#vnmjh

Zaczęłam grać online w scrabble. Bardzo lubię tę grę, lubię znajdować słowa, sama przyjemność.

Byłaby, gdybym ciągle nie przegrywała! Wciąż uważam się za osobę inteligentną, a jednak wygrywam tylko jedną grę na kilkanaście. Mam nadzieję, że to wyłącznie brak szczęścia, a nie rozumu. Nikomu się nie przyznam (oficjalnie), jak bardzo mnie to deprymuje.
KarolinaPoludniowa Odpowiedz

Oprócz tych dwóch możliwości wymienionych w wyznaniu, może być i tak, że mało czytasz i w związku z tym masz mały zasób słownictwa.

Odpowiedzi (7)
vylarr Odpowiedz

To weź jakąś wersję dla dzieci.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#5Xwao

Do mojej klasy w podstawówce przez rok chodził starszy chłopak, który nie przeszedł do następnej klasy. Wbrew swoim ocenom nie był głupi i kiedy chciał, potrafił się nauczyć. Zazwyczaj nie chciał, a jego głównym problemem (i naszym jako jego klasy) było jego zachowanie. Był chamski do nauczycieli, głośno przeklinał na lekcjach, pokrzykiwał jakieś dziwne hasła, pyskował, żadne argumenty go nie przekonywały, żeby się uciszył. Niektórym uczniom też się obrywało, a szczególnie dręczył jednego kolegę i jedną koleżankę. Rzucanie w nich różnymi przedmiotami, wysypywanie plecaków i zaczepki słowne to była norma. Miał swoich fanów w postaci kilku chłopaków, ale większość klasy schodziła mu z drogi, a on zazwyczaj traktował nas obojętnie.
Kiedyś wymyślił sobie zabawę w wymyślanie kolegom i koleżankom z klasy ksywek. Wymyślił dla około połowy klasy, w tym dla mnie. Jak wybrał tych nazwanych, nie wiedzieliśmy. Były wśród nas grzeczne dzieciaki, dobrzy uczniowie, a mimo to poczuliśmy się dowartościowani jego uwagą. Dziś nie rozumiem, dlaczego nam zależało na opini szkolnego chuligana, ale wtedy klasa podzieliła się na tych wybranych i pozostałych. My patrzyliśmy z góry na resztę, a oni śmiali się z nas, że jesteśmy dworem patusa. Na szczęście sytuacja nie trwała długo, bo został przeniesiony do innej szkoły.

#sbUTp

Mam poważny problem w związku. Tzn. niejedyny, ale wiem, jak pracować z pozostałymi. Mój partner kompletnie nie pociąga mnie już seksualnie. Wręcz mnie odpycha. Kiedy mam na coś ochotę, wolę już zadowolić się sama, bo myśl, że mogłabym robić to z nim... Brrr... Ale nie mam pojęcia, jak o tym z nim porozmawiać, bo znam go i wiem, że jedyne co osiągnę, to go zranię, on obieca poprawę i tyle. Od wielu lat proszę o różne rzeczy i bardzo niewiele się zmienia.

Zacznę od strony fizycznej, bo to krótszy temat i mniej skomplikowany. Nigdy nie był super atrakcyjny, ale ujął mnie innymi rzeczami. Zaakceptowałam, że jest bardzo niski, niższy nawet ode mnie, zaakceptowałam lekko krzywe zęby... Ale coraz bardziej przeszkadza mi to, do jakiego stanu się doprowadził. Utył 20 kg, stracił jakiekolwiek mięśnie, co przy jego wzroście tworzy kulkę. Jego twarz jest wiecznie pokryta ranami, bo przestał dbać o cerę i jeszcze to rozdrapuje. Goli się rzadko, raz na tydzień, dwa. Jego dłonie też nie prezentują się najlepiej. Wiecznie obgryzione krzywo paznokcie, krwawiące skórki. Wszystko to bym zaakceptowała, gdyby nie drugi powód.

