Wczoraj mama była na mnie zła, że nie zrobiłam laurki siostrze z okazji urodzin.
Mam 18 lat, a siostra 19...
Rzecz dzieje się w supermarkecie.
Mały chłopiec (ok. 6 lat) krząta się po sklepie z plecakiem. Jest z nim mama. W pewnym momencie chłopiec zrzuca plecakiem czekolady z półki. Wywiązuje się dialog:
Mama: „Widzisz co zrobiłeś? Teraz trzeba to pozbierać... Trzeba uważać, jak się chodzi!”.
Chłopiec (z oburzeniem): „Ale to wszystko przez ten je**ny tornister!”.
Mina m.in. mamy bezcenna...
Ostatnio moja mama zaczęła interesować się niekonwencjonalnym leczeniem. Nie wnikam w szczegóły, bo nie chodzi o to.
Pewnego dnia do mamy zadzwoniła jakaś pani i złożyła ofertę jakiegoś ubezpieczenia. Na to moja zafascynowana tematem mamusia zaczęła nawijać o leczeniu wyżej wspomnianym. Rozmawiała bite 30 min, a pani musiała słuchać.
PS Jak ktoś nie wie jak spławiać natrętne telefony, to moja mama jest w tym najlepsza. :-):-):-)
Któregoś dnia w pracy w restauracji pod koniec dnia sprzątałam stolik i znalazłam portfel na ziemi. Sprawdziłam go i okazało się, że w środku są dokumenty, pięć kart (każda miała przyczepioną karteczkę z PIN-em) i 1000 zł gotówki. Portfel schowałam do szuflady i dalej zajęłam się pracą.
Po godzinie wpada zdyszany facet i mówi, że zgubił portfel. Po zweryfikowaniu jego danych itp. dałam mu portfel, a facet przeliczył pieniądze, posprawdzał karty i wrzasnął mi w twarz: „No, masz szczęście, że nic nie zginęło”. I poszedł.
W jeszcze lekkim szoku stałam tak przez dobre pięć minut. Facet odzyskał wszystko, a nawet nie raczył mi podziękować.
Mam bardzo długie włosy.
Niedawno nauczyłam się, by je związywać przed skorzystaniem z toalety, gdyż ostatnio niechcący je osikałam.
Wymarzyłem sobie komputer typu all-in-one. Takie ustrojstwo, gdzie w monitorze upchnięto wszystkie bebechy zamiast ładować je w oddzielne pudełko. No dobra, buszujemy po allegro. Jest. Nówka sztuka, nieśmigany, cena około stówkę niższa niż średnio na innych aukcjach, możliwa przesyłka kurierem. Bierzemy. Wpłata przez PayU (a tfu z tym dziadostwem), na drugi dzień rano telefon, że wysłano. Czekam trzeci dzień, kuriera brak... czwarty, też brak. Dzwonię, pytam co się dzieje – „Spoko, ja sprawdzę i oddzwonię”. Jeden dzień nie oddzwania, drugi nie oddzwania... Na trzeci dzwonię ponownie. Wszystkie połączenia odrzucane, dzwonię z drugiego numeru, mówię co i jak i stawiam ultimatum – kurier lub zwrócone pieniądze następnego dnia albo idę na policję. Na następny dzień ani kasy, ani kuriera.
Zgodnie z obietnicą zgłosiłem sprawę, trafiłem na bardzo miłych i pomocnych stróżów prawa.
Mija kilka dni, odbieram telefon:
[J]a: Słucham?
[S]przedawca: A ty urwał taki i nie taki, będziesz mnie tu urwał psiarnią straszył urwał, baranie jeden.
[J]: Straszył? Skądże. Straszenie to było wcześniej, teraz poszło zgłoszenie i sprawa trafi do sądu...
[S]: A ty urwał jeden, ja wiem gdzie ty urwał mieszkasz, już urwał nie żyjesz!
Jak się potem okazało, sprzedaży dokonywał synalek właściciela konta z allegro... Piętnastoletni. Jego ojciec jak się dowiedział o sprawie, jeszcze tego samego dnia przyjechał ponad 150 km z pieniędzmi i flaszką, prosząc, abym wycofał sprawę.
Mimo odzyskania pieniędzy nie wycofałem zgłoszenia. Szkoda została naprawiona, ale nie sprawia to, że przestępstwo zniknęło. Może to nauczy dzieciaka uczciwości... Jak raz takiemu się popuści, to potem będzie działał w przekonaniu, że nic mu nikt nie zrobi.
Krótka historia o mojej pierwszej "próbie" samobójczej.
Gdy miałam 8 lat, dostałam psa. Któregoś popołudnia zostałam sama w domu. Niestety zapomniałam wyjść z psem, więc załatwił się w pokoju. Wiedziałam, że jak mama wróci do domu, to się wścieknie.
Byłam zrozpaczona. Pomyślałam sobie, że najlepszym wyjściem będzie..... samobójstwo. Zrobiłam bałagan w pokoju (do dziś nie wiem czemu) i napisałam mamie list pożegnalny. W tym liście napisałam mniej więcej "Mamo, jestem córką diabła. Przepraszam". Pamiętam, że wzięłam nóż, przyłożyłam do ręki i... się rozmyśliłam. Podarłam list i niedługo potem wróciła mama.
