#OpQdx

Wystarczyło, że na mnie spojrzał, a mi szybciej biło serce. Gdy stał obok, było mi gorąco. Gdy słyszałam jego głos, nie byłam w stanie skupić się na słowach. Przepadłam totalnie. Podwójna radość, gdy napisał pierwszy, od słowa do słowa okazało się, że też mu się podobam. Pojawiła się nieśmiała nadzieja. Od lat nikt tak bardzo mnie nie poruszył. Tęskniłam za tym uczuciem.

Jednak powoli zaczęło wychodzić szydło z worka...

Zauroczyłam się w kompletnym dupku i narcyzie. Erotyczne propozycje  przed jakąkolwiek „randką” pojawiły się bardzo szybko. Wodzenie za nos „zobaczymy, co będzie dalej, muszę zobaczyć, czy się zgrywamy w tych tematach”, manipulacja, zabawa emocjami, wulgarne teksty na temat mojego ciała czy ubioru. Skoncentrowany na sobie i swojej zajebistości. Czar prysł, ale zdążyłam się przywiązać...

Strasznie boli, gdy wiesz, że ktoś taki zwrócił na ciebie swoją uwagę tylko dlatego, żeby zamoczyć i zwiać. Nie patrzy na dobre serce, umiejętności i zainteresowania. „Jesteś dla mnie zbyt dużą niewiadomą, żeby w to brnąć” zabolało jak cholera. Nie umiem się z tym pogodzić. Bardzo cierpię i czuję do siebie obrzydzenie. Chętnie posłucham, jak wy daliście sobie radę z uprzedmiotowieniem...

#RLmUa

Czas podstawówkowych rekolekcji w kościele. W ławce siedzą trzy dziewczynki, otoczone z obu stron wianuszkiem babuszek, które są z tych, co żadnej mszy nie opuszczą, nawet rekolekcji dla dzieci...

Nadszedł czas śpiewów chwalących Pana. Jedna z koleżanek, niekoniecznie obdarzona anielskim, choć jakże mocnym głosem, zapragnęła być drugą Dodą i zaczęła przodować (dosłownie) w kościelnym śpiewie. Ja, jako ta prawilna i dbająca o dobre imię koleżanki, szepczę jej na ucho: „Koleżanko, śpiewaj równo”. Ta, zaśpiewana, zasłuchana i oszołomiona swym niewątpliwym talentem, nagle wyrwana z chwalebnych uniesień, na cały kościół, a przynajmniej dwie ławki rzekła: „Cooo? Gdzie gówno?”.
Ale co tam, chociaż śmiesznie było :D

#oF568

Zaczęło się banalnie. Ujrzałam ogłoszenie na słupie. Pisało, że poszukują opiekunek do osób starszych na terenie Niemiec. Zainteresowało mnie to. Pomyślałam, że warto dorobić w wakacje. Poza tym nigdy nie byłam za granicą. Ciekawiło mnie jak żyją ludzie w innych krajach. Postanowiłam, zadzwoniłam. Odebrała kobieta. Sądząc po głosie mogła mieć jakieś 40-50 lat. Rozmawiałyśmy dobre pół godziny, podczas których wszystko mi wytłumaczyła roztaczając jednocześnie wizję świetlanej przyszłości i kokosowych zarobków. A ja głupia uwierzyłam. Postanowiłam jechać. Nie przeczuwałam podstępu. Mama była przeciwna. Przestrzegała, że nie powinnam tak jechać w ciemno bez sprawdzania czegokolwiek. Ale nie słuchałam jej. Byłam mądrzejsza. Niedawno odebrałam dowód osobisty i chciałam sama stanowić o swoim losie, chciałam wyrwać się wreszcie z rodzinnego domu, choćby tylko na parę tygodni. Wydawało mi się, że oto świat stanął przede mną otworem. Że będę głupia jeśli nie skorzystam z nadarzającej się okazji.

No i pojechałam.

Na miejscu w Hamburgu najpierw odebrano mi dowód osobisty pod pozorem spisania umowy o pracę. A zaraz potem odebrano wszystko inne: telefon, pieniądze, rzeczy osobiste i całą resztę bagażu. Odebrano siłą. Byłam w szoku. Jeszcze większy szok mnie ogarnął, gdy zaraz potem przyjechało jakichś dwóch facetów i usłyszałam, że odtąd będę dziwką w burdelu.

