#MsXXN

Może się to wydać dziwne, ale nigdy nie rozmawiałem z innymi facetami o seksie. Zarówno w wieku szkolnym, jak i później, gdy już się ożeniłem.

Gadamy normalnie o meczach, filmach, grach komputerowych, samochodach... a o tym nie. I to nie tak, że koledzy zaczynali się chwalić podbojami, a ja zawstydzony zmieniałem temat. Po prostu nigdy nie został on poruszony. Nigdy nikt mnie nie zapytał choćby, czy mam dziewczynę, nie mówiąc już o pikantnych szczegółach.

Ja z kolei nie znam nikogo tak dobrze, aby pytać o sprawy w moim mniemaniu intymne. Moje życie seksualne w zasadzie jest udane, więc nie widzę też potrzeby wymieniania doświadczeń.

To tak do przemyślenia dla tych, którzy sądzą, że faceci gadają tylko o dupie Maryni.

#WdYtP

Sobota, wpadam do kumpla na piwo. On żonaty, jego żona w ciąży.
Siedzimy w salonie, w którym był aneks kuchenny, popijamy piwko i gadamy o jakichś tam mało istotnych męskich bzdurach typu motocykle, samochody i komputery.
W międzyczasie żona kumpla wchodzi do kuchni i coś tam szykuje sobie, kroi, sieka, gotuje, po czym bierze to co wyprodukowała, czyli michę i łychę i zaczyna wcinać, aż się jej uszy trzęsą.

Piwko jak to piwko, któreś z rzędu swoje prawa ma, a na widok kogoś pałaszującego również włącza pełne empatii uczucie chęci spałaszowania czegoś.
- Hej, Basia! Co tak wcinasz?
[W tle słychać tylko hrmpf hrmpf om nom nom]
- Kisiel z cebulą [om nom nom].

Kisiel. Z cebulą. Posiekaną. Surową. Cebulą.
Smacznego! :)

#9713F

Historia ma początek około ostatniej klasy gimnazjum. W tym wieku hormony robią swoje, chce się wiadomo czego. Nigdy nie miałem szczęścia do dziewczyn, ale za to miałem dobrego kolegę, nazwijmy go Kacper. Zaczęło się niewinnie, od wspólnej masturbacji i wyobrażania sobie, że obok są dziewczyny, a skończyło na tym, że to zrobiliśmy. Szczerze mówiąc, mi się spodobało i tak mi zostało. Niestety rozstaliśmy się, kiedy poszliśmy do szkół średnich, ale dalej byliśmy dobrymi kolegami.

Teraz mamy ponad 20 lat. On znalazł sobie dziewczynę i niedawno się zaręczyli, ja znalazłem chłopaka. Kacper miał ostatnio urodziny, no to zrobił małą imprezę, oczywiście ja wpadłem z moim chłopakiem, o którym nikt nie wiedział, wtedy jeszcze myśleli, że to mój kolega. No i popiliśmy trochę, a pod sam koniec imprezy byliśmy tylko ja, mój chłopak, Kacper i jego narzeczona. I natchnęło nas na wspominki o szkole i jak to było fajnie i nie wiadomo skąd trochę nam się wymsknęło o naszych harcach w gimnazjum. Najlepsze było to, że mój nawalony chłopak zaczął Kacprowi dziękować, że dzięki niemu on może teraz ze mną być i że gdyby nie on, to teraz pewnie bym miał jakąś dziewczynę. Skonsternowana narzeczona mojego kolegi nie wiedziała co powiedzieć, a jej mina wyrażała więcej niż tysiąc słów.

