#Ww3c9

Jestem wstrząśnięta. Straciłam stanowisko kierownika zespołu, bo za dobrze żyłam z ludźmi... 

Myślałam, że wszystko układa się wręcz idealnie, zespół za mną przepadał, zadania wykonywane były terminowo, nikt się nie skarżył, aż tu nagle wylądowałam na dywaniku u szefa. W kulturalnych z pozoru słowach zbeształ mnie jak najgorszą za to, że według niego za bardzo spoufalam się z podwładnymi i tracę stanowisko. 

Nie wierzę w to, co się stało.

#xBAKM

Już od dziecka lubiłam sport. Nie był sensem mojego życia, ale niewątpliwie sprawiał mi radość.

W pierwszych klasach podstawówki na dodatkowych zajęciach z wychowania fizycznego zdarzało mi się mieć styczność z pewną babą, którą na potrzeby historii nazwę Babą Wredną. Już od pierwszego spotkania wiedziałam, że babsko mnie nienawidzi. Nie miałam pojęcia, czym mogłam jej podpaść. Przez sporą część podstawówki byłam wyciszona i uczyłam się tak, że rodzice nie mieli ze mną w tym temacie żadnego problemu. W głębi duszy modliłam się, żeby z Babą Wredną nie mieć tylko zajęć od IV klasy, kiedy to w planie pojawiały się regularne zajęcia z wychowania fizycznego.

Miałam to szczęście, że trafiłam do grupy Baby Wrednej i zaczęło się moje małe piekło. Ciągle się na mnie darła, a na krzyk umiałam jedynie reagować płaczem, bo w domu nikt nie musiał na mnie podnosić głosu. Ćwiczenia, które byłam w stanie zrobić z palcem w nosie, partaczyłam i kończyłam z dwójami i trójami w dzienniku. Pocieszałam się tym, że klasa nie prześladowała mnie z tego powodu w żaden sposób. Co więcej, ja i kilku znajomych jechaliśmy na tym samym wózku.

W V klasie powiedziałam dość. Nie miałam zamiaru na jej zajęciach uronić choćby jednej łezki. Postanowiłam, że będę po prostu robić swoje. Na kilku zajęciach Baba Wredna zarządziła biegi na 600 m z myślą, że jej pupilki, które namiętnie faworyzowała na każdym kroku, pokażą, co potrafią i będzie mogła je wysłać na zawody międzyszkolne. Problem się pojawił, kiedy wszystkie biegi treningowe, ku jej i mojemu zdumieniu, zaczęłam wygrywać ja.

Z liczbami ciężko było dyskutować, więc Baba Wredna z ogromną niechęcią wysłała mnie na te zawody razem z kilkoma jej pupilkami. Zajęłam pierwsze miejsce, a babsko łaskawie postawiło mi na koniec roku 5. Swoim pupilkom oczywiście dała 6, bo... brały udział w zawodach. :D Nieraz próbowałam walczyć u niej o wyższą ocenę, ba!, angażowałam w to nawet moją wychowawczynię, ale babsko z jakiegoś powodu było nie do ruszenia.

Czas na anonimową część. Regularnie chodzę do kościoła. Wracając na weekendy do domu, wiecznie trafiam na msze w jej intencji. Słynne 'wysłuchaj nas, Panie' po wyrecytowaniu intencji dotyczącej jej osoby sprawiało, że nieraz siedziałam cicho, bo gotowałam się w środku ze wściekłości. Dopiero po latach byłam się w stanie przemóc, żeby to powiedzieć bez skrzywienia na twarzy. Kto wie, może gdyby nie ona, człowiek nie potrafiłby teraz tak zaciekle walczyć o swoje?

#nJqcg

Od lat choruję na silną nerwicę, przez co nie jestem w stanie iść do pracy poza domem.
I nie, to nie jest lenistwo, nie jestem osobą leniwą, unikającą pracy, potrafię pracować w domu.
Niestety nerwica nie daje mi żyć. Gdy mówię znajomym o moim problemie, odpowiadają "a tam, każdy ma dziś nerwicę". No nie, nie każdy, a przynajmniej nie każdy ma tak nasiloną, bo są jeszcze różne nasilenia. Znajomi kompletnie nie zdają sobie sprawy czym jest nerwica, myślą, że wystarczy wypić meliskę i przejdzie.

