#JQoSp

Kiedy byłem w przedszkolu, przedszkolanka zapytała nas, kim chcemy być w przyszłości. No to dzieci odpowiadały po kolei: policjantem, strażakiem itd.
Ja, jako że zawsze byłem „śmieszkiem”, krzyknąłem: „Złodziejem!”, po czym wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

Pozdrawiam, 19-letni, ukrywający się przed policją złodziej :))

#FhuDH

Mam 29 lat, jestem już 5 lat po studiach i od 5 lat pracuję w tym samym zawodzie, mianowicie jako główny księgowy w dużej firmie. Pomimo dosyć udanego doświadczenia zawodowego niestety miałem klapę w życiu towarzyskim, miałem już 3 dziewczyny, z którymi niestety, ale mi nie wyszło. Postanowiłem nie robić sobie dużej nadziei i po nieudanych związkach odpuściłem ten temat.

Kiedy rozpocząłem pracę w firmie, od razu zaprzyjaźniłem się z jedną dziewczyną, jako że byliśmy w tym samym wieku i mieliśmy podobny charakter, to nie było żadnych problemów, żeby załapać dobry kontakt. Traktowaliśmy siebie jako przyjaciele i osobiście mi to odpowiadało. Wszystko niby byłoby OK, gdyby nie to, że zauważyłem jakoś 1,5-2 lata temu, że ona zaczęła czuć do mnie coś więcej niż tylko przyjaźń. Jako że życie singla mi odpowiadało, to szczerze wcale nie podobała mi się sytuacja, że dziewczyna się we mnie zakochuje, ponieważ czułem w tym momencie poniekąd zagrożenie dla naszej przyjaźni. Po pewnym czasie dziewczyna zadała mi pytanie, czy miałbym coś przeciwko temu, żebyśmy byli razem. Odpowiedziałem jej, że ją bardzo mocno kocham, ale kocham miłością przyjacielską i wolałbym, żeby to tak zostało. Niestety, ale dziewczyna nadal robiła sobie nadzieje, że będzie coś między nami, nawet udało się jej mnie pocałować. Ja mimo to nadal zostawałem nieugięty.

Miesiąc temu nasz kolega zorganizował domówkę, jako że dawno nigdzie nie wychodziłem, to postanowiłem pójść. Na domówce była super impreza, była dobra muzyka, świetne jedzenie, ogólnie bardzo dużo wypiliśmy. Niestety, ale ja wypiłem najwięcej, głównie za sprawą swojej przyjaciółki, która często częstowała mnie alkoholem samej pijąc soczek. Mówiła, że pić za bardzo alkoholu nie może, bo bierze leki.

Po kilku godzinach kiedy wszyscy się rozchodzili, ja za bardzo nie miałem siły, żeby iść samodzielnie do domu. Powiedziałem swojej przyjaciółce, oczywiście żartem, że skoro tyle razy mnie częstowała alkoholem, to teraz powinna mi trochę pomóc. OK, ona zaprowadziła mnie do pokoju gościnnego kolegi. Pokój zamknęła całkowicie na klucz. Przyjaciółka postanowiła wykorzystać to w jakim jestem stanie, samej będąc całkowicie trzeźwą, i kiedy tylko wylądowałem w łóżku, to ona rozebrała mnie do samych bokserek. No i w końcu zaczęliśmy uprawiać seks, oczywiście nie chciałem tego, ale nie mogłem wiele zrobić, ona była strasznie napalona i miała przewagę, że była trzeźwa. Rano obudziliśmy się razem przytuleni do siebie.

Niestety, ale po takiej akcji musiałem całkowicie zerwać przyjaźń.

Dwa tygodnie temu ona zrobiła test ciążowy i wyszło na to, że spodziewa się ze mną dziecka. Moja przyjaciółka okazała się bardzo podstępna, nie dość, że mnie upiła, to jeszcze uprawiała ze mną seks podczas swojej owulacji bez żadnego zabezpieczenia. Co mam dalej robić?

#bSXh0

Ja i mój brat mamy kompletnie różne cery. On ma mocno trądzikową i przetłuszczającą się, ja zaś suchą i naczynkową. Z tego właśnie powodu używamy oczywiście różnych kosmetyków (chodzi o mydła, emulsje i kremy do walczenia z niedoskonałościami i mycia twarzy).

