Mam nadzieję, że to wyznanie wywoła raczej heheszki niż święte oburzenie.
Przez całe 12 lat szkoły przeczytałam tylko 2 lektury. Jedną w 3 klasie podstawówki, drugą jakoś w liceum.
To samo w sobie nie byłoby aż tak wstydliwe (myślę, że wielu naszych rodaków może "poszczycić się" podobnymi wynikami), gdyby nie jeden szczegół...
Poszłam na polonistykę.
Oczywiście wybrałam te studia z zamiarem specjalizowania się w językoznawstwie. Nie wyszło.
Od 2 lat jestem licencjatem, a od roku magistrem - literaturoznawstwa i teorii literatury.
Do tej pory nie wiem, jak do tego doszło.
Jestem właścicielem pizzerii. Ostatnio zatrudniłem nowego barmana. Od razu było po nim widać, że troszkę niekumaty, ale dałem mu szansę. Po 2 miesiącach pracy ktoś zadzwonił i zamówił pizzę na adres naszej pizzerii i podał nasz numer telefonu. Nie skapnął się i przekazał informację o pizzy kucharzowi. Dopiero kierowca się skapnął ;)
Ot, taka krótka historyjka z mej pizzerii :)
Gdy miałam jakieś 4-5 lat, babcia poprosiła mnie, abym poszła na dwór poszukać jej kotka (długo nie wracał do domu).
Poszłam, znalazłam, przyniosłam.
Mimo że był martwy.
To było kilka lat temu. Będąc w gimnazjum zacząłem zauważać, że moja twarz wygląda źle. Nie chodzi tu o trądzik czy coś tego typu. Miałem bardzo jasne brwi, praktycznie niewidoczne, również rzęsy wyglądały jakby ich nie było. Wpadłem więc na genialny pomysł!
Postanowiłem się malować do szkoły, wiecie, takie delikatne podkreślenie brwi i delikatne tuszowanie rzęs. Wtedy wydawało mi się, że tego nie widać, jednak było widać. Kiedy patrzę na zdjęcia z tamtego okresu, to jest mi cholernie wstyd. Z jednej strony cieszę się, że miałem świetnych kolegów - nie dokuczali mi z tego powodu, ale z drugiej strony przykre jest to, iż nikt nie zwrócił mi uwagi na to jak wyglądam.
PS Uwierzcie, było widać, zwłaszcza że nie potrafiłem się malować :D
Mój narzeczony to cichy i spokojny człowiek. Ostatnio pojechaliśmy na grilla do mojej rodziny. Nigdy nie pił na rodzinnych imprezach, bo jest kierowcą. Tego wieczora jednak przygotowali nam nocleg, żeby on też mógł się napić i pobawić. Problem w tym, że kiedy on się napije, to załącza mu się alter ego, ale takie totalne. Poprosił mnie, żebym go ogarniała. Kiedy widziałam, że jest na granicy, żeby załączyło się szaleństwo, poprosiłam, żeby już nie pił. Krzyczał na mnie i traktował bez szacunku. Mówił, że nikt nie będzie go ograniczał i nim rządził, więc mnie nie posłuchał, został tam i nawalił prawie do nieprzytomności.
Później dowiedziałam się, że ktoś z rodziny powiedział mu, że jest pi*da, bo się słucha kobiety i że nie umie pić jak facet. Dlatego zachowywał się jak cham, by pokazać, że jest samcem alfa i by inni go zaakceptowali. Szkoda, że zrobił to moim kosztem, poniżając mnie.
Dziś spakował swoje rzeczy.
Zawsze się o mnie troszczył. Był wyrozumiały i troskliwy. Nigdy nic złego mi nie zrobił, zawsze był dla mnie. Znajomi i rodzina mówią, że źle zrobiłam rozstając się z nim i że nie mogę skreślać tak wspaniałego mężczyzny za jeden wybryk. Ale ja nie potrafię mu wybaczyć. Patrzę na niego i czuję poniżenie, obrzydzenie i ból. Alkohol go nie usprawiedliwia. Nie traktuje się tak kogoś, kogo się kocha.
Starsza pani usiadła obok mnie w autobusie i po chwili przysnęła, opierając się głową na moim ramieniu. Chciałam ją obudzić przed moim przystankiem i okazało się, że wcale nie spała.
Tak... pozwoliłam, by przez prawie pół godziny leżała na mnie martwa kobieta.
Wiecie jak to jest być życiowym przegrywem?
Studiuję na politechnice. Życie większości moich znajomych kręci się wokół imprez i picia, jednak ja spoglądam na życie troszeczkę inaczej – skupiam się na tym, żeby w przyszłości coś osiągnąć. Staram się mieć zadowalające oceny, wszystko zdawać na czas. Nigdy nie kuję na pamięć, zawsze staram się zrozumieć zagadnienia, które mogą mi się przydać w przyszłości.
