#ZBfjF

Do domu dziecka trafiłam w wieku 4 lat. Moi rodzice zginęli w wypadku. Miałam inną rodzinę, rodzeństwo mojej mamy i taty. Ale nie chcieli się zająć obcym dzieckiem... Łatwo nie było – szkoła, gimnazjum. W liceum zostałam wolontariuszką w domu spokojnej starości. Stałam się w końcu kochana, i to przez obcych ludzi. Stałam się ich wnuczką, wnuczką z babciami i dziadkami. To o nich zapomniała rodzina, tak jak i o mnie. Umierali w samotności. Zdarzało się, że na pogrzebach byłam jedyną osobą. Dzięki nim skończyłam studia prawnicze. Odzyskałam mieszkanie po rodzicach, pamiątki.

Nikt nie dał mi tyle wsparcia, i choć zapomniał o Was świat i rodzina, to ja nie zapomnę nigdy. Dziękuję!
Wnuczka
karlitoska Odpowiedz

Kiedyś czytałam jakiś artykuł, w którym pisano, że w Polsce nie ma sierot, których rodzice giną w wypadku, bo zazwyczaj takimi dziećmi zajmują się bliscy (państwo płaci rodzicom zastępczym za pieczę, więc to nie tak, że są pozostawieni z dzieckiem całkiem bez wsparcia). Nie chciałabym podważać Twojej historii, piszę to bardziej jako ciekawostkę. Dobrze, że odnalazłaś ludzi, którzy Cię wsparli i dali trochę rodzinnego ciepła <3

PeggyBrown2022

Choć może być taka reguła, dziwne gdyby nie było ani jednej takiej historii, w kraju, który samych obywateli ma około 37 milionów.

Goya

Niestety, ktoś może nie posiadać rodziny zdatnej do przygarnięcia dziecka, np przez problemy zdrowotne. Znam osobę która co prawda koniec końców zostala przygarnięta przez swoją babcię, ale się naczekała w domu dziecka, gdyż owa babcia długo i ciężko chorowała, fakt że w ogóle wyzdrowiała na tyle że dała radę to dziecko przygarnąć to cud. Dziewczyna miała inną rodzinę, ale im się udało jakoś z tego wywinąć, niestety nie wiem jak.

Tylkojednochce Odpowiedz

ms0nobodyto mało się dowiedziałaś, mało wiesz .....

Dodaj anonimowe wyznanie