#APB9P

Kiedy chcę, żeby moja dziewczyna zainicjowała baraszkowanie, gdy jesteśmy sami w domu, włączam konsolę. Oczywiście odpalam taką grę, która nie jest online i w każdej chwili mogę ją zapauzować. W momencie, gdy ja odpalam tryb kariery w Fifie, jej odpala się tryb nimfomanki w głowie. Ogólnie jak tylko zobaczy, że 100% uwagi poświęcam jakiejś innej przyjemności niż jej, budzi się w niej demon.

Z jednej strony jestem szczęśliwy, bo w łóżku jest świetnie. Szczególnie w takich sytuacjach bywa wyjątkowo pomysłowa. Z drugiej strony, jeśli rzeczywiście chcę sobie pograć, to muszę czekać, aż jej nie będzie w domu.

#R8Sj9

Kojarzycie eksperyment szkolny, polegający na wyhodowaniu pleśni? U nas takowego nie było. Nie zmienia to jednak faktu, że wyhodowałam na kanapce całkiem ładną pleśń. Ba... poszłam nawet o krok dalej. Wyhodowałam robaki! Białe, tłuściutkie larwy, wielkości paznokcia u kciuka.

Obrzydliwe? No to zaczynamy.

Zawsze powtarzałam mamie i babci, że nie chcę do szkoły drugiego śniadania, że nie jestem w szkole głodna. Niestety moje zdanie nie było brane pod uwagę (teraz wiem, że własnego dziecka też bym bez drugiego śniadania nie wypuściła do szkoły).
Wyobraźcie sobie teraz, co się stanie z około pięćdziesięcioma kanapkami, które były chowane w jedną przegródkę tornistra. Co więcej, co się z nimi stanie, gdy przetrzymamy je od początku roku szkolnego do połowy wakacji...
Wyobraźnia zawodzi?
Oj, było tego...
Z kanapek powstał całkiem nowy ekosystem. Takiego mchu można mi było pozazdrościć. Smród niesamowity. Larwy wysypały się w kuchni na podłogę i zajęły sporą jej część. Wiły się i pełzały. Nie było gdzie nogi postawić.
Plecak odkryła koleżanka mamy, która w owym czasie pomieszkiwała u nas. Podniosła go i spytała, dlaczego go nie rozpakowałam, tylko wstawiłam do komórki pod schodami.

I uwierzcie mi, to było tylko 50 kanapek. Sporą część dostawał pies sąsiadów. Świeżych, oczywiście. Ale bałam się, że ktoś odkryje co mam w plecaku i kanapki dostawał tylko wtedy, kiedy nikogo nie było w pobliżu. Tak, żeby mnie nikt przypadkiem nie nakrył.

Usatysfakcjonowani? To nie koniec.

Zrobiłam to dwa razy. Kolejne larwy już nie były białe, bardziej kremowe, zdarzały się też kremowo-brązowe. Były też mniejsze. Hodowane nieco krócej, bo koleżanka z ławki powiedziała, że coś jej śmierdzi...

#O2L6L

Siedem lat temu spotkałam mężczyznę idealnego – wyrozumiałego, troskliwego, przystojnego, inteligentnego, z perspektywami na przyszłość. Zaczęliśmy się spotykać. Mijał rok, drugi, były różne problemy, w tym i finansowe. Bywały miesiące, że na życie zostawało mu 200 zł, pomagałam, rozwiązywałam problemy. Później pojawiło się dziecko, a ja zauważyłam, że facet mnie wykorzystuje. W międzyczasie dwa razy awansował, zarabia dwa razy tyle co ja, a na prośbę o dołożenie się do pampersów usłyszałam, że mam 800 plus, na prośbę, żeby dołożył się do życia, mówi, że płaci rachunki. Tak, 300 zł za prąd i wodę. Nie muszę jednak mówić, że jeździ dobrym autem na kredyt, ma super telefon na raty, telewizor na pół ściany na raty i całą masę innych zbędnych rzeczy na raty. Ja, chociaż zarabiam połowę mniej, utrzymuję siebie, dziecko i jeszcze jego. Ubieram się z reguły w to, co siostry dadzą w spadku, cały cyrk z sezonową wymianą odzieży dla dziecka spoczywa na mnie, bo mam 800 plus, Żeby było śmieszniej, to głupia ja kupiłam panu buty na zimę, mimo że moje mają już chyba ze cztery lata i kiedyś kupiła mi je mama na wyprzedaży.
Pan mój chodzi w kurtkach za 800 zł, moje nie kosztują nawet 100. Pan oddaje swoje do pralni, na moje szkoda kasy, muszę radzić sobie z pralką. Pan, mimo że codziennie jest w mieście, nie daje rady zajechać gdziekolwiek, np. zarejestrować dziecko do lekarza, chyba że ma zajechać po piwo – to inna bajka.

Od siebie dodam, że ciężko osiem godzin pracuję, odbieram dziecko, jadę na zakupy, myślę o psie i kocie, pilnuję wizyt i szczepień, gotuję w tygodniu z dnia na dzień, w niedzielę zawsze szykuję super śniadanie, obiad i kolację, w międzyczasie spacer z dzieckiem, piorę i układam w szafie, a jak mi odwali, to i poprasuję. Pamiętam o datach urodzin wszystkich członków rodziny i ogarniam prezenty, również te na gwiazdkę. A pan wraca z pracy, leży i ogląda seriale. Czasami powiesi pranie, jak poproszę. Nigdy nie czekał na mnie obiad ani kolacja. Raczej pan czekał, aż wrócę i zrobię.

