#8s2Pm

Ostatnio przeszłam na dietę i schudłam dość sporo. Moja młodsza siostra miała wyjątkową okazję, by przyjechać, a zdarza się to rzadko- mieszkamy ponad 400 km od siebie. Przybyła mocno głodna nad ranem, spytałam, co chciałaby na śniadanie. Powiedziałam, że polecę do sklepu po ciepłego croissanta, ponieważ byłam już na nogach, a na dworze świeciło słońce. 

Stanęłam przed wielką gablotą z pieczywem, rozglądając się za tym, czego szukałam. Niestety, nie znalazłam, więc zadzwoniłam do siostry, co woli zamiast tego. Kiedy odpowiedziała, że prosi muffinkę, zaczęłam wypatrywać ponownie. Musiałam wyglądać na bardzo wygłodzoną, bo od przyglądająca mi się od dłuższego czasu staruszka zagadała "Kochanie, może kupić Ci bułeczkę z dżemem? W tych czasach, to wiadomo...". Czerwona jak burak podziękowałam, szybko załatwiłam resztę zakupów i pobiegłam do mieszkania...

#UXOyc

Pierwszego dnia w mojej nowej szkole chciałam wypaść bardzo dobrze. Strasznie mi zależało na zrobieniu odpowiedniego wrażenia, ponieważ nie znałam tu nikogo, a klasa spędziła ze sobą już poprzedni rok. Spędziłam masę czasu na wybraniu odpowiedniego stroju i przygotowaniu się do lekcji. 

Pierwszą lekcją był język angielski, łączony z równoległą klasą. Weszłam do sali gdzie siedziało już około 40-stu osób i zajęłam jedyną wolną ławkę, w środkowym rzędzie, mniej więcej w środkowej ławce.

Lekcja przebiegała dość interesująco, ktoś co chwilę podchodził do tablicy i robił zadania. Materiał przerabiałam w poprzedniej szkole więc byłam pewna siebie.
Jedyne co mi przeszkadzało to wysokie ławki i niskie krzesła, sama jestem dość niska i niewygodnie się siedziało. Kiedy lekcja dobiegała końca pani poprosiła mnie o zrobienie przy tablicy następnego przykładu. Ucieszyłam się, bo doskonale znałam odpowiedź. Pewna siebie energicznie wstałam i równie szybko upadłam na podłogę z dużym hukiem. Po drodze zrzuciłam wszystko co było na ławce i przewróciłam krzesło.

Najgorsze było to, że nie mogłam się podnieść, a nikt nie wiedział o co chodzi. Ja ze stresu nie byłam w stanie nic z siebie wydusić. Jakiś chłopak podbiegł i próbował mnie podnieść, co nie pomagało bo zupełnie nie "czułam" jednej nogi i po raz kolejny osuwałam się na podłogę. Zanim zdążyłam wytłumaczyć i sama dojść do tego co się stało, zbiegli się nauczyciele z pobliskich klas, pielęgniarka i sporo uczniów. 

Okazało się, że tak byłam przejęta i skupiona na lekcji, że zupełnie nie poczułam jak ścierpła mi noga. Przez prawie 45 minut siedziałam na niej żeby być wyżej bo ławka była wysoka. Kiedy chciałam wstać zupełnie nie miałam nad nią kontroli i czułam tzw "mrówki". Chciałam wypaść dobrze i udało mi się doprowadzić do tego, że każdy mnie zapamiętał. Szkoda tylko że z tej sytuacji.

#wu19Y

Na lekcji polskiego nauczycielka mówi nam, żebyśmy zaczęli już czytać "Wesele" bo będziemy za niedługo przerabiać. Wpadłem na pomysł, że tak dla śmiechu spytam "A jak pani wspomina swoje wesele?". Nauczycielka patrzy na mnie nienawistnym wzrokiem i odpowiada "Wspaniale". Po chwili znowu chciałem ożywić atmosferę kolejnym marnym dowcipem i pytam "A kiedy poprawiny?" (nawiązując do tematyki wesela), a polonistka na to "Twoje? W sierpniu." cała klasa razem ze mną wybuchnęła śmiechem, tylko nie nauczycielka, wyraźnie czymś wkurzona i to raczej nie tym, że przeszkadzam na lekcji. 

Gdy lekcja się skończyła podeszła do mnie koleżanka i powiedziała mi, że nasza polonistka jest starą panną...

