#XNve1

Będzie anonimowo. O tym wiem tylko ja i Wy.

Będąc studentką potrzebowałam pieniędzy na swoje potrzeby. Te, które zarobiłam w weekend starczały ledwo na opłacenie podstawowych wydatków. Ale do sedna. Wyczytałam kiedyś gdzieś w internetach, że łatwym sposobem na zarobienie jest wysyłanie swojej zużytej bielizny mężczyznom. Wydawało mi się to obrzydliwe, ale gotówki potrzebowałam. Wysłałam raz, drugi i kolejne. Płacono mi sporo. Do czasu.

Pewnego dnia jakiś pan chciał kupić. OK, podał adres, ale mi coś nie pasowało...
To był adres mojego chłopaka, teraz już męża. Bieliznę zamawiał jego ojciec. Oczywiście nie wysłałam i w sumie wtedy z tym skończyłam.

Teraz gdy patrzę na teścia czuję wstyd i obrzydzenie. Nigdy o tym nikomu nie powiem.

#Vvmj8

Miałam wtedy może 5, 6 lat, chodziłam do przedszkola.
Nieraz zdarzyło się, że razem z jedną z moich koleżanek z grupy chowałam się pod stolikiem i się całowałyśmy. Nie były to zwykłe buziaki ani pocałunki w policzek, tylko namiętne całusy z języczkiem, trwało to bardzo długo.
Pamiętam nawet, że obiecywałyśmy sobie, że jak będziemy dorosłe, to jedna z nas zmieni się w faceta, żebyśmy mogły ze sobą być.
Brzmi to śmiesznie, ale do dzisiaj mam fantazje związane z kobietami.

#y6hyZ

Chyba zostałam zgwałcona.

Wyjazd integracyjny z pracy jakich wiele. Firma nieduża, ale jednak nie znaliśmy dokładnie wszystkich z każdego działu. Jeden chłopak, którego znałam tylko z przelotnych spotkań w biurze, wyjątkowo zwracał na mnie uwagę. Kiedy mieliśmy imprezę pożegnalną, wszyscy pili dużo alkoholu. Czułam się bezpieczna, miałam przy sobie koleżanki, które traktowałam w zasadzie jak przyjaciółki, dużo rozmawiałyśmy w biurze, często spotykałyśmy również poza nim.

Wypiłam za dużo, wiem to. Nikt nie zareagował, kiedy on ciągnął mnie do pokoju. Ledwo stałam na nogach, a on zaczął mnie całować i rozbierać. Nie wiem, co dokładnie działo się dalej, mam tylko przebłyski tamtej nocy, kiedy przewracał mnie w różne strony. Mam wrażenie, że budziłam się i zasypiałam. A może coś mi podał wcześniej? Nie wiem. Nie pilnowałam swoich napojów, impreza była zamknięta, nie czułam zagrożenia. Rano obudziłam się obolała i wiedziałam co się stało, na majtkach i nogach miałam krew. Później nastąpiło totalne załamanie, czułam obrzydzenie do siebie, strasznie płakałam. Kiedy zebrałam siły i opowiedziałam to koleżance, która też tam była, powiedziała tylko, że sama tego chciałam, że takie sytuacje się zdarzają, że pijani ludzie na imprezie idą ze sobą do łóżka. I ja wiem, że to tylko moja wina.

Żyję z tym już tyle miesięcy, z obrzydzeniem patrzę na swoje ciało. Czasem jeszcze czuję przebłyski jego śmierdzącego oddechu i potu. Czy kiedyś minie to poczucie wstydu? Czy będę tak żyć, już zawsze uciekając od tego wspomnienia? A może tylko to sobie wymyśliłam? Może to był tylko zły sen? Tylko dlaczego tak realistyczny...?

