#fZdYC
Za każdym razem, gdy miałam okazję się z nim spotkać, czułam coś dziwnego. Znacie to uczucie, kiedy patrzycie na, wydawać by się mogło, zupełnie obcą osobę, jednak gdzieś w środku czujecie, że jest ona wręcz bliska? Ja tak miałam, a jak później się okazało - on też.
Coraz częściej zdarzało nam się spotykać pod byle pretekstem, a to książka, która była mi akurat potrzebna, a to zagadnienie, które było dla mnie niejasne, więc tłumaczył mi je.
Tak, Anonimowi, ten gość był moim wykładowcą z uczelni.
Z czasem nasze rozmowy stawały się coraz śmielsze, a spotkania zaczęły wychodzić poza mury uczelni. Naprawdę między nami zrodziło się coś pięknego. Nigdy nie czułam się tak wspaniale, jak wtedy. Najgorsze było to, że oboje musieliśmy udawać. Ja promieniałam, wszyscy pytali, w kim jestem zakochana (ponoć czuć było na kilometr!), jednocześnie mówiłam mu "dzień dobry" mijając go przy wejściu na uczelnię.
Różnica wieku między nami w zasadzie jest nieznaczna, bo raptem 6 lat, więc teoretycznie nie była ona przeszkodą, biorąc pod uwagę fakt, że nie mieliśmy już wspólnych zajęć, gdy postanowiliśmy zostać "prawdziwą" parą. Jednak to były inne czasy, kierunek studiów powszechnie uchodzący za jeden z tych elitarnych. Ludzie mniej liberalnie podchodzili do tematów związków w środowisku naukowym, szczególnie na uczelni, gdzie była ciągła walka o etaty i niektórzy naprawdę szukali na siebie afer i skandali obyczajowych, byleby być lepsi i dostać tzw. stołek.
Postanowiliśmy jednak się nie poddawać i przed ponad dwa lata graliśmy, spotykając się potajemnie i udając przed bliskimi i znajomymi, że jesteśmy sami i niespieszno nam do związku z kimkolwiek.
Och, nie wyobrażacie sobie, ilu w tym czasie moja babcia znalazła mi potencjalnych mężów!
Gdy tylko obroniłam dyplom, udawaliśmy, że "przypadkiem" wpadliśmy na siebie na imprezie i wszystko jakoś "spontanicznie" się potoczyło :)
Poprosił mnie o rękę po dwóch miesiącach od naszego "oficjalnego" spotkania i wszyscy mieli nas za wariatów. Naprawdę do dzisiaj nikt nie wie, że w rzeczywistości jesteśmy razem o wiele, wiele dłużej. Teraz jesteśmy ponad lata po ślubie.
Za nami naprawdę ciężkie czasy, gdy musieliśmy udawać i kłamać, bojąc się, że z powodu naszej relacji możemy mieć poważne kłopoty. Przykre, że wynikało to wyłącznie z tego, jak straszni potrafią być ludzie.
Pointa jest taka, drodzy, że z całego serca życzę Wam takiej miłości. Nie zważajcie na przeciwności losu, bo może Was minąć coś pięknego. Dużo ciepła!
"Pierwszy raz w życiu czułam, że miękną mi kolana"
Ach te tabletki gwałtu :)
Za każdym razem gdy czytam Twoje komentarze mam ochotę o to zapytać...
Nie szukasz przypadkiem żony?
Haha, mam branie na anonimowych :D
W sumie, w mojej piwnicy znalazłoby się miejsce dla samicy :D
Czyli nie trzymasz tam córki :D
Będzie trzeba zbudować alkowe dla haremu. :)
Harem to piękna myśl ^^ Zwłaszcza, że mam dużą piwnicę :)
@rozbrykanykucyk Jak Tobie też się ta myśl podoba, to wyślij CV wraz z listem motywacyjnym kieruj na adres a36873@wp.pl
Może odpiszę :)
@rozbrykanykucyk Wyślij CV wraz z listem motywacyjnym na adres a36873 wp pl
Może pokażę Ci piwnicę :)
Gościu uwielbiam Cię za ten czarny humor. :D
To ile tych lat po ślubie? ;-)
"Jednak to były inne czasy", czekaj, skoro jesteście dwa lata po ślubie... to to był dwa-cztery lata temu. Czy naprawdę wtedy było aż tak inne spojrzenie na takie sprawy?
"Jesteśmy lata po ślubie" - to może być równie dobrze 2 lata jak i 20 lat... Pewnie pomieszało Ci się z tym, że 2 lata się ukrywali.
A gdzie jest napisane, ze sa 2 lata po slubie? :p
Wydawało mi się, ze na poczatku w wyznaniu było "dwa lata po ślubie",a potem zostało zmienione na "lata po ślubie".
Mogłabym przysiąść ze widziałem tam "ponad 2 lata po ślubie" oO. A nawet jeśli to jeśli jest słówko "ponad" to znaczy ze musiała być jakas liczba tam w zalozeniu, a odmiana "lata" sugeruje 2-4, bo potem byłoby już "lat", przynajmniej ja to tak interpretuje :D ale serio, no przysieglabym ze widziałam tam 2...