Przed każdym dłuższym wyjściem z domu mam ataki paniki, przez które dosłownie się duszę. Robi mi się na przemian zimno i gorąco, nie mogę oddychać, serce bije jak oszalałe, zaczyna mi się kręcić w głowie. Nie, nie mam problemu z wyskoczeniem do sklepu za rogiem na pół godziny po szybkie zakupy, wtedy nie mam ataków paniki i normalnie wychodzę. Problem zaczyna się, gdy mam wyjść z domu na dłużej niż dwie, trzy godziny. Od ponad dwóch lat nie odwiedziłam rodziców, którzy mieszkają kilka miast dalej, bo ataki paniki mi na to nie pozwalają.

Z czego to wynika? Nie jest to strach przed ludźmi, żadna fobia społeczna. Po prostu mam schizy, że jak wyjdę, to stracę kontrolę nad tym, co się dzieje w domu, że nie będę miała już do czego wracać. Przed wyjściem mam wizje, że dom się spali, że zawali się podłoga, że przyjdzie huragan, trzęsienie ziemi, że pęknie rura i wszystko zaleje, że zawali się dach itp. itd. Najpierw jest myśl, a potem panika, nerwowe sprawdzanie, czy pozamykałam okna, gaz, czy wyłączyłam wszystko z prądu... a potem się duszę w panice i rezygnuję z wyjścia. Albo jeśli wyjdę, to potrafię się wrócić będąc już 50 metrów poza domem i sprawdzić, czy nic się nie pali, znów zaliczyć atak paniki i znów wyjść, po czym znów się wracam.

Kiedy poszłam na etat, często spóźniałam się do pracy przez moje ataki paniki, bywały dni, że w ogóle do pracy nie poszłam, bo ogarniała mnie taka panika, że kładłam się na podłodze i nie byłam w stanie się ruszyć, cały świat mi wirował. Bywały dni, że w pracy dostawałam ataków paniki, uciekałam do łazienki i siedziałam tam kilkadziesiąt minut, żeby się uspokoić.
Jak łatwo się domyślić, zwolnili mnie szybko.

Leczę się, ale to nie przynosi skutków. Mam terapię online, bo nie jestem w stanie normalnie iść do lekarza, o szpitalu nie wspominając, przecież nie zostawię domu bez nadzoru. Miałam leki, ale ich nie brałam, bo do tego dochodzi silna farmakofobia - objawy te same co przy wyjściu z domu, nawet głupi lek przeciwbólowy wywołuje u mnie obezwładniający atak paniki.
Pracuję zdalnie jako freelancer, są miesiące, że zarabiam marne grosze i marzę o pracy na etacie, o stałym dochodzie, o poznawaniu ludzi w realu, a nie tylko przez internet, o normalnych rozmowach, a nie przez kamerkę. Ale nerwica mi nie pozwala na normalną pracę i życie.

#6DPiT

Kojarzycie tę scenę z kultowego Kevina samego w domu, gdy je samotnie makaron z mikrofalówki, uważając to za kolację wigilijną? Otóż moja Wigilia będzie wyglądać podobnie, mimo że moi rodzice nie zapomnieli o mnie ani nigdzie nie wyjeżdżą. Po prostu nie chcą mnie na Wigilii.

Mam 17 lat i ojciec mi powiedział, że nie chce mnie widzieć na kolacji, ponieważ jestem niewdzięczną gówniarą. Pewnie myślicie, że pyskuję, włóczę się po nocach, przepijam ich pieniądze, ostro imprezuje? Prawda jest inna: głównie siedzę w domu, ucząc się lub czytając. Mój ojciec nienawidzi mnie i często daje mi do rozumienia, że wolałby syna. Jego zdaniem powinnam siedzieć w kuchni, ponieważ jestem w technikum gastronomicznym, albo sprzątać, a to że wybrałam technikum, to kto to widział, bo baba to ma się domem zajmować, a nie z nosem w książce siedzieć.

