Moja babcia jest moją największą przyjaciółką. Odwiedzam ją co najmniej trzy razy w tygodniu, gdy mam okienka między lekcjami (od mojego liceum to 10 minut drogi).
W pewien zimowy wtorek nie miałem dwóch pierwszych lekcji, więc bez zastanowienia poszedłem do babci. Było coś koło 8:20, babcia zazwyczaj o tej godzinie już nie spała, ale tym razem nie otworzyła mi, gdy zapukałem do drzwi. Na szczęście mam dodatkowy klucz do jej mieszkania, więc po cichu, aby nie obudzić babci, wszedłem do środka. W moje nozdrza uderzył ostry i bardzo wyrazisty zapach gazu. Przerażony szybko zasłoniłem nos bluzą. Usłyszałem charakterystyczne syczenie gazówki. Wbiegłem do kuchni i zakręciłem wszystkie kurki, by ze łzami w oczach pobiec do sypialni mojej babci.
Leżała nieruchomo na łóżku.
Powiedziałem ciche „nie...”, gdy nagle otworzyła oczy, podniosła się i przecierając oko powiedziała: „Wstawiłam już wodę na herbatę, mógłbyś się sam obsłużyć”.
Wszystko skończyło się dobrze, babcia tłumaczyła, że chciała odpalić wszystkie palniki, żeby się szybciej nagrzało, ale zapomniała użyć zapałki. Chyba muszę częściej odwiedzać swoich dziadków.
W ostatnią sobotę grałem sobie z kolegami, a mój ojciec jak zwykle gadał farmazony, przywykłem. Rozwiódł się z moją mamą 6 lat temu i odebrał nam mieszkanie, ale udało nam się je odzyskać i mieszkałem sobie w nim (mama mieszka z nowym partnerem), dopóki ojciec się nie wprowadził. Żal go ściskał od początku i popadł w jeszcze głębszy alkoholizm, zaczął gadać bzdury na mamę i jej partnera, ale to znosiłem... do czasu.
To była sobota jak każda inna, ale tym razem nie wytrzymałem i zacząłem go okładać, skończyło się opuchniętą twarzą i pękniętym żebrem. Czułem się silny, ale tylko przez chwilę, nie minęła godzina, a jego jęki bólu mnie niszczyły psychicznie, stałem się tym, czym zawsze gardziłem, czego się bałem. Zaatakowałem go jak jakieś zwierzę, nic mi nie dawało do tego prawa, dałem się zwykłym słowom sprowadzić do zrobienia czegoś tak strasznego. Zadzwoniłem do jednego i drugiego wujka z prośbą o radę albo pomoc, obydwaj mówili, że wiedzieli, że w końcu to się stanie, ale nie chcę tego zaakceptować. Takie rzeczy nie powinny mieć nigdy miejsca w żadnym domu, nawet tym rozbitym. Do teraz jak przypomnę sobie jego bezradny wzrok na czerwonej od ciosów twarzy, to mi się chce płakać. On sam mi powiedział, że to nie moja wina i wie, że przesadza, ale to nic nie zmienia. Poniosłem porażkę, wszystko w co wierzyłem w życiu poszło się srać przez moją niedojrzałość. Nigdy sobie tego nie wybaczę, jestem zwykłą porażką. Pobiłem swojego ojca...
Jestem uzależniona od wysiłku fizycznego.
Najmniej 3h dziennie siłowego i cardio w domu + około 20 km biegu. Codziennie od 5 miesięcy. Okay, niby spoko, zdrowo i w ogóle... Otóż nie do końca. Straciłam miesiączkę, za to codziennie krwawię z nosa i od paru dni mam podwyższoną temperaturę, nawet do 38 stopni.
Zaczęłam coraz mniej jeść i coraz mniej spać. Powiedziałam o tym mamie. Powiedziała „Jedz więcej, to nie moja wina. A krew ci leci dlatego, że dłubiesz w nosie, teraz wyjdź z pokoju i rób dalej co chcesz, nie jesteś już mała”.
Mam 14 lat. Dzięki, mamo, przecież odnajduję się w świecie.
Jak byłam mała, to słowo „gentleman” wypowiadałam tak jak się pisze. Potem zaczęło się plątać i nie wiem dlaczego mówiłam „genitalia”. W telewizorze w jakimś posranym programie usłyszałam: „Przecież genitalia to po prostu kutas”.
Zatem uprzejmych ludzi nazywałam kutasami.