#qk2eP

Wyemigrowałem do Holandii. Tęskno za znajomymi ale też i za bratnią duszą. Postanowiłem, że zaproszę swojego przyjaciela na wakacje, pokażę mu Amsterdam i okolice. Dom był pusty, rodzice pojechali w ten czas na swój urlop do Polski. Była to sobota, a sobota nakazuje dobre party,  tak też się stało. Wódka się lała, filmy różnej tematyki, turnieje w FIFĘ. Wszystko elegancko! 

Ugadaliśmy się, że z rana w niedzielę wybierzemy się na zakupy bo wtedy są przeceny butów, ciuchów, gier komputerowych, książek. Jednak nie zdaliśmy sobie sprawy że nadmierna ilość wódki + dobre palonko może nas tak pozamiatać. Pogoda dopisywała idealnie. Słonko świeci, zero chmur na niebie, kaca można leczyć. Woda pod pachę i wybraliśmy się na spacer, aby odreagować. 

Dochodząc do wyznaczonego celu, oczywiście pogoda musiała się zje... zepsuć . Zimny wiatr, deszcz. No to co teraz? Pod przystanek autobusowy aby nie zmoknąć i wyczekiwać busa. Dwa euracze naszykowane, a kac dalej męczy. Po kilku minutach nadjeżdża bus. 

Wsiadamy i proszę kierowcę o dwa bilety. Ten mi zaczyna nawijać po holendersku i pokazuje na coś co wygląda jak alkomat! Mózg nagle zaczyna świrować bo duszno w busie, robi mi się duszno, kierowcy nie rozumiem za cholerę! Pokazuje na to coś dziwnego.. myślę.. no trzeba dmuchać ;o No to podchodzę i wkładam to coś do ust, a kierowca w śmiech. Nagle mnie olśniło że to czytnik kart! Ludzie w śmiech, mój znajomy nie wierzy w to co robię. W czas kierowca zaczął mówić po angielsku, że czytnik jest zepsuty i jeździmy za darmo. Zrobiłem się czerwony, zburaczałem i wytrzeźwiałem. A mój najlepszy przyjaciel oczywiście nie mógł ze śmiechu. Od tamtej pory staram się nie wchodzić ani opalony, ani po alkoholu do autobusu.

#bHMIW

Ze względu na przebytą w dzieciństwie chorobę i długie leczenie muszę obecnie uważać na wątrobę, między innymi nie piję alkoholu (no trudno). 

Wracałam nad ranem z sylwestra – oczywiście autem. Bawiłam się cudownie, więc byłam w wesołym nastroju. Pod koniec drogi, gdy już dojeżdżałam pod blok, zatrzymał mnie patrol policji. Panowie sądzili, że piłam, no bo w końcu śmiałam się perliście. Kazali mi wysiąść, więc wysiadłam. Pech chciał, że przydeptałam sobie moją mega długą suknię i praktycznie wypadłam z auta, zatrzymując się w dziwnej pozycji na czworaka. Widząc ich miny, dostałam tak potwornego ataku śmiechu, że nie potrafiłam wstać. Spędziłam 6 godzin na posterunku, gdzie pobrano mi krew i mocz na badanie obecności alkoholu i narkotyków, no bo „na pewno coś brałam”. Nie mogli uwierzyć, że po prostu jestem wesołą osobą i lubię się śmiać...

#JR2l9

Pracuję w drogerii na kasie. Wiadomo, duże centrum handlowe, ludzie przychodzą różni. Zarówno bardzo bogaci, zadbani, ale też tacy i mniej. Niemniej jednak, każdemu przysługuje szacunek i odpowiednie zachowanie. Jednak jako że jestem osobą dość bezpośrednią, czasem zdarza mi się powiedzieć coś nie na miejscu.

Raz zakupy robiła u mnie pewna kobieta, nie było po niej nic widać, ale było czuć... Po prostu śmierdziała. Zapłaciła, zapakowała zakupy i odeszła na bok. Po niej kupował mężczyzna, a ja do niego z tekstem: "Ale ludzie to czasem śmierdzą..." w geście aluzji do kobiety, która przed chwilą odeszła. Mężczyzna spojrzał się na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, po czym podszedł do tej kobiety, która stała niedaleko. Wziął od niej zakupy i wyszli. Kupowali osobno, ale byli razem... Postanowiłam nie komentować już żadnych dyskomfortów podczas pracy.

