#SzrL4
Kiedy poznała mnie ze swoją rodziną, jej młody braciszek był bardzo podekscytowany i spytał "A czy to prawda, że Murzyni biegają szybciej OD LUDZI?" xD
Rodzice się wystraszyli, że mały palnął coś obraźliwego, ale to tylko pomyłka dziecka, więc pośmialiśmy się wszyscy ;)
#TYGT9
Taka atmosfera zakorzenia w dziecku skrzywienie na LATA, albo i na całe życie. Nic mi nie przyjdzie z tego, że teoretycznie wiem, na czym powinien być oparty szczęśliwy związek, skoro przez ponad 20 lat oglądałam jego przeciwieństwo. Jeśli coś psuje się do tego stopnia, że wyjścia już nie ma, to lepiej się rozejść i być szczęśliwym z kimś innym, niż męczyć się latami i do tego krzywdzić własne dzieci. Myślenie w stylu „nie kochamy się, nie układa się nam, ale dla dobra dzieci będziemy razem” wcale nie jest dla dobra dzieci. Wręcz przeciwnie, wyrządza im krzywdę. One to wszystko widzą, czują i biorą z tego wzorzec!
#24Tnd
Jesteśmy z mężem 10 lat po ślubie, mamy dwójkę dzieci i ogólnie normalnie sobie żyjemy. Zdarzają się kłótnie, jak to w związku, ale wczoraj usłyszałam od niego coś, co sprawiło mi ogromny ból. Nie raz w złości się wyzywaliśmy, ale jakoś nigdy żadna obelga mnie nie ruszała, bo i tak wiedziałam, że to nieprawda i że to było powiedziane w złości i zaraz mi przechodziło.
Jakiś miesiąc temu po namowach męża zamówiłam dildo, żeby urozmaicić trochę nasze zbliżenia i zamówiłam takie małe (nie za długie ani nie za grube), bo wg mnie takie było wystarczające i jak dla mnie wszystko było OK. Natomiast wczoraj powiedział mi, że „mam zamówić sobie większego, bo nie mam już ci*ki gimnazjalistki i ten mi nie wystarcza” – te słowa mnie normalnie zmroziły, zrobiło mi się strasznie przykro, tym bardziej że na moje potrzeby seksualne to w zupełności mi wystarczyło. Nie umiem zrozumieć, jak mógł mi tak powiedzieć, wiem, że po porodach (dwa naturalne) zmienia się to i owo i że po tylu latach razem mówi się co się myśli, ale te słowa mnie strasznie zabolały, zwłaszcza że na to nie mam wpływu i mam taką ci*pkę, jaką mam, a zwłaszcza po ciążach i porodach już nigdy nie wróci do „wielkości gimnazjalistki”. Po prostu jest mi strasznie przykro i tyle. A przez to nawet nie mam ochoty myśleć o jakimkolwiek zbliżeniu z nim, bo w głowie mam tylko to, jaką mam wielką. Nie mam nawet komu się wyżalić, dlatego piszę to tutaj anonimowo.
#fdM0U
#ZIft8
Dwa dni przed ślubem dostałam mocnego zapalenia pęcherza, wiadomo, masa leków, żeby chociaż trochę pomogło.
Na ceremonii ze stresu i bólu pęcherza się posikałam, mój mąż ze śmiechu również, a moja świadkowa zwymiotowała, ponieważ mój mocz po tabletkach miał niesamowicie silny zapach, a ona jest w ciąży i źle reaguje na różne zapachy.
#IC67P
Miesiąc temu przyśniła jej się śmierć naszej babci, po dwóch dniach babcia zmarła. Wczoraj jej się śniło, że ja umarłem.
MAM PRZEJ**ANE!
#WPtjt
Moi "kumple" cisną mi, że moja dziewczyna "ma boczki" i według nich jestem przez to mniej męski i w ogóle bla, bla, bla - większego pier**lenia w życiu nie słyszałem.
A teraz przechodzę do oceny moich "kumpli" - pierwszego dziewczyna dała dupy co drugiemu chłopakowi w okolicy (dosłownie), drugiego dziewczyna jest transem (tak, kiedyś była chłopcem), a trzeci zalicza tylko roksy (tak, chodzi o prostytutki) za hajs matki.
