#fzpiz

Od zawsze podobał mi się pewien facet. Typ imprezowicza, naprawdę przystojny, z poczuciem humoru itd. Jest 5 lat starszy, bywał już w dłuższych związkach. Ja sama jestem od kilku lat w związku i mimo że mój luby potrafi mnie rozśmieszyć i jest naprawdę dobrym facetem, nigdy nie czułam przy nim tzw. chemii, prędzej przyjaźń. Tak naprawdę nie wiem jak to się potoczyło, że jestem z nim.

W każdym razie ostatnio miałam okazję spotkać się na imprezie z dawno nie widzianą sympatią. Mój chłopak mieszka daleko, więc nie było go wtedy i oczywiście do dziś nie zdaje sobie sprawy co myślę i z kim wtedy dokładnie imprezowałam. Imprezowicz, nazwijmy go Z, cały czas szukał ze mną kontaktu. Dwa razy pocałował mnie znienacka. Potoczyło się to tak, że zostałam z nim sama, nawciskał mi milion kłamstw, w które ja głupia uwierzyłam. Kochaliśmy się całą noc, seks był świetny. Jednak myślę, że nigdy się mu nie podobałam, pewnie chciał mnie po prostu zaliczyć, a ja dałam mu to, czego chciał. Przez chwilę nawet wyglądał na szczęśliwego i naprawdę uwierzyłam, że może tak być. On nie wie, że jestem w związku, a ja sama do niedawna myślałam, że w życiu nikogo bym nie zdradziła. Oczywiście żałowałam od razu i żałuję do teraz.

Kilka dni po imprezie wyszło, jaki Z jest naprawdę, nie chcę go już widzieć. Najgorsze jest to, że mogę być w ciąży. Za wcześnie jednak na to, bym była pewna. I to jest najgorsze. Mój chłopak tak mnie kocha, że nawet nie wiem jak mogłabym go zostawić, nie raniąc go (zastanawiałam się już nad tym milion razy dużo wcześniej).

Wiem, że ocenicie nie jako dzi₩ke. Nie dziwię się. Nie wiem co mam zrobić. Pierwszy raz coś takiego odwaliłam.
Wstyd mi przed sama sobą...

#PFMx8

Gdy byłam dzieckiem, w każde wakacje przyjeżdżała do mnie kuzynka, która była ode mnie o rok starsza. Fajnie się razem bawiłyśmy, wymyślając coraz to nowe zabawy i o jednej z nich stanowczo wolałabym zapomnieć. Kuzynka miała starsze rodzeństwo, więc różne sprawy związane z seksualnością już wiedziała i oczywiście z ogromnym entuzjazmem przekazywała mi. Okazało się, że jej siostra od pewnego czasu czyta opowiadania erotyczne i Gośka postanowiła pod nieobecność siostry zrobić im zdjęcie. Chciałyśmy je przeczytać, ale żeby uniknąć nakrycia przez moich rodziców, postanowiłyśmy zrobić to podczas nocowania w namiocie.
No i gdy w końcu nadszedł ten czas, wślizgnęłyśmy się w śpiwory i zaczęłyśmy z ciekawością czytać. Niestety wtedy wpadł nam do głowy TEN pomysł. Postanowiłyśmy odtworzyć zabawy z tej opowieści. Najpierw kuzynka robiła mi dobrze, potem ja jej. Kolejnym krokiem było to, że kładłyśmy się na sobie i wykonywałyśmy posuwiste ruchy i tak kilka razy powtarzałyśmy te czynności... Do dzisiaj pamiętam, jaka czułam się po wszystkim zażenowana, a kuzynka następnego dnia mówiła, że źle się czuje i wróciła wcześniej do domu. Od tamtych wakacji już więcej nie nocowałyśmy u siebie nawzajem, a ja nadal na myśl o tym wydarzeniu czuję się tak samo zażenowana jak wtedy. Nie pamiętam, ile wtedy miałyśmy lat, nie wierzę też w to, że kuzynka tego nie pamięta. Cieszy mnie tylko fakt, że widuję się z nią raz na kilka lat, bo mieszka teraz za granicą.

#46CnA

Kilkanaście lat temu dostałam swoją pierwszą pracę - w urzędzie. Co rano wchodziłam do sekretariatu, brałam klucz od swojego ''gabinetu'' i szłam zająć się swoimi sprawami.

