#EK57T

Moja płodność zanika, jesteśmy dość młodzi. Moim marzeniem jest być matką, mam partnera stałego od 8 lat. Mieszkamy razem, oboje pracujemy i mamy się świetnie. Chciałabym zajść w ciążę, a on o niczym nie wie, jestem już na czwartej stymulacji, ale na razie nic. Przez to wszystko przechodzę sama. Wiem, że on pokocha to dziecko całym sercem, bo mówi, że chce być kiedyś ojcem, ale jeszcze nie teraz, że jak już, to za 2–3 lata. Mam ochotę to przerwać, ale czuję, że się w tym zatraciłam, po prostu w tej chęci bycia matką. Nie wiem, co robić, czy przestać walczyć o to dziecko, ale jeśli stracę tę szansę, to wiem, że nie dam rady żyć z myślą, że nie będę mogła mieć już dzieci… I boję się, że wtedy ten związek się rozpadnie. Bo on głupio pieprzy, że zawsze możemy zaadoptować, a mi nie do śmiechu. Czy jestem okropna?
AnonimADHD Odpowiedz

No tak się nie robi, bo może się okazać że partner nie chce dziecka i co wtedy, kolejna samotna matka.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#czE6e

Mój ojciec uważa ludzi bez studiów za przegrywów. Niejednokrotnie podczas obiadów wyszydza i wyzywa ludzi bez magistra, no sam licencjat nie wystarczy, wtedy nadal jesteś przegrywam. Ode też tego oczekuje, żeby mieć co wrzucić na Facebooka.

Sam ledwo skończył zawodówkę.
montana8419 Odpowiedz

Więc kim on jest? - zapytaj go o to!

Odpowiedzi (1)
anonimowe6692 Odpowiedz

Następnym razem jak będzie wyszydzał zawsze możesz mu powiedzieć, zeby się nie wypowiadał bo nawet licencjatu nie ma, więc co taki przegryw jak on może mieć do powiedzenia ;)

Zobacz więcej komentarzy (1)

#WrMbx

Zastałem kobitę klęczącą przed obcym typem. Siedze teraz i zastanawiam się czego jej brakowało. Jestem rozwodnikiem, była żona była przemocowcem, cudem się od niej uwolniłem, porzuciła syna. Poznałem później ją, która była calkowitym przeciwieństwem byłej żony. Sama była ofiarą wieloletniej przemocy domowej ze strony matki, była cicha, zagubiona, przestraszona z mnóstwem traum, ale jednoczesnie prezentowała cechy ciepłej, miłej, ułożonej i bardzo troskliwej kobiety. Kiedy ją poznałem, nie miała nic, mieszkała w warunkach urągającej ludzkiej godności. Stworzyliśmy zwiazek, dałem jej dom, bezpieczeństwo, oparcie, starałem sie rozumiec i przepracowywać z nią jej traumy, umożliwiłem i opłacałem terapie. Myślalem, że po latach życie sie do mnie znów uśmiecha i byłem przekonany, że ona też jest szczęśliwa, mówiła, że mnie kocha i popierała słowa czynami. Jestem teraz strasznie zawiedziony. Zaufałem jej, naprawdę ufałem i wierzyłem. A teraz? A teraz na nowo obudziły się we mnie te wszystkie uprzedzenia do kobiet.

#ouT90

Pamiętam, że nigdy jakoś szczególnie nie tęskniłam za rodzicami. Mój pierwszy dłuższy wyjazd bez rodziców, konkretnie tygodniowy, miałam zorganizowany jeszcze w przedszkolu. Inne dzieci codziennie nawet po kilka razy dzwoniły do swoich rodziców, płakały z tęsknoty, spały z masą pluszaków, których ja w ogóle nawet nie myślałam żeby spakować. Nie rozumiałam jak można tak bardzo przeżywać jedynie tydzień rozłąki, panie przedszkolanki dziwiły się, że ja przeżywałam ten czas tak spokojnie. Później, mając 10 lat, pojechałam z harcerstwem na miesięczny obóz. Tym razem nie tylko nie tęskniłam za domem, ale cieszyłam się, że tyle czasu będę mogła spędzić bez rodziców. Teraz rozumiem, że przez cały ten czas bałam się ojca, ponieważ bił mnie od kiedy miałam 4 lata, nie jakoś szczególnie mocno ani często, ale bałam się jakichkolwiek interakcji z nim. Do tej pory czuję ogromny stres kiedy choćby usłyszę jego głos. Nie lubię też szczególnie kontaktów fizycznych z nikim, nawet z przyjaciółką na powitanie.