I to ja jestem według nich "mniej męski", bo moja dziewczyna nie waży 50 kg.
Fajnie się ocenia, co?
#9CtYq
Jako osoba nielubiąca dzieci mogę napisać tylko jedno – głównym czynnikiem wyzwalającym w nas niechęć do dzieci są ich matki. Oczywiście rozumiem, że dla matki jej dziecko jest największym cudem świata, szkoda że matka nie rozumie, że jest ono cudem tylko dla niej samej. Interakcje z dziećmi są ludziom narzucane stanowczo zbyt często, co automatycznie budzi niechęć. Sama z powodu tejże niechęci świadomie pracuję w branży, w której na kontakt z dziećmi nie jestem (a raczej nie powinnam być) narażona. Dzieci nie mają u nas czego szukać, aby zostać naszym bezpośrednim klientem trzeba mieć 18 lat. Oczywiście dzieci mimo to z naszych usług korzystają, za zgodą i udostępnieniem rodzica, bywają w naszym punkcie, rodzice biorą ich zdanie pod uwagę przy podejmowaniu decyzji i jest to jak najbardziej w porządku. Nie w porządku jest natomiast wymuszanie na mnie interakcji z dzieckiem, np. poprzez posadzenie go w fotelu i radosne ogłoszenie „no to pani teraz załatwi sprawę z tym oto młodym klientem”. Coś takiego irytuje mnie na tyle mocno, że w tym momencie odpalam najbardziej pogardliwe, najbardziej pełne obrzydzenia spojrzenie, jakie mam w repertuarze i obrzucam nim i matkę, i dziecko. Co ciekawe, ojcowie nigdy się w ten sposób nie zachowują.
Matki po takim spojrzeniu dzielą się na dwie grupy: jedne się peszą i reszta obsługi przebiega bez dodatkowych incydentów, ale nie wszystkie. Byłoby za łatwo. Ta druga połowa matek nadal próbuje mnie przekonać, że kontakt z ich dzieckiem to najlepsze co mogło mnie dziś spotkać i nie zobaczę dziś nic lepszego niż szczerbaty, obśliniony uśmiech ich dzieciaka.
Dziecko płacze, bo nudzi się w trakcie wizyty? Pada hasło „zachowuj się, bo pani cię zaraz zabierze. Posłuchaj, pani ci powie, że cię zabierze” i tu wyczekujące spojrzenie w moją stronę. No sorry, ale nie. Nie będę nic mówić, niczego zabierać, to nie moje dziecko, nie mój problem i bardzo proszę mnie w ten cyrk nie angażować. I w końcu przychodzi punkt kulminacyjny – moment zawarcia umowy kupna-sprzedaży. Od jakiegoś czasu proces zelektronizowany, podpis odbywa się na dwa etapy, jeden z nich to podpis elektroniczny. Tu odpala się każdy dzieciak, bo on by chciał tym mazaczkiem po tym ekraniku pobazgrać. Z przyczyn oczywistych nie ma takiej opcji, bo raz, że to sprzęt drogi i delikatny, a dwa, to ma być podpis osoby dokonującej zakupu i nie, nie mogę przymknąć oka dla uciechy Brajanka czy innej Dżesiki.
Dlaczego dorosłym ludziom trzeba tłumaczyć takie rzeczy?
#qXrdI
Gdy raz moja babcia podczas ich wizyty przegięła (nie będę się rozpisywać, bo mogą to znaleźć, w wielkim skrócie naruszyła moją prywatność, nie pierwszy raz, mimo mojego sprzeciwu), dostałam ataku paniki i wybiegłam z domu schować się na podwórku. Zgadnijcie, co zrobił mój ojciec... Tak! Wyszedł do mnie i się na mnie wydarł, bo „co sobie kuzynka pomyśli”, „mogłaś zagryźć zęby i się z nią pobawić albo wziąć ją ze sobą na dwór”. Dosłownie olał to, że jego dziecko właśnie płacze, a kuzynka nawet nie wie co się dzieje. Jego bardziej obchodziła ona. Jak zawsze. Mimo że jest tylko 3 lata młodsza i ja też byłam tylko dzieckiem.