#SCoIZ

Jestem z narzeczonym prawie 4 lata i mamy 4-miesięcznego synka. Od kiedy mały się urodził, większość czynności przy nim robię ja, on sporadycznie go nakarmił, przewinął i pomógł kąpać. Od prawie 3 miesięcy robi coraz mniej, a prawie nic. Ja małego karmię (jest na mm), przewijam, kąpię, spędzam czas. On jak wraca z pracy weźmie na chwilę małego na ręce, pogada z nim i na tym się kończy. Czasami już jestem po prostu tym wszystkim zmęczona i najzwyczajniej w świecie potrzebowałabym chwili, żeby odpocząć, a żeby to on trochę zajął się małym. Rozmawiałam z nim o tym, to mówi, że on pracuje i jest zmęczony, a to mi płacą za siedzenie z małym (jestem na macierzyńskim) i na tym się kończy. Od kiedy mały się urodził, częściej się kłócimy i o każdą kłótnię obwinia mnie, że to ja zaczynam, a ja tylko mówię, że też mógłby mi coś pomóc przy dziecku albo w domu. Przyłapałam go parę razy na pisaniu z innymi dziewczynami… to usłyszałam, że to moja wina, że z nimi pisze, bo nie daję mu tego czego chce. Coraz częściej podczas kłótni słyszę różne obraźliwe słowa w moim kierunku, daje mi do zrozumienia, że nikomu bym się nie spodobała, przez co moja samoocena bardzo spadła. Po prostu czuję się nieatrakcyjna.
Nie wiem już co robić, jestem tym wszystkim zmęczona i mam już dość. Powiedzcie mi jak z nim rozmawiać? Albo co zrobić, by cokolwiek się zmieniło? Nie chcę, by w przyszłości dziecko widziało jak płaczę z bezsilności i jestem nieszczęśliwa.

#QOOsX

Sobota rano, zwlekam się z łóżka w porze nocnej... Bo jak inaczej można nazwać godzinę 4.40. Szybkie wyjście z psem, przemycie mordki i w drogę. Prawie-Żona w domu z dziećmi. Dzień jak co dzień, z tym wyjątkiem, że starsza pociecha zamiast w przedszkolu, to w domu. Około 13 Prawie-Żona pisze, że słabo się czuje i chyba położy się spać. Wszak pociechy uśpiła, więc i jej 15 minut nie zaszkodzi.

Do domu wchodzę chwilę po 14... Widok nie z tej ziemi. Wszechobecna biała ścieżka okazała się rozsypanym mlekiem w proszku dla dzieci... Najstarsza latorośl, nudząc się, wzięła pojemnik z mlekiem i zaczęła sypać ścieżkę... kuchnia, salon, przedpokój... Mleczna ścieżka zaprowadziła mnie do pokoju dzieci.
Tam Zuzia w najlepsze usypała mały kopiec kaszkowy, z którego biorąc garściami sypała na brata. Najwidoczniej małemu się podobało, bo śmiał się do rozpuku. Co z tego, że wyglądał jak bałwan. On i jego pościel. Ba, skubana wie, że do kaszki dodaje się wody. I tym sposobem wzięła zabawkową filiżankę i czerpiąc wodę z łazienki (z kranu na szczęście, nie z klozetu) polewała brata. Oni mieli dobrą zabawę, młody przymusową kąpiel, ja sporo sprzątania, prania, mycia, Prawie-Żona - dużą ilość spokojnego snu...

Jak będą dorośli i będą mieć własne mieszkania, też do nich wpadnę, wsadzę papier do klozetu, rozsypię mleko, zrobię burdel nie z tej ziemi i pójdę spać. Ot, taka mała zemsta...

#ds7VW

Wyszedłem kiedyś ze sklepu nie płacąc z koszykiem pełnym zakupów. Po prostu się zamyśliłem, a zauważyłem co zrobiłem dopiero kilkanaście metrów dalej. Wróciłem się, zapłaciłem za zakupy i oddałem koszyk. Do dziś nie wiem jak to możliwe, że bramki nie zapiszczały.
Ochroniarz miał niezłą minę jak zobaczył po co wracam.

#P1hzo

Kiedy byłem w gimnazjum, szkoła zorganizowała wymianę uczniów. Czyli jednego roku przyjeżdżają uczniowie z innego kraju (w tym przypadku z Niemiec) do nas na 2 tygodnie, a w drugim my jedziemy do nich. Zgłosiłem się do tego, bo wydawało mi się to ciekawe. A więc w pierwszej klasie przyjąłem pod swój dach Niemca - Manfreda, choć historia będzie z okresu, w którym to ja byłem gościem u niego, w Niemczech.