Drugiego powodu nie umiem do końca określić, ale wiem, że już go nie szanuję. Jako człowieka i jako mężczyzny. Nie potrafię. Był zupełnie inny, udawał kogoś zupełnie innego. Nie czuję się z nim bezpiecznie. Pierwsza kwestia to decyzyjność. Z jednej strony chce, żebym decydowała o większości rzeczy. Jemu jest wygodniej, żebym decydowała, czy kupi dane spodnie, do którego sklepu jedziemy, co kupujemy, kiedy wstawimy zmywarkę, na jaki program. Jednocześnie jak mu się coś odpali, że zdecyduje, to jest już w trybie „nie dyskutuj, tylko rób”. Czyli z jednej strony muszę podejmować praktycznie wszystkie decyzje dotyczące naszego wspólnego, codziennego życia, a z drugiej jak już postanowi, to nie ma przebacz. Nawet jak dana decyzja nie dotyczy jego. Druga kwestia, to że robi z siebie sierotę. On nie umie, on nie da rady. Ciągle, ciągle, ciągle oczekuje od wszystkich wokół szczegółowych instrukcji, co ma robić i jak ma robić (o ile nie uda mu się przekonać kogoś, żeby zrobił to za niego). Męczy nawet moich znajomych. Jednego potrafi zagadywać o pomoc w nawet prostych rzeczach kilka razy w tygodniu. Moim zdaniem, bo nie chce mu się pomyśleć. Wszelkie sprawy załatwiam ja, bo albo od razu mnie przekona, żebym to zrobiła, albo przy najmniejszym problemie przekazuje sprawę mnie, bo on nie wie, nie umie i nie wie, co ma zrobić. Trzecia rzecz. Trudny charakter. Nigdy nie przewidzisz, kiedy strzeli focha o jakąś pierdołę. Co więcej, będzie wszystkich wokół oskarżał. Tzn. powie, że nie twierdzi, że jestem winna, ale np. gdybym od razu zrobiła, to co powiedział... (nie kazał, za sugestię, że coś kazał, też jest obraza). Ciąg dalszy w komentarzu.
Odpowiedz

Czwarta rzecz, że zaczął żreć jak świnia. W sensie takim, że zeżre wszystko. I koniecznie w nocy. Co złości mnie podwójnie o tyle, że po pierwsze, poproszę go o zostawienie jakiegoś produktu, bo jest mi potrzebny na jutro rano. Oczywiście, że zje. Zostawiając mi na przykład pół łyżeczki. I nie panuje nad tym. Jest kompletnie zaskoczony, bo nie wie kiedy on to zjadł. Bo przecież tu łyżeczka, tam następna. I ugotuję obiad na dwa dni? Co z tego. Wszystko zje w nocy. Muszę odkładać swoją porcję do innego, konieczne zamkniętego pojemnika, bo też mi zje. I jeszcze budzi mnie tym w nocy. Hałasuje, tłucze garnkami, otwiera tuż koło mnie szeleszczące opakowania ciastek... A ja i tak mam problemy ze snem. Bez budzenia mnie 7 razy w nocy. Wstaję rano, a tu stos papierków. Obrzydza mnie to, odpycha. Jeszcze on ciągle podkreśla, że on nie jest w stanie być inny, bo to zbyt trudne. On robi WSZYSTKO, żeby być dla mnie lepszy, ale efektów żadnych, bo on przecież się stara, ale to zbyt trudne. Ale oczywiście nie przeszkadza mu to w wymaganiu bym ja nad sobą pracowała. I jeszcze gada, że musi schudnąć, ale nie przeszkadza mu to codziennie jeść kilku paczek ciastek. I tony sosów.

Gdy na niego patrzę, nie widzę już mojego mężczyzny, a zaniednabego, a przede wszystkim słabego i żałosnego człowieka, który całą odpowiedzialność zrzucił na mnie. Nie chodzi o okazywanie emocji, bo każdy je na i cieszę się gdy się nimi ze mną dzięki, ale mam dość, że jedyne jaja w tym związku posiadam ja. Musiałam się taka stać, bo nie miałam już siły za każdym razem dyskutować z nim, żeby wziął na siebie odpowiedzialność. Mam dość tego obrzydliwego objadania sie. W ogóle nie panuje nad sobą. W kwestii zostawienia go, bo to pewnie poradzicie... Tkwię w takim zawieszeniu, że nie jest dość dobrze, żeby być szczęśliwym, ale nie dość źle, żeby to zakończyć.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#lKME9

