#qL4RM

Historia, jakich wiele tutaj.

Czasami mam ochotę wyć, bo kocham mężatkę. Byliśmy parą przez blisko dwa lata. Ona sierota wychowywana przez babcię od 6 roku życia, ja skończyłem studia i wróciłem do swojego miasta, ona została na ostatni rok. Poznała faceta starszego kilka lat, który był opiekuńczy itp. + odległość swoje zrobiła, ona odeszła. Chociaż walczyłem o nią bardzo długo, to zaszła z nim w ciążę, był szybki ślub, potem drugie dziecko (oboje nieplanowane), jednak jej mąż to człowiek, którego wiecznie nie ma w domu. Nie rozumie jej, nie potrafi rozmawiać prawie o niczym, nie interesują go dzieci i dom. Mimo tego, że bardzo mnie zraniła, ja wybaczyłem jej wszystko i mimo prób znalezienia innej kobiety, uczucie do niej wygrywa. Zdarza się, że napisze czy zadzwoni i zawsze mamy setki wspólnych tematów. Wiem, jestem przegrywem życiowym czekającym na cud, który jest bardzo wątpliwy, bo ona jest katoliczką i nie wyobraża sobie odejść od niego, bo dzieci powinny mieć ojca, mimo iż wie doskonale, że mnie one nie przeszkadzają.

#p3pMr

Moi rodzice od zawsze nazywali mnie "Prezesem". Całe życie myślałem, że to takie wyróżnienie, a może raczej - przygotowanie do tego, że kiedyś będę jakimś zamożnym szefem wielkiej firmy, potentatem branży kaloszarskiej, czy też może właścicielem fabryki produkującej kołpaki do Trabantów. Mniejsza z tym - grunt, że "Prezes" przyległ do mnie na dobre.
Przyjęło się nawet w szkole - moi rówieśnicy też tak do mnie się zwracali, ba - nawet moje "narzeczone" mówiły do mnie "Prezesuniu". Ksywka w ogóle mi nie przeszkadzała, a nawet czułem jakąś tam dumę z tego, że mam takie szefowskie przezwisko.
Tydzień temu skończyłem osiemnastkę. Ojciec zorganizował dla mnie imprezę. Mieszkamy w domku jednorodzinnym, więc cały salon wypełnili goście. Najlepsza niespodzianka ever!
Tatko, który należy do wyluzowanych starców, balował z nami. Troszkę za dużo wypił i zebrało mu się na szczerość...
- A, ty synek wiesz, czemu cię z mamą nazywamy "Prezesem"?
- Yyy... No, nie.
- No, bo widzisz. Byłem kiedyś na takiej imprezie jak ta. I upiłem się troszkę tak, jak teraz. Wpadła mi w oko jedna dziewczyna. Fajna taka, wiesz? Cycki duże, dupeczka, tego... No i nalałem jej drinka, zaczęliśmy gadać. I tak nam fajnie wieczorek zleciał, że tego samego wieczora piłowałem ją w kiblu tak, że aż wióry leciały, hue hue...
- Weeeź, tatoooo... - czułem się zażenowany taką "szczerością".
- No i... słuchaj, słuchaj, synek. Jak żeśmy skończyli, to okazało się, że nam prezerwatywa pękła. Dziewczyna zaszła w ciążę! Tak było! Tą damą była twoja mama. Wziąłem na siebie odpowiedzialność, ona nie chciała skrobać, więc tak już to jakoś zostało. Jak przyszedłeś na świat to zdecydowałem się nieoficjalnie nazwać cię cześć pękniętego prezesa. Ot, i cała historia.

Resztę wieczoru spędziłem zamknięty w sobie. Nie dość, że dowiedziałem się, że jestem efektem libacyjnego stosunku, to jeszcze okazało się, że moja mama "dała dupy" w kiblu podczas pierwszego spotkania z moim staruszkiem. A do tego okazało się, że ksywkę zawdzięczam jakiemuś pękniętemu kondomowi! No, żeż kur#a mać!

#c3EA4

Chodzę do 8 klasy podstawówki, więc w szkole jestem najstarszym rocznikiem.
Szanuję każdego poglądy i wybory, bo to jego życie, ale zastanawiam się, jak można tak sobie niszczyć dzieciństwo.
Dzisiaj idąc na lekcje minęłam dwie dziewczyny, może z 4-5 klasy, odwalone jakby szły na jakąś dobrą imprezę. Wszystko super, fajnie ładnie wyglądać, ale to były 11-latki z pełnym makijażem i wielkimi kreskami na pół oka, śmiejące się ze mnie, że wyglądam jak małe dziecko. Serio. Żałosne.