Brat, jak to facet, raczej rzadko patrzy na to, czego używa. Jak kupiłam nową emulsję do mycia twarzy do cery naczynkowej, to jakoś szybko jej ubywało.

Po pewnym czasie buźka mojego brata była gładziutka niczym pupcia niemowlaka, czym oczywiście chwalił się wszystkim i chodził dumny jak paw.

Jak zapewne większość już się domyśliła, braciak używał mojej emulsji, która z jakiegoś powodu zadziałała na jego trądzik.

A moje naczynka jak były, tak są :')

#nsrfN

Impreza przebierana na studiach. Wpadłem na pomysł, że pójdę jako żołnierz. Moro, glany, twarz w kamuflażu, tylko broni brakowało. Chciałem karabinek paintballowy zabrać, ale za duży był. Cholera wie skąd, wytrzasnąłem pistolet na wodę. Git.

Impreza zakraplana ostro, przenosimy się do klubu. W klubie gorąco to popsikałem znajomych dla beki i wszystkim się to spodobało. Po kolejnych piwkach poszedłem do toalety. A tam dwóch dresów się do mnie przywaliło. Coś o debilach, że żołnierzyka obiją i takie tam. Do strachliwych nie należę, więc kazałem im spi....alać. Wlazłem do kabiny i tam sobie o giwerze przypomniałem. Coś mnie podkusiło i oddałem honorowo mocz do pistoleciku z myślą, że im tym popsikam. Co pomyślałem, to zrobiłem.

Dorwałem ich na sali i psik psik z cichacza. Zadowolony z zemsty idę dumny do stolika opowiedzieć znajomym akcję. Niestety nie zdążyłem. Eh... Akurat wszyscy zziajani z dancefloru wrócili. A mój serdeczny ziomek wyrwał mi guna i jebut wszystkim po twarzach ostro zaczął dawać. Mnie zamurowało. Zdążyłem tylko dziewczynę swoją zasłonić. Wszyscy w śmiech nastawiają głowy i krzyczą „teraz mnie, mnie!”. Jezu, co za kwas... Próbuję mu zabrać tę zabawkę, a ten nie daje i wali do mnie na maksa. Dziewczyna mi się wyrywa, że ona też chce (serio gorąco było). Kumpel mi po twarzy wali i próbuje w laskę trafić. Dzięki bogu skończyła się złota amunicja. Wszyscy w moim moczu, ja dostałem najbardziej. Ku..wa. To się zemściłem.
Na moją obronę dodam, że byłem po wielu piwkach i nie za dużo tego wlałem, bo pistolecik malutki, a w środku było jeszcze trochę wody. Więc symbolicznie, ale jednak olałem wszystkich. Koszmar.

PS Oczywiście nikomu nie powiedziałem o sprawie. Bo jak? Zresztą mocz jest sterylny, szczególnie po 5 piwach i 40% płynie dezynfekującym...

#Ttbhh

Od zawsze byłam nielubiana w szkole. Wyzwiska, wyśmiewanie, prześladowania... To sprawiło, że zamknęłam się w sobie. Moja samoocena spadła poniżej zera. Bałam się chodzić do szkoły, ledwo tam przeżywałam. Popadłam w jakąś apatię (żeby nie powiedzieć – depresję). Nie chciałam z nikim rozmawiać, nic jeść. Wszystko zmieniło się, gdy rodzice w moje urodziny podarowali mi jego – czarnego, puszystego kotka. Małe toto było, tęskniło za matką. Nie dawał się oswoić, chował się przed ludźmi. Początkowo niezbyt się nim interesowałam. Owszem, nakarmić nakarmiłam, napoić napoiłam... Aż pewnego razu postanowiłam go do siebie przekonać. Głaskałam, nie zważając na jego ostre pazurki, cierpliwie wstawałam w nocy, gdy piszczał i drapał meble. Powoli się do mnie przyzwyczajał. Wreszcie stał się moim najlepszym przyjacielem. Wyczuwał mój humor: gdy byłam smutna, trącał mnie łapką i łasił się, gdy byłam radosna, cieszył się ze mną. W szkole ignorowałam szykany innych, myśląc o tym, co robi mój kot, jaką zabawkę mu kupić. Wyciągnął mnie z samego dna.

Dziś mijają dwa lata, odkąd Osman zawitał w moim życiu. Kocham go najmocniej w świecie.

