#tMyis
Kilka lat temu, kiedy ja miałam bardzo dobrą pracę, moja przyjaciółka była bezrobotna.
Długo nie myślałam i wciągnęłam ją do siebie. Oczywiście po 3 miesiącach przestało jej się podobać to, że jestem jej przełożoną, że mam tylu znajomych i całe szefostwo mnie lubi. Na początku nie zwracałam uwagi na to, kiedy moja przyjaciółeczka zaczęła być w centrum uwagi, przeciwnie, bardzo się cieszyłam, że tak szybko zdobyła sympatie wszystkich i świetnie sobie radzi w pracy. Nie spodziewałam się jednak tego, że również szybko ja zostanę najbardziej nielubianą osobą.
Po upływie 6 miesięcy dowiedziałam się, że przyjaciółka zostaje moim zastępcą. To również mnie ucieszyło, nawet sama do tego po cichu dążyłam. Nie spodziewałam się jednak tego, co stanie się później. Jak wcześniej wspomniałam, z dnia na dzień, dosłownie wszyscy zaczęli jakoś się dziwnie wobec mnie zachowywać, a szefostwo coraz bardziej traktować jak zło konieczne.
Co się okazało?
Że moja cudowna BYŁA przyjaciółka, postawiła sobie za cel święty pozbyć się mnie jak najszybciej i zająć moje stanowisko.
Po 6 miesiącach już wszyscy wiedzieli, że jestem złodziejką, alkoholiczką, kłamcą i sypiam z prezesem. Po takich plotkach nic dziwnego, że nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Każdy jej uwierzył, bo przecież znamy się od dzieciństwa, więc z wszystkiego jej się zwierzam.
Po roku mordęgi, depresji i coraz gorszych stosunków z firmą po prostu odeszłam.
Prezes nie był zaskoczony, wręcz przeciwnie, ucieszył się. Domyślam się, że i tu moja przyjaciółeczka miała coś z tym wspólnego...
Na dzień dzisiejszy ona jest na stanowisku kierowniczym, zwolniła połowę swoich jakże oddanych jej słuchaczy, zatrudniając swoje kuzynki itp... A ja? No cóż, mam nową pracę, minęło już 2 lata, ale do tej pory nikomu nie zaufałam na tyle, by nazwać go swoim przyjacielem.
A prezes też się dowiedział o sypianiu z prezesem? I jak na to zareagował?
Zwalił sobie w kiblu.
no to pyk, znieslawienie
Nie wiem na ile jej pomogłaś, aby dostała tę pracę ze względu na przyjaźń z tobą, ale niech to będzie przestrogą dla zatrudniających po znajomości.
Lepiej oddzielać sprawy osobiste i zawodowe, bo później robią się dziwne sytuacje i lepiej nie robić sobie niepotrzebnie dodatkowych problemów.
Przyjazn miedzy kobietami jest do momentu gdy nie ma zbieznosci interesow. Wystarczy jedna rzecz/osoba na ktorej zalezy obu i w ruch ida noze. Moze to kontrowersyjne ale to moja opinia.
Ja nigdy nie zatrudniłbym kogoś znajomego. Balabym się, że ktoś nawali i będą potem na mnie krzywo patrzeć
W wielu firmach za polecenie kogoś dostaje się kilka, a czasem nawet kilkanaście tysięcy, jak osoba się przyjmie. Myślę, że ta perspektywa też może kusić.
U mnie też są takie prowizje plus potem jak komuś przedłuża umowę. Jednak jakoś zawsze się cykam :) za dużo naogladalam się dziwnych przypadków w pracy...pod wpływem, naćpany, kradzieże, lenistwo, lewe L4 itp
W byłej pracy koleżanka załatwiła swojej przyjaciółce pracę. Gdy koleżanka zaszła w ciąże, to idąc na macierzyński przekazała (za zgodą dyrekcji) swoje stanowisko (kierownik działu) swojej przyjaciółce, pomimo że tamta nie miała prawie żadnego doświadczenia dot. pracy w tej branży, zresztą kompetencji i ogarnięcia też nie miała. Takie przekazywanie stanowiska (nawet jako zastępstwo) niezbyt podobało się pracownikom i parę osób (w tym ja) odeszło - zrobił się totalny bajzel, właściwie trzeba było przeorganizować cały dział, przyjaciółka koleżanki została zdegradowana do szeregowego pracownika, a jak koleżanka wróciła z macierzyńskiego, to tamta została zwolniona. Oczywiście obie się już nie przyjaźnią.
Jest duża szansa, że już dawno ignorowałaś tzw czerwone flagi i byłaś przez nią wykorzystywana.