Pracuję w małej firmie. Pracuje tu tylko 8 osób, dzięki czemu mamy bardzo przyjemną nieformalną atmosferę.
Miałem umówione spotkanie u klienta i właśnie jechałem na nie samochodem, rozmawiając przez telefon z kolegą z pracy. Musiałem zjechać na stację benzynową, więc powiedziałem mu, że muszę kończyć. Powiedział, że OK i kończył rozmowę, gdy zobaczyłem nowe połączenie. Popatrzyłem na telefon i zobaczyłem, że dzwoni moja żona, podczas gdy jednocześnie kończyłem rozmowę z kolegą, no i mój mózg przeszedł w tryb „kończenie rozmowy z żoną” i powiedziałem do niego „To do usłyszenia, kocham cię”. Na co on odpowiedział „Że kurde co?” i się rozłączył.
Walnąłem się w czoło z zażenowaniem, zatankowałem samochód, oddzwoniłem do żony. Poradziła, abym lepiej zadzwonił do kolegi i wyjaśnił mu, co się stało.
Zadzwoniłem na firmowy numer, odebrał kierownik. Poprosiłem, aby mnie przełączył do tego kolegi. Zrobił to i pożegnał mnie słowami „To do usłyszenia, kocham cię”.
Okazuje się, że się rozniosło i wszyscy w biurze się ze mnie śmiali. Przez kolejne dni kończyli rozmowy ze mną, mówiąc „To do usłyszenia, kocham cię”.
Nie potrafię zjeść obiadu z rodzicami, babcią, przyjacielem czy kimkolwiek. Kiedy słyszę, jak ktoś je, to mnie skręca w środku. Mam ochotę płakać/krzyczeć/wydłubać oczy widelcem drugiej osobie.
Nie mam tego problemu, kiedy jestem na jakimś rodzinnym obiedzie, weselu czy z grupką znajomych w pizzerii, bo kiedy jest dużo ludzi, którzy ze sobą rozmawiają, to nie słychać tego aż tak bardzo.
Moi rodzice mówią, że wymyślam i jestem nienormalna. Odbierają to tak, jakbym chciała zrobić im na złość. Przez to czuję się jeszcze gorzej. Chciałabym móc normalnie zjeść obiad z rodzicami.
Miałam wtedy może 8 lat, były wakacje, a ja okropnie się nudziłam. Postanowiłam odwiedzić sąsiadkę zza płotu, która była w moim wieku. Bawiłyśmy się codziennie razem od kilku lat, a nasi rodzice się bardzo dobrze znali, normą było że wchodziłyśmy do swoich pokoi bez pukania.
Drzwi do jej domu były otwarte więc jak zwykle weszłam i pomaszerowałam do jej pokoju. Byłam pewna, że siedzi przed komputerem, ale okazało się że w domu nikogo nie ma. Zauważyłam że na komputerze jest uruchomiona gra Heroes III w którą zawsze gramy razem. Wpadłam na pomysł, że świetnym żartem będzie jeśli prześlę jej zasoby w tej grze przeciwnikowi i zniszczę połowę wojska. Tak więc siedzę w najlepsze i wykonuję mój diabelski plan, kiedy słyszę że ktoś wchodzi do domu. Jej rodzice.
Nie mam pojęcia dlaczego ale pomyślałam wtedy, że na pewno będą myśleli że chciałam coś ukraść. Dlatego wpadłam na kolejny genialny pomysł. Ukryłam się pod stolikiem za kartonami z zabawkami, miałam nadzieję uciec szybko kiedy wyjdą do ogrodu lub ponownie opuszczą dom i zapomnieć o sprawie.
Stało się jednak inaczej, otóż rodzice koleżanki postanowili odprężyć się w jej łóżku, w tym samym pokoju w którym siedziałam schowana. Nie miałam pojęcia co robić, im dłużej tam siedziałam tym gorzej to wyglądało. Nie miałam pojęcia jak się z tego wytłumaczyć, więc siedziałam dalej i chciałam to "przeczekać".
W trakcie okazało się, że kryjówka nie była najlepsza ponieważ ten stolik stał przy ścianie na przeciwko łóżka. Właściwie do tej pory się zastanawiam dlaczego mnie nie zauważyli.
Kiedy skończyli i myślałam że ucieknę z tego koszmaru oni nie wychodzili z pokoju. Usiedli do komputera i chcieli oglądać jakiś film z płyty. Pomyślałam, że gorzej być nie mogło ale nie... To nie był zwykły film, to był film pornograficzny.