To są rzeczy o jakich czyta się w gazetach, jakie widzi się w telewizji, może nawet na filmach sensacyjnych. Myślisz, że takie zdarzenia przydarzają się innym, ale nie tobie. Nawet teraz, pisząc te słowa, mam dreszcze na samo wspomnienie tamtego koszmaru.

Po przewiezieniu do burdelu, który okazał się być jakimś pensjonatem, siłą zdarto ze mnie ubrania i "przebadano" pod kątem chorób wenerycznych. Właścicielka pensjonatu ucieszyła się na wieść, że wciąż mam błonę dziewiczą. Nie od razu zatem trafiłam do "pracy". Domyślam się, że zaczekano na odpowiednio bogatego gościa. I rzeczywiście wkrótce zjawił się jakiś łysawy oblech po 60-tce. Próbowałam się wyrywać, opierać, drapać. Początkowo nie mógł sobie dać ze mną rady, więc wezwał posiłki. Alfonsi zaciągnęli mnie na łóżko i przypięli ręce i nogi do narożników. Były tam takie specjalne klamry. I nagą, z szeroko rozkrzyżowanymi kończynami, zostawili na pastwę oblecha. Nie tak sobie wyobrażałam swój pierwszy raz. Oblech gwałcił mnie całą noc. Nawet gdy po wytrysku już mu nie stawał to wiercił we mnie palcem, jakby satysfakcję mu sprawiało obserwowanie grymasów bólu na mej twarzy.

Mija trzeci rok od tamtych strasznych zdarzeń, a one wciąż powracają we snach. Czasem zrywam się w nocy z krzykiem bo wydaje mi się, że znów się na mnie kładzie. Boję się ludzi. Boję się mężczyzn. Nie wiem czy kiedykolwiek komukolwiek zdołam zaufać i założyć z nim rodzinę.

#SoDZx

Mam 13 lat i przyjaciółkę w tym samym wieku, ale ona wygląda na DUŻO starszą. Nie dlatego, że się maluje, po prostu jest wysoka i ma hm... "doroślejsze rysy twarzy"? Nie wiem, ale po prostu wygląda na starszą.

Przejdźmy do sedna.

Idziemy sobie główną ulicą naszego miasta, kiedy jakiś ok. 25-letni mężczyzna łapie ją za tyłek i mówi, "Takiej dupy to jeszcze nie widziałem", na co moja koleżanka odwraca się z uśmiechem i mówi "Zrób tak jeszcze raz, a następną zobaczysz za kratkami, za pedofilię".
Po czym dumna odeszła. Mina chłopaka - bezcenna :D

#1R5YY

Ponad dwa lata temu zapadła najważniejsza decyzja w moim życiu. Coś, o czym wielu marzy, a niewielu robi - by rzucić wszystko i wyjechać w przysłowiowe Bieszczady. Nie było prosto. Koniec związku, pracy, ograniczenie kontaktów z rodziną, znajomymi, wyjazd do innego miasta.

Patrząc z perspektywy, życie w nowym miejscu zaczęło się koszmarnie, ale dzisiaj wiem, że niemożliwym byłoby żyć gdzieś indziej i jakkolwiek inaczej. To doświadczenie otworzyło mi oczy, bo człowiek zdał sobie sprawę, jak niewiele znaczy dla innych.

Przestroga dla młodszych pokoleń:
Nie warto tracić czasu na innych, jeśli nie czujecie się z tym dobrze. Dbajcie o relacje z samymi sobą. To ratuje życie, uwierzcie. Moje uratowało.

#zdXM1

Mój chłopak od trzech lat choruje na depresję. Leczy się, a ja go wspieram jak mogę, ale i tak jest źle. Leczenie jest na NFZ, bo nie stać nas prywatnie, więc różnie bywa. Terapię mu często przekładają lub odwołują, leki miał dobierane kila razy, ale nic nie pomaga na dłużej. Co kilka dni wpada w takiego doła, że nie wstaje z łóżka, nie je, nie myje się. Idzie do pracy, potem wraca do łóżka i nie wychodzi z niego do następnego dnia. Później zazwyczaj mu się poprawia i jest już dobrze na kolejne kilka dni. Ma za sobą dwie próby samobójcze. Za drugim razem to ja go znalazłam i uratowałam. Gdy ma lepsze chwile, to powtarza, jak bardzo jest mi wdzięczny i jak bardzo mnie za to kocha. A ja każdego dnia marzę, by od niego odejść.

