Nie potrafię zakończyć znajomości ze swoim przyjacielem.
Od zawsze czułem z nim więź, bo znamy się praktycznie od dziecka. Były góry i dołki, jednak to co jest teraz mnie powoli przerasta. Jest z nim źle i czuję, jak odbija się to na mnie (jestem dosyć empatyczną osobą), mam często wrażenie rozmawiając z nim, że uważa moje problemy za mniejsze i chciałby się ze mną zamienić miejscami (są rzeczy o których nigdy mu nie powiedziałem, które jestem w stanie poruszać tylko na terapii).
Gdy wychodzimy we dwójkę rozmowa skupia się na nim i jego lękach. Próbowałem mu pomagać i go wspierać, lecz czuję jakbym mówił do ściany. Również jego ostatnie zachowania sprawiają moje dystansowanie się od osoby jaką jest oraz strach
przed zaufaniem mu.
Jednak coś w środku mówi mi, by trwać przy nim i mu pomagać za wszelką cenę.
Zastanawiam się nad prawną zmiana płci na kobietę. Chciałbym mieć szybsza emeryturę. Nie chcę nic robić ze swoim ciałem, w domu dalej będę "Andrzejem", ale będę krócej pracować, nie wiem gdzie szukać porady. Wiem, że to może być śmieszne, ale to 5 lat życia
Gdy miałam 12-13 lat myślałam, że po każdym stosunku dziewczyna jest w ciąży.
Pomyślałam: fajnie, jakbym była bezpłodna, mogłabym uprawiać seks codziennie.
Chciałaś, to masz - jestem bezpłodna i wcale nie uprawiam seksu codziennie...
Ostatnio wyprowadziłem polonistkę z błędu, kazała mi iść do dyrektora za stawianie się nauczycielowi.
Według niej introligator i interlokutor to jest to samo :D
Jak schudnąć 20 kg w pół roku?
Nie mogłam schudnąć, próbowałam wszystkiego. Na dietach wytrzymałam max 2 tygodnie. Trenować strasznie mi się nie chciało. Po pracy zmęczona, przed pracą nic mnie z fotela nie ruszy... A ja tak strasznie chciałam być szczuplutka... Zero motywacji.. Nie byłam gruba, przytyłam 10 kg w kilka lat, ale nadal mężczyźni się za mną oglądali, komplementowali, mąż zawsze chwalił i schlebiał, ale dziewczyny zrozumieją... Każda z nas chce wyglądać jak modelka...
Wiecie co zrobiłam?
Zamówiłam wydruki ogromnych plakatów... Ale nie jakichś tam zwykłych z ulubionym zespołem czy coś...
4 jebitnie wielkie plakaty z gołymi modelkami porno. Figury miały wymarzone...
1 plakat zawieszony na suficie w sypialni nad samym łóżkiem
2 zawieszony na szafie, by doskonale eksponował się z łóżka
3 plakat zawieszony w salonie nad telewizorem
4 plakat na ścianie w kuchni
Wierzcie lub nie, ale nic nie daje wam większego kopa do schudnięcia, jak cały czas patrzysz na takie laski! A zwłaszcza jak widzisz, że twój mąż patrzy! (tak nawiasem o mężu - nigdy nie chciał, żebym się odchudzała. Nie przeszkadzało mu, że przytyłam 10 kg więcej w te kilka lat, zawsze mówił, że jestem piękna. Gdy kiedyś się katowałam dietą, to on przyniósł mi 4 kg cukierków czekoladowych, powiedział, że kocha taką jaka jestem i żadna dieta nie jest mi potrzebna - kochany).
Właśnie tak, to wkurwiało najbardziej, my uprawiamy seks, a w sypialni 2 wielkie plakaty gołych bab, a on spokojnie może patrzeć, jecie śniadanie, a on może patrzeć itp. Więc im szybciej schudniesz, szybciej ściągniesz plakaty. Chcesz zjeść batona? Przez gardło ci nie przejdzie, jak patrzysz z zazdrością na te ciała.
