Coś dziwnego ostatnio stało się z moim bratem. Brat jest ode mnie parę lat starszy, niesamowicie przystojny, niedawno skończył studia i znalazł fajną pracę.
Od paru ładnych lat chodził z naszą wspólną przyjaciółką jeszcze z czasów podstawówki, mieszkali razem, mówiło się o zaręczynach, ogólnie bardzo zaawansowany związek. Pasowali do siebie jak dwie krople wody, para jak z Instagrama, razem chodzili na siłownię, on wyrzeźbiony z sześciopakiem, ona figura modelki, naturalnie piękna blondynka. Niestety niedawno zerwali, a chwilę później okazało się, że mój brat kogoś ma.
Nie zdziwiło mnie to wcale do momentu, aż jej nie zobaczyłam.
Tłusta blondynka z biustem wielkości arbuzów, brzuchem do kolan i tyłkiem jak szafa, do tego prawie 10 lat starsza od niego. Chciałam z nim jakoś porozmawiać na ten temat, ale nie wiem jak, nie rozumiem co się z nim stało. Ciągle ją do mnie zachwala, wspomina jak świetnie gotuje i ogólnie jaka to ona nie jest cudowna, a ja kompletnie nie wiem jak zareagować.
Na wymioty mnie zbiera, gdy słyszę jak nazywa ją „tłuścioszkiem”, „pączusiem” albo „grubaskiem”, jak widzę ich razem, a on dotyka jej tłuszczu, a w domu podaje na fotel paczki czipsów, żelków czy browary. Co się z nim stało? I co ja mam robić? Nie mogę tego wytrzymać i nie mogę zareagować...
A brat świata poza nią nie widzi, jakby to dziwnie nie brzmiało.
Dziś byłem świadkiem mega dziwnej sytuacji. Stałem na przystanku autobusowym i obserwowałem jak mała, urocza dziewczynka rzucała okruchy chleba gołębiom, które zlatywały się w okolicach przystanku. To jej sprawiało sporą frajdę.
Kiedy w końcu podjechał mój autobus, prawie wszystkie gołębie odleciały, oprócz jednego... ptak dosłownie eksplodował pod kołem autobusu, a krew trysnęła na buty dziewczynki, która po chwili wybuchnęła głośnym... śmiechem.
Jedni mają zwykłą spokojną depresję, gdzie zamykają się w domu i płaczą w poduszkę, a inni tak jak ja ją zapijają, co też wychodzi żałośnie, ale przynajmniej z perspektywy czasu można powiedzieć „ej, a pamiętasz jak D zapił i...”, bo przecież nikt nie będzie opowiadał z zapałem, jak ktoś beczał, pisząc pamiętnik.
Pamiętam taki jeden wieczór zapijania. Zaczął się nieźle, bo tańcząc z koleżanką z klasy mojego brata, zacząłem się z nią całować. Powiedziała, że przecież ma chłopaka, a potem znowu się całowaliśmy. Jednak przy mojej depresji piłem dalej. Przy jakimś kolejnym tańczeniu nie pamiętam już z którą dziewczyna wyj...em się na środku parkietu pośród tłumu. Ostatki rozsądku pozwoliły mi zrozumieć moje żałosne położenie, przeprosić partnerkę i wyjść z klubu, zanim będzie gorzej. Gdzieś tam kręciła się jednak dziewczyna, którą kojarzyłem ze szkoły, podchodziła kilka razy zagadać i nawet wybiegła za mną z klubu. Trochę pogadaliśmy, aż tu nagle przycisnęła mnie do drzewa i całuje mnie jak opętana, ocierając się o mnie. Kiedy nastąpiła chwila na oddech, nie zdążyłem powiedzieć „WTF”, a ona mnie zaprasza do siebie. Na szczęście koledzy poratowali i wyciągnęli za rękę, wsadzili do autobusu, z którego tylko raz wybiegałem, aby zwymiotować do śmietnika. Rano obudziłem się w mieszkaniu kumpla, który pomógł mi pozbierać slajdy z mojej głowy w jedną całość.
Potem okazało się, że dziewczyna była w ciąży i szukała leszcza, coby alimenty płacił.
Przedwczoraj wróciłam z pracy nieco wcześniej, ponieważ szybciej udało mi się uporać z przydzielonym mi zadaniem.