#HwMVv

Byłam dziwką.
Zacznę od tego, że po powrocie z zagranicy miałam dużo hajsu. W stolicy brylowaliśmy ze znajomymi we wszystkich modnych klubach. Poznałam Beatkę - wyzwoloną, piękną i zadbaną kobietę która miała faceta Kamila (był żonaty i miał dzieci ale na kochankę też miał czas).

Zaczęliśmy bywać po hotelach, jacuzzi, sauna, seks we troje, strasznie mi to imponowało (miałam 23 lata).
Któregoś dnia Beata wyznała mi, że jest call girl, czyli zwykłą prostytutką i zarabia na tym kupę forsy. Jako, że mój zasób finansowy mocno się uszczuplił namówiła mnie na parę spotkań. Ustaliłyśmy ze powyżej 40. nie przyjmujemy i oczywiście żadnych spasionych śmierdzieli.
Tak zostałam dziwką w wieku 23 lat.

Wytrwałam 3 miesiące. Zarobiłam kupę kasy, ale jednak wyrzuty sumienia dały o sobie znać... Wróciłam do miasta, w którym mieszkałam, wszyscy myśleli, że nadal mam hajs zarobiony za granicą, nikt nic nie podejrzewał. Po paru miesiącach poznałam faceta, zakochaliśmy się, po trzech latach zaszłam w ciążę. Doczekaliśmy się córki, a po dwóch kolejnych latach syna. Teraz dzieciaki są w wieku przedszkolnym i prowadzimy normalne życie. On pracuje, ja pracuję, czasem jakieś wyjście do kina, restauracji, wakacje. Dzieci mam wspaniałe, grzeczne, sama jestem dość dobrze wychowana, więc i dzieci mam dobrze wychowane, nie brak im niczego...a jednak czasem wracam do tego przeklętego roku w którym zdecydowałam się być k.urwą...patrzę na swoje dzieci, kiedy mówią mi jak mnie kochają, jaką mają fajną mamę..., a bywają wieczory kiedy w nocy jak wszyscy śpią, wypijam alkohol i mam ochotę napluć sobie w ryj. Jestem wierzącą osobą i tym bardziej sobą pogardzam. To boli nawet po tylu latach... nie wiem jak zapomnieć o tym wstydzie. Możecie hejtować. Ale naprawdę - drogie dziewczyny - nie zaczynajcie, bo potem to już tylko lawina wyrzutów i wstyd.

#mQhHS

Jestem jakąś pochodną geniusza, nigdy nie musiałem się uczyć, informacje przyswojone na lekcji zostawały ze mną już na zawsze. Nagrody, najlepsze średnie w szkole, konkursy, żaden problem. Rodzice zawsze się mną chwalili, jaki to ja jestem mądry, mam zawsze najlepsze średnie itd., nawet wśród znajomych. No i mam na myśli konkretnych znajomych, mają córkę w moim wieku, której podobnie jak mnie szło nie najgorzej w szkole. Nie wiem jak to się stało, ale stworzyła się między nimi rywalizacja czyje dziecko jest mądrzejsze (raczej chodziło o to, kto ma lepsze oceny). Przeszło to także na nią, można powiedzieć, że nienawidziła mnie. Nie mogłem z nią normalnie porozmawiać, nie dało się, byłem kimś w rodzaju wroga. Moi rodzicie na szczęście poszli po rozum do głowy i dali spokój tej głupiej dziecinadzie, i co najważniejsze, odpuścili mi (tak, z początku miałem niezłe jazdy). Jednak ona nie odpuszczała, stale się przechwalała ocenami, wiedzą itp. Uwierzcie mi, miałem to głęboko od samego początku. Moje wartości były zgoła inne, nie liczyło się dla mnie to jak się uczysz czy tam jak bardzo jesteś inteligentny, a jedynie jakim człowiekiem jesteś, tego nauczyli mnie moi rodzice. Moja obojętność jeszcze bardziej ją podsycała, miałem wrażenie, że im starsi jesteśmy, tym bardziej mnie nienawidzi.

Z czasem moi rodzice przestali się widywać z jej rodzicami, a co szło za tym, przestałem się widywać z nią, ulga. Czas podstawówki i gimnazjum minął, a ja poszedłem do "najlepszego" liceum w okolicy. Pierwszy dzień w szkole i kogo widzę? Tak, była razem ze mną w klasie. Nawet nie wiecie, jak bardzo przeklinałem tę cholerną szkołę, znowu musiałem słuchać tych bzdur. I chyba nie muszę wyjaśniać jak bardzo zdziwiony byłem, gdy pierwszy raz przywitała się ze mną normalnie i rozmowa także była normalna.