Był to już któryś dzień z kolei. Na ten konkretny dzień była zaplanowana wycieczka rowerowa po zajęciach, więc pojechaliśmy do szkoły rowerami. Niestety, na śniadanie dostałem coś, co chciało szybko opuścić mój organizm, lecz nie górą...

Będąc w szkole, dokładniej na zajęciach z angielskiego, poczułem, że lawina się zbliża. Spytałem się, czy mogę wyjść, ale w szkole, w której byłem lekcja była święta i choćby świat się walił, do kibla nie pójdziesz. No super. Siedziałem cały blady, sranie coraz bardziej mnie cisnęło, powoli z tego wszystkiego robiło mi się słabo, ale po kilkukrotnej prośbie w końcu nauczycielka mnie puściła, razem z Manfredem. Ten zaprowadził mnie do łazienki, lecz trwało to długo, gdyż tylko ściśnięte nogi mnie ratowały i szedłem jak pingwin.

I jest! Drzwi łazienki! W głębi duszy czułem ulgę, że to w końcu ze mnie zejdzie. Lecę na klopa, otwieram drzwi od kabiny, już zacząłem opuszczać spodnie i... zwieracze nie wytrzymały. Zesrałem się. Obsrałem spodnie, gacie, kafelki oraz muszlę. No cóż. O tyle dobrze, że w niemieckich szkołach dbali o to, żeby zawsze był zapas papieru. Wykorzystałem 1,5 rolki, żeby wytrzeć siebie i kibel.

Ze wstydem wyszedłem z łazienki i wyznałem Manfredowi, że pobrudziłem sobie spodnie i muszę je przebrać. Poszedł ze mną do dyrektora, wyjaśnił sytuację i wróciliśmy do domu, gdzie ciuchy od razu wrzuciłem do pralki, a sam siedziałem pół godziny pod prysznicem kilka razy się myjąc. Dyrektor sytuację zrozumiał, matka Manfreda chyba nie i do samego końca wymiany miała ze mnie bekę. Nie dziwię się.

#SgDCJ

Mam siostrę bliźniaczkę, powiedzmy Monikę. Monika praktycznie od przedszkola  trenuje siatkówkę. Teraz gra już profesjonalnie i jest poniekąd sławna.
Monikę często na ulicy zaczepiają kibice, prosząc o autografy.

Kibice nie wiedzą, że połowa autografów jakie otrzymali nie są jej autografami, a moimi.

#aK3mk

W mojej małej miejscowości na trasie, którą cała młodzież szkolna chodzi w godzinach rannych, leży mały sklepik w którym można kupić dosłownie wszystko. Od jedzenia po proszek do prania, wielu uczniów zachodzi tam na szybkie zakupy przed szkołą. Jednak sklepik ten ma jedną wadę, a mianowicie stałą bywalczynie - Panią Helenke.

Pani Helenka to starsza pani na emeryturze, (mąż nie żyje, a dzieci wywaliła z domu gdy tylko skończyły 18 lat) która za swoje hobby przyjęła robienie powolnych zakupów, w godzinach sklepowego szczytu czyli około 7:35. A to musi wrócić się po mleko, a to zła tłustość, a to dziwny ser, a to nie wzięła portfela i chce anulować rachunek, a potem jednak pieniądze magicznie się znalazły, ma wiele metod, ale każda to wymówka by w sklepie zająć jak najwięcej czasu i żeby czekający w kolejce uczniowie spóźnili się do szkoły.

Ja nauczona doświadczeniem zrezygnowałam z porannych zakupów, ale tej nieszczęsnej środy byłam do tego zmuszona. Weszłam do sklepu pogodzona że swoim losem i spóźnieniem, jakie było moje zdziwienie gdy przy kasie nie było Pani Helenki, ucieszona stanęłam w kolejce, a po chwili poczułam mocne uderzenie w plecy i usłyszałam oburzony głos: "Masz mnie natychmiast przepuścić, gówniaro! Mi się spieszy!" Odwróciłam się i spotkałam nienawistne spojrzenie Pani Helenki ściskającej nerwowo w dłoniach Stoperan.

