Od roku ciągnie się za mną syf – tyle wstępu.
Jakiś rok temu zmarł mój ojciec – to był pierwszy szok. Niedługo potem miałem wypadek samochodowy (pół roku w gipsie), wszystkie oszczędności pochłonęło mi ratowanie nogi przed amputacją. Potem cudem złapałem projekt na stworzenie oprogramowania dla dość dużej firmy – nie zapłacili mi.
Kilka miesięcy pracowałem jako informatyk „od wszystkiego”, zanim znalazłem normalną pracę w zawodzie programisty c++. Zwolnili mnie po tygodniu, bo klient pośrednika zrezygnował.
Potem kilka miesięcy klepania gównozleceń za kilka stówek.
Tak wyglądał mój rok, no a na koniec wisienka.
Dorwałem w końcu pracę, ale w mieście oddalonym ładny kawał ode mnie. Firma poszła mi na rękę niesamowicie, bo zgodzili się na zaliczkę, zgodzili się na opłaty mieszkania przez pierwszy miesiąc etc. Dzisiaj się okazało, że właściciel mieszkania nie może rachunku wystawić, więc wszystko padło. Na domiar złego przed dwiema godzinami zostawiła mnie dziewczyna.
Mam w tej chwili wrażenie, że jeśli wyjdę na dwór, to będę pierwszą osobą w historii zabitą przez mikrometeoryt :/
Historia będzie bardzo krótka.
Moi rodzice tak bardzo pokochali mojego BYŁEGO narzeczonego, że:
- eks pracuje jako zastępca prezesa w firmie mojego ojca;
- przepisali mu część udziałów w firmie;
- zapraszany jest na obiadki i kawki, a także na wszystkie uroczystości typu: urodzinki, imieninki, święta.
Ze mną nie utrzymują kontaktu - są obrażeni, bo przecież jak mogłam go zostawić (?!) i wyjechać do innego miasta studiować.
Super, nie?
Parę miesięcy temu zaczęłam pracę w pewnym markecie. Głównym moim zajęciem jest siedzenie na kasie. I zapewne jak wszędzie trafiają się mi różni klienci, ale chciałam wam opowiedzieć o jednej z nich.
Przychodziła do nas zazwyczaj rano, a czuć ją było z kilku metrów. Śmierdziało od niej bardzo, jakby przynajmniej kilka miesięcy się nie myła. I nie, nie przesadzam, smród był okropny.
Pewnego dnia gorzej się czułam, choruje na ibs i mój brzuch czując ten smród zaczął wariować, więc uciekam z kasy kaszląc, ze łzami w oczach próbując zahamować odruch wymiotny. Pobiegłam po koleżankę, ona obsłużyła ta klientkę i zamieniłyśmy się z powrotem.
Następnego dnia owa klientka przyszła do mnie i zaczęła na mnie krzyczeć, że co ja sobie wyobrażam, że jeszcze tego pożałuje i inne takie. Zapytałam się co może mi ma zamiar zrobić, a ona powiedziała że mnie poda do gazety. No ok, przynajmniej byłabym sławna. Kiedy odeszła, ludzie w kolejce mówili mi żeby się nie przejmować, zacytuję ,,co za okropna baba".
Po paru dniach przyszła znów i była dla mnie naprawdę miła oraz chciała kupić żel pod prysznic. Nadal od niej śmierdziało, ale już mniej. Żel miał napisy po angielsku, więc sama mnie się zapytała czy to na pewno to.
A następnym razem jak przyszła nie śmierdziało już od niej wcale i ponownie kupowała ten sam żel więc chyba się z nim już polubiła. :D
Nie wiem czy ktoś jej coś powiedział czy sama do tego jakoś doszła, ale ja jestem z niej mega dumna. :D
Studiuję dziennie, a także pracuję dorywczo w zawodzie powiązanym z ludźmi, więc często spotykam znajomych z czasów szkolnych.
Całe gimnazjum, aż do końca szkoły średniej miałam sporą nadwagę. Nigdy nie wiedziałam czym jest ona spowodowana, bo tak naprawdę jadłam normalne porcje, a i ruchu mi nie brakowało. Katowałam się różnymi dietami, te jednak nie pomagały, a lekarze nie byli w stanie uwierzyć, że cokolwiek próbuję z tym zrobić i moją wagę zrzucali na "objadanie się". Oczywiście jak to często bywa, w szkole od rówieśników non stop słyszałam wredne komentarze na temat swojego wyglądu. Nie przejmowałam się tym zbytnio, po jakimś czasie walki ze swoją wagą i takimi osobami stwierdziłam, że nie ma sensu brać tego do siebie.
Zachowanie jednego kolegi bolało mnie jednak najbardziej, szczególnie dlatego, że byliśmy dość blisko, więc nazwałabym nas "paczką przyjaciół".
Jego zachowanie względem mnie a wszystkich innych dziewczyn z naszej grupy różniło się diametralnie. Kiedy podchodził do nas, witał się ze wszystkimi dziewczynami, a mnie traktował jak powietrze. Podczas gdy rozmawiał z innymi, każdą próbę włączenia się przeze mnie do rozmowy ignorował. Nigdy nie zaprosił mnie na żadną ze swoich imprez, mimo tego, że był tam każdy z naszej wspólnej paczki znajomych. Kiedy rozmawiał z dziewczynami, śmiał się, był milutki i uroczy, a kiedy był w pobliżu mnie, byłam kompletnie przez niego ignorowana. Raz, kiedy próbowałam z nim porozmawiać jak moje znajome, stwierdził, że go wkurzam i mam się odwalić. Oczywiście koleżanki zwróciły mu uwagę, że nie widzą powodu, dla którego się tak zachowuje, on jednak stwierdził, że traktuje mnie inaczej niż resztę ot tak, bez powodu. Od tego czasu unikałam go jak mogłam.