Ostatnio zaczęłam rozglądać się za stażami. Znalazłam zajebisty – renomowana firma, znana marka. Cenna pozycja przy budowaniu przyszłego CV. Sprawdzam wymagania – spełniałam wszystkie, aż nadto. Wysyłam aplikację. Czekam. Czekam. Czekam...
Czekałam tak ponad miesiąc, pogodziłam się z porażką. Widocznie było wielu innych kandydatów, którzy spełniali ich wymagania jeszcze bardziej niż ja.
Dziś przy usuwaniu spamu trafiłam na ich odpowiedź. Nie mogli się do mnie dodzwonić z powodu braku zasięgu. Prosili o kontakt. W tamtym miesiącu.
Fuck.
Kiedyś wstydziłam się zapraszać koleżanki do domu, bo uważałam, że jesteśmy biedni. Chodziło o meble – my mieliśmy antyczne, a inni nowoczesne. Myślałam, że mamy stare meble, bo nie stać nas na nowe.
Na wstępie muszę zaznaczyć iż mieszkam na dość spokojnym osiedlu, zamieszkanym głównie przez staruszków, nauczycieli czy lekarzy - słowem, ludzi lubiących spokój.
Co za tym idzie, atmosfera osiedlowa nie sprzyjała co ciekawszym wybrykom tak moim, jak i moich znajomych - bo jak to wypić piwo czy zapalić blanta, gdzie każdy punkt na osiedlu jest na widoku co najmniej dwóch okien rodzicieli któregoś z ekipy? Jak to mówią, potrzeba rodzi rozwiązania.
Nie wiem, czy ten system zabudowy istnieje w całym kraju, ale mimo że bloki osiedlowe są dość nowoczesne (ostatni z nich budowano bodajże 10 lat temu), to każdy z nich posiada w piwnicy wspólne pomieszczenia: wózkownia oraz suszarnia. W jednej jednak klatce, pod pierwszą z tych nazw kryło się miejsce niespodziewanie magiczne. Z racji braku bezpiecznej i "nieprzypałowej" miejscówki, owa wózkownia została sporym trudem i wysiłkiem zamieniona w dość przytulne miejsce spotkań, udekorowane najróżniejszym sprzętem i obrazami - jednym słowem, dla nastolatków w wieku 15-18 lat - cud, miód, malina.
Miejsce to przez parę lat służyło nam jako najpopularniejsze miejsce spotkań, imprez, popijaw czy jakiejkolwiek formy integracji niskich lotów. Z czasem jak część towarzystwa zainteresowała się innymi "uprzyjemniaczami czasu" od alkoholu, miejsce to zamieniło się z meliny w pełnoprawną palarnię. Do dzisiaj ze znajomymi śmiejemy się, iż w miejscowym dywanie było rozsypane więcej jarania niż którykolwiek z nas kiedykolwiek na oczy widział. Przechodząc jednak do sedna.
Gdy byłem gdzieś w połowie swojej przygody ze szkołą średnią, miejsce to przeżywało swoisty renesans. Praktycznie codziennie pojawiało się w tych 15 m2 z 10-20 osób, w celu zapalenia bonga w doborowym towarzystwie oraz ogólnie rzecz ujmując - pozytywnego spędzenia czasu. Sytuacja, o której piszę miała miejsce po bodajże tygodniowej serii wieczorowych spotkań. Była to godzina 7 z groszami, gdy postanowiłem zmienić coś w swoim życiu i w końcu pójść na zajęcia. Jakie było moje zaskoczenie, gdy ujrzałem pod ową klatką chyba z cztery "lodówy" i parę innych samochodów z kogutem na dachu. Mimo że czym prędzej oddaliłem się z miejsca zdarzenia, przez cały dzień chodziłem przestraszony, iż cała ekipa najszybciej spotka się w więźniu. Co się jednak okazało?
- Policja razem z antyterrorystami wykonała nalot na jakiegoś gościa od mafii, który mieszkał w owej klatce
- Klatka obserwowana była z wykorzystaniem specjalistycznego sprzętu od ponad miesiąca
Jak możemy się domyślać, odpowiednie służby doskonale wiedziały co i w jakich ilościach się w owej piwnicy działo. Jeśli więc któryś z smutnych panów to czyta, to chciałbym serdecznie podziękować za przymknięcie oka na nasze wybryki oraz przeprosić za stałe przypominanie o monotonii ich pracy :D
Mam 15 lat... Ostatnio śniło mi się, że gonił mnie wielki kurczak, ponieważ pozwoliłam mojej rodzinie zjeść kotlety, więc on chciał mnie zjeść w ramach rekompensaty za stracone rodzeństwo...
Za mięsem ogólnie średnio przepadałam, ale teraz to chyba już je całkowicie odstawię :/
Dodaj anonimowe wyznanie