#rkdU6

Jestem otyła. Bardzo. Moje BMI wynosi powyżej 40. Co w tym anonimowego? To, o czym powinno się mówić głośno, zamiast bagatelizować problem.

Chodziłam od lekarza do lekarza, z różnymi dolegliwościami. Bezsenność w nocy, nadmierna senność w ciągu dnia. Wypadanie włosów, lęki, depresja. Rozwiązanie od lekarzy było jedno: „schudnie pani, to minie”. No to kilka lat temu poszłam do dietetyka, potem kolejnego. Pięć posiłków dziennie, aktywność fizyczna. Im więcej ćwiczyłam, im bardziej trzymałam się pór jedzenia, tym bardziej tyłam. I kolejne „kłamie pani, jakby pani jadła sałatę, to by pani schudła”. 
Mój stan zdrowia się pogarszał, w ostatnim czasie tyłam wręcz tak dużo, że musiałabym jeść i nic więcej nie robić – 12 kilogramów w 5 tygodni. Lekarz zaproponował operację bariatryczną, żebym przestała tyle jeść. Tłumaczę jak krowie na rowie, że ja nie jem tyle, żebym potrzebowała operacji. „Przecież widzę, jak pani wygląda, proszę przestać kłamać, zwyczajnie się pani obżera”. Kolejne załamanie. Nie wiem, co jest, co ja już mam jeść, skoro wszyscy twierdzą, że jem jak świnia i dlatego jestem gruba? Kolejne ćwiczenia, trener na siłowni mocno dorzucił. Ciężko trenowałam. I jeszcze bardziej przytyłam. Znowu wmawiano mi, że żrę więcej, bo sobie rekompensuję ćwiczenia.

Jestem weganką. Produkty, których używam, są ekologiczne. Nie jem śmieci od wielu lat, również z przyczyn światopoglądowych.

Przypadkowo miałam kontakt z lekarzem, którego zainteresowało to, co mówię. W sytuacji całkowicie prywatnej, nie służbowej. Mimo że przyjmował tylko prywatnie, nie wziął ode mnie ani grosza.

Co się okazało? Ćwiczenia tak intensywne przez lata szkodziły mi, pięć posiłków dziennie pogarszało mój stan zdrowia. To, co jadłam, zamieniało się w tłuszcz. Poziom kortyzolu niewiarygodnie wysoki, hiperinsulinemia, hashimoto. Lekarz zalecił dwa duże tłuszczowe posiłki dziennie i ograniczenie aktywności fizycznej do spacerów. Póki co bez leków, żeby zobaczyć, jak moje wyniki się zmienią przy prawidłowych dla mnie zaleceniach. Miesiąc i schudłam 10 kilogramów, jedząc 2600 kcal dziennie. Wcześniej jadłam 2000 kcal i mocno tyłam.

Piszę to, bo widzę, jak patrzy się na ludzi otyłych. Słyszę obelgi i wmawianie, że to od nadmiernego jedzenia. Nie każdy taki jest. Gdybym posłuchała lekarza i zdecydowała się na operację, tylko pogorszyłabym swój stan zdrowia.

Zanim ocenicie kogoś tylko przez pryzmat wagi, zastanówcie się. Są różne choroby, o których ludzie nie wiedzą. Tyją i słyszą tylko, że to przez złą dietę. Nie zawsze tak jest. Warto zapytać i zasugerować badania, jeżeli ktoś „tyje z powietrza”, bo może się okazać, że tak małe zmiany mogą zmienić tak wiele.
Postac Odpowiedz

Serio żaden lekarz nie zlecił Ci badań tarczycy i cukru? To jest przecież podstawa w przypadku nadmiernej masy ciała. Dietetyk też nic nie zasugerował?
Są takie przypadki jak Twój, to prawda. Ale jest to mniejszość. A np moja teściowa narzeka, że ona „tyje z powietrza”, nakładając sobie trzeci kawałek ciasta do kawy. W ten sposób utrwala spojrzenie na osoby otyłe, które tylko jedzą i narzekają.

MaryL2 Odpowiedz

Biedna jesteś :( kiedy tak się tyje, to już człowiek zaczyna panikować i sobie myśli „zrobię wszystko, zacharuję się, byle schudnąć”. Cały fit-biznes wmawia nam, że musimy wypacać siódme poty na siłowni i jeść punktualnie o tej czy o tamtej dokładnie rozpisane składniki. Żyć w jakimś chorym terrorze. A mądry lekarz powie: spokojnie! Przede wszystkim trzeba trochę uspokoić swoje życie, zwolnić tempo. A nie dowalać sobie więcej na głowę. Ten lekarz wg mnie dobrze ci powiedział, spacery (takie szybsze, żeby serducho trochę przyspieszyło) wystarczą. To dieta stanowi 80% sukcesu. Ćwiczenia to taki dodatek, jak ktoś lubi i ma formę. Znam taki przypadek jak twój, gdzie dziewczyna w miarę szczupła, nic nie zmieniła w diecie, zaczęła biegać i zaczęła tyć, była bardziej senna. I tak jak u Ciebie, okazało się, że kortyzol jej wywalało podczas ćwiczeń. Tak jak szczupłe osoby nie zacharowywuja się żeby, utrzymać formę, tak i ty nie musisz, żeby do niej wrócić. Da się żyć zdrowo, w harmonii ze sobą, bez katowania się. A jeszcze jak pomyślę sobie, jakie myśli muszą towarzyszyć takiej otyłej osobie podczas ćwiczeń, kiedy jest jej ciężko, coś nie wychodzi. Takie bezsensowne dołowanie się, dorzucanie sobie stresu. Gdzie zdrowy szczupły człowiek miałby z tymi ćwiczeniami problem.

JMoriarty Odpowiedz

Wydawałaś pieniądze na dietetyków i trenerów i nawet przez chwilę nie pomyślałaś żeby zrobić sobie podstawowej badania krwi?

coztegoze2

Tylko te wyniki też ktoś musi dobrze zinterpretować.

LubieBzy

@coztegoze2 na każdych wynikach masz rozpisane normy. Często sami lekarze, jeżeli to badania profilaktyczne, mówią, że jak wyniki w normie to nie ma sensu przychodzić na kolejną wizytę. Według mnie trudniej osobie "niemedycznej" zdecydować jakie badania zrobić, bo dla laika to może być trudne.

coztegoze2

@LubieBzy te normy przy wynikach badaniach to są normy statystyczne dla laboratorium, które badało próbkę. One jedyne mówią, że jesteś np. pośrodku wyników uzyskiwanych w danym laboratorium albo wśród tych osób uzyskujących niższy wynik. Na nie nie powinno się patrzeć przy interpretacji badań, bo one w ogóle nie świadczą o tym czy wyniki są prawidłowe dla organizmu.

Wyniki badań się powinno interpretować wg norm funkcjonalnych.

Dodaj anonimowe wyznanie