#KW3Py

Jako że niedawno zaczęły się Wojskowe Komisje Uzupełnień, także i ja dostałem magiczny list, niestety nie z Hogwartu :/ Tak więc stawiłem się na miejscu, zrobiłem co kazali, pokazałem co trzeba, ale okazało się, że brakowało zaświadczenia od okulisty. Tak więc odesłano mnie do miejscowej przychodni, z magicznym awizo, pozwalającym pokonać wszystkie bariery biurokratyczno-moherowe i wylądować w gabinecie od ręki.
 
Niestety na miejscu okazało się, że z podobnym papierkiem czeka jeszcze jeden chłopak, więc i tak zostałem zakolejkowany, poza kolejką... Tak więc chłopak wszedł, ja czekam nadal. Aż tu nagle... siedząca dotąd cicho i ukradkiem na mnie spoglądająca starsza pani nagle postanowiła, że przypomni wszystkim dookoła, jaka to fajna była kiedyś młodzież w porównaniu z dzisiejszą. I zaczęła się rozwodzić głosem donośnym na cały korytarz, jak to oni teraz nie poczekają, jak to się ryją i nie ustąpią kolejki starszym, co czekają od iks godzin (sam siedziałem u lekarza niewątpliwie dłużej, bo od 7 rano, jeżeli liczyć kolejkę w WKU). Nie chciałem być niemiły, więc nic nie odpowiadałem, starałem się wyglądać na zaczytanego we własnym skierowaniu do okulisty. Babcia ględziła dalej, aż tu nagle pewien starszy pan się do wszystkich odezwał:
- Antoni wzywa do broni, no nic pani nie poradzi XD

Pani już się więcej nie odzywała, tylko ścięła nas obu po kolei chłodnym wzrokiem.

#sg2fN

Nie ufaj temu, co bierzesz do ręki.

Wychodzę z bloku. Patrzę – pada. Wracam do mieszkania po parasol, przewieszam go przez rękę. W przedsionku ubieram rękawiczki. Widzę, że jakaś dziewczyna próbuje wejść do klatki. Otwieram jej i uśmiechając się, mówię „Cześć!”. Jej kąciki lekko drgają i opadają po zmierzeniu mnie wzrokiem. Przechodzi obok mnie bez odzewu. Ignoruję to. Ubieram drugą rękawiczkę, wychodzę z bloku i rozkładam parasol.
To znaczy próbuję go rozłożyć.

Bo jak można rozłożyć LASKĘ DO PODPIERANIA SIĘ DLA DZIADKA?

#KvyhC

Był idealny. Inteligenty, przystojny, był dobrym człowiekiem. Nigdy w życiu nie kochałam nikogo bardziej i myślę, że już nie pokocham. Był dla mnie dobry, szanował mnie.
Dlaczego odeszłam? Bo kiedy krzyczał przerażony przez sen, wołał jej imię. Kiedy o niej opowiadał, zawsze miał taki blask w oku, który zabijał mnie codziennie, niszczył od środka. Bo miał czasem zbłąkany wzrok i ja wiem, że myślał o niej. Bo przynajmniej raz w tygodniu zanosił kwiaty na jej grób i potrafił siedzieć tam parę godzin.
Nigdy nie oczekiwałam, że przestanie o niej myśleć, że zapomni o niej. Ja tylko chciałam, żeby pokochał mnie choć w połowie tak jak ją.

Ktoś kiedyś napisał, że nie ma większej tragiczności niż tragiczność żebrania o miłość. Chyba miał, cholera, rację.

#fRnjm

Może kiedyś się to komuś zdarzyło, a może i nie, ale ja mam tak, że dwa włosy pod prawą pachą wrastają mi w skórę i muszę najpierw je wydłubać igłą, a potem najlepiej wyrwać pęsetą. Pierwszy raz taki wrośnięty włos odkryłam w gimnazjum i odkryłam go stosunkowo późno. Zdążył urosnąć naprawdę, naprawdę długi, myślę, że miał spokojnie jakieś 4 cm. Wydłubanie go i wyrwanie sprawiło mi niesamowitą przyjemność. Od tamtej pory zawsze czekam niecierpliwie na wrośnięte włosy.
Czytałam gdzieś, że często takie cuda zdarzają się przy goleniu miejsc intymnych. U mnie jest tak samo, sprawia mi niesamowitą satysfakcję wyrywanie takich włosków. Ogólnie lubię też wyciskać krosty. Nie wiem dlaczego, po prostu uwielbiam widok wychodzących z ciała rzeczy i fakt, że opuszczają je dzięki mnie.