To była moja motywacja. Najlepsza zresztą.
Może powiecie, że głupie, że idiotka jestem (jak kilku moich znajomych). Dziś mam 45 kg i 165 cm wzrostu. Noszę malutki rozmiar, mam superkondycję i jestem szczęśliwa! A od 2 miesięcy wiszą u mnie nowe plakaty... Z nagimi facetami! :)
PS Jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie.
Pozdrawiam :)
Będąc na trzecim roku studiów poznałam faceta. Świetny gość - to była pierwsza myśl, gdy po raz pierwszy miałam okazję z nim porozmawiać. Pierwszy raz w życiu czułam, że miękną mi kolana, gdy słyszałam jego głos. To było coś zaskakującego, czego kompletnie nie mogłam kontrolować.
Za każdym razem, gdy miałam okazję się z nim spotkać, czułam coś dziwnego. Znacie to uczucie, kiedy patrzycie na, wydawać by się mogło, zupełnie obcą osobę, jednak gdzieś w środku czujecie, że jest ona wręcz bliska? Ja tak miałam, a jak później się okazało - on też.
Coraz częściej zdarzało nam się spotykać pod byle pretekstem, a to książka, która była mi akurat potrzebna, a to zagadnienie, które było dla mnie niejasne, więc tłumaczył mi je.
Tak, Anonimowi, ten gość był moim wykładowcą z uczelni.
Z czasem nasze rozmowy stawały się coraz śmielsze, a spotkania zaczęły wychodzić poza mury uczelni. Naprawdę między nami zrodziło się coś pięknego. Nigdy nie czułam się tak wspaniale, jak wtedy. Najgorsze było to, że oboje musieliśmy udawać. Ja promieniałam, wszyscy pytali, w kim jestem zakochana (ponoć czuć było na kilometr!), jednocześnie mówiłam mu "dzień dobry" mijając go przy wejściu na uczelnię.
Różnica wieku między nami w zasadzie jest nieznaczna, bo raptem 6 lat, więc teoretycznie nie była ona przeszkodą, biorąc pod uwagę fakt, że nie mieliśmy już wspólnych zajęć, gdy postanowiliśmy zostać "prawdziwą" parą. Jednak to były inne czasy, kierunek studiów powszechnie uchodzący za jeden z tych elitarnych. Ludzie mniej liberalnie podchodzili do tematów związków w środowisku naukowym, szczególnie na uczelni, gdzie była ciągła walka o etaty i niektórzy naprawdę szukali na siebie afer i skandali obyczajowych, byleby być lepsi i dostać tzw. stołek.
Postanowiliśmy jednak się nie poddawać i przed ponad dwa lata graliśmy, spotykając się potajemnie i udając przed bliskimi i znajomymi, że jesteśmy sami i niespieszno nam do związku z kimkolwiek.
Och, nie wyobrażacie sobie, ilu w tym czasie moja babcia znalazła mi potencjalnych mężów!
Gdy tylko obroniłam dyplom, udawaliśmy, że "przypadkiem" wpadliśmy na siebie na imprezie i wszystko jakoś "spontanicznie" się potoczyło :)
Poprosił mnie o rękę po dwóch miesiącach od naszego "oficjalnego" spotkania i wszyscy mieli nas za wariatów. Naprawdę do dzisiaj nikt nie wie, że w rzeczywistości jesteśmy razem o wiele, wiele dłużej. Teraz jesteśmy ponad lata po ślubie.
Za nami naprawdę ciężkie czasy, gdy musieliśmy udawać i kłamać, bojąc się, że z powodu naszej relacji możemy mieć poważne kłopoty. Przykre, że wynikało to wyłącznie z tego, jak straszni potrafią być ludzie.
Pointa jest taka, drodzy, że z całego serca życzę Wam takiej miłości. Nie zważajcie na przeciwności losu, bo może Was minąć coś pięknego. Dużo ciepła!
