#FFnEL
Ojciec nigdy nie pytał o to co u mnie, co lubię, co mnie interesuje. Ja jako dzieciak starałam się mu opowiadać o swoich ulubionych książkach, pokazywałam mu moje malunki, z których byłam dumna, pytałam, czy chce zobaczyć nasz taniec z recitalu, chciałam znać jego ulubiony kolor czy danie, jakie filmy lubi oglądać i jaki był w moim wieku. Moje osiągnięcia czy hobby w zasadzie nie kwitował niczym, nawet kiwnięciem głową, a raz gdy mimochodem powiedziałam, że mam ze sobą książkę za najlepsze świadectwo w szkole, rzucił z takim dziwnym uśmieszkiem, że u nich w kraju nie patrzy się dobrze na prymusów. Było mi dziwnie i głupio i już nigdy nie nawiązywałam do żadnych moich sukcesów czy osiągnięć. Nie za bardzo chciałam już do niego jeździć, bo czułam się średnio w jego domu, mimo iż jego żona i dzieci były bardzo mile. Starałam się co jakiś czas napisać maila, wiadomość na fb, zapytać jak ich plany na wakacje, co robią na święta, czy widział takie a takie sportowe czy muzyczne wydarzenie. Wiadomość zwrotna zawsze wyglądała podobnie, nigdy nie zawierała odpowiedzi na moje pytania, a tylko info w stylu „u nas wiosna, trochę pada, pozdrowienia”. Raz otworzyłam się i napisałam, iż bardzo chciałabym, aby nasza relacja była trochę bliższa, że jestem go ciekawa itp. Na to nigdy nie odpisał. Pominę te brzydkie momenty problemów o każde euro, które notabene dostawał na mnie i z socjalu, brak wsparcia w ciężkich chwilach i obecności w dobrych.
No i zaczęłam po prostu dawać sobie spokój. Trochę mi to zajęło, ale im mniej się nim przejmowałam, tym mniej jego chłód mnie dotykał. Ostatecznie przestaliśmy w zasadzie wymieniać wiadomości. Od kiedy skończyłam 27 lat, na święta i urodziny dostawałam przelew zatytułowany „Happy Birthday” albo „Merry Xmas”. I tyle.
Ciężko pracowałam na swoją karierę i obecnie dobrze sobie radzę na scenach muzycznych w Europie, tworzę własną muzykę, mam biznes artystyczny i uczę języków obcych. Polska rodzina, przyjaciele i partner są zawsze ze mną i dla mnie.
Parę tygodni temu dostałam od ojca maila. Napisał, że przez zmiany na świecie uświadomił sobie, iż tak mało mnie zna, bo „tylko z Facebooka”, i że jest ciekaw, co ja w tej kwestii czuję i że chętnie o tym usłyszy.
Nie odpisałam. Nie otworzę się już przed nim, nie zaryzykuję. Za późno.
Z Facebooka Cie zna, tak? Czyżby tatuś dowiedział się, że fajnie Ci sie w życiu powodzi i chce "skorzystać"? W każdym razie postapiłaś słusznie, mógł się wcześniej zaangażować.
Mam dokladnie takie samo wrazenie. Gdyby Autorka odpisala to w nastepnej wiadomosci byloby "pozycz/daj kase bo cokolwiek". Jesli nie czul potrzeby interesowac sie dzieckiem przez te wszystkie lata to nie wierze w bezinteresowna zmiane jego zachowania. Ja bym postapil identycznie. Nie odpisal i zlal kolesia. Tylko dodatkowo poblokowalbym wszedzie gdzie sie da.
Twoja historia jest bardzo znajoma - ja odcięłam oboje rodziców (rozwiedzionych - o wiele za późno). Aż za dobrze rozumiem Twoje odczucia, tę pustkę, próby zabiegania o uwagę - ja posunęłam się nawet do tego, że zza granicy wysyłałam obojgu prezenty na każdą okazję (łapię się teraz za głowę). Tak naprawdę ojciec nigdy się nie interesował (choć płacił alimenty), a matka, no już nie pamięta, jak odmówiła mi pomocy, kiedy znalazłam się w trudnej sytuacji z małym dzieckiem - dosłownie mnie wyrzuciła. Wystarczająco długo zabiegałam o ich uwagę. Po długiej terapii poblokowałam i usunęłam ich z każdego kanału społecznościowego - choć członkowie dalszej rodziny mogą im donieść, co robię. Trzeba chronić siebie i najbliższych, nie muszą to być jednak rodzice.
Na Twoim miejscu też bym nie odpisała.
Podziwiam, że wciąż jesteś w stanie nazywać go ojcem.
Ojciec a tata to jednak różnica. Ojcem jest, bo ją spłodził. Tatą nigdy nie był dla niej.
Idziesz do urzędu, tam pytają:
- Imię ojca?
- On nigdy nie był moim ojcem! <foch>.