Zostałam kosmetyczką, specjalizuję się w oczyszczaniu twarzy :)

#s5bHk

Jak co rano wychodzę do pracy, dochodzę do przejścia dla pieszych... i tu zaczyna się historia. Mam ten zwyczaj, że gdy dochodzę do przejścia dla pieszych, zawsze się zatrzymuję, upewniam, czy nadjeżdżające auta się zatrzymają. Ulica jest jednokierunkowa, ale dwupasmowa, więc zanim wejdę upewniam się, że auto na drugim pasie też się zatrzyma. Boję się tego, że gdy zatrzyma się auto z pierwszego pasa, ja wejdę na przejście i gdy na pierwszym pasie będzie bus, autobus, większe auto, auta te mogą mnie zasłonić i kierowca z drugiego pasa może mnie nie zauważyć i potrącić. Chyba normalne i oczywiste, prawda? Zwłaszcza że głośno teraz o wypadkach, gdzie roztargniony pieszy włazi jak święta krowa na pasy, gadając przez telefon itp.

Dziś dochodzę do pasów, zatrzymuję się przed ulicą i czekam, aż będę widzieć, że dojeżdżające auta ewidentnie zwalniają, by się zatrzymać. Auto na pierwszym pasie jedzie szybko, więc czekam, ale tuż przy przejściu raptownie zatrzymuje się i kierowca przez szybę do mnie krzyczy: „Idziesz, ku*wa, czy nie?!”. W pierwszej chwili mnie zamurowało, ale gdy dotarły do mnie pretensje gościa, odpowiedziałam: „Jechał pan bardzo szybko, teraz pan gwałtownie hamował, miałam wejść panu pod koła? Wtedy byłby pan milszy, gdyby mnie pan potrącił?”. Gościu się rozkręcił, krzyczał, a raczej przeklinał o głupich babach itp... I tu niczym bohatera w pelerynie usłyszałam za plecami głos młodego chłopaka: „Dziewczyna ma rację, stała i czekała, żeby bezpiecznie przejść, bo jedziesz jak wariat, hamujesz tuż przed przejściem i jeszcze się drzesz. Jedź stąd i nie psuj mi humor, bo zaraz wyjaśnimy to inaczej”. Kierowca auta coś jeszcze pogulgotal i z piskiem opon odjechał. Podziękowałam chłopakowi, miałam w torebce kilka cukierków, więc mu je dałam.

Po tej akcji tym bardziej będę stała przed przejściem, czekając, aż auto się zatrzyma, dla naszego wspólnego dobra. Czy ktoś to doceni? Człowiek włazi na pasy bez upewnienia się, czy może – źle, gdy ja staram się być ostrożna, zwłaszcza teraz, gdy deszcze, śniegi – też źle. Szanujmy się, tylko tyle i aż tyle.

#nxEw1

Mam bzika na punkcie zużywania się rzeczy. Nie mogę się pogodzić z tym, że przedmioty mają swoją określoną żywotność.
W mieszkaniu zostawiam wszystkie szafki i drzwi cały czas otwarte, aby niepotrzebnie nie zużywać zawiasów. Nie jeżdżę szufladami, aby nie wycierać prowadnic. Każde otwarcie lodówki jest wcześniej przemyślane, gdyż za każdym razem zużywa się żarówka i uszczelka. Rzadko wietrzę, bo szkoda mi okien. Podobnie z laptopem – nigdy go nie zamykam. Używam osobnej klawiatury i myszki, żeby nie wybłyszczeć wbudowanej. Jeżdżąc rowerem, staram się wytracać prędkość zawczasu, żeby nie hamować i nie niszczyć klocków. Nigdy nie używam przycisków w swoim smartfonie, tylko odblokowuję go poprzez ekran. Szkoda mi też zatyczki od długopisu, więc nie dociskam jej do końca. Nie kroję nożem, aby go nie tępić. W pracy nigdy nie dotykam łokciami biurka, aby nie wycierać materiału marynarki. Przy chodzeniu staram się przenosić ciężkość na przód stopy, by nie niszczyć obcasów. Śpię za każdym razem na innej stronie łóżka, żeby nie wygniatać materaca miejscowo. Posiadam mnóstwo ubrań i obuwia, w którym nie chodzę, gdyż mi po prostu żal. Mimo że stać mnie na wszystko, używam starych rzeczy aż do granic możliwości. Naprawiam, łatam, nieraz wyciągam coś ze śmietnika.
Wyobrażam sobie, że każde urządzenie ma jakiś licznik, którego stan rośnie z każdym użyciem. Nienawidzę wykonywać czynności, które niepotrzebnie nabijają ten licznik i zużywają rzeczy. Mam wtedy wyrzuty sumienia, że przyśpieszam ich śmierć, a nienawidzę marnotrawstwa. Obsesja staje się coraz mniej zabawna.

