To była naprawdę dobra impreza. Wyszliśmy całą grupą znajomych do miasta. Od pubu do pubu - troszkę żeśmy się zrobili. Ale że jesteśmy kulturalnymi, młodymi ludźmi, zachowywaliśmy się bardziej niż poprawnie.
W pewnej chwili pomiędzy naszymi dwoma znajomymi wywiązała się dyskusja na tematy światopoglądowe. Temat był modny, chodliwy i ciągnący się niczym pociąg relacji Zakopane-Gdańsk. Jeden z chłopaków twierdził, że wszystkich muzułmanów należałoby wyrzucić z Polski, zamknąć granicę i połknąć kluczyk. Drugi natomiast usiłował rzeczowymi argumentami przekonać go, że nie każdy Arab to jednostka zagrażająca innym obywatelom.
- Głupiś jak but! - krzyczał już poirytowany kolega - Idąc twoim tokiem myślenia, każdy Azjata zna wschodnie sztuki walk!
- Ale...
W tym momencie przyjaciel broniący uchodźców rozpromienił się. Zobaczył bowiem skośnookiego, niedużego chłopaka stojącego przed jednym z lokali. Teatralnym krokiem podbiegł więc do niego, położył mu rękę na ramieniu i głośno zapytał (tak, aby jego przeciwnik w dyskusji usłyszał):
- Witaj, chłopcze. Powiedz mi, czy znasz kung-fu?
Nawet się nie zorientowaliśmy, gdy skośnooki błyskawicznym ruchem zerwał rękę naszego ziomka ze swojego ramienia. Następnie zadał mu serię szybkich ciosów pięściami, a na koniec wyrżnął mu w szczękę efektownym kopnięciem z półobrotu połączonym z wyskokiem. Kolega opadł na bruk niczym jesienny liść, a my rzuciliśmy się na Azjatę, aby powstrzymać go przed zabiciem naszego kumpla.
Szybko okazało się, że chłopak nie gada po polsku, pochodzi z Korei, jest instruktorem kung-fu i był święcie przekonany, że nasz nietrzeźwy przyjaciel, kładąc mu łapsko na ramieniu chce rozpocząć jakąś awanturę. Szybko wyjaśniliśmy nieporozumienie. Chłopakowi zrobiło się głupio. Pomógł nam pozbierać kolegę do kupy i zaprosił na piwo.
Resztę wieczoru spędziliśmy z nim i jego koreańskimi znajomymi... Wszyscy znali kung-fu. Czy ten nieprawdopodobny przypadek coś wniósł do dyskusji? No, cóż - nic poza śmiechem, nowymi znajomościami i stłuczonym nosem naszego przyjaciela.
Jestem dorosłą kobietą, zamężną, a do niedawna przekonaną o posiadaniu rodziny, na którą zawsze mogę liczyć.
Mam starszych rodziców, którzy mieszkają 280 km dalej od nas, teściowie nie żyją.
Ale mam kuzynkę w tym samym wieku, Agnieszkę, mieszkającą w tym samym mieście co ja, ba... na tym samym osiedlu.
Gdy już się "ustawiłam" w mieście, pomogłam Agnieszce w przeprowadzce i znalezieniu pracy. Gdy Aga urodziła syna, pomagałam. Mój mąż też. Obecnie syn Agi ma 7 lat, a nadal pomagałam. Mąż Agi zarabia skromnie, a ona nie pracuje (po ciąży nie wróciła do pracy). Nam się powodzi, oboje dobrze zarabiamy, nie mamy dzieci, to było dla nas oczywiste, że trzeba pomóc. A to fundowaliśmy karnet na basen, zakup komputera, prezenty z wyższej półki czy jakiś wypad do zoo. Aga zawsze dziękowała, bo jednak to było dla dziecka. O niej też nie zapominałam – czy spa, czy kosmetyczka, mnie stać to zrobię przyjemność kuzynce.
Ostatnio mój mąż miał delegację, no nie dało rady odwołać, a pech, że akurat bardzo się rozchorowałam (nic zaraźliwego) – gorączka i ból. Przekonałam mojego, by jechał i nic nie kombinował, mam Agę obok, a mały w szkole, szwagier też jest, to przeżyję.