#zXeV5

Co jakiś czas budzę się z krzykiem budząc przy tym swoją narzeczoną. Czasem krzyczę "PUTIN NIE!" Mówię jej, że śni mi się, że Rosjanie nas zaatakowali i wybili. Tak naprawdę to kilka lat temu byłem w PiS o czym ona nie wie, i śni mi się ten sam koszmar, że jeszcze jestem w partii i w mediach mówią, że Putin umarł przez co partia traci finansowanie i wszyscy ogólnie panikują i płaczą wraz ze mną. Głupi koszmar ale przecież jej nie powiem bo i tak mnie do psychologa chce wysłać a tak to odejdzie ode mnie pewnie.
montana8419 Odpowiedz

Bzdura, przecież wiadomo że Putin finansuje tylko Konfederację Brauna.

Odpowiedzi (1)

#pJkr6

Zaręczyny pełne radości i łez. Ogromnie się ucieszyłam! Płakałam i śmiałam się jednocześnie. Ale pierścionek mi się nie podoba.. totalnie nie mój styl, nie moje gusta. Nim się ktoś spruje, każdy ma prawo lubić coś innego i nie oznacza, że jestem materialistką lub wybrzydzam. Wiele lat temu kupiłam sobie złoty pierścionek i jest on całkiem odmienny od zaręczynowego. Naprawdę jestem zadowolona z przebiegu sytuacji i już zaczynam planować wiele elementów ślubu oraz wesela ale nie dam rady nosić tego pierścionka.
KarolinaPoludniowa Odpowiedz

Już tu było prawie identyczne wyznanie #Ze76F. Tam w komentarzach właściwie wszystko zostało powiedziane, ja tylko dodam, że masz kilka możliwości: sprzedaż, zwrot/ wymiana pierścionka na inny, sprzedaż i kupno innego, albo w ogóle innej części biżuterii jak np. kolczyków, łańcuszka z zawieszką czy bransoletki (jak narzeczony ogarnięty, to zrozumie i nie będzie robił z tego dramy). Możesz go też trzymać w szufladzie i w ogóle nie nosić bądź tylko na specjalne okazje - większość tych pierścionków zaręczynowych, abstrahując od estetyki, jest mocno niefunkcjonalna - pierścionek z pojedynczym kamieniem lub ich większą ilością ujętą w ,,łapki” zahacza dosłownie o wszystko - ubrania, rajstopy, włosy podczas czesania, poduszki na sofie itd., co jest generalnie dyskwalifikujące dla komfortowego noszenia go na co dzień.

Odpowiedzi (3)

#Xh4DX

Mam żonę. Jesteśmy od wielu lat w związku. W trakcie związku kilkukrotnie wybaczyłem jej zdradę - nie pytajcie dlaczego. Nie wiem, z perspektywy czasu wiem, że byłem głupi, stwierdziłem, że będzie ok. Zdradzała mnie przed ślubem, ale zdecydowałem się na ten ślub.

Jesteśmy kilka lat po ślubie i spodziewamy się dziecka, którego w zasadzie chcieliśmy. To nie była żadna wtopa. Problem jest taki, że jeszcze zanim się dowiedziałem o ciąży jakby czar prysł. Do mojej głowy wróciły czarne wizje sprzed związku dotyczące zdrad. Nie czuję do niej w tym momencie żadnej chemii, nie daje mi żadnej radości z życia, a jeszcze zalewa mnie swoimi problemami, totalnie ignorując moje.

Unikałem relacji z kobietami, bo wydawało mi się, że mam jedną, swoją kobietę, niemniej zakolegowałem się przez pracę i pasję z jedną koleżanką. Nie łączą nas żadne stosunki erotyczne ani inne wskazujące na "chemię". Widujemy się rzadko, bardzo rzadko, ale kiedy się widzimy mam perspektywę uśmiechniętej kobiety, przy której również ja się śmieję, uśmiechem i czuję po prostu dobrze. Dlaczego o tym piszę? Nie, podkreślam - nie dlatego, że mnie do niej ciągnie, a dlatego, żeby wam pokazać jak czuję się w innym towarzystwie. Mam zasadę. Nie zdradzam i nawet o tym nie myślę dopóki swojego "burdelu" nie posprzątam.

Jeśli odejdę od żony, gdy ta jest w ciąży - to ja ujdę za tyrana. Jeśli zostawię kobietę z małym dzieckiem, to ja będę tym złym.
Już nawet nie dbam o finanse, bo wiem, że na rozwodzie wyjdę totalnie do tyłu. To ja finansowałem znaczną część naszego życia, opłacałem większość rachunków, większą część kredytu, wycieczek. W skrócie - wszystkiego.