Ojciec postanowił wziąć przed świętami tydzień wolnego, aby "pomagać" w porządkach, jednak tak naprawdę to jedyne co robi to "piwkuje" cały dzień, ponieważ on pracuje i mu się należy. Przyjechali do nas goście, a ojciec nieważne, czy trzeźwy czy nawalony, traktuje mnie przy nich jak przynieść, zanieś, pozamiataj, żeby pokazać jakim on jest zajebistym ojcem i że ma nad nami władzę. Ojciec kazać mi iść robić kolację dla gości, ale gdy zaczęłam robić tak jak nas w szkole uczą, to zaczęła się afera. Poszło o to, czy powinno się solić wodę na jajka. Mi w szkole tłumaczyli, że tak, i gdy tak zrobiłam, on zaczął narzekać i krzyczeć, że w tej szkole to mnie niczego nie uczą, moja nauczycielka to idiotka, bo mu jego MAMA mówiła, że się wody nie soli (ani moja babcia, ani tata nie są kucharzami z zawodu i nie pracują w tym zawodzie). Zaczęłam bronić nauczycielki, bo to złota kobieta, i chciałam mu pokazać na internecie, jak gotować jaja, więc dostałam w twarz jego kapciem i usłyszałam, że z taką gówniarą on jeść Wigilii ani innego posiłku nie będzie i dobrze mi radzi, żebym się nie pokazywała na oczy, bo mnie wyrzuci przez balkon.

Mama umywa ręce, bo dziecko musi znać co to szacunek, a mnie w tym roku chyba czeka Wigilia z zupką Amino i świątecznymi filmami, żeby poczuć nastrój.

#4ZuzW

Jestem na pierwszym roku studiów. Pod koniec listopada postanowiliśmy urządzić sobie małą imprezkę w akademiku. Po kilku butelkach ognistej wody naszło nas na wyznania. Musieliśmy powiedzieć sobie o swoim największym przypale jaki mieliśmy w tym roku. Pusta flaszka zakręciła się na podłodze i po kolei mówiliśmy o naszych wpadkach. Jeden koleś złapał za piersi obcą kobietę w sklepie, kumpela została posądzona o kradzież przy swoich kolegach z pracy, ktoś puścił pawia na imprezie rodzinnej. W końcu trafiło na mnie. Na poczekaniu wymyśliłam jakąś drobnostkę z udziałem policji i zabawa trwała dalej.

Nie mogłam im powiedzieć o moim największym ostatnim upokorzeniu.

W klasie maturalnej, gdy zaczęły się pierwsze rozmowy o sukienkach i butach, zaczęłam desperacko szukać partnera. Wszystkie moje koleżanki miały z kim iść, a ja, klasycznie, nie. Pytałam kilku kolegów ze szkoły, oferowałam transport i pokrycie kosztów za nas obu, ale nikogo to nie przekonało. Jeden od razu powiedział, że chciał zaprosić kogoś innego, inny kręcił coś o wyjeździe z rodzicami, reszta mniej lub bardziej kulturalnie odmawiała. Postanowiłam szukać szczęścia w pobliskim technikum, gdzie miałam kilku znajomych. Wszyscy czterej kandydaci odmówili, chociaż obiecali popytać kolegów, czy ktoś by nie był chętny. Niestety, znowu porażka.

Na początku stycznia zebrałam się w sobie i na przerwie podeszłam do kolegi z młodszej klasy. Prosto z mostu spytałam, czy nie chciałby ze mną iść. Liczyłam na to, że skoro znamy się od prawie siedmiu lat, to jego ewentualna odmowa nie będzie chamska. Tymczasem na korytarzu zgromadziło się już trochę ludu, niektórzy nas podsłuchiwali.
- Ee, wiesz Sandra, ja raczej z tobą nie pójdę - oświadczył niezbyt cicho mój młodszy kolega. - Ale wiesz, może spytasz Wojtka D. z 2B, on by się chyba zgodził.

Wojtek był lekko opóźnionym w rozwoju garbatym chłopakiem, który miał problem z poprawnym podpisaniem się.Tak naprawdę był uczniem naszej szkoły tylko w teorii, bo pojawiał się średnio raz na dwa miesiące Ludzie zebrani wokół nas parsknęli śmiechem, a ci co nie dosłyszeli, natychmiast zostali poinformowani. Później słyszałam, jak robili zakłady, czy faktycznie go zaproszę i czy pomogę mu się ubrać - bo z tym Wojtek też miał problemy.