#aTvz0

Ostatnio przeczytałam wyznanie dziewczyny, która jest bardzo wrażliwa na dźwięki. Mam tak samo. Od paru lat to mój pies pociesza i uspokaja mnie, nie na odwrót! Ogólnie dźwięki mnie denerwują – zbyt głośny telewizor, mlaskanie, żucie gumy, ASMR, stukanie, pukanie i inne wydziwianie. Moja rodzina tego nie rozumie. W sylwestra zmusili mnie, abym wyszła na zewnątrz oglądać fajerwerki. Nieraz robią mi na złość, np. młodsza siostra specjalnie bajki na telefonie ustawia na najgłośniejszy dźwięk. Sama też mówię bardzo cicho, nie czuję potrzeby darcia się na cały dom. Niestety, rodzice nie rozumieją. Krzyczą na mnie, denerwują się ciągle, a wszystko tylko dlatego, że nie wrzeszczę jak oni, a "mruczę pod nosem".

#IYhVK

Mój mąż przed chwilą, po 4 latach małżeństwa, powiedział mi, że właściwie to nigdy nie chciał mieć rodziny, a że kosztujemy go 1,5 tysiąca miesięcznie, to nie widzi w tym sensu i zamieszka u kolegi. Aha, dziecka też właściwie nie chciał mieć, więc nie sądzi, że będzie je odwiedzać. Alimenty natomiast byłyby tak ogromną skazą na jego honorze, że wolałby umrzeć, niż je płacić.

#gEbF7

Jestem zła i zazdrosna.

Jestem samotną matką, no bywa. Sytuację w jakiej się znalazłam wzięłam na klatę i pracuję, zarówno wychowując 10-letnią córkę. Żyjemy skromnie, ale niczego nam nie brakuje, a wszelką nadwyżkę finansową wkładam w edukację młodej. Co tydzień też organizujemy jakieś atrakcje w ramach babskiego wieczoru. Moje życie towarzyskie co prawda nie istnieje, ale szykuję się do otworzenia własnej firmy i wiem, że całkiem prawdopodobne jest to, że za kilka lat będzie nas stać na wakacje czy auto. Nie ukrywam, że moi rodzice pomagają nam finansowo – czasem zrobią zakupy spożywcze, czasem opłacą mojej córce zajęcia dodatkowe. Ogólnie ta pomoc jest na takim nieobciążającym poziomie.

Mam też siostrę, która (brzydko mówiąc) trzasnęła sobie 5 dzieci ze swoim facetem. Utrzymują się z minimalnej krajowej chłopaka, zasiłków i strumienia kasy od rodziców. Dzieci są lokowane w prywatnych żłobkach i przedszkolach, bo "ona nie ma siły", w domu jest syf, każde dziecko ma jakąś chorobę, oczywiście nieleczoną, bo "to nie jest nic poważnego". Dzieci wychowują się w toksycznym środowisku, ciągle płaczą, wszystkiego się boją. Siostra ze szwagrem zupełnie nie ogarniają swoich finansów, mieszkania (które dostali po babci) i swoich dzieci.

I wiecie co? Wściekłam się. Bo ja haruję na to, by moja córka miała zapewnioną porządną edukację i dobre warunki, żebyśmy miały czas dla siebie i by nie czuła się samotna, ograniczyłam swoje potrzeby finansowe do absolutnego minimum, a tymczasem siostra wyciąga kasę na wszelkie możliwe bzdury, tylko nie sprawy priorytetowe.

Ostatnio na dodatek się dowiedziałam, że na emeryturze rodzice zamieszkają ze mną w trzech pokojach, ewentualnie mogę im dołożyć do budowy domu. Czemu nie zamieszkają z Madzią? "Bo Madzia nie ogarnia". To może niech ją odetną od koryta? "Nie, bo dzieci Madzi nie są niczemu winne". Czy wiedzą, że te pieniądze idą na wycieczki, pazurki, kosmetyczkę i ciuchy? Tak, ale rodzice wierzą w jej poprawę. Świetnie.