Przeraziłam się nie na żarty, ale teraz tym bardziej nie mogłam wyjść, po tym jak widziałam jak rodzice mojej koleżanki uprawiali sex. Po kilku minutach usłyszałam głos mojej mamy, która mnie szukała. Sąsiadka odkrzyknęła żeby weszła bo są "tu". Po czym tłumaczyła, że ich córka pojechała do kościoła, a mnie nie widzieli. Drzwi się otworzyły i spotkałam się ze wzrokiem mojej rodzicielki która radośnie krzyknęła "O Pati, a co Ty robisz pod stołem, bawiliście się w chowanego?". Mina sąsiadów bezcenna, a ja sama wybuchłam panicznym płaczem, jak to ośmioletnie dziecko.
Do tej pory nigdy nie opowiedziałam o tym rodzicom, zresztą jak sami sąsiedzi. Chociaż nigdy w życiu już nie odwiedziłam ich domu. A oni sami unikają mnie do tej pory.
Gdy poznałam mojego obecnego chłopaka to od razu mu powiedziałam, że nie lubię róż, serduszek i wszelkich romantycznych bzdur. Na randkę przyniósł mi w prezencie główkę kapusty.
Anonimowe jak nigdy. Oprócz mnie nie wie o tym nikt. Teraz dowiecie się wy, bo ciężko dusić to w sobie.
Słowem wstępu, jestem w szczęśliwym związku od ponad dwóch lat.
Ale mam swoją słabość. Masturbuję się i wyobrażam sobie za każdym razem, że robi to mój ojciec... Tak, ojciec.... Że mnie do tego zmusza. I bardzo mnie to podnieca...
Nawet czasami jak z chłopakiem uprawiamy seks i nie mogę się podniecić (mimo że mój ukochany jest cudowny w łóżku), to wyobrażam sobie, że mój ojciec mnie gwałci... Jestem nienormalna.
Pozdrawiam wszystkich anonimowych
Jest to rodzinna historia, która opowiedziała mi moja babcia, która z kolei usłyszała ją z ust swojej mamy.
Rodzina mojej prababki była liczna i mieszkała we wsi oddalonej o około 2 godziny jazdy samochodem od Oświęcimia. Jak wiadomo, w tamtych czasach trwała II wojna światowa i Polska była okupowana. Zdarzało się Niemcom „odwiedzać” okoliczne wioski i chałupy, by zabierać całe rodziny w wiadome miejsce...
Na szczęście pośród nich znajdował się znajomy Niemiec, który pomagał Polakom jak mógł, donosił jedzenie, ostrzegał przed nagłymi „odwiedzinami”. Chociaż służył wojskom niemieckim, potajemnie był po stronie Polaków.
Pewnego razu wparował do domu mojej prababci (wówczas nastolatki) z informacją, że naziści zbliżają się i za niedługo zapukają do drzwi ich domostwa, ponieważ dowiedzieli się od sąsiadów, że u nich jest dużo dzieci. Nie wiem dokładnie, co się wtedy stało – moja babcia powiedziała tylko, że młoda wówczas prababcia udawała upośledzoną, a jej bracia uciekli do lasu.
Pewnie takich historii jest wiele, ale jest w tym pewien szkopuł. Załóżmy, że ten człowiek nie pobiegł ostrzec rodziny przed niebezpieczeństwem albo że po prostu nie istniał. Moja prababcia z rodziną zostaje wysłana do Auschwitz. Załóżmy, że tam giną. Przez to nie rodzi się później moja babcia, a potem moja mama. Więc nigdy się nie rodzę, nie istnieję albo na moim miejscu jest ktoś inny. Wiadomo, że jest również wiele innych alternatywnych możliwości, ale mimo wszystko czuję wdzięczność i szacunek dla osoby, której nigdy nie widziałam, której imienia nie poznałam i nigdy nie poznam. Wdzięczność za to, że prawdopodobnie dzięki temu człowiekowi po prostu się urodziłam...
Czekam sobie późnym wieczorem przy ruchliwej ulicy na tramwaj. Po drugiej stronie ulicy woła mnie on. Zlekceważyłem go, ale on nie dał za wygraną i sam podszedł.
Sebek: Za kim jesteś?
Ja: Nie interesuję się piłką nożną. (kłamstwo)
Sebek: A koszykówką?
Ja: (w myślach - skubany dobry jest...) Też nie.
Sebek: Ręczna?
Ja: Nie.
Sebek: Kolarstwo?