#nqGoM

Tydzień temu były urodziny mojej babci. Skończyła 99 lat! Zrobiliśmy jej niespodziankę. Mama upiekła tort, kupiliśmy prezenty i wbiliśmy się do starowinki na chatę. Babcia bardzo się ucieszyła. Wręczyliśmy podarunki, a kiedy zasiedliśmy do jedzenia, mój tata wstał, odchrząknął znacząco, uciszył całą zgraję kilkukrotnym uderzeniem łyżeczką o szklankę. Dzyń, dzyń, dzyń. Kiedy już było całkiem cicho, stało się najgorsze, co mogło się przytrafić, mój niezbyt bystry rodziciel zaintonował pieśń dla swej teściowej:

♪ ♫ Stoooo laaat, stoooo laaat, nieeeech żyyyje, żyyyjeeee, naaaaam... ♫ ♪

Patrzyliśmy się wszyscy po sobie, czekając aż ta niezręczna sytuacja wreszcie się skończy. Tylko babcia, jedyna rechotała jak szalona, bujając się na swoim fotelu w te i nazad, próbując złapać oddech podczas niekontrolowanego śmiechu.
Po wszystkim, tatko zdziwiony, że nikt nie pomógł mu wykonywać urodzinowej kompozycji, usiadł, a babcia z trudem panując nad śmiechem rzekła:

- Ta, dzięki. Te dwanaście miesięcy jeszcze jakoś pociągnę...

#G1d53

Jestem facetem, dwadzieścia parę lat i... podniecają mnie męskie brzuszki (mowa oczywiście o brzuszkach piwnych itp.), najlepiej ładnie owłosione, okrąglutkie.
Długo już zastanawiam się nad tym, czy to homoseksualizm, bo przecież z drugiej strony chciałbym mieć kiedyś żonę i dzieci.

#i5lfm

Ten moment kiedy idziecie w nocy nieoświetloną alejką w parku (naprawa oświetlenia) i kichacie. Nagle słyszycie ciche "na zdrowie" za plecami. 

Odwracacie się, a za wami stoi jakaś blada, ubrana na czarno, z długimi ciemnymi włosami dziewczynka. Mimo, że nic nie słyszeliście i byliście pewni, że za wami nikogo nie ma... ucieczka powiodła się!

Tak, to ja byłam tą dziewczyną... nie spodziewałam się, że mogę kogoś tak wystraszyć, że będzie przede mną uciekać.

#J8HWX

Jestem na 4 roku studiów i nie mam znajomych. Podczas zajęć zazwyczaj siedzę sam, rzadko do kogo się odzywam, udaję, że robię coś ciekawego na telefonie lub słucham muzyki. Nie uważam się za osobę wredną, staram się być życzliwy i miły jak tylko potrafię, ale nie jestem w stanie zliczyć ile razy usłyszałem, iż posiadam wredną twarz. Pozostali studenci stworzyli już na początku edukacji grupki znajomych, starałem się do którejś dołączyć, ale kończyło się to fiaskiem. Podczas gdy wszyscy narzekali na pandemię, ja dziękowałem za zajęcia online, gdyż nie musiałem patrzeć na rozradowanych, prowadzących konwersację ludzi.

Nie czuję się samotny będąc w pustym pokoju, lecz właśnie w sali pełnej ludzi. W konwersacji 1 na 1 potrafię mówić dopóki nie rozboli mnie gardło, jednak w większej grupie wolę milczeć niż walczyć o głos. Boli mnie, gdy widzę zdjęcia znajomych ze studiów w klubach, na domówkach czy w barach, bo przez to tylko bardziej odczuwam swoje odizolowanie. Z czasem zaobserwowałem u siebie mechanizmy obronne – przez jakiś czas kupowałem masę drogich ciuchów, nieświadomie próbując oszukać innych, że jestem zbyt dumny, aby z nimi rozmawiać. Inną obroną przeciw samotności było zachowywanie się tak, jakbym wcale nie chciał być w auli i całe te studia mnie irytowały. To wszystko jednak było kłamstwem, w które chciałem sam uwierzyć. Lepsze takie kłamstwo niż nieudolność wykonania podstawowej funkcji człowieka, czyli socjalizacji z innymi przedstawicielami naszego gatunku. Oby tylko przebrnąć przez te studia…

#EMM7z

Taki mały apel do rodziców, którzy chcą nauczyć dziecko odpowiedzialności kupując zwierzę.