Powiedziałam jej zapłakana, że zdenerwowałam się na psa i dlatego zrobiłam taki bałagan.
Do domu dziecka trafiłam w wieku 4 lat. Moi rodzice zginęli w wypadku. Miałam inną rodzinę, rodzeństwo mojej mamy i taty. Ale nie chcieli się zająć obcym dzieckiem... Łatwo nie było – szkoła, gimnazjum. W liceum zostałam wolontariuszką w domu spokojnej starości. Stałam się w końcu kochana, i to przez obcych ludzi. Stałam się ich wnuczką, wnuczką z babciami i dziadkami. To o nich zapomniała rodzina, tak jak i o mnie. Umierali w samotności. Zdarzało się, że na pogrzebach byłam jedyną osobą. Dzięki nim skończyłam studia prawnicze. Odzyskałam mieszkanie po rodzicach, pamiątki.
Nikt nie dał mi tyle wsparcia, i choć zapomniał o Was świat i rodzina, to ja nie zapomnę nigdy. Dziękuję!
Wnuczka
Pamiętam, jak w klasie maturalnej w liceum jeden z moich najlepszych kumpli oświadczył, że jeśli nie dostanie się na wydział lekarski (potocznie zwany medycyną), to pójdzie na księdza.
Po maturze jakoś kontakt nam się urwał. Ja poszedłem na moje wymarzone studia, a następnie zrobiłem specjalizację lekarską. Znalazłem także kobietę mojego życia. Była to moja pierwsza prawdziwa miłość. Oświadczyłem się. Pół roku temu wzięliśmy ślub.
Zgadnijcie, kto nam go udzielił :)
Wychowała mnie mama i babcia. Mój ojciec nie jest Polakiem i nigdy mnie nie odwiedził ani nie zadzwonił. Mama wiozła mnie parę razy do niego i zawsze zachęcała, żeby pisać listy, potem maile. Z perspektywy czasu uświadomiłam sobie, iż nigdy nie mówiła o nim źle i zawsze starała się mówić o tym, co dobre, pozwolić mi na zbudowanie relacji bez wpływu na to, jak wyglądała sytuacja miedzy nimi w przeszłości. A wyglądała... no, była bardzo bolesna dla mamy. Dowiedziałam się o szczegółach od osób trzecich, mama chyba do dzisiaj nie wie, że ja wiem.
Ojciec nigdy nie pytał o to co u mnie, co lubię, co mnie interesuje. Ja jako dzieciak starałam się mu opowiadać o swoich ulubionych książkach, pokazywałam mu moje malunki, z których byłam dumna, pytałam, czy chce zobaczyć nasz taniec z recitalu, chciałam znać jego ulubiony kolor czy danie, jakie filmy lubi oglądać i jaki był w moim wieku. Moje osiągnięcia czy hobby w zasadzie nie kwitował niczym, nawet kiwnięciem głową, a raz gdy mimochodem powiedziałam, że mam ze sobą książkę za najlepsze świadectwo w szkole, rzucił z takim dziwnym uśmieszkiem, że u nich w kraju nie patrzy się dobrze na prymusów. Było mi dziwnie i głupio i już nigdy nie nawiązywałam do żadnych moich sukcesów czy osiągnięć. Nie za bardzo chciałam już do niego jeździć, bo czułam się średnio w jego domu, mimo iż jego żona i dzieci były bardzo mile. Starałam się co jakiś czas napisać maila, wiadomość na fb, zapytać jak ich plany na wakacje, co robią na święta, czy widział takie a takie sportowe czy muzyczne wydarzenie. Wiadomość zwrotna zawsze wyglądała podobnie, nigdy nie zawierała odpowiedzi na moje pytania, a tylko info w stylu „u nas wiosna, trochę pada, pozdrowienia”. Raz otworzyłam się i napisałam, iż bardzo chciałabym, aby nasza relacja była trochę bliższa, że jestem go ciekawa itp. Na to nigdy nie odpisał. Pominę te brzydkie momenty problemów o każde euro, które notabene dostawał na mnie i z socjalu, brak wsparcia w ciężkich chwilach i obecności w dobrych.
No i zaczęłam po prostu dawać sobie spokój. Trochę mi to zajęło, ale im mniej się nim przejmowałam, tym mniej jego chłód mnie dotykał. Ostatecznie przestaliśmy w zasadzie wymieniać wiadomości. Od kiedy skończyłam 27 lat, na święta i urodziny dostawałam przelew zatytułowany „Happy Birthday” albo „Merry Xmas”. I tyle.
Ciężko pracowałam na swoją karierę i obecnie dobrze sobie radzę na scenach muzycznych w Europie, tworzę własną muzykę, mam biznes artystyczny i uczę języków obcych. Polska rodzina, przyjaciele i partner są zawsze ze mną i dla mnie.
Parę tygodni temu dostałam od ojca maila. Napisał, że przez zmiany na świecie uświadomił sobie, iż tak mało mnie zna, bo „tylko z Facebooka”, i że jest ciekaw, co ja w tej kwestii czuję i że chętnie o tym usłyszy.
Nie odpisałam. Nie otworzę się już przed nim, nie zaryzykuję. Za późno.
Dodaj anonimowe wyznanie