Gimnazjum. Całe trzy lata czystej obsesji na punkcie nauczyciela niemieckiego. Zbieranie informacji o nim, śledzenie, planowanie i wywoływanie sytuacji, w których mogłam chociaż powiedzieć mu "dzień dobry". Każda moja wolna chwila poświęcana była wymyślaniu kolejnych akcji, aby się do niego zbliżyć. Znałam na pamięć jego plan lekcji, rejestrację auta, adres. Kilkukrotnie pojawiłam się pod jego domem, niby przechodząc przypadkiem. W szkole starałam się zawsze być tam, gdzie on. Każde powitanie i jego uśmiech wywoływało we mnie wewnętrzną euforię. Modliłam się, aby nikt nigdy się o tym nie dowiedział. Nie chciałam go uwieść. Nie marzyłam o ślubie i dzieciach. Po prostu pragnęłam być obok niego. Widzieć codziennie jego uśmiech skierowany do mnie, słyszeć jak odpowiada na moje powitanie. To było tak dawno temu, a wciąż pamiętam każdą chwilę z nim związaną. Kiedy po raz pierwszy powiedział mi komplement nt. mojego wyglądu, grzecznie podziękowałam, a po powrocie do domu dosłownie zaczęłam krzyczeć z radości. Dał mi tyle szczęścia wyłącznie swoją obecnością.
Po zakończeniu gimnazjum płakałam każdego dnia, przez ponad dwa miesiące. Napisałam do niego pożegnalnego maila. Odpowiedź wydrukowałam, trzymam do dziś.
Nigdy nikomu o tym nie mówiłam.
Choć minęło ponad 10 lat, wielu moich znajomych nadal go widuje. Ja po ukończeniu gimnazjum widziałam go jeszcze trzy razy.
Ostatnio poszedłem na studia i na zajęciach poznałem pewną dziewczynę. Zakochałem się w niej po uszy, z wzajemnością, więc obecnie jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi, gdyż została moją dziewczyną. Moi rodzice ją zaakceptowali, choć na początku nieco kręcili nosem na jej zdrowie (ma kilka chorób o podłożu genetycznym i musi regularnie przyjmować garść leków).
Co w tym dziwnego? Otóż przy naszym pierwszym spotkaniu pierwszą rzeczą jaką zrobiła było wyłożenie mi całej listy owych chorób i opisanie ich objawów, ze szczegółami.
Nie ma co, niezły sposób na podryw... ;)
Mam 25 lat i nigdy z nikim nie byłam. Niczego mi nie brakuje, ale powoli zaczynam wierzyć w to, że muszę mieć w sobie coś, co odstrasza facetów.
Moja dobra koleżanka ma tak jak ja 17 lat. Chodziłyśmy przez kilka lat do tej samej klasy, ale w liceum zostałyśmy rozdzielone. Kiedyś byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, ale dziś nasze kontakty są bardziej chłodne.
Na potrzeby historii nazwijmy ją Agata.
Agata w gimnazjum była dość "pulchną" dziewczyną. Jednym słowem lubiła dobrze zjeść. Nigdy mi to nie przeszkadzało, zawsze się przyjaźniłyśmy. Agacie zresztą też nie. Bardzo często żartowała ze swojej wagi i nosiła dużo koszulek z jedzeniem.
Do czasu.
Agata zaczęła narzekać, że nie podoba się samej sobie i chce coś zrobić ze swoich wyglądem. Na początku myślałam, że to takie głupie gadanie, ale z czasem zrozumiałam, że Agata naprawdę ma ogromne kompleksy.
Pomyślałam, że pomogę jej zrzucić wagę. W końcu byłyśmy wielkimi przyjaciółkami. Codziennie przychodziłam do Agaty (mieszkamy od siebie parę kroków), pilnowałam i motywowałam ją do ćwiczeń. Dawała sobie naprawdę świetnie radę! Dodatkowo podrzucałam jej zdrowe jedzenie i wysyłałam różne jadłospisy. Agata osiągnęła po dwóch latach zamierzony cel. Wspierałam ją na każdym kroku. Była moja najlepszą przyjaciółką.
Dziś na korytarzu słyszałam, jak mówi do naszej starej kumpeli.
- Ta Ola to się tak spasła. Niedługo będzie wyglądała jak krowa. Ale cóż, niech w końcu się za siebie weźmie.
Tak, mam na imię Ola.
Jestem facetem, powoli zbliżam się do 40. Mam straszny uraz do kobiet. Nie wiem, czy za szybko się angażuję i wybieram po prostu te nieodpowiednie (i za mało w tych wyborach rozsądku), czy może mam pecha. A może po prostu kobiety takie już są. Fochy, nielojalność, kłamstwa, skrajna nieporadność (bo przecież facet jest od rozwiązywania wszystkich problemów kobiety... inaczej "jaki z niego facet!"). Pretensje o byle co, skupianie się na nieistotnych szczegółach, zamiast docenić te wszystkie dobre rzeczy. Zawsze byłem oddany, pomocny, wyrozumiały, zawsze adorowałem, starałem się, aby nie było nudy w życiu intymnym. Starałem się dodawać kobiecie sił, wspierać w trudnych chwilach. Ale to nie wystarczy, jestem najgorszy, bo niedokładnie obrałem ziemniaki albo dlatego, że nie mogłem odebrać telefonu w pracy, albo dlatego, że upuściłem szklankę, która się zbiła. Podejrzenia o zdrady, zazdrość... To nie są doświadczenia z jednego związku, tylko z kilku. Nie miałem nigdy problemu ze znalezieniem partnerki, mam poukładane życie, podobno jestem przystojny, ale to za mało. Nie mam sił.