Okazało się, że przez ten cały czas starała mi się zaimponować, a im bardziej to olewałem, tym bardziej się na mnie denerwowała. No i jesteśmy już jakiś czas ze sobą, zaraz studniówka, matura, a my już planujemy zamieszkać razem.
Życie czasami zaskakuje :)

#bgM7Q

Moja ciotka ma własną firmę, dość dobrze powodzi im (bo również wujkowi) się w życiu. Wiecie, co mam na myśli – gigantyczny dom z wielkim balkonem, basen, konie i  drogie samochody. Gdy ciotka urodziła córkę, była to świętość (na wstępie dodam też, że jest między mną i kuzynką spora różnica wiekowa). Naprawdę nie lubię się wtrącać w wychowanie cudzych dzieci, ale Zuzia od zawsze była cholernie rozpieszczona, przedszkole prywatne, szkoła prywatna itd., nigdy nie musiała nic robić.

Szkoły prywatne zazwyczaj mają to do siebie, że poziom nauki jest wyższy, a co za tym idzie – częste zadania, kreatywne, ale jednak domowe.

Ostatnio Zuzia (lat 9) miała zrobić prezentację na temat koni, w języku angielskim. Jako że ja bardzo dobrze mówię po angielsku, poproszono mnie, abym jej pomogła. Po dwóch godzinach płaczu, wrzasków i rzucania się na podłogę, tylko dlatego że jej się "nie chce", zaczęłyśmy robić pierwszy slajd. Pomijając fakt, iż o koniach wie bardzo dużo, zresztą ma je tuż obok swojego okna, w dzisiejszych czasach wcale nie jest trudno znaleźć w internecie informacje na wybrany temat. Dosłownie jedyne co musiała zrobić, to napisać co jedzą, jakie można sporty uprawiać z końmi i wymienić parę ras tego zwierzęcia, no, do tego jeszcze znaleźć obrazki. Ale mimo wszystko co chwilę było walenie w komputer i krzyki, że "jej się nie chce". W końcu, gdy po raz setny padło pytanie "po co jej robienie prezentacji w życiu" wytłumaczyłam, że w pracy też będzie musiała coś robić. Zgadnijcie, co ona na to. Otóż panna Zuzia oznajmiła, iż w przyszłości ludzie będą to robić za nią, tak jak teraz sprzątaczka sprząta jej pokój.

Zrezygnowałam z pomagania jej i powiedziałam o tym ciotce. Zanim wyszłam, zapytała mnie dlaczego. Powiedziałam. Ciotka, zachowując się jakby było to na porządku dziennym, odparła, że "to normalne dla dzieci z wyższej klasy" i "kiedyś jej minie".
Szczena mi opadła.

#sJ232

Kilka lat wstecz wybrałam się z moimi ówczesnymi blondwłosymi koleżankami na dni otwarte do nowej szkoły. Jako że szkoła była oddalona od naszej miejscowości ok. 40 km, wybrałyśmy się tam autobusem. Ale  zapewniłam towarzyszki, że znam drogę z przystanku końcowego do tej szkoły, więc nie muszą się niczym martwić. I tak przychodzę na przystanek, gdzie już z daleka widzę, jak obie złotowłose machają mi, oznajmiając swój fantastyczny pomysł. A mianowicie: pomyślały, że łatwiej będzie trafić, jeśli wyznaczą trasę w mapach Google i wydrukują ją. Okej, pomysł nie najgorszy. One jednak twierdzą, że odległość jest trochę większa niż mówiłam, bo od przystanku będziemy musiały przejść trochę ponad 200 km i zajęłoby nam to ok. 25 h... Ja nie wiem, co powiedzieć (swoją drogą, od przystanku do szkoły jest 5 minut drogi), ale ale, to nie koniec pomysłów blondynek! Na szczęście zapaliły im się żaróweczki w główkach i wydrukowały jeszcze mapę z trasą dla samochodów, bo tam „dojście” na miejsce zajmie nam jedynie 3 godziny!

Dopiero po chwili dotarły do mnie wszystkie usłyszane informacje i wytłumaczyłam im, że w naszym pięknym kraju jest wiele liceów o tych samych numerach, a one wybrały przypadkową szkołę, myśląc, że to właśnie ta.
Dodaj anonimowe wyznanie