Kiedy byłam w przedszkolu, miałam pewnego kolegę. W tym okresie bardzo się do siebie zbliżyliśmy i zostaliśmy przyjaciółmi. Pewnego dnia leżeliśmy obok siebie na leżakach, zaproponował mi zabawę w mamę i tatę. Ja uwielbiałam się bawić, a wiedziałam, że z nim będzie fajnie, więc zgodziłam się. Ale był pewien warunek – musieliśmy pójść do łazienki. Dla mnie to nie był żaden problem, więc poszliśmy. Zabawa miała wyglądać w ten sposób, że on siedział na kibelku, a ja na nim skakałam. Byłam trochę zaskoczona, ale co tam. Po kilku minutach skończyliśmy, bo znudziło mi się skakanie po nim i wróciliśmy na swoje leżaki. Kiedy wróciłam do domu, przypomniała mi się owa zabawa i zaproponowałam ją mamie... Mamuśka była w niezłym szoku, że znam „takie zabawy” i zapytała, czy widziałam ją w domu. Oczywiście zaprzeczyłam i ogłosiłam z zadowoleniem, że z Marcinem się w takie coś bawiłam. Mama w jeszcze większym szoku, ojciec się śmieje, a ja chcę się bawić. Ostatecznie mama się ze mną nie pobawiła, ja byłam obrażona, a tatuś cisnął bekę.
A ja dopiero po latach zorientowałam się, w co chciałam się bawić...
PS Marcin dowiedział się o tej zabawie, jak tatuś wrócił z zagranicy i bawił się z mamusią :'))
Znacie może to uczucie, gdy spóźniacie się na wykład, bo oglądaliście przez godzinę dwa gołębie?
Ja tak.
Nawiązałem nietuzinkową relację z 12 lat młodszą dziewczyną z pracy. Na razie nie mówię tak, nie mówię nie. Co mnie powstrzymuje, to żona i dziecko. Co mnie pcha ku temu? Relacje z żoną oparte na jej nienawiści i braku szacunku. Zaraz będzie dwa lata, kiedy nie sypiamy ze sobą i kiedy nie doświadczyłem żadnej czułości z jej strony i zaczynam dostawać powoli na głowę. Proponowałem jej rozwód i odejście każde w swoim kierunku i opiekę naprzemienną lub może mi oddać syna i iść sama w świat. Nie chce i mało tego, szantażuje mnie odebraniem syna i alimentami na nią i dziecko, jeżeli dowie się, że ją zdradzam, i gdzieś tam w głowie siedzi mi ta myśl. Dziewczyna z pracy sprawia, że znów zacząłem się uśmiechać, potrafimy rozmawiać i tracić przy tym poczucie czasu. Żarty między nami stają się coraz bardziej wymowne i sugestywne. Kiedy ją widzę, kiedy stoję obok, chemia mojego organizmu zjada ją wzrokiem i widzę, jak ona patrzy na mnie, tak jakby chciała się na mnie rzucić, ale czeka na mój znak. Potem wracam do domu i konfrontuję to z wiecznie niezadowoloną, pełną pretensji żoną, która wyzywa mnie od najgorszych i natychmiast oddaje dziecko pod moją opiekę krzycząc, że już nie może go znieść i mam go zabierać.
Nie chcę być ze swoją żoną, ale też nie chcę widywać syna co drugi weekend, a jednocześnie sam chcę się jeszcze w życiu czuć szczęśliwym. Cały czas myślę o tej dziewczynie.
Może to troszkę dziwne, ale jak ktoś mnie okłamuje albo olewa, zrywam z tą osobą od razu wszelaki kontakt na zawsze... Uważam, że jakbym naprawdę potrzebował pomocy, to wtedy ta osoba też by mnie olała. Nieważne, czy jest to kumpel, kumpela czy najlepsza przyjaciółka.
Jak byłam mała, miałam może z 7-9 lat, to stwierdziłam, że jeśli w niektórych miejscach są płatne toalety, to u mnie w domu też powinna być! Od razu przeszłam do czynów – postawiłam słoik obok drzwi, a sama usiadłam obok, coby nikt nie chciał skorzystać bez płacenia. Za wejście do łazienki brałam 50 gr, a w sumie to nie brałam, bo rodzice mnie tylko wyśmiali i po półgodzinie pilnowania drzwi i przy braku chętnych do skorzystania z ubikacji stwierdziłam, że ta robota chyba nie dla mnie. Albo to wina mamy, bo mi powiedziała, że jak ona płaci, to ja sprzątam :D
Wiecie kiedy przeżyłam największy zawód w dzieciństwie? Nie wtedy, kiedy dowiedziałam się, że Święty Mikołaj nie istnieje, a wtedy gdy zorientowałam się, że w kościele śpiewa organista, a nie Jezus...
Dodaj anonimowe wyznanie