#czE6e
Sam ledwo skończył zawodówkę.
Więc kim on jest? - zapytaj go o to!
Następnym razem jak będzie wyszydzał zawsze możesz mu powiedzieć, zeby się nie wypowiadał bo nawet licencjatu nie ma, więc co taki przegryw jak on może mieć do powiedzenia ;)
#WrMbx
#ouT90
#zXeV5
Bzdura, przecież wiadomo że Putin finansuje tylko Konfederację Brauna.
#pJkr6
Już tu było prawie identyczne wyznanie #Ze76F. Tam w komentarzach właściwie wszystko zostało powiedziane, ja tylko dodam, że masz kilka możliwości: sprzedaż, zwrot/ wymiana pierścionka na inny, sprzedaż i kupno innego, albo w ogóle innej części biżuterii jak np. kolczyków, łańcuszka z zawieszką czy bransoletki (jak narzeczony ogarnięty, to zrozumie i nie będzie robił z tego dramy). Możesz go też trzymać w szufladzie i w ogóle nie nosić bądź tylko na specjalne okazje - większość tych pierścionków zaręczynowych, abstrahując od estetyki, jest mocno niefunkcjonalna - pierścionek z pojedynczym kamieniem lub ich większą ilością ujętą w ,,łapki” zahacza dosłownie o wszystko - ubrania, rajstopy, włosy podczas czesania, poduszki na sofie itd., co jest generalnie dyskwalifikujące dla komfortowego noszenia go na co dzień.
#Xh4DX
Jesteśmy kilka lat po ślubie i spodziewamy się dziecka, którego w zasadzie chcieliśmy. To nie była żadna wtopa. Problem jest taki, że jeszcze zanim się dowiedziałem o ciąży jakby czar prysł. Do mojej głowy wróciły czarne wizje sprzed związku dotyczące zdrad. Nie czuję do niej w tym momencie żadnej chemii, nie daje mi żadnej radości z życia, a jeszcze zalewa mnie swoimi problemami, totalnie ignorując moje.
Unikałem relacji z kobietami, bo wydawało mi się, że mam jedną, swoją kobietę, niemniej zakolegowałem się przez pracę i pasję z jedną koleżanką. Nie łączą nas żadne stosunki erotyczne ani inne wskazujące na "chemię". Widujemy się rzadko, bardzo rzadko, ale kiedy się widzimy mam perspektywę uśmiechniętej kobiety, przy której również ja się śmieję, uśmiechem i czuję po prostu dobrze. Dlaczego o tym piszę? Nie, podkreślam - nie dlatego, że mnie do niej ciągnie, a dlatego, żeby wam pokazać jak czuję się w innym towarzystwie. Mam zasadę. Nie zdradzam i nawet o tym nie myślę dopóki swojego "burdelu" nie posprzątam.
Jeśli odejdę od żony, gdy ta jest w ciąży - to ja ujdę za tyrana. Jeśli zostawię kobietę z małym dzieckiem, to ja będę tym złym.
Już nawet nie dbam o finanse, bo wiem, że na rozwodzie wyjdę totalnie do tyłu. To ja finansowałem znaczną część naszego życia, opłacałem większość rachunków, większą część kredytu, wycieczek. W skrócie - wszystkiego.
Jestem obecnie w takim dołku i sytuacji loss - loss dla mnie, że nie wiem, co robić. Podpowiecie?
Może i wyjdziesz na tyrana, ale za to Twoja żona już dawno wyszła na kurwę, więc nikt nie powinien mieć z tym problemu.
Tym bardziej, jeśli testy na ojcostwo wykażą to, czego każdy czytający to wyznanie się raczej domyśla, a co jakimś cudem sądząc po tym wyznaniu - co mnie zdumiewa - nie przyszło Ci nawet do głowy.
Na pewno nie dbasz o finanse? Jesteś pewien? Pomyśl o tym, że zważywszy na okoliczności, masz co najmniej 50% (i to naprawdę już zaniżyłem) szans na wychowywanie i utrzymywanie nie swojego dziecka przez minimum 18 kolejnych lat, jeśli znów olejesz temat. Niech ta wizja da Ci motywację do odszukania gdzieś w piwnicy słoika ze swoimi jajami i działania.
Powodzenia.
#Upu5y
Może mały rys moich przeżyć.
Wstyd o tym pisać ale taka jest prawda.Mam 27 lat. Moje życie to głównie hospitalizację psychiatryczne było ich 20. Były także terapię w których nigdy nie potrafiłem się odnaleźć. Bywałem na schroniskach i noclegowniach. Moja edukacja zakończyła się na etapie gimnazjalnym ponieważ nigdy nie wiedziałem co jest ze mną nie tak i dusiłem w sobie emocje. De facto musiałem to robić ponieważ mam ADHD i musiałem jakos to maskować. Dosrastalem sam. Moja matka musiała wiecznie pracować i to na dwa etaty. Byłem cały czas sam w domu bez kanalizacji i innych udogodnień
Z takich powodów zawsze byłem nieśmiały. Nigdy nie miałem przez dłuższy czas kolegow ani nikogo bliskiego. Te szpitale to wszystko co przeżyłem odcisnęło na mnie piętno. Jestem teraz w takim miejscu gdzie nie mam siły na cokolwiek.
