#o0CV0

Obecnie mam 30 lat, urodziłam się i wychowałam w tzw. "rozbitej rodzinie", czyli wychowała mnie mama, bez jakiegokolwiek zainteresowania ze strony ojca. Mam dwójkę rodzeństwa w zbliżonym do mnie wieku. Jak łatwo można się domyśleć, moja mama musiała być i matką, i ojcem jednocześnie, a więc niejednokrotnie przetrzepała mi skórę... Nie wspominam tego dobrze, zwłaszcza że zdarzało się to bardzo często (na szafie leżał kij, po który często sięgała, gdy coś przeskrobałam). Bardziej natomiast zapadło mi w pamięć to, że często najzwyczajniej w świecie obrażała się na nas (mnie i moje rodzeństwo) i potrafiła kilka dni się nie odzywać bez podania przyczyny i dopóki cała trójka jej dzieci nie przyszła płacząc prosić o wybaczenie, nie odzywała się do nas. Za pyskowanie potrafiła stać nade mną i patrzeć jak myję podłogę i ciągle kazać mi poprawiać, bo gdzieś nie zrobiłam tego dokładnie. Kiedy chciała mnie "utemperować" kazała przynosić wszystkie zeszyty i przepytywała mnie do wczesnego rana ze wszystkich przedmiotów. Teraz z perspektywy czasu czuję, że w wielu sytuacjach chciała mnie upokorzyć... Swoim zachowaniem okazywała mi, że to ona ma nade mną władzę, słownie często mi ubliżała i czułam, że chce mnie sprowokować do dyskusji, żeby pokazać, że jest górą. Nie wiem, dlaczego to robiła.


Teraz gdy przypominam jej o tamtych czasach wypiera się wszystkiego, mówi, że wyolbrzymiam sprawy i przecież to normalne, że dzieci się chce w jakiś sposób nauczyć pokory.
Ostatnio nawet usłyszałam, że nie będzie ze mną dyskutować na ten temat, bo sama nie mam dzieci i dopóki ich mieć nie będę, to nie mam prawa wytykać jej, że była złą matką... Nie potrafię jej tego zapomnieć, a ona oczekuje, że teraz gdy jestem dorosła to możemy się przyjaźnić i dziwi się, że mam do niej chłodny stosunek.
Nie wiem już jak z nią rozmawiać o tym, co było kiedyś, a nie umiem jej wybaczyć. Nie tylko ja mam z nią słaby kontakt, moje rodzeństwo również słabo się z nią dogaduje.
karlitoska Odpowiedz

Twoja mama bez wątpienia była bardzo nieświadomym rodzicem, wychowywanie dzieci za pomocą upokorzenia to fatalny pomysł. Natomiast ona pewnie pamięta, że była sama, że miała 3ke dzieci i mnóstwo na głowie i w swoich oczach „dawała z siebie wszystko”. Nie jestem z takiej rodziny i nie powiem Ci na własnym doświadczeniu, ale czytałam kiedyś, że czasem lepiej rozliczyć rodzica w gabinecie terapeutycznym, albo rozliczyć „rodzica na pustyni krześle” nie w jego obecności, bo do tego prawdziwego i tak nie dotrze i tylko zwielokrotnimy swój ból i poczucie niesprawiedliwości. Nie zmienisz swojego dzieciństwa, jedyne na co masz wpływ to na to jaką relacje będziesz miała z mamą teraz - życzę Ci, żebyś sobie to poukładała i zaopiekowała swoją wewnętrzną dziewczynkę, która doznła ogromnej niesprawiedliwości.

Odpowiedzi (1)
MaryL4 Odpowiedz

A wiesz co będzie jeszcze gorsze? Kiedy twoi znajomi zaczną mieć dzieci, będziesz z nimi jeździć na wakacje, spotykać się w różnych miejscach, i zobaczysz, jakie te dzieci są kochane i szanowane. I zdasz sobie sprawę, że byłaś takim samym dzieckiem i zasługiwałaś na to samo 😢 na tą chwilę polecam nie mielić relacji z mamą. Przyjmij, że była złym rodzicem, że nie jesteś jej nic winna, zajmij się swoim życiem, które ucieka. Tak jak ładnie to ujęła Karlitoska, próba rozliczania mamy skończy się jeszcze większym poczuciem niesprawiedliwości.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#mceG8

