którym mówiła.
Nie rozumiem totalnie ludzi i ich podejścia do ubrań.
Byłam dzisiaj na małej sesji zdjęciowej koło dzikiego pola maków. Niedaleko było kilka domów, ot domki na prawie końcu polskiego zaścianka. Jak to przy sesji, przebierasz się raz czy dwa w coś innego. Jako że to dzikie pole, ludzi dookoła żadnych praktycznie, warunki dzikie, przebieranie na szybko przy otwartych drzwiach auta jako zasłonka.
Wszystko byłoby w porządku, gdyby jakaś pani w średnim wieku nie zaczęła z oburzeniem dość głośno mówić, że o, sesje se zrobiły, dziesiątki ciuchów nabrały i się tak przebierają.
Jakby, na tym polega sesja zdjęciowa? Nie, żebym miała tego dużo, dwie sukienki, jedna koszula i para spodni, druga modelka miała podobny zestaw, więc tym bardziej nie rozumiem oburzenia, a jeśli jej się to nie podobało to mogła podejść i zwrócić uwagę, ewentualnie odwrócić wzrok, a nie maniakalnie patrzeć w naszą stronę i rzucać głupie uwagi. Jej sąsiadka na przykład podeszła, porozmawiała, fotograf jej cyknęła nawet dwie fotki telefonem sąsiadki i tyle w temacie.
Nie lubię przebierać się przy obcych, a świecenie bielizną, nawet neutralną (cielistą) nie jest na liście moich marzeń ani tym bardziej pragnień.
I zastanawia mnie to już od dłuższego czasu, że ludzie nie mają problemów z o wiele bardziej odkrywającymi strojami kąpielowymi niż z bielizną, która po prostu jest. Nie mówię tutaj o wszelki rodzajach koronkowych rzeczy, tylko o zwykłej bieliźnie na co dzień.
Zostanie to chyba dla mnie nie do ogarnięcia jeszcze długo.
Dodaj anonimowe wyznanie