#xBAKM
W pierwszych klasach podstawówki na dodatkowych zajęciach z wychowania fizycznego zdarzało mi się mieć styczność z pewną babą, którą na potrzeby historii nazwę Babą Wredną. Już od pierwszego spotkania wiedziałam, że babsko mnie nienawidzi. Nie miałam pojęcia, czym mogłam jej podpaść. Przez sporą część podstawówki byłam wyciszona i uczyłam się tak, że rodzice nie mieli ze mną w tym temacie żadnego problemu. W głębi duszy modliłam się, żeby z Babą Wredną nie mieć tylko zajęć od IV klasy, kiedy to w planie pojawiały się regularne zajęcia z wychowania fizycznego.
Miałam to szczęście, że trafiłam do grupy Baby Wrednej i zaczęło się moje małe piekło. Ciągle się na mnie darła, a na krzyk umiałam jedynie reagować płaczem, bo w domu nikt nie musiał na mnie podnosić głosu. Ćwiczenia, które byłam w stanie zrobić z palcem w nosie, partaczyłam i kończyłam z dwójami i trójami w dzienniku. Pocieszałam się tym, że klasa nie prześladowała mnie z tego powodu w żaden sposób. Co więcej, ja i kilku znajomych jechaliśmy na tym samym wózku.
W V klasie powiedziałam dość. Nie miałam zamiaru na jej zajęciach uronić choćby jednej łezki. Postanowiłam, że będę po prostu robić swoje. Na kilku zajęciach Baba Wredna zarządziła biegi na 600 m z myślą, że jej pupilki, które namiętnie faworyzowała na każdym kroku, pokażą, co potrafią i będzie mogła je wysłać na zawody międzyszkolne. Problem się pojawił, kiedy wszystkie biegi treningowe, ku jej i mojemu zdumieniu, zaczęłam wygrywać ja.
Z liczbami ciężko było dyskutować, więc Baba Wredna z ogromną niechęcią wysłała mnie na te zawody razem z kilkoma jej pupilkami. Zajęłam pierwsze miejsce, a babsko łaskawie postawiło mi na koniec roku 5. Swoim pupilkom oczywiście dała 6, bo... brały udział w zawodach. :D Nieraz próbowałam walczyć u niej o wyższą ocenę, ba!, angażowałam w to nawet moją wychowawczynię, ale babsko z jakiegoś powodu było nie do ruszenia.
Czas na anonimową część. Regularnie chodzę do kościoła. Wracając na weekendy do domu, wiecznie trafiam na msze w jej intencji. Słynne 'wysłuchaj nas, Panie' po wyrecytowaniu intencji dotyczącej jej osoby sprawiało, że nieraz siedziałam cicho, bo gotowałam się w środku ze wściekłości. Dopiero po latach byłam się w stanie przemóc, żeby to powiedzieć bez skrzywienia na twarzy. Kto wie, może gdyby nie ona, człowiek nie potrafiłby teraz tak zaciekle walczyć o swoje?
U wuefistów to zawsze tak jest, pupilki w 99% dziewczyny grające w siatkówkę na zawodach. Są wychwalane, mimo że tylko jadą do sąsiedniej szkoły w tym samym wygwizdowie i odbijają piłkę z laskami z tejże szkoły, a to że wuefistka ma z nimi pare lekcji w tygodniu to jest to dla niej powód do dumy, bo jej uczennice odbijają piłkę trochę lepiej od innych i może nawet wygrają w mistrzostwach powiatu, mimo że pożytku z tego żadnego nie będzie (poza kolejnym pozłacanym pucharem walającym się gdzieś na półce obok 30 innych XD) to i tak im należą się lepsze oceny z wuefu nawet jeśli na rozgrzewce tylko udają że ćwiczą, a aktywności na ocenę robią na odπerdol to i tak wyższa ocena się należy. A jak cała klasa leci na 4 (w skrajnych przypadkach na 3), oczywiście poza "ulubienicami" to znaczy że cała klasa to łamagi, a honor klasy (i szkoły w danej kategorii wiekowej) ratuje tylko ta elita. Oczywiście jak jedziecie na konkursy z matematyki/fizyki/chemii/biologii itd. to i tak nie będziecie mieli takich forów jak z wf. Cały system oceniania z WF też jest zajebisty: nauczycielka w niemożliwie do przeprowadzenia w obiektywny sposób, was ocenia. A jak pojawił się pomysł matury z wf to w ogóle nie mogłem powstrzymać śmiechu. Niech sobie awf robią własne testy (jak na architekturze egzamin z rysunku)