#ULF8x

Mam 6 lat starszą siostrę. W domu nam się nie przelewa, jednak nie jest źle. Pochodzimy też z bardzo konserwatywnej rodziny, która bardzo stawiała nas pod wzór naszej starszej kuzynki. Od małego z siostrą słuchałyśmy, że musimy się dobrze uczyć, chodzić na zajęcia, które wymyślali nam rodzice, którzy mieli na nas swój, niekoniecznie dopracowany plan. Gdy siostra była w gimnazjum, nasiliły się nasze problemy finansowe – nasza mama jest chora, a jej leki są drogie. Raz mama powiedziała, że chce, abyśmy nigdy nie musiały się tak męczyć. Siostra wzięła te słowa bardzo do siebie. Przestała wydawać pieniądze. Nigdy już nie widziałam jej z drożdżówką, tylko ze zrobioną kanapką itp. Nie wydawała na spotkania ze znajomymi. Nie paliła, nie piła. I zaczęły się plany. Że siostra musi iść do najlepszego liceum w mieście. Profil humanistyczny. Bo kuzynka była, a to mądra dziewczynka. Siostra jednak się uparła i poszła do technikum. Wtedy się zaczęła jatka. Że nie chce jej się uczyć, że woli z chłopakami, że męża bogatego chce sobie znaleźć i to jej plan na przyszłość. Ogólnie siostra nie miała życia. Ja grzecznie poszłam za radą rodziny, jako ta "lepsza" córka.

Cztery lata później siostra dobrze zdała maturę, zawodowe i poszła na wybrane wcześniej studia związane z zawodem (oczywiście rodzice nie byli z tego zadowoleni i próbowali jej to wybić z głowy). W końcu jednak miała tego dość i wyprowadziła się. Wynajęła małą kawalerkę z chłopakiem, który stawiał pierwsze kroki w fachu. Wtedy zaczęły się komentarze, że grzesznica, że na kocią łapę. I powoli zacierał się między nimi kontakt. Ja w tym czasie grzecznie kułam.

Dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę, że mimo iż jestem "oczkiem w głowie" mamy, to nic nie znaczy. Siostra znalazła pracę, zaryzykowała i zaczęła prowadzić własną działalność wraz ze swoim chłopakiem. Gdy spytałam ją o zarobki, powiedziała, że jest to obecnie 5 tysięcy na rękę, jednak firma się rozwija. Powoli odkłada pieniądze na operację mamy.

A ja? Po moim humanie nie wiem co ze sobą zrobić i żałuję, że nie poszłam w ślady siostry.

#E8ijR

Stoję w sklepie przy kasie i nagle poczułem, że to najwyższa pora wydmuchać nos. Za mną nikogo, to odwracam się i dmucham po czym wkładam chusteczkę do kieszeni.

Płacę za zakupy, już mam wychodzić, zatrzymuje mnie ochroniarz i mówi, że widział jak coś wkładałem do kieszeni. Ja od razu w panikę - "co ja niby wkładałem do kieszeni? Co ukradłem? O co chodzi?".

Wkładam zatem rękę do kieszeni wyciągam trzy zgniecione chusteczki, w tym jedną świeżą i wilgotną, i kładę je na wyciągniętą rękę pana ochroniarza. To chyba nie była jego najlepsza zmiana.

#6Ya3d

Znacie ten typ ucznia: najlepszy w klasie, prymus, świetne oceny, pupilek nauczycieli, uczestniczy w każdym konkursie. Część osób w klasie lubi taką osobę, a część nie.

Opisałam właśnie siebie. Całą podstawówkę i gimnazjum taka właśnie byłam. "Prymuska", "najlepsza uczennica" - to słyszałam. Nawet to lubiłam. Większość dnia spędzałam na nauce, nawet po lekcjach. Uwielbiałam zostawać po lekcjach w szkole na dodatkowych kółkach czy przygotowaniach do konkursów.

Nikt nie wie, że robiłam to tyle lat tylko po to, żeby jak najmniej czasu spędzać w domu. Choć nie było alkoholu czy przemocy, ja się bałam. Wiedziałam, że znowu mama na mnie będzie krzyczeć. Mówić, że jestem beznadziejna. Ciągle zwiększała wymagania wobec mnie. Chore wymagania.

Byłam dobra tylko wtedy, gdy wygrywałam konkursy. Poza tym nigdy nie odczułam czułości w stosunku do mnie. Nigdy mnie nie przytuliła. Za to jej krytyka towarzyszyła mi od najmłodszych lat.

Najbardziej nienawidziłam, gdy chwaliła się mną przed znajomymi i rodziną. Hipokrytka. Wtedy byłam dobrą córką. A po powrocie do domu - "leniwym pasożytem".
Dodaj anonimowe wyznanie