Moja mama zawsze była tą chorą, słabą, przytłoczoną pracą, domem i problemami, przez co w dzieciństwie nauczyłam się być bezproblemowa. Moje problemy i tak były zbywane, mama zawsze miała gorzej (z tatą było jeszcze gorzej, bo dla niego istniał w domu tylko telewizor). Kłopoty w szkole? To nic w porównaniu z kłopotami mamy w pracy. Nadmiar nauki? Mama musiała uczyć się więcej, bo miała więcej zajęć pozalekcyjnych. Źle się czułam? Na pewno udawałam, żeby nie iść do szkoły. Kłótnia z przyjaciółką? Mama zawsze mi powtarzała, że to nie jest towarzystwo dla mnie. Itp. Po jakimś czasie po prostu przestałam cokolwiek jej mówić. Kiedy zostawałam sama z problemami, powtarzałam sobie taką formułkę: zawsze sama sobie ze wszystkim poradzę.
Ostatnio mama pochwaliła mnie, że dobrze wybrnęłam z pewnej sytuacji, a ja odruchowo odpowiedziałam moją formułką. 
Czy doszło do oczyszczającej rozmowy i wyjaśniłyśmy sobie wszystkie żale? Oczywiście, że nie. Mama się rozpłakała i wpędziła mnie w takie poczucie winy, że to ja ją przepraszałam.

#NUWgi

Potrzebuję rady, bo niestety nie mam z kim o tym porozmawiać.

Równy rok temu weszłam w związek z dziewczyną. Problem jednak polega w jej byłej, która była bardzo agresywna. Moja dziewczyna była z nią przez ponad 5 lat. Doświadczyła dużo przemocy z jej strony, poniżania, zdrad. Przeszła po prostu piekło, po którym do tej pory się zbiera i bardzo chcę jej w tym pomóc. Tylko mimo zapewnień mojej dziewczyny co do uczuć między nami, powtarzanymi w obrębie naszych rodzin, i tak ciągle wraca w rozmowach do byłej. Mało tego, piszą ze sobą. I coś, co mnie najbardziej boli, to fakt, że okłamuje mnie co do tego, o czym piszą. Wiem, że nie powinnam sprawdzać jej wiadomości, ale sama dała mi dostęp do swoich mediów, bo „tego wymagała od niej była” i dla mojego poczucia bezpieczeństwa. Więc tym bardziej nie rozumiem jej kłamstw na temat tego, o czym piszą i usuwania całej konwersacji czy wrzucania jej inne foldery. Nigdy nie wymagałam od niej haseł czy czegoś tego typu. Kocham ją bardzo, i to chyba boli najbardziej.

Nie wiem, co zrobić…
anonimowe6692 Odpowiedz

Twoja dziewczyna wyszła z toksycznej relacji, a toksyczne relacje są trochę jak używki - uzależniają. Dopóki nie odetnie kontaktu całkowicie, rozdrapuje tylko rany. To co Ty musisz moim zdaniem zrobić to postawić bardzo wyraźną granicę i ją egzekwować. Po pierwsze zero kontaktu z byłą dziewczyną. Po drugie wymieniacie się hasłami i dostepami do wszystkiego. Nie po to, żeby się sprawdzać, choć na początku pewnie parę razy będziesz musiała to zrobić, ale choćby po to, żeby okazać intencje. Podkreśl w rozmowach z nią, że dla Ciebie ten kontakt z była to jest deal breaker, nie wspominając o kłamstwach na ten temat i podkreśl, że ten kontakt jest szkodliwy przede wszystkim dla niej. Rozmawiaj z nią o tej byłej wtedy, kiedy się z tym do Ciebie zwraca, pewnie będzie wracać do tematu jeszcze nawet przez parę lat, zanim w pełni to sobie ułożyć w głowie. Jeśli się nie ogarnie, odejdź. I nie bój się postawić kategorycznej granicy, zdrowe związki tak funkcjonują.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#oylgX

Dużo osób, rodziny, znajomych, dziwi się, że nikogo nie mam. Oni już są dawno po ślubie, nie wiedzą, jak to dziś funkcjonuje.
Jestem typem, z którym można pójść do łóżka, ale niekoniecznie układać sobie życie.
Od razu przechodzę do rzeczy przy poznawaniu kobiet, że jedynie luźna relacja wchodzi w grę.
Nie mam dobrej pracy, dobrego samochodu, jakichś oszczędności, a mam ponad 30 lat. 99 procent kobiet nie chciałoby takiego partnera. Jedyne co je przyciąga, to mój wygląd, ale na tym niczego trwałego nie da się zbudować.
PeggyBrown2022 Odpowiedz