#RgSVe

Kilkanaście lat temu pojechałem do kolegi, który od jakiegoś czasu mieszka w Anglii żeby znaleźć tam jakąś pracę i podreperować finanse. Wtedy jeszcze nie można było pracować tam legalnie, jechało się “na turystę”. Poszukiwania pracy mi zajęły parę tygodni. Jednego dnia wstałem dość późno, było koło 10. Poprzedniego wieczora popiliśmy, miałem kaca. Kolega poszedł już do pracy więc byłem sam. Jak robiłem sobie śniadanie przez okno zobaczyłem kolesia, który szedł chodnikiem i rysował samochody jakimś prętem. W okolicy mieszkało sporo Polaków, a ten właśnie wyglądał zupełnie jak Polak. Pomyślałem, że przez takich ciuli mamy potem kiepską opinię. Nie czułem się na siłach wychodzić i się z nim szarpać, więc uznałem że wszystko co mogę zrobić to zadzwonić na policję. Przedstawiłem sytuację i opisałem gościa - koło 20-25 lat, biały, ciemne krótkie włosy, czerwona koszulka, dżinsy. W trakcie rozmowy padła mi komórka, ale co najważniejsze powiedziałem.

Zjadłem śniadanie i wyszedłem przed dom pooglądać uszkodzenia. Nawet nie wiem kiedy poczułem jak ktoś mnie chwyta i zakłada kajdanki. Policja. Zupełnie zdębiałem. Policjant zaczął mnie wypytywać o te samochody. Próbowałem tłumaczyć, że to właśnie ja zadzwoniłem. Policjant powiedział, że mieli zgłoszenie i że ja pasuję do opisu sprawcy. Popatrzyłem na siebie i faktycznie, opis pasował do mnie. Miałem dżinsy, bordowego t-shirta, czarne włosy. Z tego całego stresu zaczęły mi się plątać słowa, więc chyba nie byłem zbyt przekonujący w moich wyjaśnieniach, wzięli mnie do samochodu. Zeszło z pół godziny zanim w końcu mnie wypuścili, miałem pełno w spodniach, że mnie deportują.

#xZ0Tv

Kroiłem papryczki jalapeno. Coś mnie swędziało w nosie i się podrapałem palcem. Bardzo zły pomysł! Poczułem palenie jakbym sobie gorącej lawy nalał do nosa. Nie wiedziałem co robić, więc szybko poprosiłem moją dziewczynę o pomoc. Powiedziała “Szybko posmaruj keczupem!” i podała mi keczup. Tak też zrobiłem...

Zaczęło piec dziesięć razy bardziej! Aż krzyczałem z bólu. Po długim płukaniu wodą w końcu pieczenie zelżało i spytałem dziewczynę, czemu do cholery mi poradziła ten przeklęty keczup. Odpowiedziała “Widziałam to kiedyś w Scooby Doo”.

Scooby Doo się k*$^a bardzo mylił!

#qHFMF

Zacznijmy od tego, że gdy byłem mały strasznie lubiłem paplać. Powtarzałem wszystko, co mi wpadło w ucho. Niby nic w tym złego, jednak nie raz sobie dodawałem własną, wymyśloną historię, czy też ubarwiałem sobie opowieści swoją wyobraźnią. Co najgorsze... Nie bałem się nikogo, niczego, więc gdy tylko przyszła okazja, zaraz musiałem poopowiadać jakiemuś obcemu przechodniowi o mojej sytuacji w domu. Jak to się rodzice nie kłócili, jak to siostra na mnie nie krzyczała.. Jednym słowem MASAKRA.

Gdy montowaliśmy żaluzje do domu, moja mama dla żartu, czy może nie dla żartu, powiedziała, że w końcu sąsiadka nie będzie nam zaglądała do okien i będziemy mieli troszkę prywatności. Sprytny ja, wszystko słyszący, oczywiście podsłuchał rozmowę.

Pewnego dnia, na kawkę, zaprosiła nas pani sąsiadka-podglądaczka. Wszystko było super, dała mi zupkę i słuchałem tylko rozmowy. Do czasu gdy rozmowa zeszła na temat żaluzji. Gdy tylko o nich pomyślałem, skojarzyłem fakty i jako wielka papla, oznajmiłem, że wiem czemu zamontowaliśmy żaluzje. Sąsiadka z zaciekawieniem zapytała - dlaczego? Odpowiedziałem "Żeby pani nam do domu nie zaglądała". Mina mamusi była przerażająca, lecz jak nie wiedziałem czemu. Przecież nie zrobiłem nic złego i ze spokojem zajadałem się zupką.

Ochrzan jaki dostałem w domu i kara na komputer przez kilka miesięcy, nauczyły mnie, że pewnych rzeczy nie wypada mówić.
Dodaj anonimowe wyznanie