#KysiW

Nigdy nie umiałam rozmawiać z ludźmi. W sensie – wymyślać tematów. Jeśli ktoś do mnie nie zagaduje, to stoję jak debil i milczę, dopóki druga osoba się nie odezwie – o ile w ogóle chce ktoś ze mną rozmawiać.
Nie mam przyjaciół. Mam jedną koleżankę z podstawówki, ale gdy się spotkamy, to ona musi mnie zagadywać, bo inaczej jest cisza. Tak samo z koleżanką z ławki. Czasem powiem coś, co u mnie się wydarzyło, ale mam raczej nudne życie, więc po chwili znowu nie mam o czym rozmawiać.
Naprawdę, wiem, jak to brzmi, ale zazdroszczę osobom, które są gadułami.

Najdziwniejsze, że kiedyś sama byłam gadułą, ale gdy zaczęłam mieć większy problem z wysławianiem się (niewyraźnie mówię, nie mogę się wysłowić czasem etc.), to z czasem przestałam mówić, żeby się nie zbłaźnić przed innymi.

Wie ktoś co na to poradzić? :(

#3rtB2

Pracuję w dziale IT – kiedy komputer pracownika „nie bangla”, zgłasza się to do mnie.
No i godzina ósma rano, dzwoni telefon – zgłoszenie. Klientka o zmęczonym głosie mówi, że „urządzenie nie działa”. W związku z tym pytam ją o numer pracownika, takie tam formalności i przechodzę do pomocy:
- Na jakim systemie pani pracuje?
- Umm... No... Ummm, no nie wiem... Niech pani poczeka... Samsung... Siemens... Tak, Siemens.
No okej, zdarza się, ludzie nie wiedzą.
- Chodzi mi o nazwę SYSTEMU, czy to jest Windows, Linux ..?
- No, nie wiem... Windows. Chyba... Tak, pewnie Windows.
W bazie niestety nie mam takich informacji, bo pracowników jest masa i nie zawsze z tym dajemy radę. No ale trudno, spróbuję podejść z innej strony:
- Dobrze, w porządku, to może proszę mi szerzej opisać problem, co nie działa?
- Ouu, no w ogóle nie działa, bo próbowałam z trybem ekonomicznym.
- Trybem ekonomicznym? Pracuje pani na urządzeniu przenośnym?
- Nie, nie, nawet nie wiedziałam, że są przenośne. No takie zwykłe no... Wciskam tryb ekonomiczny i nie działa. Wie pani, na ten obrazek z trybem ekonomicznym.
- Czy może mi pani dokładnie wyjaśnić co pani robi i w którym momencie urządzenie odmawia współpracy?
- No wkładam naczynia, naciskam ekonomiczny i potem start i nie rusza.

Tak, chodziło o zmywarkę. Od tego wydarzenia do prezentacji szkoleniowej dla nowych pracowników dodaliśmy dopisek, czym zajmuje się dział IT. I że nie są to urządzenia AGD :)

#i14sy

Lubię chodzić po cmentarzach. Gdy jestem w jakiejś miejscowości, w której nigdy wcześniej nie byłam, cmentarz to jedno z miejsc, które najbardziej mnie interesuje. Gdy ktoś ze znajomych zaprasza mnie do siebie po raz pierwszy i planujemy, co zwiedzimy, to moja propozycja jest zawsze ta sama (oprócz zabytków, kościołów, jeśli wiem ze zdjęć, że ciekawie wyglądają i innych miejsc, które w danym miejscu są godne polecenia). Lubię tę atmosferę zadumy. Często też czytam informacje z nagrobków i liczę, ile ktoś żył lat. Szukam zależności związanych z rokiem urodzenia. Może miejsca te mnie nie dołują, bo jeszcze nie umarł mi nikt bliski, choć byłam na wielu pogrzebach dalszych krewnych i znajomych rodziny. W ten sposób też przygotowuję się do odejścia najbliższych.

#o7YWX

Jestem niesłysząca, od października studiuję. Nie mam w grupie znajomych, rozmawiam jedynie z moim tłumaczem. Byłam pewna, że skoro nie udało mi się poznać nikogo do tego czasu, to już z nikim tutaj się nie zaprzyjaźnię, o czymś więcej nie wspominając. Jednak jakiś czas temu przed zajęciami podszedł do mnie jeden chłopak. W języku migowym powiedział, że dopiero zaczyna migać i prosi o pomoc. Myślałam, że po prostu chce mieć coś więcej w CV. Jednak okazało się, że uczył się tylko po to, żeby zaprosić mnie na kawę :)

#tMyis

Jak stracić przyjaciółkę? Wystarczy jej pomóc.