Byłem w pewnej relacji internetowej. Była dla mnie całym światem i dawała mi nadzieję na cokolwiek. Niestety to się skończyło bo nie miało prawa trwać dalej. Po prostu jest mi tak żal bo ta osoba robiła co w jej mocy aby mi pomóc. Ale od zakończenia tego mija 39 dzień a ja cały czas w marazmie. Powiem tyle tak szczerze pisząc. Było to dla mnie najpiękniejsze przeżycie w życiu ale jednak cena jest zdecydowanie za wysoka. Nie mam się od czego odbić nie mam stałej pracy wszyskto co robiłem to były zrywy nie patrząc na swoje zdrowie psychiczne i fizyczne bo nie miałem jak.
Chciałem się tylko tym podzielić i dziękuję że ktokolwiek to przeczyta
Dziękuję, że Pan żyje. Tak długo, jak Pan żyje, ma Pan możliwość znalezienia wielu miłych osób.
#eI3LC
Nie piszę tego wyznania, żeby się poskarżyć czy pożalić z tego powodu, wręcz przeciwnie.
Wyprowadziłam się z domu rodzinnego na studia, wynajmuję sama kawalerkę i jestem tu najszczęśliwsza na świecie. Wracam do cichego domu, gdzie wszystko jest na swoim miejscu i gdzie mogę robić co chcę. Nikt nie kręci się w mojej przestrzeni, nie hałasuje, nie robi bałaganu, nie wymaga nie wiadomo czego. Nie muszę się przed nikim z niczego tłumaczyć ani dostosowywać się do jego planów czy wyobrażeń.
A jednak wszyscy traktują mnie jak nienormalną. Rodzice i reszta rodziny przy każdej okazji pytają mnie kiedy w końcu kogoś przyprowadzę, żartują że zostanę starą panną z kotami. Znajomi to samo, ciągle tylko rozmowy o tym, że związki to fajna rzecz i w końcu też kogoś sobie znajdę, że warto, że miło jest mieć się do kogo przytulić czy porozmawiać.
A ja patrzę na te wszystkie związkowe historie, nawet te z Anonimowych, o zdradach, o kontrolowaniu, o przemocy i wszystkich innych dramach ze związkami związanymi. Słucham o kłótniach o pierdoły, takie jak niewyniesienie śmieci czy brudna skarpetka na podłodze. Widziałam osoby dla których bycie w związku jest ich całą osobowością i sensem życia, co jest w mojej opinii po prostu poniżające. Dodatkowo wszędzie obecny jest temat wygórowanych standardów które trzeba spełniać by znaleźć odpowiedniego partnera. Standardów których również nie spełniam i spełniać nie zamierzam.
Już samo słuchanie o problemach związkowych moich znajomych mnie męczy i irytuje. Jestem zadowolona z obecnego stanu rzeczy w swoim życiu i nie chcę na siłę go zmieniać, mimo że okazje to tego też już miałam. Sama radzę sobie ze wszystkim bardzo dobrze i nie potrzebuję partnera "żeby się mną zaopiekował". Nigdy nie ciągnęło mnie do romantycznych relacji, a sama wizja bycia w związku mnie brzydzi / przeraża. W związku czułabym się jakby to było ograniczenie mojej niezależności i wolności, próba zmiany tego kim jestem.
Czy faktycznie jestem nienormalna? Czy tylko mi się wydaje że nie zawsze i nie dla każdego związek to odpowiednia rzecz?
#4o32N
Wbrew pozorom Twoje wyznanie jest przerażające. Jesteś niewolnikiem własnych samoograniczających lęków i przekonań, i nawet tego nie widzisz. Nie wiem jakie fora czytałeś, ale skoro porady jakie tam otrzymałeś były typu: płać za seks --> zbuduj w sobie przekonanie, że jesteś nic nie wart i nie zasługujesz na miłość i uznanie, i nigdy ich w inny sposób nie dostaniesz ---> zbuduj toksyczną i niszczącą zależność; to powinieneś ich nie czytać.
A już najgorsze jest chyba to, że Ty autentycznie widzisz to jako coś pozytywnego, jako krok naprzód, podczas gdy był to po prostu Twój ostateczny akt kapitulacji przed okolicznościami i jednoznaczna porażka.
Nie wiem skąd wziąłeś te przekonania o najlepszych latach na pierwszą miłość i innych pierdach, o których piszesz, ale naprawdę czas chyba żeby ktoś Cię złapał za ramiona i mocno Tobą potrząsnął. Jedyna sensowna rzecz jaką napisałeś w tym wyznaniu to zrezygnowanie z relacji z osobą mającą już dziecko. Jeśli Ty jesteś niedoświadczony i masz "czystą kartę" (choć nie masz, bo masz nieźle nasrane we łbie), to taka relacja nie byłaby dla Ciebie dobra. Sądząc po tym wyznaniu, dla tej kobiety i jej dziecka raczej też nie.
Ogarnij się, już czas.
Powodzenia.
No tak się nie robi, bo może się okazać że partner nie chce dziecka i co wtedy, kolejna samotna matka.