Jestem obecnie w takim dołku i sytuacji loss - loss dla mnie, że nie wiem, co robić. Podpowiecie?
NAUS Odpowiedz

Może i wyjdziesz na tyrana, ale za to Twoja żona już dawno wyszła na kurwę, więc nikt nie powinien mieć z tym problemu.

Tym bardziej, jeśli testy na ojcostwo wykażą to, czego każdy czytający to wyznanie się raczej domyśla, a co jakimś cudem sądząc po tym wyznaniu - co mnie zdumiewa - nie przyszło Ci nawet do głowy.

Na pewno nie dbasz o finanse? Jesteś pewien? Pomyśl o tym, że zważywszy na okoliczności, masz co najmniej 50% (i to naprawdę już zaniżyłem) szans na wychowywanie i utrzymywanie nie swojego dziecka przez minimum 18 kolejnych lat, jeśli znów olejesz temat. Niech ta wizja da Ci motywację do odszukania gdzieś w piwnicy słoika ze swoimi jajami i działania.

Powodzenia.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#Upu5y

Czesc wszystkim.

Może mały rys moich przeżyć.

Wstyd o tym pisać ale taka jest prawda.Mam 27 lat. Moje życie to głównie hospitalizację psychiatryczne było ich 20. Były także terapię w których nigdy nie potrafiłem się odnaleźć. Bywałem na schroniskach i noclegowniach. Moja edukacja zakończyła się na etapie gimnazjalnym ponieważ nigdy nie wiedziałem co jest ze mną nie tak i dusiłem w sobie emocje. De facto musiałem to robić ponieważ mam ADHD i musiałem jakos to maskować. Dosrastalem sam. Moja matka musiała wiecznie pracować i to na dwa etaty. Byłem cały czas sam w domu bez kanalizacji i innych udogodnień

Z takich powodów zawsze byłem nieśmiały. Nigdy nie miałem przez dłuższy czas kolegow ani nikogo bliskiego. Te szpitale to wszystko co przeżyłem odcisnęło na mnie piętno. Jestem teraz w takim miejscu gdzie nie mam siły na cokolwiek.

Byłem w pewnej relacji internetowej. Była dla mnie całym światem i dawała mi nadzieję na cokolwiek. Niestety to się skończyło bo nie miało prawa trwać dalej. Po prostu jest mi tak żal bo ta osoba robiła co w jej mocy aby mi pomóc. Ale od zakończenia tego mija 39 dzień a ja cały czas w marazmie. Powiem tyle tak szczerze pisząc. Było to dla mnie najpiękniejsze przeżycie w życiu ale jednak cena jest zdecydowanie za wysoka. Nie mam się od czego odbić nie mam stałej pracy wszyskto co robiłem to były zrywy nie patrząc na swoje zdrowie psychiczne i fizyczne bo nie miałem jak.

Chciałem się tylko tym podzielić i dziękuję że ktokolwiek to przeczyta
Meanness Odpowiedz

Dziękuję, że Pan żyje. Tak długo, jak Pan żyje, ma Pan możliwość znalezienia wielu miłych osób.

#eI3LC

Mam prawie 20 lat i nigdy nie miałam chłopaka.
Nie piszę tego wyznania, żeby się poskarżyć czy pożalić z tego powodu, wręcz przeciwnie.

Wyprowadziłam się z domu rodzinnego na studia, wynajmuję sama kawalerkę i jestem tu najszczęśliwsza na świecie. Wracam do cichego domu, gdzie wszystko jest na swoim miejscu i gdzie mogę robić co chcę. Nikt nie kręci się w mojej przestrzeni, nie hałasuje, nie robi bałaganu, nie wymaga nie wiadomo czego. Nie muszę się przed nikim z niczego tłumaczyć ani dostosowywać się do jego planów czy wyobrażeń.

A jednak wszyscy traktują mnie jak nienormalną. Rodzice i reszta rodziny przy każdej okazji pytają mnie kiedy w końcu kogoś przyprowadzę, żartują że zostanę starą panną z kotami. Znajomi to samo, ciągle tylko rozmowy o tym, że związki to fajna rzecz i w końcu też kogoś sobie znajdę, że warto, że miło jest mieć się do kogo przytulić czy porozmawiać.

A ja patrzę na te wszystkie związkowe historie, nawet te z Anonimowych, o zdradach, o kontrolowaniu, o przemocy i wszystkich innych dramach ze związkami związanymi. Słucham o kłótniach o pierdoły, takie jak niewyniesienie śmieci czy brudna skarpetka na podłodze. Widziałam osoby dla których bycie w związku jest ich całą osobowością i sensem życia, co jest w mojej opinii po prostu poniżające. Dodatkowo wszędzie obecny jest temat wygórowanych standardów które trzeba spełniać by znaleźć odpowiedniego partnera. Standardów których również nie spełniam i spełniać nie zamierzam.