Kilka lat temu, kiedy ja miałam bardzo dobrą pracę, moja przyjaciółka była bezrobotna.
Długo nie myślałam i wciągnęłam ją do siebie. Oczywiście po 3 miesiącach przestało jej się podobać to, że jestem jej przełożoną, że mam tylu znajomych i całe szefostwo mnie lubi. Na początku nie zwracałam uwagi na to, kiedy moja przyjaciółeczka zaczęła być w centrum uwagi, przeciwnie, bardzo się cieszyłam, że tak szybko zdobyła sympatie wszystkich i świetnie sobie radzi w pracy. Nie spodziewałam się jednak tego, że również szybko ja zostanę najbardziej nielubianą osobą.

Po upływie 6 miesięcy dowiedziałam się, że przyjaciółka zostaje moim zastępcą. To również mnie ucieszyło, nawet sama do tego po cichu dążyłam. Nie spodziewałam się jednak tego, co stanie się później. Jak wcześniej wspomniałam, z dnia na dzień, dosłownie wszyscy zaczęli jakoś się dziwnie wobec mnie zachowywać, a szefostwo coraz bardziej traktować jak zło konieczne.
Co się okazało?
Że moja cudowna BYŁA przyjaciółka, postawiła sobie za cel święty pozbyć się mnie jak najszybciej i zająć moje stanowisko.
Po 6 miesiącach już wszyscy wiedzieli, że jestem złodziejką, alkoholiczką, kłamcą i sypiam z prezesem. Po takich plotkach nic dziwnego, że nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Każdy jej uwierzył, bo przecież znamy się od dzieciństwa, więc z wszystkiego jej się zwierzam.

Po roku mordęgi, depresji i coraz gorszych stosunków z firmą po prostu odeszłam.
Prezes nie był zaskoczony, wręcz przeciwnie, ucieszył się. Domyślam się, że i tu moja przyjaciółeczka miała coś z tym wspólnego...

Na dzień dzisiejszy ona jest na stanowisku kierowniczym, zwolniła połowę swoich jakże oddanych jej słuchaczy, zatrudniając swoje kuzynki itp... A ja? No cóż, mam nową pracę, minęło już 2 lata, ale do tej pory nikomu nie zaufałam na tyle, by nazwać go swoim przyjacielem.

#Ikk1z

Umówiłam się kiedyś na randkę w ciemno, jak się okazało, ze strasznym bucem. Poszliśmy do restauracji. Facet był głośny, rzucał obraźliwe komentarze w kierunku ludzi, który siedzieli blisko nas i w dodatku jadł jak prosiak. Powiedział, że powinnam zrzucić kilka kilo i że mam dzisiaj szczęście, że ze mną poszedł. Nawrzucał też uroczemu kelnerowi. Powiedział, że tacy jak on nie mają wstępu do lokali dla przyzwoitych ludzi i dziwi się, że ktoś coś takiego zatrudnił. Miałam już tego dość, więc „przypadkiem” wylałam na niego moje wino. Kiedy poszedł do łazienki, podeszłam do kelnera, żeby szybko zapłacić za moją połowę i się zmyć. Zostawiłabym bucowi cały rachunek, ale nie miałam pewności, czy jaśnie pan będzie raczył zapłacić za tak fatalną obsługę. Chciałam też dać kelnerowi solidny napiwek za to, co musiał przejść. Jednak ten zaproponował, że zamiast napiwku zaprasza mnie na randkę, żebym nie zraziła się do mężczyzn.
Niedawno się zaręczyliśmy :)

#qNfOe

Uważam, że moja najlepsza przyjaciółka nie zasługuje na swoją (i moją) pracę marzeń.

Kornelia i ja ukończyłyśmy te same studia z grafiki 3D. Studia te były mocno związane z grami. Ja po studiach dałam sobie jeszcze rok na zbudowanie dobrego portfolio i douczenie się paru programów, ale Kornelia starsza ode mnie o 8 lat od razu zaczęła z wysyłaniem CV – mówiła, że nie ma czasu do stracenia. Pracę dostała po znajomości poprzez kuzynkę-przyjaciółkę (otwarcie o tym mówi) w jednej z firm oddalonej od jej miejsca zamieszkania o godzinę jazdy autem.

Kornelia dostała na wstępie umowę na rok. Ma super ekipę, dobre pieniądze i możliwość pracy zdalnej. Dodatkowo pracuje w DOKŁADNIE tym, co chciała. Nie tylko tworzy postaci 3D, ale w dodatku są to potwory. Marzyła o takiej pracy od dziecka.