Mam 16 lat i ostatnio zastanawiałam się nad swoim specyficznym sposobem nawiązywania relacji. Większość osób w moim wieku ma taką swoją grupkę znajomych (5-7 osób). Ja nie ,bo po prostu okropnie sie czuje w większej grupie osób,nikt mnie wtedy nie słucha kiedy chcę coś powiedzieć i w ogóle mnie biorą mnie pod uwagę. Mam jedną osobę z którą się koleguje ale ciągle mam lęk że ona pozna kogoś innego i nie będzie chciała sie już ze mną zadawać, boję się też że będzie chciała do nas dołączyć inna osoba bo jakaś przyjaźń w 3 kończyła sie zawsze tak że to ja zostałam odrzucana. Dlaczego ja tak mam? Najlepiej sie czuje z jedną osobą a w grupie tragicznie. Do tego mam duży lęk przed odrzuceniem. Jak sobie z tym radzić?
karlitoska Odpowiedz

Każdy, szczególnie nastolatek ma lęk przed odrzuceniem. To normalne. Przynależność do grupy w społeczeństwach prehistorycznych gwarantowała przetrwanie, odrzucenie było skazanie na śmierć - te pierwotne instynkty są w nas silne nadal. Możesz mieć kilka znajomości, których nie będziesz łączyć. Czasem spotkasz się z 1 koleżanką, czasem z drugą, a od czasu do czas z trzecią? Wtedy spędzasz czas z jedną osobą naraz ale masz backup żeby nie zostać samemu.

#7OZTO

Jestem z partnerem już od 8 lat. Od samego początku nam się zbytnio nie układało ale daliśmy sobie szanse. Urodziła nam się córka. Po porodzie zaczęło się pijaństwo z jego strony do tego stopnia że trzeba było pożyczać kasę na życie. Poszedł na zastrzyk. Pomogło ale na czas zastrzyku, później znowu się zaczęło do tego stopnia że wylądował w szpitalu na ostre zapalenie trzustki i teraz ma cukrzyce. Zaczął uciekać w prace, ja też pracuję na jedną zmianę ale jego nie ma całymi dniami w domu. Wychodzi o 3 wraca o 20, po powrocie wypija kawę i znowu wychodzi, nie ma go do 23-00 w nocy. Tak jest dzień dnia a ja jestem ze wszystkim sama. Praca, dom, dzieci.. Podstawowe obowiązki matki pracującej.. Gdy zaczynam rozmowę i mówię że mam dość tego że jestem ze wszystkim sama to za każdym razem słyszę że kasa kasa i żebym przestała marudzić. No ale chyba kasa to nie wszystko?.. Całymi dniami gdy go nie ma nie odzywa się do mnie, ani SMS ani jednego telefonu nic zero.. Z dnia na dzień mam dość.. Nawet dziś w niedziele pojechał sobie gdzieś i zero kontaktu..
Quakie Odpowiedz

To czemu się z nim nie rozstaniesz?

Zobacz więcej komentarzy (3)

#UwsOG

Pracuję w gastronomii, jestem kelnerką w pizzeri. Powiedzenie kto pracował w gasrto ten w cyrku się nie śmieje ma odniesienie do życia. Klienci są bardzo często aż nad to wymagający, wczoraj klientka zarzuciła mi że frytki z batatów są tylko ugotowane (pieczemy je w piecu do pizzy) zaniosłam frytki na kuchnię a tam je tylko trochę podpiekli.

Rzeczą która bardzo mnie denerwuje jest obrzydliwoość ludzi. Jako kelnerka mam też masę innych zadań między innymi sprzątanie toalet, w damskiej z reguły panuje porządek, rzadko kiedy zdarza się niespłukana woda w toalecie, ale w męskiej toalecie zawsze jest niespłukane gdy przychodzę posprzątać a robię to pare razy w czasie całego dnia, wodę spłukuję a gdy znowu przychodzę toaleta jest w stanie sprzed mojego sprzątania albo i gorszym. Mężczyźni, chłopcy dlaczego wam tak ciężko po sobie spłukac wodę w toalecie?

Ale z pozytywnych rzeczy klienci niekiedy zostawiają napiwki "za dobrą obsługę", prawda jest taka że nawet jak jestem zdenerwowania, smutna czy cokolwiek to nie mogę tego pokazać. W wielu sytuacjach mój uśmiech na twarzy jest sztuczny tak samo jak miły ton głosu a z każdym dniem pracy w gastro coraz mniej lubię ludzi.