Tak myślałam.
Okazało się że nie mogłam doprosić się, by Agnieszka wpadła choć raz w ciągu tego tygodnia. Prosiłam o wykupienie leków czy zrobienie podstawowych zakupów.
Wykręciła się brakiem czasu, a później nie odbierała telefonu.
Poradziłam sobie. O wykup leków zadzwoniłam do sąsiada, jedzenie zamówiłam do domu. Ale mam do Agi żal.
Mój mąż gdy wrócił i o wszystkim mu powiedziałam (wcześniej nie mówiłam, bo po co miał się denerwować), chciał jej wszystko wygarnąć, ale go powstrzymałam.
Najbardziej zaboli ją brak pomocy finansowej od nas. Tylko dziecka szkoda.
Pierwszego dnia świąt spotkałem w klubie kobietę (31 lat ). Oboje byliśmy pijani i po kilku godzinach wylądowaliśmy u mnie w mieszkaniu w łóżku. Po wszystkim powiedziała mi, że kiedyś miała spore wymagania co do facetów, ale teraz je obniżyła, bo szuka stabilności.
W tamtej chwili poczułem się, jakby strzeliła mi w twarz. Pomimo że ładna, to głupia, sama siebie zdradziła tym tekstem. Zapytałem się, czy ma na taksówkę, czy jej dać, bo musi już się ubrać i wychodzić. Wyszła obrażona.
Tak sobie myślę i żałuję, że uniosłem się honorem i ją wyprosiłem z mieszkania. Mogłem to zrobić za 3-4 miesiące, kiedy seks z nią zacząłby mi się nudzić.
Bezczelna kobieta.
Dwa lata po ślubie zaczęło się między nami psuć, a dokładniej to ja zaczęłam mieć problemy z motywacją, prokrastynacją, nastawieniem, szacunkiem do męża. W sumie to nie jestem pewna, jaki był tego powód. Widziałam problem, próbowałam go rozwiązać na pomocą samomotywacji itp. Nic nie pomagało na dłuższą metę. Oboje byliśmy już zmęczeni atmosferą i kłótniami.
Pewnego dnia, przez całkowity przypadek, trafiłam na temat związków stosujących Domestic Discipline i poczułam, że to jest coś, co może nam pomóc. W DD jedna osoba jest pod drugą i dostaje kary za złamanie ustalonych wcześniej zasad. Przedstawiłam całą koncepcję mężowi, a on się zgodził, by spróbować. Ustaliliśmy zasady, a karą było dostanie porządnego lania pasem, bo niczego tak bardzo jak bólu się nie boję i strach przed nim jest dla mnie dobrym motywatorem.
Od 3 lat stosujemy DD, byłam karana pasem niezliczoną ilość razy, ale nigdy w życiu nie byłam w tak dobrym związku. Mogę śmiało powiedzieć, że DD uratowało moje małżeństwo i zyskuję same profity z tego stylu życia. Są osoby, którym taka dyscyplina jest potrzebna i okazało się, że taką osobą jestem i ja. Naprawdę gorąco polecam poczytanie o DD, bo nie jest popularne w Polsce, a może ktoś właśnie szuka takiego stylu życia.
Od zawsze nie czułam się ze sobą dobrze. Nadwaga, brzydka cera, można byłoby wymieniać godzinami. Kompleksy przytłaczały i będą przytłaczać, ale ostatnio zdarzyło się coś małego, a niesamowitego.
Zazwyczaj wracam do domu tramwajem, tym razem jednak linia została zamknięta, więc zmuszona byłam przesiąść się na autobus. Oczywiście na twarzy miałam gbura, bo padał deszcz, dłuższa droga do domu wcale mnie nie pocieszyła. Wsiadłam do pojazdu i usiadłam sobie, odetchnęłam. Kawałek dalej spoglądał na mnie chłopak na wózku inwalidzkim i nagle szeroko się uśmiechnął, byłam zaskoczona, ale odwzajemniłam to. Przejechaliśmy dwa przystanki uśmiechając się do siebie, gdy wyjął z plecaka zawieszonego na oparciu zeszyt i coś starannie napisał, mimo mało sprawnych rąk. Podniósł to, napisane było "masz śliczny uśmiech". Ten, który mu wtedy posłałam, był jednym z najszczerszych w moim życiu.