Nie kocham go, nie jestem z nim szczęśliwa i mam go po prostu dosyć. Jestem z nim tylko dlatego, że jest mi go szkoda. Wiem, że jest chory, że to nie jest jego widzimisię, tylko naprawdę jest z nim źle. Boję się, że gdy go zostawię, to on naprawdę się zabije, a ja nie poradzę sobie z wyrzutami sumienia. Życie z nim to ciągła walka. O choć odrobinę dobrego humoru, o rozmowę o czymś innym niż jego okropnym samopoczuciu, o miłe spędzenie czasu razem. Kiedyś lubił wycieczki, więc staram się coś organizować, ale zawsze kończy się tak samo. Przez pierwsze pół godziny on się cieszy i śmieje, a potem nagle traci humor, smutnieje, robi się nieznośny i chce wracać do domu. Idzie prosto do łóżka i nie odzywa się do mnie do końca dnia. I ja naprawdę nie winię o to jego, bo to jakby winić chorego na ospę, że ma wysypkę. Ale już nie daję rady psychicznie. Nie mogę mieć swojego życia, nie mogę być szczęśliwa, bo jego choroba mnie po prostu wykańcza i niszczy. Chcę wyjść na siłownię, na spotkanie ze znajomymi, czy na zwykłe zakupy, a w głowie mam tylko to, jak on się czuje, czy jak wrócę, to nie zastanę go skulonego i płaczącego, sprawdzam telefon co 5 minut, czy nie napisał, że mnie potrzebuje.

Czasem sama marzę, by umrzeć i się od niego uwolnić. Jestem przed 30, mam (miałam) tyle pasji, marzeń i ambicji, ale jego choroba zabija we mnie wszystko. Zamiast podróżować, rozwijać się, poznawać nowych ludzi, spotykać się ze znajomymi, ja muszę każdą chwilę mojego życia planować pod niego, pod jego leki i terapię. Od dwóch lat nigdzie razem nie wyszliśmy, bo on o 20 bierze leki, które sprawiają, że o 22 już jest śpiący, więc musi iść do łóżka. Gdy zasypia, ja jeszcze długo leżę i myślę, jak bardzo marnuję swoje życie i jak bardzo jestem nieszczęśliwa. Ale nie potrafię odejść, nie mogłabym żyć z wyrzutami gdyby coś sobie zrobił.

On powtarza mi, jak bardzo jest mi wdzięczny, że przy nim jestem. A ja powtarzam sobie, że jak tylko jego zdrowie psychiczne się ustabilizuje, to w końcu się od niego uwolnię.

#cq5yi

Musicie wiedzieć, że w momentach stresu mam uczucie przepełnionego pęcherza, nawet jeśli nic nie wypiłam przez ostatnie kilka godzin. Pisałam kolokwium z matematyki mocno zaciskając nogi z powyżej opisanego powodu. Do tego co chwila pocierałam udem o udo. Tym oto sposobem dostałam orgazmu rozwiązując całki...

#VMP89

Jak miałam jakieś 10 lat, razem z bandą z podwórka bawiliśmy się na osiedlu w podchody (taki bardziej rozbudowany berek). Z kilkoma osobami schowałam się na ostatnim piętrze jednej z klatek schodowych. Przed blokiem czaili się ci ganiający, więc wyjść nie było jak, a piekielnie chciało mi się siku... Za namową koleżanek postanowiłam sobie ulżyć tam, gdzie stałam. W trakcie mojego kucania ktoś wyszedł z mieszkania. Ja – wciąż sikając – ruszyłam po schodach. Potknęłam się o własne, niepodciągnięte spodnie i runęłam głową w dół. Z gołym tyłkiem na wierzchu.

Wszyscy prócz mnie (a jak!) zdążyli uciec. Mnie dogonił mężczyzna wychodzący z mieszkania. Po porządnej pogadance moralizującej i groźbach wezwania policji, wręczył mi mop i wiadro z wodą, abym olane półpiętro i schody wyczyściła.

Od tego czasu nie ulegam wpływom innym. I nie zbliżam się do tamtej klatki...

#Dshzc

Zawsze chciałam mieć coś wyjątkowego, o czym mało kto by wiedział. To by mógł być jakiś przedmiot, albo milion dolarów na koncie, albo jakieś piękne wspomnienie, które mogłabym w sobie nosić i ukrywać je przed całym światem...

No to teraz już mam swój słodki sekret. Rzeżączka.
Dodaj anonimowe wyznanie