#1dFsu

Wstydzę się swoich zębów

Byłam gnębiona w podstawówce (dość mocno), izolacja, samotność i brak wsparcia w tym wszystkim doprowadziła do czegoś, co podejrzewam mogło już podchodzić pod depresję. Nie miałam siły na wyjście z łóżka nie wspominając już o jakimkolwiek ogarnięciu się. Zaniedbałam wtedy wiele rzeczy, ale ostatecznie z tego wyszłam i doprowadziłam się do porządku prawie całkowicie.

No właśnie - prawie. Zaniedbane zęby to ciężka sprawa, samemu nie da się tego ogarnąć jak są już w takim stanie jak moje, trzeba iść do dentysty. Wcześniej nie byłam, bo wymagało to powiedzenia moim rodzicom, jak wyglądają moje zęby i słuchanie, że sama jestem sobie winna i trzeba było dbać, a teraz będą musieli wydawać fortunę, żeby wszystkie zęby wyleczyć, bo byłam zbyt leniwa, żeby je regularnie myć (nie byłam, naprawdę nie dawałam rady, ale moi rodzice nie wierzą w coś takiego jak zdrowie psychiczne). Teraz jestem już pełnoletnia, ale dalej boję się iść do dentysty, bo wiem, że będzie mnie oceniał, bo przecież jak można tak nie dbać o zęby. Mam tu na myśli kamień, pokruszone zęby, próchnica, praktycznie z każdym zębem coś jest nie tak.

Najciekawsze jest to, że nigdy mi śmierdziało z ust, ani ja, ani nikt inny nigdy nic nie wyczuł.

Chcę wyleczyć moje zęby, ale boję się tego oceniania i co o mnie pomyślą.

#PYWGd

Marzy mi się ślub w sekrecie. Chcę aby była z nami tylko najbliższa rodzina czyli rodzeństwo i rodzice. Nikogo więcej! Zostajemy małżeństwem i wtedy dowiaduje się reszta. Ja mam tylko mamę i siostrę. Narzeczonego los obdarzył większym szczęściem bo ma dwóch braci, siostrę, obydwojga rodziców, dziadków.. Jemu marzy się wesele z poprawinami. Impreza z orkiestrą. Dla mnie ten szum jest zbędny.

#dEPVA

Byłem z dziewczyną którą kochałem ponad wszystko.
Za długo ze sobą nie byliśmy bo tylko 7 miesięcy. I na początku było dobrze tak samo była zaangażowana w związek jak ja, ciekawiło ją co robię i cieszyła się z tego ile jej czasu poświęcam i jak ją traktuję.
Ale po około 3 miesiącach zacząłem zauważać zmianę w jej zachowaniu. Odpowiadała bardzo krótko i szybko, nie poświęcała już dla mnie prawie czasu i nie interesowała się już prawie niczym czym się z nią dzieliłem. Nie obchodziło ją to że cały czas ją wspieram i miała wywalone w to jak ja się z tym czułem.
Mówiłem jej o tym że no gorzej mnie traktuje ale zlewała mnie odpowiedziami że stresuje się maturami które będą i że w związkach zawsze po czasie przechodzi ten czas "motylków".
No to wierzyłem że z czasem wróci do dawnego zachowania, ale nic takiego, nawet gorzej bo z miesiąca na miesiąc czułem od niej tylko coraz więcej dystansu.
Na jednym wspólnym wyjeździe podczas ferii zimowych nawet nie chciała mieć ze mną za bardzo jakiejkolwiek bliskości, nawet przytulanie się już dla niej było problematyczne. Mieliśmy spędzić dobrze czas razem a 70% wyjazdu czułem się jakbym pojechał sam ze sobą. (mieszkaliśmy daleko od siebie więc zbyt dużo czasu na żywo ze sobą nie spędzaliśmy).
Miesiące próśb i rozmów nie doprowadziły do niczego, nawet przeciwnie, mówiła mi że naciskam tylko na nią i chcę nie wiadomo czego, kiedy starałem się dla niej jak mogłem a jedyne o co ją prosiłem to żeby od czasu do czasu napisała mi proste "kocham cię" nic innego, bo już samo to było w stanie poprawić mi humor podczas ciężkiego dnia ale nawet to było dla niej za trudne
Nie rozpisując się już więcej, zerwałem z nią, ponieważ nie dawałem już rady psychicznie, każdą moją prośbę ignorowała po czym zrzucała jeszcze winę na mnie. Zerwanie jej w ogóle nie ruszyło pomimo "obietnic" że niby jej na mnie zależy. Na koniec jeszcze zrzuciła na mnie winę ponownie i że nie ma opcji żebyśmy kiedyś do siebie wrócili, jakby to wszystko co było wcześniej między nami nie miało żadnego znaczenia.
Dalej nie jestem w stanie o niej zapomnieć, i pomimo tego że wiem jak byłem traktowany przez nią w tym związku, to i tak obwiniam się że wszystko skończyło się przezemnie.