Chociaż dobra, mogą być 22 lata na przykład. Chyba jeszcze się nie obudziłam do końca :D
Girlanda widziałam to wyznanie w niezweryfikowanych już jakiś czas temu i było "lata po ślubie" ;). Akurat przypadkiem na to zwróciłam uwagę.
Ja też przeczytałam dwa lata i coś mi się nie zgadzało :D
Jest napisane "ponad lata po ślubie". Cyferka się zgubiła.
Tam może być nawet 22 lata albo 24 lata
Dużo ciepła i dla autorki! Mieliście szczęście, że udał o się Wam. Szczerze podziwiam.
A może teraz pracujesz na tej samej uczelni? :)
Piękne!
Gratuluję i pozdrawiam.:)
Zaczęłam czytać i moja pierwsza myśl "błagam, żeby to nie był wykładowca". No i tak. Od pierwszych zdań z tyłu głowy miałam moją sytuację. Cóż, dalej studiuję, a facet jest trochę starszy. Nawet bardzo. Nie że od razu dziadek, a i tak wygląda młodziej, niż wiek wskazuje, ale za dużo, żeby coś z tego wyszło. No i nie wiem, ewidentnie mnie lubi, nawet bardzo, ale czy coś więcej sobie o mnie myśli to nie jestem w stanie stwierdzić na pewno. Ale zawsze pozostaje wyobraźnia, a moja jest akurat bardzo bujna i pracuje cały czas 😅.
Pointa to masz w super Mario jak zlapiesz monetę
Oj ktoś tu słabo uważał chyba na polskim. :)
I bardzo, dobrze że takie związki sa piętnowane. Osoby wchodzące w relacje ze studentami powinny być wydalane z uczelni.
A za co mają być piętnowane? Autorka napisała, że gdy zostali parą to nie mieli już razem zajęć, nie naciągał jej więc ocen. Czym innym jest nieuczciwy związek kiedy wykładowca wykorzystuje studenta (lub na odwrót) w zamian za zaliczenie, a czym innym zwykły związek kochających się ludzi.
To nie ma znaczenia. Skoro był z nią w związku to chciał dla nie jak najlepiej i pewnie faworyzował ją względem innych studentów. Nie mieli pewności czy za 2 semestry znów nie będą mieli ze sobą zajęć. Poza tym, mógł wpływać na swoich kolegów z pracy z którymi miała zajęcia żeby łagodniej ją traktowali, wyciągac od nich pytania na egzaminy, pisać ze nią sprawozdania itp.
@hokku
A ja od pierwszego roku wiedziałam z kim będę mieć zajęcia w przyszłym, a z kim nie, bo to po prostu wynikało z zajęć. Wiadomo było, że pan X jest od TI i emocji i motywacji, więc się z nim za dwa semestry nie spotkam. Poza tym nie tylko osoba w związku romantycznym ma teoretyczną szansę wpływać na traktowanie studenta. Ktoś może mieć znajomości "z zewnątrz" - np. czyjaś matka jest przyjaciółką jakiegoś prowadzącego, albo czyjś ojciec pracuje z jakimś ćwiczeniowcem. To naprawdę nie jest takie niespotykane. Sama znalazłam się w podobnej sytuacji, chociaż żadnych "dochodów" z tego nie miałam. A o łapówkarstwie i kupowaniu prac, toże już nie wspominam.
Poza tym, jak historia pokazuje, fakt, że takie związki są piętnowane nie powoduje, że nie istnieją. Po prostu się ich nie widzi, co tak naprawdę niczego nie zmienia i przed niczym nie zabezpiecza. Takie podejście nazywa sie "pruderia" bądź "dulszczyzna" i jest zwykłym unikaniem sedna problemu. Prawda jest taka, że to, że jakiegoś zjawiska nie widać za bardzo, albo, że odmawia sie rozmowy o nim, nie sprawi, że ono zniknie. Tak jest np. z prostytucją w Polsce. Zamiast uregulować to zjawisko, po prostu udaje się, że go nie ma, co w rezultacie prowadzi do gorszych patologii.
Uważam, że owszem - jakiekolwiek przejawy kolesiostwa powinny być zwalczane, ale nie przez wrzucanie wszystkich do jednego worka i stosowanie odpowiedzialności zbiorowej. Gdyby wykładowca z wyznania faktycznie próbował wpływać na ocenę Autorki w sposób niedozwolony, to należało by go ukarać, tak samo jak łapówkarza, chociażby. Ale karanie "na zapas" jest po prostu niezgodne z konstytucją. Tym bardziej, że zakazywanie takich związków przed niczym nie zabezpiecza. Gdyby Autorka bądź jej ukochany byli nieuczciwi, to równie dobrze, mogłaby mu zapłacić za pisanie tych sprawozdań, albo wynoszenie pytań z egzaminów. Związek romantyczny nie jest tu do niczego niezbędny, a jego brak niczego nie uniemożliwia.