Któregoś dnia poszłam po ten klucz, a tam wielka taca pączków. Sekretarka mnie uświadomiła, że jest tłusty czwartek i MUSZĘ zjeść pączka, ''bo jak to tak, bez pączka?''. Nie dotarło, że nie lubię pączków, więc wysunęłam cięższe argumenty ''ale to nie jest moja religia''. Oburzenie zebranych (w końcu nie tylko ja po klucz przyszłam) uświadomiło mi, że oni wszyscy w ogóle nie widzą związku między tłustym czwartkiem a kalendarzem liturgicznym. To mnie zdziwiło, ale OK, trudno, ich sprawa. Odmówiłam raz jeszcze i wyszłam.
Siedzę sobie później i stukam w Excela i nagle wpada kobieta z... tacą pączków. Odmówiłam. Ale to firma stawia! Ach, to super, że ktoś wydaje moje podatki na pączki. Wygoniłam babę i wróciłam do pracy.
W końcu wyszłam za potrzebą. Jak wróciłam, na biurku leżał pączek.
Przez chwilę sądziłam, że mówię po chińsku, ale jak poszłam się pożalić koleżance z pokoju obok, to okazało się, że też jej wcisnęli. Jej cukrzyca też nie była dość dobrym argumentem.

#2jve8

Moja nauczycielka od historii ma tak usypiający głos, że podczas lekcji włączyłem dyktafon w telefonie, żeby wieczorem sobie to puszczać i szybciej zasypiać :)

Działa, a co więcej dzięki temu nie dość, że nie mam problemów z bezsennością, to i oceny z historii mi się poprawiły :D

#b7c56

Dziś, przeglądając forum numizmatyczne, dowiedziałem się, że moneta, którą znalazłem podczas pomagania mojemu starszemu bratu-wędkarzowi w wykopywaniu dżdżownic, jest warta prawie 30 tysięcy złotych!

Trochę tylko szkoda, że skarb ten znalazłem w wieku ośmiu lat i niedługo potem w szkole dałem go koledze w zamian za starą figurkę żółwia ninja, którą to potem wysadziłem petardą za garażami…

#Nm77A

O tym, jak wypięła się na mnie część mojej rodziny.

Rodzice zawsze mi powtarzali, że trzeba sobie na wszystko samemu na tym świecie zapracować. Tak też robiłem. Poszedłem na te same studia, na które poszła starsza kuzynka. Kiedy ja zaczynałem, ona była na 5 roku na tym samym uniwersytecie. Oczywiście jako nowy na studiach chciałem się dowiedzieć pewnych rzeczy, choćby jacy są wykładowcy, ale także np. jak napisać jakieś podanie, gdzie szukać rejestracji, do kogo pisać w razie problemów itp. Nie powiedziała mi nic. Cóż, dowiedziałem się sam. Kiedy ja skończyłem licencjat, kuzynka nie miała pracy. Wysłała pocztą kilka CV i narzekała głównie. Do dziś nie pracuje.

Od ciotki i kuzynki dowiedziałem się, że to okropny kierunek, że po tym pracy nie ma, przez co moja matka zaczęła namawiać mnie na zrobienie magisterki z czegoś innego. Nie zgodziłem się, brnąłem w swoje. W tym samym czasie inna kuzynka skończyła inny, podobny kierunek. Magistra robiłem zaocznie, w międzyczasie dorabiałem do studiów, w wakacje również pracowałem. Na 2 roku magistra udało mi się znaleźć staż, gdyż spodobałem się na praktykach. Po studiach robiłem jeszcze podyplomówkę z kierunku, na który poszła wcześniej druga kuzynka. Rozniosłem CV WSZĘDZIE. Chodziłem osobiście, znalazłem pracę na rok w miejscowości oddalonej ok. 100 kilometrów od domu. Wynająłem pokój, coby było taniej, bo zarabiałem bardzo mało. Rodzice musieli mi raz troszkę pomóc finansowo, z dziewczyną ledwo się spotykałem, ale i tak dobrnąłem jakoś do końca roku. Potem z doświadczeniem i dość bogatym CV po studiach i kursach dostałem pracę od ręki w mojej miejscowości.