Nie zapomnę tego, od tamtego czasu czuję się piękna. W serduchu.
Do teraz nie wierzę w to co się wydarzyło...
Wczoraj zostałam nazwana desperatką i usunięta z listy znajomych mojego eks przez jego aktualną dziewczynę...
- eks, z którym normalnie rozmawialiśmy po rozstaniu i nie rozstaliśmy się w kłótni
- dziewczyny kompletnie nie znam
- od prawie roku jestem zaręczona
- plus zostałam poinformowana o tym, że mój eks mnie zdradził...
..a cała akcja wydarzyła się, bo... dałam "lubię to" pod ich wspólnym zdjęciem.
Nadal nie wierzę, że tacy ludzie istnieją... Ich procesy myślowe na wieki pozostaną dla mnie tajemnicą.
Dziś utwierdziłam się w przekonaniu, że polska cebula nie ma konkretnego wieku, ani nie zależy od sytuacji materialnej.
Pracuję jako kelnerka w jednej w sieciówek. Praca jak każda inna, a mam dzięki niej trochę pieniążków niezbędnych na studiach.
Skończyły się święta i w centrach handlowych zaczęły się wyprzedaże, więc masa ludzi ruszyła na łowy. Po męczących zakupach przychodzi więc czas na uzupełnienie masy, którą zgubiło się podczas biegania między butikami. Normalna rodzina - ojciec, matka i nastoletnia córka. Dobrze ubrani, po obfitych zakupach i po prostu najzwyczajniej w świecie głodni. Kiwają na mnie ręką, więc podchodzę i przyjmuję ich zamówienie. Wszystko wygląda zupełnie normalnie. Dostali swój posiłek, wyglądało na to, że zjadają go ze smakiem. Szkoda tylko, że korzystając z mojej nieuwagi (po prostu zajęłam się innymi gośćmi) wyszli z restauracji nie płacąc rachunku.
Podejrzewam, że ich córka czyta to wyznanie. Chciałam jej tylko pogratulować rodziców i ich technik wychowania. Dzięki Wam ja byłam w plecy prawie 100 zł. Dla Was to może niedużo.. Dla mnie praktycznie dwa dni ciężkiej pracy.
Nie pozdrawiam...
Mam 21 lat i dziś po raz pierwszy widziałem na żywo kobiece piersi. Niby nic dziwnego, ale były to piersi mojej babci, której spadł poziom cukru - dlatego badali ją ratownicy.
Pierwsze koty za płoty! Hehs.
Pewnego dnia ja, zwykła studentka (no prawie), wstałam rano z zamiarem pójścia na uczelnię. Założyłam szarą bluzkę, a że nie miałam ochoty na patrzenie na plamy pod pachami od potu, i tak, antyperspiranty dość słabo pomagają, przypomniało mi się o pewnym "life hacku", który widziałam na znanym portalu. A mianowicie przecięcie podpaski (a raczej wkładki) na pół i przyklejenie od środka w miejsce, gdzie się pocimy.
Poszłam zadowolona, z myślą, że uwolnię się od tych plam.
Ech, co innego mogło się zdarzyć... Wkładka wypadła mi spod bluzki przy chłopaku, który mi się podoba.
Teraz myśli, że wypycham stanik.
Nie polecam. NIE UFAJCIE INTERNETOWI.
Dziś będąc w sklepie powiedziałem do sprzedawczyni, że płatność będzie zbliżeniowo (zawsze tak płacę). Wyciągnąłem telefon, żeby przyłożyć do terminala (preferuję płatność za pomocą aplikacji, a nie jak inni - kartą), a pani sprzedawczyni zaczęła wyzywać mnie od hakerów i oszustów :D
Dodaj anonimowe wyznanie