Kiedy weszłam do domu, zastałam mojego syna i jego dziewczynę w domu, co było dość zaskakujące, ponieważ Antek zawsze powiadamia mnie o jej odwiedzinach. Wypalił ze zdumieniem:
- Och, mamo, już wróciłaś?
Wyjaśniłam mu, że szef pozwolił mi wyjść przed czasem. I on, i Julka nie wyglądali na zadowolonych.
Przez cały dzień przemykali po domu z dziwnymi minami, aż w końcu zamknęli się w pokoju. Ponieważ musiałam zrobić kilka rzeczy związanych z moją drugą pracą, usiadłam przed komputerem i zostawiłam ich w spokoju. Jakiś czas później zgłodniałam i z racji tego, że byłam zbyt zmęczona na gotowanie, postanowiłam, że zamówimy pizzę. Udałam się do pokoju syna, by zapytać jego i Julię, jaką by chcieli zjeść, ale zatrzymałam się pod drzwiami, słysząc, o czym rozmawia przez telefon:
- Wszystko było dobrze, ale teraz zupełnie opadł! Co powinniśmy zrobić? To bardzo ważne, planowaliśmy to od tygodnia, bo wiedzieliśmy, że jej nie będzie...
Zaniepokojona (jak każda matka) wparowałam do środka...
Okazało się, że młodzi chcieli sprawić mi niespodziankę i upiec tort na urodziny, które miałam następnego dnia. Niestety, biszkopt oklapnął im po upieczeniu, więc dzwonili do mojej siostry, która z mężem prowadzi cukiernię.
A ciasto, nawet jeśli nieodpowiednio wyrośnięte, było przepyszne! :)
Witam wszystkich, to znowu ja - dzielny wojownik zmagający się niestrudzenie z wrednym, futrzastym potworem. Po tym, co zrobiłem kilka miesięcy temu (#5b1Gw), ja i moja kocia nemezis znajdowaliśmy się w stanie zawieszenia broni. Próbowałem nawet przekonać go do siebie jakąś polędwiczką, ale gdy wyrzucił ją przez balkon uznałem, że raczej nie mamy szans na przyjaźń. On sam też nie popiera tego pomysłu, więc po prostu codziennie staramy się unikać swojego towarzystwa i tylko czasami prycha coś o diable i szpiegu w jego królestwie.
Niedawno siedzieliśmy sobie sami w domu, Ania była... nieważne gdzie. Kot siedział na parapecie i łypał na mnie nieufnie, a ja przetrząsałem wszelkie krańce internetu. Od strony do strony przeczytałem o tym, że można golić (a właściwie podpalać) swoją dupobrodę zapalniczką. Szybka akcja - spodnie w dół, dupa w górę, lustro naprzeciwko, zapalniczka w dłoń i już byłem gotowy do testu. Kot przeniósł się na fotel i śmieszkował ze mnie w duchu (hehe, człowiek, masz ogon tył na przód). Zbliżyłem zapalniczkę do mojej bujnej dupobrody i... to działało! Włosy skracały się. Nagle zachciało mi się pierdnąć. Zanim zdążyłem pomyśleć, poluzowałem zwieracze... i to był błąd. Usłyszałem Pieśń W Wykonaniu Grochówki z akompaniamentem Fasolki Po Bretońsku - czyli coś pomiędzy kaszlnięciem gruźlika, rozdzieraniem płótna a wybuchem bomby - i zobaczyłem, jak moja pęknięta twarz zieje ogniem. Poważnie - płomień był naprawdę spory. Kot, gdy zobaczył mnie prującego ogniem z dupy, skoczył na pół metra, syknął i uciekł pod szafę. Do końca dnia się przede mną chował. Gdy Ania wróciła, była wyraźnie zaskoczona i pytała mnie, czy coś mu zrobiłem, bo jak to - TAKA zmiana w tak krótkim czasie? Ja tylko uśmiechałem się enigmatycznie i oddalałem, ciesząc się spokojem...
To wszystko zdarzyło się kilka tygodni temu, a kot nadal unika mnie i schodzi mi z drogi.
Ehhh... Od długiego czasu zmagam się z potwornym smutkiem i bólem życia i nie mam komu tego powiedzieć, a jak mówię, to od razu wysyłają mnie do psychiatrów. Mam depresję, jestem gruby i oglądam anime (czyli społeczeństwo mnie nie akceptuje), ale przejdźmy do tego, co chcę teraz z siebie wyrzucić.