Byłam już kilka razy świadkiem sytuacji, w której rodzice traktują zwierzaki jak nowe zabawki dla swoich dzieci... Tak samo jak nowy rower, konsolę czy cokolwiek materialnego. To co widziałam wczoraj przebiło jednak wszystko.

Młoda mama z synkiem na oko 4,5-letnim. No może nie ''synkiem'', tylko rozbestwionym potworem. Mają oni niewielkiego psa, o ile się nie mylę Jack Russel Terrier (?). Dzieciak ściska psiaka, szarpie, że ten aż piszczy z bólu, łapie za tylne nogi, podnosi do góry i rzuca. Pies za warknięcie na dziecko dostaje ''strzał'' przez łeb od mamusi. A gówniarz dalej swoje, kładzie psa na wysokości, widać, że ten się boi. Próbuje uciekać, wtedy mamusia go łapie, krzyczy, a dziecku wręcza smycz. Tak podeszłam i zwróciłam uwagę, że pies wyraźnie cierpi. Usłyszałam, że ''synek tylko się tak z nią bawi''.

Więc, kochani rodzice, nowość - PIES NIE JEST ZABAWKĄ DLA WASZYCH ROZPUSZCZONYCH BACHORÓW. Jeśli nie jesteście na tyle odpowiedzialni, żeby nauczyć dziecko wystarczającego szacunku do zwierzęcia, to poprzestańcie na kupnie pluszaka... Zwierzęta nie żyją dla Ciebie, żyją dla siebie.

#KszEV

Pierwszy mój związek był toksyczny, z chłopakiem starszym o rok i pracującym. Byłam zabawką. Jeśli się pokłóciliśmy, to była zawsze moja wina i słyszałam tylko, że mam nie przepraszać i go słuchać, bo on chce mi pomóc. Cokolwiek to znaczyło. Był atencjuszem i pasożytem sprawiającym, że człowiek czuje się jak najgorsze gówno przez znajomość z nim. A on przy tym mówił, że jest najgorszy. Robiło mi się go szkoda, bo miał raka. Zaufałam mu bardzo i przywiązałam się. Przez ojca alkoholika brakowało mi kogoś, kto mnie otoczy opieką i ochroną. Nawet nie wiem co w nim widziałam. Poleciałam na pierwszą osobę, która zwróciła na mnie uwagę.

Pokłóciliśmy się ostro przed moją maturą. On powinien przeprosić za wyzwanie mojej matki, z którą mam bliskie relacje. Stwierdził, że "jeździ jak cipa". Uraziło mnie to. Powiedziałam, żeby przeprosił mnie, a on, że nie ma za co przepraszać, bo on też tak mówi o swojej, więc mam nie robić problemów. Wkurzyłam się i nastały ciche dni. On mnie ignorował, ja płakałam. Napisałam długą wiadomość jak wygląda sytuacja z mojej perspektywy, żebyśmy sobie to wyjaśnili, a on ją zignorował. Następnego dnia wysłał mi selfie z kotem. Spytałam, czy ma mi coś do powiedzenia. Napisał, że nie, bo JA mam przestać robić awanturę o to i się zacząć zachowywać.

Parę dni przed maturą trochę zaczęliśmy pisać. Powodzenia mi nie życzył, bo nie wiedział, kiedy mam maturę. Mówiłam mu kilka razy, bo wiadomo, z uwagi na covid egzaminy przesunięto. Zrobił mi o to awanturę, że mu nie powiedziałam. Zaprosił mnie do siebie, kiedy miałam kilka dni przerwy między egzaminami, jednak zlał mnie totalnie i zaprosił też swoją przyjaciółkę, choć obiecywał, że chce naprawić relacje. Potem chciał o czymś porozmawiać z moją mamą, ale nie wyszło. Jak się okazało, chciał ją zapytać, jak ma ze mną zerwać... Tydzień po maturze zerwał ze mną przez rozmowę przez messengera. Nawet mi nie chciał w oczy spojrzeć, więc bez kamerek. Nie przyjechał mi powiedzieć w twarz, bo rzekomo paliwa nie miał, od znajomej wiem, że to nieprawda. Ja przepłakałam dużo, on z góry założył, że myślę o nim jak o najgorszym i przestał się odzywać. Chociaż zaraz po zerwaniu mówił, że wciąż możemy się przyjaźnić. Zignorowałam go, chciałam żyć dalej.