Teraz do sedna. Zjechała się pewnego dnia rodzinka w domu jednej z ciotek i dowiedziałem się, że:
- Zrobiłem chamsko, że poszedłem na ten sam kierunek co dwie starsze kuzynki i "zabrałem im pracę".
- Przyjęli mnie, bo jestem facetem.
- Powinienem był oddać tę posadę kuzynce, bo ona jest starsza i nie ma pracy, a ja młody, to łatwo coś znajdę.
- Całe życie tylko studiowałem, kasę od rodziców wyciągałem (pomogli mi czasem, przyznaję, ale sam sobie do studiów dorabiałem), nic nie robiłem, a mam się lepiej niż kuzynka (która nigdy nie pracowała...).
- To nieładnie tak robić rodzinie i skoro już mam tam pracę, to powinienem chociaż kuzynkę polecić!
- I w ogóle to nie fair, że kuzynce nie powiedziałem, że jest oferta, tylko sam poszedłem, żeby stanowisko sobie zagarnąć, a nie zawalczyć o nie z kuzynką uczciwie.
Nie zdążyłem się nawet obronić, bo moi rodzice tak ciotce wygarnęli, że sama nieroba wychowała i że skoro szukała pracy, to dziwne, że tej oferty nie widziała i wyszliśmy...

Co ciekawe, druga kuzynka potrafiła i znaleźć pracę, i nawet pogratulować mi tego, że i ja znalazłem. Sama też ciężko pracowała. Do pierwszej ciotki już nie jeździmy.
Takie tam rodzinne sprawy...

#Y6Qci

Podobają mi się naturalne dziewczyny - bez makijażu. Mówiąc "naturalne", mam też na myśli takie, które się nie golą. Podoba mi się, jak dziewczyna ma włosy na pachach, nogach i pomiędzy. Do tego jak jeszcze ma nadwagę, tak z 10 kg, maks. 15 kg. Do tego dość wzrost poniżej 160 cm.

Wiem, jestem dziwny, ale jaki nudny byłby świat, gdyby wszyscy chcieli tego samego? Naturalność górą! ;)

#093kW

Mój brat jest alkoholikiem.
I nie, nie jest to tragedia.
Tragedią jest fakt, że stoczył się tak nisko, że budzi we mnie obrzydzenie.

Brat jest 4 lata starszy, nie żyliśmy jak jakaś serialowa idealna rodzina, ale było w porządku. Mieszkamy w domku jednorodzinnym, jemu jako starszakowi przypadła cala góra. Głównie ze względu na to, że miał się żenić i zrobić tam osobne mieszkanie dla siebie i swojej wybranki, nie byłby to problem - pracuje jako budowlaniec. I to chyba od jego pracy się w sumie zaczęło.

Gdy jeszcze chodził do szkoły średniej odkładał każdy grosz, ładnie się ubierał i dbał o siebie, gdy trafił na budowę, szczycił się tym ile zarabia i "piwkował" z kolegami, w końcu po pracy wypada, prawda?
Tylko że na jednym się nie kończyło. Zaczęły się długie rozmowy, tłumaczenia, wszystko na nic, bo go nie rozumiemy. Dziewczyna zabierała go z budowy ledwo przytomnego, gdy w nocy przestawał panować nad pęcherzem sprzątała, ale ile można tak żyć... Rzuciła go dwa lata temu, zabrakło jej cierpliwości do pijaka.
A on pił coraz więcej, tłumaczył się, że rozpacza po stracie dziewczyny i rodzice przymykali oko.

I jesteśmy w chwili obecnej, on pracuje na "czarno", gdy ma siły zwlec się z łóżka. Nie jest ubezpieczony, nie daje się namówić na zarejestrowanie w Urzędzie Pracy, bo "po co"... Do domu sprowadza meneli, obrzydliwych zapitych żuli, którzy gdy tylko się uchleje, schodzą na dół i mnie obłapiają, licząc na szybki numerek.

Tydzień przed sylwestrem jakiś kolega przywiózł mu 22-letnią upośledzoną dziewczynę, matkę dwójki malutkich dzieci. Siedzieli u niego tydzień, pili i pieprzyli się cały czas, nie tylko mój brat, bo i jego żulowaci koledzy na zmianę ją wykorzystywali. Dziewczyna ani razu się nie umyła, nie zeszła na dół. Sika do wiaderka, nie wiem czemu... i chodzi naga. Nie docierało do niej, gdy jej mówiłam, że ma iść, że dzieci na nią czekają.

Gdy poszłam do góry zobaczyć co się dzieje, w jej otwartej torebce były moje rzeczy, widocznie okradała mnie, gdy byłam w pracy. Wezwałam policję. Zabrali i ją, i jego na wytrzeźwiałkę.
On wrócił wielce obrażony, że mu niszczę życie, rodzice mieli pretensję o to, co powiedzą sąsiedzi.