Ostatnio ciągle się kłócimy, za chwilę się pozabijamy. Ja już nie wystarczam, wziął się za dziecko, a gdy stanęłam w obronie malucha, usłyszałam, że on ma dość, że tak nie idzie żyć. Mam wziąć bachora i wypier***. Całej reszty słów nie będę przytaczać, szkoda na to czasu. Najgorsze jest to, że nie mam gdzie iść. Muszę zostać, a za dwa dni, jak mu przejdzie, znowu udawać, że nic się nie stało...

#z9sox

Działo się to długie lata temu, kiedy jeszcze studiowałem. Mieszkałem w akademiku, w ośmiopiętrowym budynku. Mieszkałem wtedy na 7 piętrze, więc zwyczajowo korzystałem z windy. Kiedy wsiadłem na parterze, mała winda starego typu była pusta. Będąc już w środku, puściłem nasyconego aromatem pryka. Bodaj na 2 piętrze wsiadała jakaś dziewczyna, wcisnęła przycisk swojego piętra numer 5. Na 4 piętrze winda zatrzymała się, widocznie ktoś tam musiał czekać, wcisnął oba przyciski i wsiadł do drugiej windy, która przyjechała prędzej, ale nasza winda również się zatrzymała. W tym momencie moja współpasażerka zdecydowała, że ostatnie piętro pokona pieszo, zostawiając mnie samego w windzie. Do tej pory nie rozumiem, dlaczego zrezygnowała z dalszej jazdy :)

#YVT42

Każdego wieczoru, kiedy idę spać, muszę iść do toalety zrobić siku, nieważne, czy przed chwilą byłam, czy nie, trzeba i już. Tak więc jeśli nie mam za bardzo czym, to smyram się palcami po odcinku lędźwiowym kręgosłupa, bardzo delikatnie. Taki mój mały sekret jak sikać, gdy ci się nie chce :) Sprawdza się również, gdy muszę się pospieszyć.

#lpevR

Przez wiele lat przyjaźniłam się z jedną dziewczyną. Byłyśmy nierozłączne, dużo rozmawiałyśmy, wiedziałyśmy o sobie wszystko. Była w gorszej ode mnie sytuacji, więc co jakiś czas pożyczała ode mnie pieniądze. Zawsze jej dawałam, mimo że czasem sama nie miałam i pożyczałam od rodziców. Oczywiście oddawała. Lata mijały, ona znalazła sobie faceta. Często na niego narzekała. Starałam się jej pomagać, wspierać. Nie raz żaliła mi się, że nie daje już z nim rady, że jest straszny, że się go boi. W końcu zauważyłam, że pożycza pieniądze ode mnie, ale na papierosy, nowe sprzęty, jedzenie na mieście jakoś ma. Postanowiłam jej się postawić i kolejnym razem nie pożyczyć pieniędzy. Nagle nasza wieloletnia przyjaźń się ochłodziła. Zaczęła mi się chwalić, że jej facet jest cudowny i nie rozumie, dlaczego ja jestem tym zdziwiona. Relacjonowała mi, jakie to ma spełnione życie, fajną pracę. Narracja zmieniła się o 180 stopni. Obecnie mamy mało kontaktu. Czasem się odzywam, ale rozmowa nie jest podtrzymywana. 
Wychodzi na to, że byłam tylko bankomatem, a te wszystkie historie o złym życiu, problemach, wydzwanianie w płaczu były tylko po to, aby wzbudzić we mnie współczucie i otworzyć portfel. Jestem w szoku, że tyle lat żyłam w iluzji.

#mShY1

Nienawidzę swojej rodziny.

Mam 36 lat i straciłam 12 ciąż. Większość z nich ok. 20 tyg. Wiele wizyt, różni ginekolodzy w całym kraju... Nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje, bo badania są w normie. Prowadzę zdrowy tryb życia, nie palę i nie piję, uprawiam sport, a i tak od wielu lat, mimo starań z partnerem, nie jestem w stanie donosić ciąży.
Moja rodzina wie o każdym przypadku z osobna, bo za każdym razem to oni byli pierwszymi osobami, którym mówiłam, że „może tym razem się uda”, a zarazem byli też pierwszymi, którzy słyszeli, że jednak znów nie moja kolej.
Dla mnie każda z tych ciąż to ogromna strata, duże przeżycie, trauma. Mimo to na każdym spotkaniu rodzinnym jestem wypytywana: „kiedy dziecko?”, „zegar tyka”, „no my to się chyba nie doczekamy”, „staracie się?”, „no tę byś mogła donosić”... itd.

Moja rodzina nie rozumie, jak ciężko być w takiej sytuacji, bo sami mają ośmioro dzieci, mimo skrajnej biedy, nałogów i nadwagi.

Zanim kogoś zapytacie o dzieci lub w ogóle zaczniecie ten temat – zastanówcie się, czy ta osoba nie przechodzi podobnej tragedii, tyle że w ciszy.
Dodaj anonimowe wyznanie