Ja: Nie.
Sebek: Skoki?
Ja: Nie.
Sebek: To czym się interesujesz?
Ja: (w myślach - czymś muszę, bo dostanę łomot za kłamstwa) Curlingiem. (w myślach - ciekawe, czy wiesz co to, jełopie jeden)
Sebek: O! Ja też! Ostatnio oglądałem Szwedki! Ale fajnie tymi szczotami szorują!
Tu się lekko podłamałem i myślałem, że poległem. Na szczęście udało się wybrnąć z sytuacji, bo temat zszedł na to jakie z tych Szwedek fajne laski. Koleś powiedział, że zna mnie z osiedla i nie chciał mi nic robić, tylko jego dziewczyna się spóźnia na spotkanie i on z nudów chciał kogoś wytrenować jak sobie radzić, kiedy ktoś cię zaczepi. Zabronił okazywać strachu i udzielił kilku innych cennych rad. Kazał się powoływać na siebie, czyli Łysego (pseudonim zmieniony w ramach ochrony danych osobowych), gdyby ktoś mnie zaczepił. Chciałem jeszcze błysnąć czymś na temat imigrantów w Szwecji i biednych Szwedek, ale na szczęście przyjechał mój kochany tramwajek.
Jestem wykładowcą na jednej z uczelni. Kilka lat temu otrzymałem maila od jednego ze studentów. Nie wiem w jaki sposób dowiedział się, że jestem gejem, ale najwyraźniej różne plotki zrobiły swoje. Nie jestem jakiś wylewny w tej kwestii. Niemniej jednak zaskoczył mnie ton jego maila, w którym to prosił o spotkanie i rozmowę. Student był bardzo uprzejmy w słowach i nie natarczywy. Oczywiście bałem się co może z tego wyniknąć, jeśli się rozniesie. Zwykle to studentom się wierzy, jeśli wykładowca się do nich dobiera.
I wiecie co? Poszedłem na to spotkanie. A potem kolejne. Bardzo dobrze nam się ze sobą rozmawiało. Kilka razy zdarzyły nam się wspólne wyjazdy. Ten student nie naciskał na nic więcej. Zdarzało nam się sporadycznie przytulić czy dać buziaka, ale bez podtekstów seksualnych.
Po kilku latach wciąż o nim rozmyślam. Wiem, że już skończył studia, więc kontakty byłyby dla nas łatwiejsze. Teraz siedzę nad moją wiadomością do niego, by mu napisać, iż jest najbardziej niezwykłym facetem, jakiego do tej pory spotkałem. Trzymajcie kciuki.
Zdarzyło mi się być kilka lat temu prześladowaną w szkole. Powód nie jest ważny, w zasadzie jak to w takich przypadkach, zwyczajnie go nie było. Po prostu klasowe gnojki uznały, że się nudzą. Warto dodać, że określenie „gnojki” jest moim prywatnym określeniem, bo tak poza tym to były wrażliwe na świat dziewczątka, czerpiące garściami mądrości z tumblra i chłopcy, których mogłeś co tydzień na mszy spotkać. No a że koleżance na urodziny dali kartkę z tekstami pt. „wypie**alaj” czy „nie chcemy cię tu, ku*wo” to już inna sprawa. W każdym razie jak pod koniec roku przytyki i podśmiechujki zrobiły się jeszcze bardziej agresywne, to zmieniłam szkołę i zdawałoby się, że to koniec pieśni.
Ostatnio to do mnie wróciło, bo zobaczyłam, jak jedno z tych „wrażliwych” dziewczątek wrzuciło na tablicę artykuł o tym, jak może wpłynąć na takiego dzieciaka „bullying” w szkole i że zawsze trzeba reagować, bo to się samobójstwem może nawet skończyć, a to wszystko okraszone smętnym utworem jakiegoś emo-boysbandu. Ta hipokryzja...
Wiem, że to głupie, ale kiedy moja partnerka zaszła w ciążę, bardzo chciałem mieć córkę, natomiast na badaniach prenatalnych okazuje się, że będę mieć syna. Wolałem córkę, bo boję się, że syn będzie niski i będzie przez to szykanowany wśród rówieśników i nabawi się z tego tytułu mnóstwa kompleksów i będzie miał równie ciężkie życie jak jego ojciec. Mam 168 cm, moja partnerka 160 i nikt poza niskimi mężczyznami nie zdaje sobie sprawy, jak ciężkie życie mają niscy mężczyźni.
Dodaj anonimowe wyznanie