Dzisiaj wróciła, z walizkami, z dzieciakami. Brat jest zachwycony, bo piją razem. Ona dostaje 500+, mają teraz za co żyć. Dzieci siedzą na dole, bo je wykopała za drzwi, a moi rodzice nic nie mówią. Poszłam na nią nawrzeszczeć i dostałam od brata w twarz, rodzice stwierdzili, że moja wina, po co się wtrącam w jego sprawy.

Zrobi mi krzywdę, jeśli ich zgłoszę, zrobię sobie krzywdę, jeśli nic nie zrobię.
Stał się dla mnie obcym człowiekiem. Obrzydliwym, patologicznym śmieciem.
Nie mogę na niego patrzeć, a muszę znosić to, że rodzice nic nie robią.
Nie mam już sił.

#HEcAv

Choruję na depresję, a od trzech lat mam również zaburzenia odżywiania. Jak wiecie czy też nie, oba te zaburzenia są bardzo trudne, zdrowy człowiek, nawet gdyby próbował, nigdy nie zrozumie uczucia pustki, z jaką zmagają się osoby z depresją. Ponad pół roku temu przestałam dawać sobie radę i podzieliłam się ze swoim problemem z przyjaciółką, moja przyjaciółka odsunęła się ode mnie. Przestała dzwonić i ze mną wychodzić. Zdaję sobie sprawę z tego, że przez depresję bardzo często odmawiałam jej spotkań, ale ja wtedy byłam całkiem sama, zmagając się z problemami, czasem nawet nie miałam siły wstać z łóżka. Nie mówiłam jej tego, gdyż nie chciałam obarczać jej moim problemem. Mam wrażenie, że dla mojej przyjaciółki znikam, odsunęłyśmy się od siebie, rozmawiamy tylko w szkole. Nawet się śmiejemy, ale to tylko tyle wiedzę, że jest coś nie tak. Rozumiem, że moja przyjaciółka w momencie, w którym ja nie byłam w stanie być przy niej, znalazła sobie innych znajomych i przyjaciół. Bardzo się cieszę z tego powodu, bo często, gdy opowiada o nich widzę, że jest szczęśliwa. Bardzo mi jej brakuje i teraz gdy zaczęłam brać leki i chodzić na terapię mimo tego, że cały czas jest mi bardzo ciężko, mam nadzieję, że wyzdrowieję i będę szczęśliwa, dlatego też zaczęłam próbować znów „wychodzić do ludzi”. Jak już pisałam wcześniej moja przyjaciółka nie jest chętna do relacji ze mną, gdy proponuję jej spotkanie ona odmawia, mówiąc, że wychodzi z kimś innym lub unika tematu. Próbowałam z nią rozmawiać na ten temat, zapytać się, dlaczego w momencie, w którym poczułam się lepiej nie ma już dla mnie miejsca. Ona uważa, że nic się nie zmieniło i że tak po prostu przestała wkładać siły w naszą relację. Możecie pomyśleć sobie po tym, co teraz napiszę, że jestem ogromną egoistką, ale po prostu zastanawia mnie to. Dlaczego moja przyjaciółka nigdy nie zapytała mnie jak się czuję, nie zapytała mnie mimo tego, że wie, że choruję. Nie zapytała mnie od czasu powiedzenia jej o tym. Potrafiłyśmy siedzieć obok siebie, gdy zaczynałam płakać, a ona nie próbowała zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Może powiecie, że nie wiedziała, jak mi pomóc, nie umiała, ale ja uważam, że ona nie chciała, nadal nie chce. Dlaczego moja przyjaciółka, osoba, która jest dla mnie tak ważna, nie próbuje wspierać mnie podczas choroby i udaje, jakby jej nie było? Depresja jest przy mnie codziennie, ona nigdy nie znika. Próbowałam wytłumaczyć jej, jak ciężko jest mi z chorobą, ale ona nie próbowała zrozumieć. Dlaczego w takim momencie mojego życia się ode mnie odsunęła? Chcę, żeby było jak wcześniej. Rozumiem, że dla mnie już nie ma już miejsca. Uwierzcie mnie, że bardzo chciałabym usiąść nią i porozmawiać o tym bólu i cierpieniu, które jest przy mnie codziennie, ale nie potrafię.
Dodaj anonimowe wyznanie