Panowie jeśli macie wartościową kochającą i oddaną kobietę, to doceniajcie ją każdego dnia, naprawdę, bo to są wyjątkowe "egzemplarze", a Wy jesteście szczęściarzami!
Cześć. Chciałabym Wam opowiedzieć historię o moim pradziadku, który podczas wojny przebywał w obozie w Niemczech.
Na wstępie powiem, że pradziadek uwielbiał grę na akordeonie i był z nim, można powiedzieć, nierozłączny. Nawet w obozie miał go ze sobą.
Początku pobytu nie wspominał dobrze, dostał jedną z najcięższych prac. Po skończonych obowiązkach grywał na akordeonie, a że wokół niego było wielu innych Polaków - grał piosenki patriotyczne.
Pewnego wieczoru, gdy znów miał swój "koncert", przyszedł komendant, który zapewne słyszał wydobywający się cichy dźwięk muzyki. Komendant kazał dziadziowi wstać i iść za nim, ten przestraszony, bo myślał, że idzie na śmierć, poszedł.
Jakie było zdziwienie, że facet kazał iść mu za nim do domu - razem z akordeonem! Okazało się, że w domu komendanta było przyjęcie, a że muzyki brakowało - gra na akordeonie była idealnym dopełnieniem. Kazał usiąść pradziadkowi i zacząć grać.
Problemem było to, że nie znał on żadnych innych piosenek niż polskie, mimo tego przerażony zaczął grać... I grał tak, prawie do samego rana. Dostał dobre jedzenie, picie, z czego był bardzo zadowolony, bo jak to w obozach bywało - nikt nie był tam najedzony.
Komendant był z dziadka tak zadowolony, że kazał mu zamieszkać w jego domu, w jakiejś komórce. Dostał też jedną z najlżejszych pracy, miał jedzenia pod dostatkiem, którym dzielił się po kryjomu ze swoimi kolegami. Ale również grywał na kolejnych imprezach w jego domu.
Gdy wojna dobiegała już końca, komendant i pradziadek tak bardzo się zżyli, że chciał on, aby dziadzia sprowadził tutaj swoją rodzinę. Ten w duchu nie chciał, ponieważ w głębi serca czuł ogromną urazę do tego kraju. Jednak komendantowi powiedział, że wróci do Polski i przyjedzie ponownie, ale z rodziną. Zgodził się i nawet załatwił mu transport do domu. Później przez długi czas wysyłał dziadziowi listy, w których pisał, że na niego czeka.
Jak widać, nie każdy Niemiec zły, jak go malują. ;)
Pierwszy raz w życiu mam tak duży dysonans uczuciowy.
Pracuję obecnie biurko w biurko z dziewczyną, która pociąga mnie straszliwie. Jej twarz, ciało, to jak się porusza, to jak mówi, jakim głosem, jej zachowanie, to jak ze mną rozmawia, wszystko jest idealne, poza kilkoma istotnymi poglądami, tak skrajnie różnymi od moich, że kiedy o tym pomyślę, staje się dla mnie aseksualna i wręcz odpychająca.
Kilka dni temu jechałam komunikacją miejską. Niedaleko mnie stała grupka - dwóch chłopaków i dziewczyna. Opowiadała kolegom o swoim związku, na tyle głośno, że zdążyłam sporo usłyszeć. Okazało się, że facet, z którym spotyka się od roku, jest typem kontrolera - nie pozwala jej nosić spódnic czy dekoltów, dostaje szału, gdy tylko widzi, że jego "ukochana" rozmawia z kolegą z klasy - ot, typowy zazdrośnik. Ale najbardziej wstrząsnęło mną, gdy opowiadała, jak poszła z nim na randkę. Ubrała się trochę bardziej seksownie niż zazwyczaj, a gdy ją zobaczył, powiedział, że wygląda jak dziwka. Jej koledzy zszokowani zapytali, czemu dalej z nim jest. Odpowiedziała, uwaga: już się przyzwyczaiłam do takich tekstów.
Panie i panowie, tak rodzi się patologia w związkach. Nie zdziwi mnie, gdy ta kobieta za parę lat wyląduje w szpitalu ze złamanym nosem czy żebrem - bo przecież misiu na pewno się zmieni, on taki nerwowy itp.
Żałuję tylko, że stałam za daleko, by powiedzieć jej co myślę o takiej relacji.
Zdarzyło się niefortunnie, że nie zamknąłem drzwi od WC i przypadkowo ojciec przyłapał mnie na wycieraniu ujścia cewki moczowej po sikaniu. Skomentował to, że faceci tak nie robią. A ja się wycieram od mniej więcej 10 roku życia, bo po prostu nie chcę mieć resztek moczu w majtkach. Czy naprawdę robię coś dziwnego?
Ten moment, kiedy chcesz zrobić niespodziankę lubemu i ubierasz się seksownie: pończochy, stringi, biała koszula i bardzo króciutka spódniczka w kratę, która ledwo zakrywa tyłek, po czym czekasz na niego aż wróci do mieszkania, aby go zaciągnąć do łóżka, a on przychodzi do domu z kolegą...
Dodaj anonimowe wyznanie