#zBpNc

To było naprawdę niezamierzone. Przechodziłam obok sklepu z ubraniami i zobaczyłam piękną sukienkę. Nie mogłam się jej oprzeć i po prostu... ją wzięłam. W tamtej chwili nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jest to kradzież. Dopiero po kilku minutach zorientowałam się, co zrobiłam i byłam przerażona. Nigdy wcześniej nie kradłam i nie chciałam tego robić. Nie wiedziałam co robić, ale zdecydowałam się pójść do sklepu i ją zwrócić. Przeprosiłam właściciela i zapłaciłam za nią.

Nie wiem co mnie tak omotało, że myślałam, iż mogę sobie po prostu ją ot tak wziąć...

#aiNtf

Jako że od wielu lat mamy ten sam numer telefonu stacjonarnego, jest on zapisany również w starych książkach telefonicznych i spisach jakichś firm.
Jedna firma wyjątkowo uparcie do nas dzwoniła i średnio kilka razy w tygodniu zapraszała na jakieś nudne spotkania.

Któregoś pięknego dnia, gdy otrzymaliśmy enty telefon w tygodniu, mój tata odebrał. Nie zdążył nawet powiedzieć „halo”, a pani w słuchawce już wydukała swoją formułkę: „Czy zechcą państwo przyjść na nasze spotkanie dnia tego i tego w miejscu tym i tym o tej porze o tematyce równie nudnej jak moje życie?”. Mój tata odczekał chwilkę, po czym szeptem wypowiedział słowa „Nie przyjdziemy... bo nie mamy nóg”. Pani w słuchawce tylko wydukała „Aha...” i się rozłączyła.

Może i głupie, ale podziałało.
Minęło półtora roku i już nie zadzwonili.

#aq4oJ

W „niższej” podstawówce, pewnie jak u wielu z was, moja szkoła zamawiała dla uczniów mleko w kartonikach, wedle uznania: kakaowe, truskawkowe lub zwykłe. Ja dostawałam czekoladowe, ale mojej koleżance nie udało się wybłagać rodziców i piła zwykłe. Któregoś dnia zapytała się, czy nie zamieniłabym się z nią swoim mlekiem... Tu pojawił się problem, bo nie znosiłam zwykłego mleka, a moje kakałko uwielbiałam, ale z drugiej strony nie chciałam zrobić koleżance przykrości.
Co jej dopowiedziałam? Że piję kakao, bo jestem uczulona na mleko, więc nie mogę się z nią zamienić...
Dopiero wychowawczyni uświadomiła mnie, że w mleku czekoladowym też jest mleko.

#PXIr8

Ostatnio kot mojej sąsiadki nasrał mi do buta, którego miałem na balkonie. Dwa razy z rzędu. Ta mała sierściana klucha myślała, że ujdzie jej to na sucho...
Czasem sąsiadka wystawia swojemu kiciusiowi koszyczek przed dom. Właściwie nie wiem po co, ale nie interesuje mnie to. I na tym właśnie miał opierać się mój plan zemsty na zimno. Gdy zapadł zmrok, udałem się do ogródka sąsiadów w celu oddania mojemu przyjacielowi tego, co ostatnio mi podarował. I chamsko, bez mrugnięcia, złożyłem mu słodki podarunek na różowym kocyku w jego koszyczku z misiem.

Szach-mat, mam nadzieję, że go to oduczy srania mi do butów.
Nie żałuję.
Dodaj anonimowe wyznanie