Dwa miesiące temu przyszła do mnie popracować, kiedy ja miałam dzień wolny i postanowiłam dopracować swoje portfolio. Kornelia wszystko zawala. Spóźniła się do mnie o 3 godziny, bo zaspała. Pracuje po 4 godziny, chociaż podpisuje kartę pracy na 8 godzin. Nawet przez te 4 godziny potrafi co chwila robić coś zupełnie niezwiązanego ze swoimi zadaniami. Nie stosuje się do poleceń przełożonego „bo wie lepiej” i nie interesuje jej fakt, że osoby zatrudnione później do tego samego projektu tworzą trzy razy więcej modeli od niej. Pytałam ją o to i to dla niej codzienność. Ostatnio nawet miała rozmowę, że Olek, chociaż młodszy stażem, lepiej wykonuje polecenia. Postanowiła to olać. Mówi, że wszystko jest winą pracy w domu. Nic jej nie motywuje, chodzi smutna i zniechęcona. Brak jej kogoś do otworzenia buzi, bo mieszka sama. Mogłaby pracować stacjonarnie, ale z drugiej strony ma lęki społeczne i boi się chodzić po zatłoczonych ulicach dużego miasta. Poleciłam jej pójście do psychologa, ale mówi, że byłby to dla niej krok w tył. Praca w bibliotece czy kawiarni też jej nie odpowiada.

Kiedy pracowała w małym butiku w naszym mieście, takich problemów nie miała, a po godzinach pracy była szczęśliwsza. Mówi jednak, że za pracą tam nie tęskni. Dostawała tam mniej jak połowę obecnej wypłaty i w dodatku mobbing był tam na porządku dziennym.

Niestety nie umiem jej współczuć i dostaję szału. Dziewczyna dostała pracę swoich i moich marzeń i po prostu jej nie szanuje. Nie robi też nic, by zmienić swoje podejście. Nie jest łatwo dostać się do pracy związanej z grami, o czym sama wie. Ktoś ją bezpośrednio polecił, a ona śpi po 12 godzin dziennie i przegląda Internet bez celu. Jest też przekonana, że przedłużą z nią współpracę i nie musi się starać. Według niej dramatyzuję, w końcu jej kuzynka pracuje tam 5 lat.

Miesiąc temu zaczęłam rozsyłać CV, mam już klepniętą pracę, którą zacznę w grudniu. Dzięki temu trochę ból moich pośladków zelżał, ale dalej uważam, że moja przyjaciółka nie zasługuje na to, co ma.

#ixrlA

Boże, daj mi siły.
Siedzę przy stole, czekam na męża. Aż z pracy wróci.
Przede mną jego teczka z delegacji. Obok majtki, nie moje. I zapas gumek. Nie naszych.
My staramy się o drugie dziecko, nie używamy.
W teczce jest jeszcze list od kochanki, ale sprzed paru lat, o niej wiedziałam, i wybaczyłam w końcu.

Dlaczego kobiety są takie głupie...
Boże, pomóż.

#CFQns

Jestem po rozwodzie, już jakiś czas. Po rozstaniu nie chciałam, aby jakikolwiek mężczyzna się do mnie zbliżył. Mój eks dał mi bardzo popalić – zdrady, wyzwiska... Popadłam w depresję, ale miałam siłę, aby się rozwieść i wychowywać naszą córkę. Przez 2 lata nie pozwalałam nikomu wejść w nasze życie, aż znalazł się on – cudowny facet, dzięki któremu się uśmiecham, który w pełni akceptuje mnie, mój tryb życia zapracowanej samotnej matki, który pokochał nas tak bardzo. Dzięki niemu mimo trudności potrafię szczerze się uśmiechać. No ale... bo musi być „ale”. Nie jest on Polakiem. Wszyscy wokół krytykują to, że z Gruzinem nie da się być, że pewnie mnie wykorzystuje, ale ja wiem, że jego słowa i czyny są szczere. Nikt go nie poznał, a każdy ocenia. Przez to wszystko mam myśli, aby jednak skończyć tę relację, bo może jednak to ja się mylę.

#m9XAa

Ja p******ę... Poczujcie ludzie ten cringe, kiedy piszecie do partnera z propozycją wspólnego mieszkania, żeby zastanowił się nad wynajęciem czegoś, pomyślał, czy w ogóle chciałby coś takiego. Jesteśmy razem około dwa lata, więc uznałam, że pomyśleć o wynajęciu czegoś nie zaszkodzi, bo obydwoje mieszkamy ze swoimi rodzicami i nie ukrywam, że dla nas obydwojga byłoby łatwiej mieszkać w mieście, bo tam mamy pracę i studia na weekendy, a poza tym z dojazdami do siebie też mamy problem, bo mieszkamy poza miastem po dwóch różnych jego stronach. Sprawa do przemyślenia, do pogadania i w ogóle.
Po kilku dniach spotykam się z nim, a on mi ni z gruchy, ni z pietruchy oznajmił, że oglądał mieszkania z mamą, bo jego znajomy do akademika się zapisuje, więc on też myślał o przeprowadzce do miasta.
Dodaj anonimowe wyznanie