#BY3Kv

Jestem wielkim facetem. Prawie dwa metry wzrostu, 150 kg wagi. Mieszkam sobie z rodziną w domku za miastem. Mamy psa, narwanego pudla. Żona go uwielbia, natomiast ja żywię do niego nieco chłodniejsze uczucia. Piesek ma wkurzający zwyczaj kopulowania z ludzką nogą. Idziesz sobie spokojnie, a ten nie z gruchy, ni z pietruchy naskakuje ci na łydkę i napierdziela fujarką o nogawkę. Potrząsasz nogą, a ten trzyma się kurczowo, jakby od solidnego wydymania twojej kończyny zależał jego obiad.
Lato, ciepły dzień. Zdjąłem koszulkę, koszę trawę. Wyłączyłem na chwilę maszynę i poszedłem zobaczyć czy bratki, co to je sobie zasadziłem na grządce, zaczęły już kwitnąć. I wtedy - pac! Dopadła mnie ta puchata bestia i już zabiera się za odstawianie scen rodem z jakiegoś psiego porno. Z trudem sukinkota zrzuciłem z siebie, a ten znowu leci w moim kierunku. Chwyciłem go więc za obrożę, uklęknąłem i w odruchu wychowawczej nauczki sam zacząłem symulować akt kopulacji z jego nogą krzycząc na całe gardło: "I co? Fajnie ci? Dobrze ci? Lubisz to?". Trwało to może z kilkanaście sekund, ale w pewnym momencie zauważyłem, że czworonóg z dużym zainteresowaniem patrzy w stronę płotu. Spojrzałem więc i ja. A tu stoi pięć osób z jakimiś kartonami w łapach... Nowi sąsiedzi. Wprowadzają się do chaty obok, a ja klęczę zatrzymany w połowie żmudnego procesu obijania się moszną o tylną łapkę wymuskanego dupelka.
- Eee... Czołem sąsiady - wybełkotałem. Wziąłem psa na ręce i niczym speszona dziewczynka pobiegłem do domu.
Do dziś jak ognia unikam nowych mieszkańców tej nieruchomości. Pies wykastrowany. Problem znikł. Uczucie najgłębszego zażenowania pozostało...

#DOu7v

Mam 17 lat i nienawidzę swojego domu. Ludzie tutaj sprawiają, że mam odruchy wymiotne. Ciągłe komentarze na temat mojego wyglądu sprawiają, że wstydzę się wyjść z pokoju w krótkich spodenkach czy bluzce na ramiączkach. Nie należę do brzydkich, ale jestem gruba. Na co dzień mi to nie przeszkadza, ale sprawa wygląda inaczej, kiedy jestem w domu. Moi znajomi akceptują mnie taką jaką jestem, a własna rodzina nie potrafi. W dodatku mój krewny (po trzydziestce), który od czasu do czasu tu przyjeżdża, czasami klepie mnie w tyłek, prawi obrzydliwe komentarze na temat mojego ciała, czy nawet ociera się o mnie/staje mi na drodze, bym ja to zrobiła. Jego żona czasami zwraca mu uwagę, ale bierze to za żarty, kiedy ja wypłakuję się w poduszkę. Mieszkam w małej miejscowości i nie mam wielu możliwości, by gdzieś się zaszyć. Moi znajomi też często są zajęci i nie mają dla mnie czasu. Nie mam też własnego pokoju, żeby się w nim zamknąć na dobre. Ukojenie znajduję w muzyce. Moim marzeniem jest się stąd wyprowadzić i nigdy nie wracać. Nic mnie tu nie trzyma. Gdyby nie moja przyjaciółka, już dawno bym się zabiła.

#Wg8Jz

Gdy byłem jeszcze małym szczylem, uwielbiałem oglądać z mamą „Supernianię”. Po kilku takich seansach wpadłem na genialny pomysł i stwierdziłem, że chciałbym spotkać nianię osobiście i był tylko jeden sposób, by to się stało. Zacząłem naśladować te wybitne przypadki występujące w programie.
Na szczęście moja mama była zdecydowanie bardziej stanowcza od występujących w tym programie pań... Dostałem w łeb i skończyło się rumakowanie :))))

#YA6fj

Miałem kuratora za pobicie księdza. Już spieszę z wyjaśnieniami.