Pięć lat temu zostawiła mnie dziewczyna i do tej pory myślę o niej i nie potrafię przestać. To była moja pierwsza i jedyna miłość. Z powodu tego nie potrafię już normalnie funkcjonować w społeczeństwie i jestem zrezygnowany z życia. Jestem osobą, która, nazwijmy to, „potrzebuję atencji”. Nie potrafię rozmawiać z dziewczynami i nawet nie potrafię im zaufać, a co dopiero się zakochać, bo chyba ciągle kocham moja byłą. Nie oczekuję pomocy od nikogo i nawet jej nie chcę, jedyne co chciałbym to zrozumienie. Czuję, że ludzie mają mnie za gorszego przez to co robię ze swoim życiem, ale to nieprawda. Nie potrafię zrobić nic dla siebie. Potrzebuję osoby, dla której coś zrobię (chociażby aby się zmienić fizycznie). Wiem, że piszę chaotycznie i ciągle zmieniam temat, ale piszę pod wpływem emocji i w sumie to mój pierwszy raz, kiedy dzielę się tym publicznie (choć anonimowo). Pogodziłem się z tym kim jestem (przegrywem) i że pewnie nie będę już szczęśliwy.
Żona dowiedziała się, że chcę ją zostawić. Pomogła mi się spić, a nie mam mocnej głowy. Przestała brać tabletki i była wyjątkowo chętna, więc uległem prymitywnym pragnieniom. Po kilku tygodniach siedziałem w pracy, szukając w międzyczasie kwatery w innym mieście po planowanym rozstaniu. Telefon, że jest w ciąży i to bliźniaczej. Załamka trwająca chyba z półtora roku. Teraz kocham dzieci i nienawidzę żony i jakoś muszę to pogodzić.
Z cyklu: „Gdzie popełniliśmy błąd?”.
Ostatnio moja trzynastoletnia córka zapytała, czy może iść na imprezę. Oczywiście kategorycznie zabroniłem, na co usłyszałem w odpowiedzi: „A co ty myślisz, że ja nigdy loda nie robiłam?!”.
Popłakałem się jak małe dziecko. Mam 40 lat, a ona do studiów ma areszt domowy...
Mam za sobą dwie rozmowy, które ulepszyły mi życie. Myślałem, że moje małżeństwo jest porażką, ale przeszedłem się z kumplem po lesie i podczas szczerej rozmowy uświadomiłem sobie wiele spraw. Potem pogadałem szczerze z żoną, kiedy zabrałem ją na wycieczkę i kawę w pewnym dworku. Teraz zamiast porażki widzę tylko kilka błędów, które trzeba wyeliminować z codzienności.
Żaden Zoom ani Teams nie zastąpi spacerów i pogadanek face to face.
Poznałam fajnego chłopaka. Nigdy nie wierzyłam w coś takiego jak „miłość od pierwszego wejrzenia”, ale kiedy pierwszy raz na mnie spojrzał i uśmiechnął się... straciłam głowę. Zagadał do mnie pierwszy. Sama nigdy bym tego nie zrobiła, bo jestem cholernie nieśmiała i mam problemy w nawiązywaniu nowych znajomości. Gadało nam się nieziemsko. W sumie to on mówił, ja tylko przytakiwałam lub kręciłam głową, co dziś wydaje mi się strasznie głupie. Kiedy wróciłam do domu, nerwowo czekałam, aż zaprosi mnie na Facebooku, albo gdziekolwiek. Ale nie odezwał się.
Spotkaliśmy się potem przypadkowo dwa razy. Coś się zmieniło. Nie było już tak bajecznie. Nie flirtował już ze mną. Rozmawialiśmy o szkole itp.
Minęło kilka lat. Wczoraj go spotkałam. I w końcu spytałam go, dlaczego wtedy przestało mu zależeć. Powiedział, że moja przyjaciółka (z którą wtedy się przyjaźniłam) powiedziała mu, że mam chłopaka, a poza tym i tak nie jest w moim typie.
Wiecie co jest najgorsze? Że to ona wtedy, kiedy się nie odzywał, pocieszała mnie.
A co najlepsze... Właśnie dowiedziałam się, że dziś jest jego żoną.
Dodaj anonimowe wyznanie