Już samo słuchanie o problemach związkowych moich znajomych mnie męczy i irytuje. Jestem zadowolona z obecnego stanu rzeczy w swoim życiu i nie chcę na siłę go zmieniać, mimo że okazje to tego też już miałam. Sama radzę sobie ze wszystkim bardzo dobrze i nie potrzebuję partnera "żeby się mną zaopiekował". Nigdy nie ciągnęło mnie do romantycznych relacji, a sama wizja bycia w związku mnie brzydzi / przeraża. W związku czułabym się jakby to było ograniczenie mojej niezależności i wolności, próba zmiany tego kim jestem.

Czy faktycznie jestem nienormalna? Czy tylko mi się wydaje że nie zawsze i nie dla każdego związek to odpowiednia rzecz?

#4o32N

W wieku 27 lat miałem pierwszy raz z prostytutką i nie żałuję tego. Wyznanie będzie incelsko - redpillowe, podkute żalem. Poszedłem do prostytutki, ponieważ wiedziałem, że nigdy nie będę niczyją pierwszą miłością, że nie będzie tych emocji, pełnej bomby uczuć, gdy dwoje ludzi są swoimi pierwszymi. Zanim poszedłem do prostytutki poszedłem na kilka randek. Jednak była po przejściach, więc uznała, że na następnego tak się nie otworzy. Inna była samotną matką mimo, że była bardzo ładna. Skreśliłem ją od razu. Uznałem, że jako prawiczek nie będę się tak poniżał i płacił za czyjeś błędy młodości (już i tak nie mają doświadczenia było to moim piętnem). Każde spotkanie napawało mnie goryczą, bo szukałem czegoś czego nie tyle intymnie co emocjonalnie nie doświadczyłem. Wiedziałem, ze najlepsze lata na pierwszą miłość i wszystkie jej urokliwe aspektyw to czas dorastania, gdy inaczej się patrzy na świat i się wszystko przeżywa inaczej, tym bardziej pierwsze chwile. Więc już będąc zżerany przez gorycz i kryzys wieku, czytając zarówno i incelskie fora jak i męskie, posłuchałem się porady i skorzystałem z usług. Było to jak zrzucenie z siebie piętna, a dziewczyna wykonująca zawód była bardzo miła, pytała się czy to pierwszy raz itd. Pokazała wiele ciekawych „fetyszy”. Potem widząc, że to dosyć proste szukałem dobrych ogłoszeń i chodziłem, stało się to z początku leczeniem piętna a skończyło się fajną rozrywką. Wydałem ileś tam tysięcy, ale czuję się usatysfakcjonowany. Uzmysławiając sobie, że już nigdy nie będę w wieku 16/17 lat całował się na jakimś murku, że szansa na coś tak pięknego minęła bezpowrotnie postanowiłem pójść już aspekt, gdzie zbliżenie intymne jest tylko rozrywką i spełnieniem erotycznych fantazji.
NAUS Odpowiedz

Wbrew pozorom Twoje wyznanie jest przerażające. Jesteś niewolnikiem własnych samoograniczających lęków i przekonań, i nawet tego nie widzisz. Nie wiem jakie fora czytałeś, ale skoro porady jakie tam otrzymałeś były typu: płać za seks --> zbuduj w sobie przekonanie, że jesteś nic nie wart i nie zasługujesz na miłość i uznanie, i nigdy ich w inny sposób nie dostaniesz ---> zbuduj toksyczną i niszczącą zależność; to powinieneś ich nie czytać.

A już najgorsze jest chyba to, że Ty autentycznie widzisz to jako coś pozytywnego, jako krok naprzód, podczas gdy był to po prostu Twój ostateczny akt kapitulacji przed okolicznościami i jednoznaczna porażka.

Nie wiem skąd wziąłeś te przekonania o najlepszych latach na pierwszą miłość i innych pierdach, o których piszesz, ale naprawdę czas chyba żeby ktoś Cię złapał za ramiona i mocno Tobą potrząsnął. Jedyna sensowna rzecz jaką napisałeś w tym wyznaniu to zrezygnowanie z relacji z osobą mającą już dziecko. Jeśli Ty jesteś niedoświadczony i masz "czystą kartę" (choć nie masz, bo masz nieźle nasrane we łbie), to taka relacja nie byłaby dla Ciebie dobra. Sądząc po tym wyznaniu, dla tej kobiety i jej dziecka raczej też nie.

Ogarnij się, już czas.
Powodzenia.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie