Dodałem zdjęcie profilowe na Facebooku. Zwykłe, normalne zdjęcie, tak jak wyglądam. Trzy osoby mi napisały, bym je usunął, bo nie jest ładne...
A ja po prostu tak wyglądam :D
Co noc wychodzę na dwór, aby pobiegać. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale znajomi nazywają mnie nocnym bohaterem. W pewną sobotnią noc kobieta przechodziła przez park, w którym grasował zboczeniec. Próbował ją zgwałcić. Gdy usłyszałem kobiecy pisk, pobiegłem w tamtym kierunku. Zanim dobiegłem, sama zachowała trzeźwy umysł, kopnęła go w kroczę i przewróciła przez ramię.
Tak oto mam najlepszą kobietę, która poradzi sobie w każdej sytuacji :)
Moi przyjaciele (załóżmy, że Kuba i Ania) stworzyli ze sobą szczęśliwy związek, a mnie zżera zazdrość.
Krótkie wyjaśnienie naszych relacji:
Kuba jest moim starszym przyszywanym bratem i bratnią duszą. Wiecie jak to jest – przejdziesz z kimś przez głębokie bagno, to potem jeszcze dasz radę skoczyć za niego w ogień. Tak właśnie jest z nami. Z Anią nie spędzałyśmy jakiejś wybitnej ilości czasu, ale jak już, to gadałyśmy ze sobą do rana bez przerwy i był to jeden z lepszych momentów mojego życia. Naprawdę.
Kuba ma studia. Ania maturę. Samo to sprawia, że niełatwo utrzymać kontakt – to w pełni rozumiem. Jednak odkąd są razem, czuję się jak piąte koło. Ot, niepotrzebne. Ale nieszkodliwe, więc można je ignorować. A w sumie głupio odciąć przez sentyment.
Ania mnie całkowicie zastąpiła. I to w jakim stylu! Daje Kubie wszystko co ja, a nawet więcej, w końcu partnerka to coś innego niż siostra. Spodziewałam się tego. Łudziłam się jednak, że dysproporcja w poświęcaniu uwagi mi i Ani nie będzie tak ogromna.
A o co mi chodzi?
Po dobrych kilku miesiącach Ania wreszcie chce do mnie przyjechać. Ha, "do mnie" :D Do Kuby, ja będę w mieszkaniu przy okazji. Z jednej strony cieszę się ich szczęściem, w końcu zależy mi na nich i chcę dla nich jak najlepiej. Z drugiej strony... żal mnie ściska na ich widok razem.
Nie chcę o tym z nimi rozmawiać. Nie chcę, żeby czuli wyrzuty sumienia z mojego powodu, gdy po prostu są bardzo szczęśliwi ze sobą i mają własne życie.
Boję się, że ich przyjazd będzie dla mnie zbyt bolesny. Cóż.
Ale jaki to ma kurna sens? Da się tęsknić za kimś tak bardzo, że nie jesteś w stanie się z nim spotkać? Miesza mi się to wszystko.
Normalni ludzie jak ktoś kichnie, to mówią "na zdrowie".
Nie ja. Ja jakimś cudem mam inny odruch i automatycznie mówię "dobranoc".
Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale przynajmniej kichający są rozbawieni.
Jestem z Ukrainy i mieszka tam moja najlepsza przyjaciółka, Emilia (imię zmienione), która jest dla mnie jak siostra. W związku z aktualną sytuacją bardzo się o nią martwię. Jakiś czas temu wracałam ze szkoły i pisałam z Emilią – rozważałyśmy możliwość jej przeprowadzki do Polski, była ogromna nadzieja na to, ale mniejsza z tym, bo to już temat na inne wyznanie. Kiedy byłam już blisko domu, zaczepiła mnie starsza pani i zapytała, gdzie jest przystanek autobusowy, potrzebowała znaleźć swój bus. Jako że do przystanku mam niedaleko, stwierdziłam, że mogę ją tam odprowadzić i po tym pójść do domu. Przeszłyśmy razem kawałek drogi, rozmawiałyśmy o sytuacji tej kobiety, aż nagle pani powiedziała, że po moim akcencie słychać, że pewnie jestem z Ukrainy. Potwierdziłam i kobieta zapytała mnie, czy jest tam ktoś z moich bliskich, jak sobie radzą etc. Powiedziałam jej o sytuacji z Emilią. Nagle ona zauważyła swój przystanek, powiedziała, że musi już iść, i na odchodne rzuciła mi tylko: «Trzymaj się, dziecko».