O tym, jaki był okropny można by pisać długo, chociażby to, że będąc ze mną sypiał z inną i proponował to jednej, z którą mam koleżeńskie relacje i która pomogła mi się po wszystkim otrząsnąć.

Pół roku po zerwaniu napisał do mnie z propozycją, że możemy wciąż razem pograć w różne gry, jeśli będę chciała, i się przyjaźnić. Odmówiłam i go zablokowałam.

Zemścić się chciałam, ale nie chciałam zniżać się do jego poziomu. Tylko co poradzić, że jak znalazłam w domu jego koszulkę, to olbrzymią radość sprawiło mi wyczyszczenie nią kociej kuwety.

#mdghD

Piszę tu, by opowiedzieć wam swoją historię.
Mam prawie 15 lat. Mieszkam z rodzicami i 6-letnim bratem, nazwijmy go Dawid.
Wiem jak to zabrzmi, ale moja mama mnie nawet nie lubi. Nie byłam planowanym dzieckiem, pojawiłam się na świecie zaledwie rok po ślubie rodziców. W dodatku ciąża ze mną była bardzo trudna, mama ciągle musiała leżeć, poród też był okropnie trudny. Jakby tego było mało, przez pierwsze dwa lata życia ciągle chorowałam. Wiem, że mama ma do mnie o to ogromny żal. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mnie przytuliła czy w ogóle okazała miłość. To tata i dziadkowie się mną zajmowali.

Mnóstwo razy mamę przepraszałam, ale ona tylko mówi, że co jej po moich przeprosinach, skoro zmarnowałam jej kilka najlepszych lat. Bardzo mi z tego powodu przykro, ale nic na to nie poradzę.
Co innego z moim bratem. On był jak najbardziej chciany i planowany. Wszystko przebiegało wręcz podręcznikowo. Jednak kiedy miał jakieś osiem miesięcy, okazało się, że coś jest nie tak - umysłowo rozwija się wolniej niż inne dzieci. Teraz umysłowo jest na etapie trzylatka.
W ogóle to tata jest zawodowym kierowcą i czasem nie ma go nawet na weekendy. Mama Dawida uwielbia, pozwala mu na wszystko. Nikt mojemu bratu uwagi nie może zwrócić. A małego energia zawsze rozpiera, i w przedszkolu, i w domu. Krzyczy, tupie, śpiewa. Kiedyś prosiłam mamę, by trochę go uspokoiła gdy robię lekcje, ale się na mnie zezłościła, więc teraz po prostu po lekcjach chodzę do biblioteki. Dawid lubi się też zaczepiać - często podbiega do mnie i szczypie mnie albo szarpnie czy pociągnie za włosy. Kilka razy mu oddałam, ale wtedy dostałam karę. Próbowałam się z bratem zaprzyjaźnić, ale gdy tylko szło nie po jego myśli, to mi się obrywało, więc teraz po prostu schodzę mu z drogi. Parę razy po powrocie do domu musiałam po nim sprzątać swój pokój, więc teraz gdy wychodzę to zamykam go na klucz i zabieram ze sobą.
Tacie nic nie mówiłam, bo nie chciałam, żeby się z mamą przeze mnie kłócili.

Ostatnio jednak jest koszmarnie. W ostatni poniedziałek, gdy zakładałam buty przed wyjściem do szkoły, brat skoczył z zaskoczenia mi na plecy tak, że się przewróciłam i dość mocno uderzyłam o szafkę. Mama nie wyszła z kuchni chociaż krzyknęłam z bólu, a braciszek radośnie zawołał "A ja Meli bum bam!". Nie wytrzymałam i dałam mu w twarz. Dawid zaczął wrzeszczeć i pobiegł do mamy. Wiem, że źle zrobiłam, ale byłam wykończona po weekendzie, w dodatku od rana mnie denerwował - migał mi światłem w łazience, kopał moją torbę i szczypał mnie. Dostałam straszny ochrzan i mama powiedziała, że żałuje, że mnie urodziła, bo jestem okropną siostrą.
Powiedziała tacie o wszystkim. Moja chrzestna już od dłuższego czasu chce, żebym z nią zamieszkała i od nowego półrocza tak będzie. Szkoda mi tylko, że będę 120 km od koleżanek i dziadków, ale tak będzie chyba najlepiej.
Dodaj anonimowe wyznanie