Tylko poduszka i mama wiedzą, ile łez wylałam do dnia studniówki, bo po tym już mało kto o tym pamiętał. Do dziś na samą myśl o tym incydencie czuję gulę w gardle i upokorzenie.

#AQx5n

Różni ludzie relaksują się w różny sposób. Ja, dziewczyna, dwadzieścia kilka lat, zmęczona po wieczornej zmianie w pracy też postanowiłam trochę odpocząć. Piątek, facet wyszedł z kolegami, dziecko śpi spokojnie, jedna myśl - długa, relaksująca kąpiel. Alkoholu nie pijam wcale, ale wiedziałam, że mam jedno piwo, z tych "babskich", które stoi w domu już chyba że 3 miesiące, zaraz minie termin, to co mi szkodzi, raz zaszaleję. Nie powiem, odprężyłam się, pillingi, maseczki i takie tam.

Po kąpieli doszłam do wniosku, że wyglądam wyjątkowo dobrze. Nawet włosy, które nie oglądały fryzjera jakieś 5 lat ułożyły się jak nigdy. O 2 w nocy umalowałam się i wyglądałam jak prawdziwa gwiazda. Takiej okazji nie można zmarnować, postanowiłam cyknąć jakąś fotkę, bo zdjęcie profilowe od 3 lat takie samo, ja ostatecznie jeszcze taka stara i brzydka nie jestem, żeby sobie selfie nie zrobić.
Odwaliłam się jak szczur na otwarcie kanału, pełen makijaż, pazurki, sukienka, ba, nawet pościel zmieniłam na łóżku, coby się wygodnie położyć i udawać gwiazdę Instagrama.
Przypomniałam sobie o piwie, stwierdziłam, że szybko wypiję, coby czasu nie marnować.

To był błąd.
Zasnęłam z tym wszystkim na sobie, PO JEDNYM PIWIE.
Rano buzi mnie facet, patrzy na mnie z jednej strony rozbawiony, z drugiej przerażony i pyta o co tu chodzi. Całe 5 kg tapety zostało na czystej pościeli, sukienka była tak niewygodna, że do teraz czuję odcisk od niej na ramionach, miałam być o 6 rano w pracy, żeby ogarnąć kilka spraw, ale zaspałam, a syn kiedy mnie zobaczył z kserem pod oczami rozpłakał się.
A mi i tak najbardziej szkoda, że jednego głupiego zdjęcia nie udało mi się zrobić :D

#nexX2

Mam dwóch starszych braci, różnica wieku jest spora, bo prawie dziesięć lat. Są to typy śmieszków, zawsze znaleźli sobie jakieś ''twórcze'' zajęcie. Od podpalania własnych pierdów (nie przewidzieli tylko, że płomień przejdzie na dżinsy, skończyło się to brązowym śladem z obu stron spodni) albo bardziej obrzydliwe, jak dmuchanie żab przez słomkę. Niestety i moja naiwność kilkulatki była ciągle wykorzystywana.

Wmówili mi, że jak będę jeść cebulę, to będę silna. Żeby mi to udowodnić, siłowaliśmy się na ręce (po każdym zjedzonym plastrze była runda) i tak po dwóch cebulach byłam już silniejsza od nich. Żeby utrzymać efekt, przez kilka dni jeszcze podjadałam cebulę, żeby nie stracić nic z mocy.

Uświadomiła mnie mama, ale to było jakieś 7 cebul później. Do dziś mi to wypominają...