Zapewne każdy zna parę w wieku licealnym lub studenckim, gdzie pomiędzy osobami są 2-3 lata różnicy. Ja także jestem w takim związku, z tym że w tym przypadku to ja jestem starsza i tu pojawia się problem.
Mojego chłopaka Przemka poznałam w klubie sportowym. On miał wtedy 17 lat, ja 20. Po krótkim czasie okazało się, że mamy wspólną pasję - chemię (którą studiuję). On także wybierał się na ten kierunek po liceum. Dość często rozmawialiśmy na temat tego jak wyglądają studia, dzieliliśmy się różnymi nowinkami i ciekawostkami itp. Szybko zorientowałam się, że Przemek jest niezwykle inteligentny i sympatyczny. Po pół roku zostaliśmy parą.
Moi rodzice nie byli do końca zadowalani, ale nie robili większych problemów. Tata mojego chłopaka nawet się cieszył, że syn znalazł sobie porządną dziewczynę, a nie jakąś tapeciarę spod bloku, jak jego koledzy. Za to jego matka nie była w stanie mnie zaakceptować, co dość mocno dała mi do zrozumienia. Posunęła się nawet do jawnej krytyki naszego związku przy cioci i wujku Przemka (oczywiści ja byłam obecna przy tej rozmowie). Nie reagowała na prośby syna, który nie chciał kolejnej awantury przy rodzinie. W końcu przerwała jej ciotka mówiąc: "Chcę ci tylko przypomnieć, Marzenko, że twój pierwszy narzeczony był od ciebie 5 lat młodszy i gdyś wtedy nie wyjechała do Stanów, pewnie bylibyście małżeństwem".
Od tamtej pory matka Przemka dała mi spokój, a tematu różnicy wieku w związku unika jak ognia :D
W tej historii ważne jest, że mam dosyć spory dystans do siebie.
Pewnego razu będąc na spacerze z psem, spostrzegłem zbliżającą się Karynę z dzieckiem. Już zacząłem odchodzić na bok, jednak dziewczynka była szybsza i już biegła do mojego psa. Mój pies jest stary i raczej spokojny, dlatego nie zareagował agresywnie, jednak było widać, że tulenie mu się nie podoba. Kulturalnie zwracam uwagę babce, na co ona z rykiem, że przecież psy są do głaskania i krzywdy nie zrobi, bo inaczej zostanie uśpiony. W tym momencie zadzwonił telefon babsztyla.
Co robię ja? Odwracam się i ignoruję je?
Nie!
Podchodzę do stojącego tyłem babska i zaczynam gładzić jej kurtkę. Ona się odwraca i wrzeszczy "CO JEST?! CO PAN ROBISZ?!". A ja na to, że przecież ona taka miła - idealna do głaskania, a mi nic nie zrobi, bo trafi do więzienia. Ta zaczęła krzyczeć i wymachiwać rękami, jednak wkrótce dała za wygraną i sobie poszła.
Ja już lekko zirytowany jej zachowaniem odwracam się i idę w kierunku domu.
Jednak tak byłoby za prosto.
Kolejna matka na horyzoncie - tym razem dwójka bachorów, już pędzących w moją stronę. Jako że miałem ogromną potrzebę skorzystania z toalety i kompletny brak chęci do odganiania dzieci, postanowiłem zaryzykować coś innego. Kiedy dzieci były blisko, po prostu zacząłem… szczekać.
Dziwnym trafem zadziałało. A ja w końcu wróciłem do domu. Mój pies poszedł spać. A dzieci się porządnie przestraszyły i może to je nauczy, żeby NIE DOTYKAĆ CUDZYCH PSÓW.
