Pewnego dnia po zajęciach spieszyłam się na przystanek, bo rozbolał mnie brzuch. Pech chciał, że towarzyszył mi kolega z roku. Szliśmy akurat pod wiatr, wpadła mi myśl, że jak puszczę malutkiego bączka, to nikt nie poczuje, a mnie będzie trochę lżej. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Rzecz w tym, że wiatr chwilę później zmienił kierunek, a my zatrzymaliśmy się na światłach. Mały bączek okazał się być trującym jadem, który zaczął się w moment rozchodzić.
Nigdy nie zapomnę obrzydzonej miny kolegi, który na przystanku powiedział do mnie:
„O fuj, tam pod światłami to chyba szambo wywaliło albo coś zdechło”. Mam tylko nadzieję, że się nie domyślił, że to byłam ja.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nieraz z kanału sądzi smród potworny który rozchodzi się wiele metrów dalej po ulicy. Jeśli nie słyszał dźwięku a kolega nie miał w twoim towarzystwie takich inhalacje to nic nie skojarzył.
Ja z żoną żartujemy sobie, że pierdzenie w naszym wzajemnym towarzystwie jest dowodem największej miłości i swobody :) Z kolego nic nie będzie.
domyślił się...