#E8WHF

Od zawsze miałam wielki wstręt do palenia papierosów. Nikt w mojej rodzinie nie pali, ja sama też nigdy nie paliłam. Po prostu obrzydza mnie sama czynność i świadomość, co przez to się dzieje z płucami. Staram się nie ujawianiać z tą opinią, bo nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że chcę go na siłę "nawracać" (już miałam taką sytuację, dość nieprzyjemną, że jedna osoba mnie o takie chęci posądziła). Dlaczego o tym piszę? Otóż, dzisiaj właśnie przez to dałam kosza pewnemu chłopakowi. Żeby nie było, jest bardzo w porządku, nawet w moim typie, chodzimy do jednego liceum i mieliśmy jakąś nić porozumienia między sobą, ale wiedziałam, że pali e-papierosy. Niestety, nie umiem tego przeskoczyć, po prostu nie potrafiła bym np. pocałować kogoś, o kim wiem, że pali. Musiałam mu grzecznie odmówić i wyjaśnić całą sprawę. Na szczęście był wyrozumiały, powiedział tylko, że szkoda, że nie wiedział wcześniej, ale szanuje moje zasady. Trochę żałuję, że tak się to ułożyło, ale nic nie poradzę, trudno, nie będę komuś stawiać wymagań, bo sama nie lubię, kiedy ktoś miesza się w moje sprawy, a nie jestem tak głupia, żeby pchać się w związek, w którym nie będę się czuć komfortowo, licząc że"jakoś to będzie".

#wT7sh

Chciałam się podzielić moją historią, być może ku przestrodze. Jestem ofiarą feedera. Zaczynając od początku: miałam nadwagę od dzieciństwa, oczywiście próbowałam coś z tym zrobić ale lekarze mówili że to głównie geny. W gimnazjum i liceum byłam wyśmiewana przez co moja samoocena spadła praktycznie do zera.

Mając 24 lata przy wzroście 165 cm ważyłam 80 kg. To był czas kiedy zależało mi na wejściu w związek właściwie z kimkolwiek. Przez internet poznałam faceta który wydawał się ideałem, przystojny, inteligentny, parę lat starszy. Od początku okazywał że mu na mnie zależy, mówił że podobam mu się taka jaka jestem. Dość szybko wprowadziłam się do niego, spędzaliśmy razem całe dnie.

Około rok temu zauważyłam że nakłada mi dużo więcej jedzenia niż sobie (od początku to on gotował), po pewnym czasie przyznał mi się do swojego fetyszu. Wtedy jeszcze byłam tak zakochana że wydawało mi się to normalne, w końcu jak mnie poznał nie byłam chuda. Stopniowo coraz bardziej mnie od siebie uzależnił, wmówił mi że rodzina i znajomi nie akceptują mojej wagi, więc odsunęłam się od wszystkich. Karmił mnie coraz większymi ilościami jedzenia, jak prosiłam go żeby przestał to on darł się, że mam jeść bo i tak nikt inny nie będzie mnie chciał. A zaraz potem przepraszał, mówił że nie chce mnie stracić, że jestem piękna w takim ciele.

Pracowałam wtedy zdalnie a on po pracy robił wszystko w domu i przynosił mi jedzenie, więc przez ostatnie parę tygodni poza toaletą praktycznie nie wstawałam z łóżka. Ten drań próbował mnie nawet namówić żebym się zwolniła; on zarabiał tyle że byłby w stanie utrzymać nas oboje, ale na szczęście jakaś resztka zdrowego rozsądku mnie powstrzymała (dzięki temu mam przynajmniej pieniądze). Niestety udało mu się przekonać mnie do nakręcenia paru filmów erotycznych, przyrzekał mi że ich nie udostępni ale nie wiem czy mu wierzyć.

Jak się uwolniłam? Otóż na początku grudnia przyśnili mi się pradziadkowie. Oboje zmarli jak byłam nastolatką ale zapamiętałam ich jako kochające się i wspierające nawzajem małżeństwo. We śnie tylko patrzyli na mnie a ja po przebudzeniu uświadomiłam sobie że to nie jest zdrowy związek. Jak on wyszedł do pracy spakowałam się i uciekłam. Zablokowałam go wszędzie i wyjechałam z miasta.

Minął miesiąc, udało mi się wynająć kawalerkę w sąsiednim województwie jak najdalej od niego, wciąż pracuję zdalnie ale po pracy próbuję jakoś schudnąć. Ważę teraz 120 kg czyli tyle samo ile w chwili ucieczki. Po roku wyjętym z życiorysu próbuję odnowić kontakty chociaż z najbliższą rodzinę. Nie wiem co dalej robić, w nowym miejscu nikogo nie znam i nie jestem w stanie się otworzyć. Chciałabym się odciąć od przeszłości, żeby on chociaż poniósł konsekwencje ale boję się iść na policję.
Dodaj anonimowe wyznanie