Najgrzeczniej jak tylko umiałam powiedziałam, że mi również się spieszy i żeby poczekała cierpliwie. Nie byłabym sobą gdybym nie wykorzystała okazji. Po długim czasie zdecydowałam się na założenie karty stałego klienta, wróciłam się po "zapomnianego" batona, źle wpisałam PIN, następnie anulowałam rachunek po czym magicznie znalazłam pieniądze, pani na kasie chyba podchwyciła moją ideę i zmieniła rolkę papieru do paragonu. Gdy po 20 minutach wyszłam ze sklepu, prawie pękałam z dumy.

Spóźniłam się do szkoły, dostałam uwagę i musiałam pisać karną kartkówkę, ale było warto, bo Pani Helenka zaprzestała swoich porannych zakupów.

#DJLQh

Niedługo stuknie mi 30, i jakoś do tej pory nie mogę się przyzwyczaić, że już nie jestem nastolatką... I to wcale nie chodzi o jakiś brak odpowiedzialności – wyprowadziłam się z rodzinnego domu niedługo po 18, zawsze byłam zaradna, od kilku lat jestem żoną...
Ale mam drobną figurę, zawsze wszyscy brali mnie za młodszą, mogłam znaleźć wspólny język z młodzieżą, bo brali mnie za swoją... A teraz każdy traktuje mnie jako człowieka dojrzałego.
Miał tak ktoś? Nie mam pojęcia, czy chodzi o to, że już widać upływ wieku po mojej skórze, czy może ludzie mnie biorą za poważniejszą, bo jestem mężatką.

#ZYarO

Mam 22 lata, jestem chłopakiem, a mama przy gorączce wkłada mi czopki. Ostatnio miałem w wieku 18 lat i w tamtym tygodniu znowu, jak była gorączka, aż 3 razy. Nie lubię tego, jest mi z tym dziwnie, ale nie potrafię mamie odmówić, jak z nim przychodzi do pokoju. Pojęczę trochę, że nie chcę, ale i tak po namowie grzecznie odwrócę się na brzuch, zdejmie mi majtki i wkłada zimnego czopka. Później wciska palcem głęboko i trzyma, wtedy najbardziej piecze, potem ściska pośladki i tak trzyma prawie minutę.
Niestety często przy tym jest polucja. Mama o tym nie wie, bo leżę na brzuchu.
Niby to mega przyjemne, ale ta świadomość, że mama obok...

#tkQwp

Gdy widzę w tv reklamy podpasek, wracam myślami do czasów, kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z okresem. Nie są to miłe wspomnienia.

Wychowała mnie matka, dla której zawsze ważniejszy ode mnie był alkohol, a co się z tym wiąże bez przerwy brakowało pieniędzy. Ile razy musiałam wybierać, czy kupić jedzenie czy podpaski, ile razy nie poszłam do szkoły, ile razy nie wyszłam na podwórko pobawić się z koleżankami, bo na podpaski akurat nie miałam pieniędzy... Jak sobie radziłam? Najlepszym pomysłem jak na ten moment mi się wydawało było cięcie bluzki na paski i wkładanie w majtki. Potem te szmatki prałam, suszyłam i były na kolejny raz. Siedziałam w te dni zazwyczaj w domu z obawą wyjścia gdziekolwiek. Matka jeśli łaskawie kupowała podpaski, to były to najtańsze i na przydział, dosłownie dostawałam 5 sztuk na te kilka dni albo i wcale nie dostawałam. Gdy tylko dostałam raz na ruski rok jakieś pieniądze od ciotki, zazwyczaj niewielkie, bo 10- 20 zł, to pierwszą rzeczą jaką kupowałam były właśnie podpaski.

Jak teraz o tym myślę, to jest mi siebie cholernie żal, ale radziłam sobie jak umiałam. Okres dostałam w wieku 10 lat, więc o zarabianiu pieniędzy nie było mowy. Około 13-14 roku życia w wakacje zaczęłam jeździć na zbiór wiśni i truskawek, więc moja traumatyczna sytuacja się trochę poprawiła. Mogłam już sobie pozwolić nie tylko na podpaski, ale i ubrania czy książki do szkoły. Pamiętam, że za pierwszą wypłatę kupiłam cztery paczki podpasek, żeby mieć na zapas. Dziś zawsze w szafce muszę mieć ze dwie, trzy paczki w zapasie, taki skutek uboczny tamtych lat.
Dodaj anonimowe wyznanie