Pewnego razu kilkanaście problemów przytaczało mnie totalnie. Mając 17 lat, utrzymywałem się w przekonaniu, że wierzę w Boga, lecz nie w Kościół. Z racji problemów postanowiłem pójść się pomodlić, nic nie stracę, a może uzyskam pomoc- jak pomyślałem, tak zrobiłem.

Jak kościół codziennie był otwarty i pilnowany przez kościelnego, tak ksiądz był tylko w niedzielę. Ale pojawił się wtedy, kiedy ja przyszedłem. Podczas wychodzenia po modlitwie, w drzwiach zobaczyłem małą dziewczynkę, na oko miała 5 lat, była brudna, miała stare ubrania, często żebrała z matką na ulicy. Spytała proboszcza, czy może dać pieniążek, dla Bozi, żeby pomodliła się za nią i za mamę. Reakcja księdza po prostu wszystko we mnie zagotowała, otóż co odpowiedział:
"Tak, ale kurde nie wchodź tutaj, bo jesteś brudna i nabrudzisz" (DO 5-LETNIEGO DZIECKA). Kiedy dziewczynka podała mu grosz, jeden symboliczny grosik, ten zgrzybiały patafian go wyrzucił i dodał, że ma przynieść prawdziwe pieniądze. Wtedy powiedziałem dość, dostał ode mnie dwa ciosy.

Nie będę pisał jak sprawa się potoczyła, teraz wiodę spokojnie życie na drugim końcu Polski, bez plotek sąsiadów, utrzymując kontakt z mamą, która mnie wspierała.

#ZYCV1

Od dziecka mam taką dziwną fobię, a mianowicie nie potrafię oglądać fragmentów filmów, w których ktoś robi z siebie idiotę w miejscach publicznych lub przy obcych ludziach.Tak więc jak w telewizji leci np. "Jaś Fasola", "Miodowe Lata" bądź jakaś ukryta kamera i jest taki "wstydliwy" fragment, to natychmiast muszę wyjść do innego pokoju i przeczekać, a jeśli jestem w kinie, to zamykam oczy i myślę o czymś innym. Bo inaczej czuję ogromny dyskomfort i mam wrażenie, jakbym miał zaraz zapaść się pod ziemię ze wstydu. Najgorzej jednak jest, gdy oglądam film z dziewczyną i nie mam jak uciec, a wtedy wyglądam jak dziecko, które ogląda mega straszny horror.

#HxDGE

Nie mam specjalnie szacunku do tego, co mówi moja mama. Kompletnie nie odpowiada mi to, w jaki sposób podejmowała decyzje. Od kiedy pamiętam byłam małym dodatkowym dorosłym w domu. Miałam być odpowiedzialna za rodzeństwo, nie sprawiać problemów i niczego nie chcieć.

Kiedy miałam kilkanaście lat, mama i jej siostra radziły się mnie jak poradzić sobie z moją młodszą kuzynką, która sprawiała problemy wychowawcze. Dwie dorosłe, kompletnie bezradne kobiety. Ciocia była pod pantoflem teściowej, swoją drogą to ona miała toksyczny wpływ na moją kuzynkę.
To ja broniłam swoją siostrę, kiedy stare ciotki obgadywały ją (paskudnie) przy jej obecności przy stole. Widziałam, jak moja mała nieśmiała siostrzyczka kurczy się w sobie, a matka nie reaguje, tylko siedzi cicho. To ja reagowałam, to ja jej broniłam, to ja ją przytulałam.
Matka wszystko to potrafiła wyjaśnić szacunkiem dla starszych i religijną pokorą, której to ja oczywiście nie miałam.

Sporo przeszłam, zanim się od tego wszystkiego uwolniłam, wciąż uczę się żyć trochę bardziej dla siebie. Na pewien sposób kocham mamę, miała swoje dobre momenty, ale na dłuższą metę nie szanuję jej jako kompletnie bezradnej kobiety, która nie dała mi żadnego wartościowego wzorca, bo nawet te niby dobre były pozorami.
Dodaj anonimowe wyznanie