Mam 34 lata. Ostatnie 7 lat byłam w związku ze starszym o 20 at mężczyzną. Nigdy nie miałam ciągotów żeby być matką, a jemu to odpowiadało, bo sam jest rozwodnikiem z nastoletnim synem. Jednak czasami łapał mnie taki instynkt macierzyński. Przechodziło zazwyczaj po spotkaniu z bratem i jego małymi dziećmi ;)
I tak sobie żyłam bez większych zobowiązań ze "Starym". Każdy miał swoje mieszkanie, zainteresowania, a nasz związek mimo braku ślubu czy większych deklaracji fajnie funkcjonował. Ostatnio jednak stwierdziliśmy, że może dobrze byłoby zamieszkać razem, może pomyśleć o dziecku. Nie ukrywam, trochę się nakręciłam i pootwierałam szufladki które dawno zamknęłam, a które próbowały się otworzyć za każdym razem jak widziałam koleżanki z dziećmi czy mężami. Byłam szczęśliwa. Oglądaliśmy mieszkania, meble, zastawę stołową.
A potem mnie zostawił. O 20.00 na messengerze pisaliśmy o pierdołach, wspólnym wypadzie na grzyby, a o 22.00 napisał mi, że nie chce ze mną być, bo mi nie ufa.
A wiecie czemu mi nie ufa? Bo jestem atrakcyjna i miła. Mężczyźni do mnie lgną, ale zawsze traktuje ich z dystansem. Ostatnie 7 lat nie dałam mu żadnego powodu żeby myślał, że nie jest dla mnie najważniejszy. Zapatrzona byłam w niego jak w obrazek. Robiłam wszystko by wiedział, że jest wartościowym, ciekawym, przystojnym mężczyzną i nie powinien nigdy czuć się zagrożony.
I kocham go nad życie. A on mnie zostawił przez taką głupotę. Narobił nadziei na piękne życie i mi to odebrał.
Mam 34 lata, złamane serce jak nastolatka, i brak perspektyw na szczęśliwe życie.
Kilka lat przyjaźni, spotkań, wyjazdów, rozmów „od serca”, zakupów, pomocy w realizacji różnych pomysłów i projektów, wsparcia mentalnego, czasem finansowego, bo przyjaciółka ma wolny zawód. Podwożenie na zajęcia, warsztaty, podwożenie do domu. Ona artystka, „zbyt wrażliwa na etat”. Ja miałam stałą, etatową pracę. Reklamowałam moim znajomym usługi przyjaciółki, żeby miała na życie.
Niestety ostatnimi czasy zauważyłam, że stosuje gaslighting i pewne formy manipulacji. Zmieniła się, zaczęła wywierać na bliskie osoby presję, zaczęła układać im życie i używać trybu nakazowego. Kiedy ktoś nie postąpił, jak mu wymyśliła, był foch i obgadywanie tej osoby z innymi znajomymi. W końcu wpadła na kolejny super pomysł, którego nie popierałam i powiedziałam jej o tym podczas swobodnej rozmowy przy herbatce. Wtedy usłyszałam o sobie takie rzeczy, że brwi mi podjechały ze zdumienia do linii włosów. Byłam w szoku, słysząc o tym, jak bardzo samolubna i ograniczona jestem, jak niewrażliwa, bez polotu, nudna i do tego złośliwa. Dodatkowo dostało się mojej inteligencji. A fakt, że nie zgadzam się z jej hiper pomysłem świadczy o tym, że jej nie wspieram i jestem zazdrosna o jej sukcesy. Ogólnie – obniżam jej poziom, źle wpływam na jej wibracje i mam natychmiast opuścić jej mieszkanie.
Wyszłam, zamierzałam poczekać, aż jej przejdzie, zadzwonić może za dzień czy dwa...
Tymczasem zanim dojechałam do domu, ona usunęła z FB mnie i wszystkich z mojej rodziny, których poznała za moim pośrednictwem. Super.
Żadnych złudzeń na powrót do tej relacji. Za to od tego czasu poznałam tak wielu cudownych, życzliwych ludzi, że jednak dziękuję za tamten wieczór.
Dodaj anonimowe wyznanie