#qL4RM
Czasami mam ochotę wyć, bo kocham mężatkę. Byliśmy parą przez blisko dwa lata. Ona sierota wychowywana przez babcię od 6 roku życia, ja skończyłem studia i wróciłem do swojego miasta, ona została na ostatni rok. Poznała faceta starszego kilka lat, który był opiekuńczy itp. + odległość swoje zrobiła, ona odeszła. Chociaż walczyłem o nią bardzo długo, to zaszła z nim w ciążę, był szybki ślub, potem drugie dziecko (oboje nieplanowane), jednak jej mąż to człowiek, którego wiecznie nie ma w domu. Nie rozumie jej, nie potrafi rozmawiać prawie o niczym, nie interesują go dzieci i dom. Mimo tego, że bardzo mnie zraniła, ja wybaczyłem jej wszystko i mimo prób znalezienia innej kobiety, uczucie do niej wygrywa. Zdarza się, że napisze czy zadzwoni i zawsze mamy setki wspólnych tematów. Wiem, jestem przegrywem życiowym czekającym na cud, który jest bardzo wątpliwy, bo ona jest katoliczką i nie wyobraża sobie odejść od niego, bo dzieci powinny mieć ojca, mimo iż wie doskonale, że mnie one nie przeszkadzają.
Może po prostu daj sobie spokój. Czas iść do przodu a nie myśleć o dawnej miłości.
Miło że dzieci ci nie przeszkadzają.
A tak serio, to idealizujesz ją. A to co wiesz o nim, zapewne w większości wiesz od niej. Czyli mało obiektywne źródło wiedzy. Może warto dać sobie spokój, skoro ona ma już ułożone życie i wiesz że nie zamierza nic zmienić.
Chłopie, ona już WYBRAŁA. Koniec, stało się. Mleko się wylało i wsiąkło w ziemię, już go nie wypijesz. Zatem zrób sobie przysługę i napisz jej, że kontynuowanie tej znajomości już Ci nie służy. Po czym zablokuj ją wszędzie, gdzie się da i skasuj jej numer telefonu.
Dla niej jesteś kumplem, miłym wspomnieniem, wsparciem. Ale nie mężczyzną jej życia. Bo gdybyś nim był, ona nigdy by od Ciebie nie odeszła. I jak Ci napisał ktoś powyżej, zwyczajnie ją idealizujesz. Bardzo możliwe, że po roku wspólnego życia, miałbyś jej po dziurki w nosie.
A ja tylko czekam aż się jej mąż i ojciec dzieci dowie o tobie i ci najnormalniej w świecie obije morde.
I skończą się podchody i rozwalanie rodziny.
Przede wszystkim to jest wyrachowana. Po co ma odchodzić od faceta, który wszystko jej zapewnienia? A wiara to zwykła wymówka. Miej do siebie szacunek i idź na jakąś terapię
A nie pomyślałeś, że może po prostu go kocha i jest jej dobrze z mężem? :P autora traktuje jak kolegę i tyle, co w tym złego? Gdzie w wyznaniu doszukałeś się dowodów na to, że ona jest wyrachowana?
Bo autor pisze, że przecież mąż ukochanej taki niedobry bo tylko praca go obchodzi, a ona to znosi bo ma stabilne życie
Ale co autor tak naprawdę wie o relacji, która go w ogóle nie dotyczy? To jest jego spojrzenie na ich związek i nie musi być prawdziwe.
Katoliczka, że od męża nie odejdzie, bo religia, ale seks przed ślubem jest Ołkej!. Żałosne. Jak sobie wybiera ze swojej religii to, co jej pasuje, mogłaby też wybrać, że rozwód jest ok, postanowiła inaczej. Chłopie, szkoda życia na cymbała. Chcesz sobie z tym poradzić, to najpierw przestań z nią gadać i o niej myśleć (tak, wiem, wiem). Kopnęła Cię w dupę i chce trzymać jako kolegę-frajera. Nie pozwalaj na to.
No wiesz, seks przed ślubem może być jednorazowym (kilku razowym... ) grzechem, okresem przejściowym, którego żałujesz i nie zamierzasz powtarzać. Natomiast rozwód i wejście w związek z kimś innym to jest skazanie się na życie w grzechu do końca życia. Przekreśla to możliwość uzyskania rozgrzeszenia. Taka jest różnica.
Może i tak, ale wątpię, że ludzie niebędący specami od religii kierują się taką logiką, bardziej na zasadzie "tak mi akurat pasuje - tak działam" czasami popierając religią.
Zamierzasz roztrwonić życie na mrzonki? Ta kobieta ma już własną rodzinę.
No w sumie nie. Po "kocham mężatkę" spodziewałam się czegoś obrzydliwego, a w związku z twoja sytuacją jest mi po prostu smutno. Raz, bo taka jest twoja sytuacja, a dwa, że nie wierzę, że wasze życie razem, z dziećmi, jakby zostawiła męża, byłoby udane.
utnij relację, bo zniszczy CIę psychicznie. błągam....