#miuJn

Próbuje zdać prawo jazdy w Ostrołęce. Oblałam już czwarty raz na łuku w tym samym miejscu, tylko raz wyjechałam na miasto i wg. Egzaminatora również ledwo zdałam łuk. Na placach instruktorskich łuk robię idealnie, przed egzaminem robiłam go 12 razy, za kazdym razem idealnie. Ale na egzaminie gdy przychodzi do cofania, w odpowiednim momencie skręcam kierownice i wyjeżdżam na zewnątrz. Nie irytuje mnie ilość zmarnowanych pieniedzy tylko to, że nie rozumiem co robię nie tak i gdzie leży problem. Za każdym razem skręcałam "za mało" mimo że na placu instruktora te "za mało" było wystarczające... podejdę piąty raz i jak mi się nie uda, zrobię sobie przerwę...

#usUoX

Moja pierwsza dziewczyna bardzo mnie skrzywdziła. Poznałyśmy się gdy miałam 13 lat, a ona 17 - od razu mi zaimponowała, a rok później weszłyśmy w związek. Zraniła mnie dziesiątki razy na różne sposoby: manipulowała mną, zmuszała do zrywania kontaktu z przyjaciółkami, groziła mi swoim samobójstwem, raz przyznała, że w gniewie planowała odebrać mi życie, a mój „pierwszy raz” polegał ma tym, że zmusiła mnie do seksu i wyśmiewała w trakcie.

Najgorsze z tego wszystkiego i tak jest to, że nie potrafię jej nie kochać. Wiele razy próbowałam urywać kontakt - znamy się od sześciu lat, a najdłuższa nasza przerwa trwała 8 miesięcy. Za każdym razem obiecuję sobie, że nie wrócę, ale nigdy nie spotkałam osoby, z którą rozumiałabym się tak dobrze, tęsknie za intensywnością i „poezją” tej relacji.

Nikt z moich bliskich tego nie wie, ale napisałam do niej. Wstyd mi, że czekam na odpowiedź i wiem, że na tym etapie sama się proszę o kolejne bolesne zerwanie.

#7yf9r

Odkąd pamiętam mój tata zawsze był pomocny dla swoich bliskich a że jest ogarniętym facetem o przydatnych umiejętnościach był stałym celem a propo przysłóg i tekstów typu "a zrobił byś". I nie było by to może aż takim problemem bo rozumiem pomoc najbliższym tylko że oni już to za bardzo wykorzystywali. Ci ludzie przyjeżdżali do nas tylko gdy chcieli czegoś od mojego taty. I gdyby jeszcze od tego zaczynali gdy pytali czy mogą przyjechać - NIE, lepiej było wciskać kit że chcą nas odwiedzić, że dawno nas nie widzieli, że chcieli by się zobaczyć ze mną i moim rodzeństwem.

Oni potrafili być już tak bezczeli że z góry oczekiwali że mój tata poświęci swój czas aby np.: wykafelkować im łazienkę za pół darmo bo oni nie będą wydawać tyle za zatrudnienie fachowca a mój tata przecież nie weźmie 10k od nich "bo to rodzina", a zna się na tym bardzo dobrze. Z całego rodzeństwa (a jest ich ponad 5) było na prawdę niewiele osób które były wobec nas bezinteresowne.

A teraz najlepsze, jak byłam mała to nie rozumiałam tego wszystkiego i dziwiłam się mojej mamie że wścieka się czasem na moje wujostwo ale z czasem jak dorosłam sama zaczęłam ich nie znosić a część nawet nienawidzić. Irytuje mnie że wykorzystują dobroć mojego taty któremu ciężko odmówić rodzinie a gdy już to robi to słucha od nich pretensji albo obrabiania d..y za plecami. I część rodziny (nawet tata) dziwi mi się czemu jestem na nich taka cięta gdy ja odpowiadam po prostu na ich brak szacunku wobec mojego taty.

Czasem czuję się przez to źle ale wiem że mam swój powód i nie wziął się on z nikąd a braku szacunku do taty nie zniosę.

PS.: to samo kochane rodzeństwo gdy miała okazję próbowało oszukać mojego tatę dla pieniędzy :D
Dodaj anonimowe wyznanie