Pod koniec szkoły średniej lekarz wykrył u mnie chorobę hormonalną, której skutkiem pobocznym była otyłość. Dopiero wtedy przy pomocy diety, regularnych ćwiczeń i wsparcia mojego wspaniałego chłopaka schudłam 30 kg.
Po mojej metamorfozie podejście owego kolegi do mojej osoby zmieniło się całkowicie. Zaczął ze mną rozmawiać, zapraszać mnie gdzie się dało, wypisywać do mnie kilka razy dziennie, a nawet komentował mi zdjęcia na Facebooku słodkimi, żenującymi tekstami. Był to koniec szkoły, więc po prostu kompletnie go zignorowałam, usunęłam z wszelkich mediów społecznościowych i o wszystkim zapomniałam.
Ostatnio jednak mieliśmy okazję, żeby spotkać się ponownie, właśnie z powodu mojej pracy. Kiedy tylko mnie zobaczył, zaczął zasypywać mnie komplementami, przychodzić pod uczelnię, na której studiuję, żeby tylko mnie zaczepić i porozmawiać, a nawet wysłał mi zaproszenie na Facebooku i ciągle tam do mnie wydzwania.
Jest tak natrętny, że nie widzi przeszkody w tym, że jestem zaręczona. Nigdy w życiu nie byłabym z osobą, która traktowała mnie inaczej tylko z powodu wyglądu. On jednak tego nie rozumie.
Leżałam sobie na łóżku, pełny chill, ręka pod głową, patrzę sobie w sufit, kiedy nagle zauważyłam kątem oka okrutnego pająka pod moją pachą! Zaczęłam krzyczeć i panikować, a dopiero po jakichś 10 sekundach zrozumiałam, że to tak naprawdę nie był pająk, tylko moje włosy! TERAZ NIE WIEM CO GORSZE!
Mam obsesję na punkcie hello kitty.
Zawsze gdy widzę coś z hello kitty, my melody, kuromi, cinamonroll, jakieś postacie z sanrio lub jakiekolwiek cute rzeczy wpadam w szał i wykupuje wszystkie sztuki. Nawet raz jakieś dziecko się przez to poryczało w sklepie bo wykupiłam wszystkie jajka niespodzianki z hello kitty (są w rossmanie za 4zł).
Mam 53 lata. Czy według was to dziwne?
Przez jakiś czas spotykałam się z pewnym chłopakiem, w końcu doszło między nami do małego co nieco.
Leżeliśmy "na łyżeczkę", kiedy zaczął mi jęczeć do ucha:
- Jesteś taka ciasna...
Problem w tym, że nawet we mnie nie wszedł...
Gdy miałam 13-12 lat mieliśmy w domu piętrowe łóżko. Spałam wtedy z dwie siostrami w pokoju. Akurat był czas, że ja spałam u góry, moja starsza siostra pode mną, a moja młodsza siostra na osobnym łóżku. Środek nocy, a ja budzę się i drę się ,,Wypuście mnie, wypuście mnie". Moja starsza siostra pyta się co mi się dzieje, a ja "A nic idę spać". Rano tylko haha hihi :(.
Zaprosiłam kolegę, w którym byłam zakochana, na wesele w charakterze osoby towarzyszącej. Miałam w głowie ułożony plan: ja, on, wieczorny spacerek i reszta wesela, spędzona już nie jako ja i on, tylko my.
Taaa...Tego wieczoru zostałam przytulona wiele razy, pocałowana wiele razy, czy w usta czy w policzek, właśnie przez niego. Powiedziałam mu, że oczekuję czegoś więcej niż bycie "przyjaciółmi". Po 5 minutach od mojego wyznania dowiedziałam się:
1. że jest biseksualny,
2. że jestem SIÓDMĄ osobą, z którą się całuje w tym tygodniu,
3. że jednak woli bardziej chłopców,
4. że jestem pierwszą dziewczyną w kolejce do zostania jego partnerką.
Ale jednak już nie chcę. Przynajmniej alkohol pozwolił mi zostać pozytywną do końca wieczoru. Jestem przegrywem :')
Delegacja, Anglicy w swojej uprzejmości wzięli mnie na obiad. Na tym obiadku dobre rzeczy, bo zabrali mnie do azjatyckiej knajpki i pierwszy raz w życiu jadłem ramen i kałamarnicę (nawet spoko była, jak taka rybka smakowała). Podczas jedzenia gadka szmatka, od słowa do słowa, no i zeszło na temat kasy. Pytają mnie, ile zarabiam w Polsce. Mówię, że ok 400-450 funtów zarabiam. Oni na to, że 450 funtów to trochę mało, ale w sumie za 400 funtów tygodniowo to idzie wyżyć na jakimś tam podstawowym poziomie życia. Ja ich szybciutko wyprowadzam z błędu, że to nie tygodniowo, tylko miesięcznie, na co oni oczy jak pięć złotych, szczęki na dole i przerażeni. Mówią mi, że oni to tak mają 600-700 funtów tygodniowo, a jak są na delegacji, tak jak kiedyś u nas, to nawet 900-1000 funtów tygodniowo, na co ja tylko cicho załkałem i spuściłem głowę przepełnioną marzeniami.
Następnego dnia ich szef dał mi kilkadziesiąt funtów i kazał zawieźć mnie do sklepu, żebym mógł sobie zrobić zakupy do Polski :D
Polaki biedaki.
Dodaj anonimowe wyznanie