Może dla kogoś to błahostka, ale mnie to bardzo podniosło na duchu w tamtej chwili. Jeżeli pani to czyta, pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego ❤️
Na imprezie jakoś 2 miesiące temu miałem chorą sytuację, otóż przyszedłem z dziewczyną i jak już się impreza rozkręciła, to wyszedłem ze znajomym na fajkę. Po wróceniu do pokoju nie zastałem mojej dziewczyny, to popytałem gdzie poszła, okazało się, że wyszła z Kamilem, równy gość - nie ma co się martwić. Tak mijał czas, 5, 10, 15 minut, a ich nie ma, myślę sobie - czas ich poszukać. Ubieram się i wychodzę przed blok, ale ich nie widać, to uznałem, że pójdę od strony drugiego podwórka - i to był dobry pomysł... Chwilę później moja dziewczyna zostałaby zgwałcona.
Wychodząc usłyszałem stłumioną próbę krzyku i szamotaninę, zobaczyłem tego oblecha, jak przytrzymuje usta mojej dziewczynie i próbuje ściągać spodnie. Niewiele myśląc przyłożyłem mu pierwszym lepszym kamieniem i zabrałem dziewczynę.
Gość trafił do szpitala, a za próbę gwałtu ma sprawę w sądzie, na którą czekamy, dziewczyna nie ma traumy i jest mi wdzięczna, bo spóźniłbym się kilka minut i byłoby po wszystkim.
Dlatego ostrzegam, nawet jak kogoś znacie, nie ufajcie mu w stu procentach, nie wiadomo co człowiek ma w głowie.
Mam 22 lata i mam pewien problem. Dokładnie to taki, że nie mogę znaleźć dziewczyny.
Nigdy nie byłem w związku, który trwał więcej niż miesiąc (a takich było dwa). Każda nowa znajomość z dziewczyną kończy się na maksymalnie miesiącu pisania. Gdy nawet ona zaproponuje spotkanie, to dzień albo dwa przed odwołuje z niewyjaśnionych przyczyn albo wymyśla jakąś wymówkę, po czym kontakt się urywa. Mam konta na trzech portalach randkowych, napisałem ciekawe opisy, zrobiłem sobie sesję zdjęciową, aby móc dodać ładne zdjęcia, ale par żadnych. Nie uważam siebie za kogoś wybitnie przystojnego, ale tak samo nie uważam, że jestem aż tak brzydki, że żadna dziewczyna nie chce ze mną kontaktu.
Pomimo małego wieku czuję się bardzo samotny i fakt ten potęguje to, że wielu z moich znajomych albo są zaręczeni, albo są w szczęśliwych związkach. Zawsze jak gdzieś wychodzimy, to przeważnie tylko ja jestem sam. Często mówią, abym sobie w końcu kogoś znalazł, ale to nie jest takie łatwe. Odpowiadam im, że nikogo nie potrzebuję, wolę żyć bez zobowiązań, wolę się bawić, ale prawda jest zgoła inna.
Nie wiem czym jest to spowodowane, ale powoli łapie mnie depresja, gdy muszę kolejny weekend siedzieć sam w domu, oglądając filmy romantyczne, aby mieć małą namiastkę takiego życia, albo wychodzić ze znajomymi i udawać, że świetnie się bawię i nie zazdroszczę im drugich połówek.
Kilkanaście dni temu przyjaciółka podbiegła do mnie i powiedziała, że ma do mnie ważną sprawę. Że to sprawa życia i śmierci. Zażartowałem:
- Jak nie masz raka, to nic ci nie jest. *śmiech*.
Okazało się, że ma białaczkę.
Matka natura nie obdarzyła mnie wyczuciem.
Ostatnio było tu wyznanie o ludziach, którzy jadąc pociągiem zajmują inne miejsca siedzące niż te, które mają wpisane na bilecie. W komentarzach ostra krytyka.
Sporo jeżdżę koleją, więc pewne rozeznanie mam. Zrozum proszę: miejscówka to gwarancja miejsca siedzącego, ale nie przymus. Jak ktoś chce, to może usiąść na innym - ważne, żeby klasa była dokładnie taka, jak na bilecie. Oczywiście, posiadacz miejscówki ma prawo właśnie do tego siedzenia i teoretycznie może poprosić o ustąpienie. Z drugiej strony, czy to naprawdę będzie dla ciebie wielki kłopot, jeśli ty sam usiądziesz na miejscu obok?
Z doświadczenia wiem, że najlepiej, gdy w pociągu w ogóle nie ma miejscówek - wtedy nie ma też takich jałowych sporów. Natomiast jeśli już są, to istotna jest nasza otwartość na drugą osobę. Dlatego więcej życzliwości i empatii - jeśli ktoś już zajął miejsce, to o wiele trudniej będzie mu je zmienić (często z bagażem) niż tobie czy mi, kiedy dopiero wsiadamy do pociągu.
Mój najlepszy przyjaciel, z którym znam się kilkanaście lat, wyznał mi dzisiaj miłość...
Jestem facetem.
Dodaj anonimowe wyznanie