#JAbdH

Nie potrafię zakończyć znajomości ze swoim przyjacielem.

Od zawsze czułem z nim więź, bo znamy się praktycznie od dziecka. Były góry i dołki, jednak to co jest teraz mnie powoli przerasta. Jest z nim źle i czuję, jak odbija się to na mnie (jestem dosyć empatyczną osobą), mam często wrażenie rozmawiając z nim, że uważa moje problemy za mniejsze i chciałby się ze mną zamienić miejscami (są rzeczy o których nigdy mu nie powiedziałem, które jestem w stanie poruszać tylko na terapii).

Gdy wychodzimy we dwójkę rozmowa skupia się na nim i jego lękach. Próbowałem mu pomagać i go wspierać, lecz czuję jakbym mówił do ściany. Również jego ostatnie zachowania sprawiają moje dystansowanie się od osoby jaką jest oraz strach
przed zaufaniem mu.

Jednak coś w środku mówi mi, by trwać przy nim i mu pomagać za wszelką cenę.
uwierzmiznamsienatym Odpowiedz

to brzmi jak narcyz komunikacyjny.
Przede wszystkim relacja przyjaźni wymaga pewnej równowagi - czy zatem to Twój przyjaciel czy raczej jesteś jednoosobową grupą wsparcia?
Dodatkowo to, co on robi, to "rzyganie emocjami" na Ciebie - jest to pewien sposób oczyszczania się, ale Ty zostajesz z jego emocjami.
Dodatkowo ta gradacja - "Twoje problemy są mniejsze" - nie ma czegoś takiego. Każda osoba ma problemy, które są dla niej istotne. Nie ma konkursu na "najbardziej udupioną osobę świata".
Ta relacja wygląda na mocno toksyczną. Pomyśl trochę o sobie.

SorryEverAfter Odpowiedz

Lepiej by było gdybyś sobie szybko uświadomił, że nie da się nikomu pomóc na siłę. Jeżeli on nie chce, to Ty mu nie pomożesz.

karolyfel Odpowiedz

To coś, co w "środku mówi ci, żeby trwać przy nim i mu pomagać za wszelką cenę" ma swoją konkretną nazwę: GŁUPIA NAIWNOŚĆ.
Schemat, który opisałeś, jest wbrew pozorom prosty:
- on ma swoje problemy,
- zrzuca je na ciebie,
- ty się tymi problemami zamartwiasz,
- on ma satysfakcję, że ktoś się tapla w jego gównie,
- ty się angażujesz i próbujesz mu pomóc, dajesz w najlepszej wierze dobre rady,
- on ma w dupie twoje rady, robi dalej swoje przez co dalej ma problemy i jeszcze bardziej cię w nie wciąga,
- ty -wobec jego coraz większych problemów- jeszcze bardziej się w to bardziej wciągasz, przeżywasz, angażujesz się, próbujesz pomóc,
- on tym bardziej pławi się w tym, że ty jeszcze bardziej pogrążasz się w jego szambie,
- i tak dalej.
Jemu nie pomożesz, bo zawsze będzie miał w dupie twoje rady i twoją pomoc. Jesteś mu potrzebny wyłącznie do tego, żebyś się martwił, przejmował, angażował - z czego on będzie miał chorą satysfakcję. Ty w tym układzie co najwyżej sam ugrzęźniesz w cudzym gównie. To nie jest żaden kolega ani przyjaciel, to zwykły pasożyt.
Decyzja należy do ciebie, co z tym dalej zrobić. Ja bym się odciął od takiego syfu. A jak nie wiesz jak, to zacznij od prostej rzeczy: kiedy zacznie cię znowu zarzucać swoim syfem, zadaj mu proste pytanie: "co ty sam zamierzasz z tym zrobić?".
Założę się, że po pierwsze będzie bardzo zdziwiony tym pytaniem a po drugie - nie będzie mieć na nie odpowiedzi. Ale to już nie twój problem :)

SorryEverAfter

Niesamowite jest dla mnie, co ludzie potrafią wyczytać z takiego krótkiego wyznania!

PeggyBrown2022 Odpowiedz

Zawsze czułam się zobowiązana osób w potrzebie, które były w pobliżu, ale przystopowałam. Teraz zajmuję się w ten sposób niewieloma. Pokończyłam różne toksyczne znajomości i polecam każdemu. Wreszcie oddycham. Ciągłe narzekanie kolegów na brak dziewczyny i na to, jaki świat jest zły, maniakalne gadanie o swoich zainteresowaniach, które mnie nie interesowały i wiele innych. Teraz mam mniej znajomych, ale fajniejszych i żyję w zgodzie ze sobą. Tobie też polecam, bo to Twoje życie i masz je jedno. Jest też taki schemat, według którego w relacji takiej jak Wasza jest kat i ofiara. Kat narzeka, a ofiara go słucha i pociesza. Od słuchania chorego na umyśle lub osoby z problemami jest terapeuta.

Kasiapatrzy Odpowiedz

Posłuchaj sobie gościa Mate Gabor na YouTubie. Może do Ciebie dotrze, że jesteś odpowiedzialny za siebie i swoje zdrowie i sampoczucie, a nie za kogoś.

Dodaj anonimowe wyznanie