Jeśli zarabiasz minimalną krajową, to możesz sobie układać życie z kobietą, która np. też zarabia minimalną. Dwie wypłaty to już coś, myślę, że w takiej sytuacji dałoby się coś uzbierać, tylko najpierw musiałbyś taką poznać. Jak to mówi międzynarodowy negocjator z YouTube Alex Barszczewski, nawet jeśli 99 procent ludzi do nas nie pasuje, to nadal zostają tysiące ludzi w całym kraju, którzy do nas pasują. Oczywiście, każdy ma inne wymagania. Dla mnie na przykład liczą się standardy moralne i nie chciałabym być w związku z kimś, kto uprawia lub uprawiał seks, nie będąc w związku. Ja osobiście uznaję tylko w związku. Ale moja opinia pewnie też jest niepopularna. Należy nastawić się pozytywnie, bo z negatywnym nastawieniem mało co w życiu wyjdzie. I szukać aktywnie, najlepiej kogoś na swoim poziomie urody, intelektu i przekonań. Najważniejsze to nie zachowywać się jak jakiś dziadek, który uważa, że stracił już wszystkie szanse i najlepiej położyć się do trumny.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#iHqtl

Mam 23 lata, jestem z wielodzietnej rodziny ze wsi. Od ponad pół roku jestem w związku z chłopakiem (nazwijmy go Adaś), który zawsze mi się podobał. Znamy się kilka dobrych lat. Szybko zamieszkaliśmy razem w domu jego rodziców, głównie dlatego, że chciałam uciec przed bratem alkoholikiem. Nie mogłam patrzeć na jego postępowanie, bałam się, szukałam miejsca, gdzie w końcu będę wolna od współuzależnienia.
Pierwszy miesiąc był cudowny – Adaś miał dobrze płatną pracę, dużo randek, relacja idealna. Wszystko jednak zaczęło się szybko zmieniać. Od opuszczania pracy dla wypicia alkoholu z kolegami, poprzez wyciąganie ode mnie pieniędzy na wódkę i milion innych rzeczy, do kilku miesięcy bez jakiegokolwiek źródła dochodu i popijania bimbru od wiejskich „kolegów”. 
Ja studiuję dziennie w małym miasteczku. Moim jedynym źródłem dochodu są uzyskane stypendia. Niezdrowe kontrolowanie mnie przez Adama doprowadziło do tego, że z pomocą kolegi informatyka uzyskał dostęp do mojego konta Google, które łączy mnie z całą resztą internetu. Wiadomości, rozmowy telefoniczne, galeria, a nawet bankowość internetowa – do wszystkiego ma dostęp i nie da się tego usunąć prostymi środkami. Z mojej karty, którą podłączył do swojego telefonu, Adam chodzi do wiejskiego sklepu po wódkę dla siebie i kolegów. Łącznie okradł mnie już na jakieś 500-600 zł. Dziś zrobił to ponownie, a do tego ostro mnie poszarpał, bo chciałam mu zabrać butelkę. Nawet zadzwonił na policję, że go pobiłam, bo zadrapałam go w szyję paznokciami.
Czuję obrzydzenie do samej siebie, że w ogóle pozwoliłam się tak traktować i wciąż nie potrafię przestać go kochać.
vylarr Odpowiedz

Załóż sobie nowe konto, na goglach też, przeskanuj swój telefon/komputer, pozmieniaj hasła, zostaw go, zerwij z nim kontakt, naślij swoje rodzeństwo na niego, niech spuszczą mu wp...l, żeby się odczepił raz na zawsze.

Caldas Odpowiedz

Odejdź od niego.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#eauph

Psychiczne wysiadam, chodzi o siłownię.
Ćwiczę kilkanaście lat, kiedyś miałam przyjemność, może nawet było to uzależnienie, później rutyna. Dużo zalet – figura, oglądanie się facetów (jednak to kobiety częściej się gapią). 
Coraz częściej muszę się zmuszać, w głowie jest godzinna walka, żeby wymyślić dobry powód, aby nie pójść, aby sumienie nie gryzło. Jak już pójdę, robię plan minimum. 
Najgorsze, że idzie lato, więc nie mogę odpuścić, presja tylko rośnie. Jakbym wyglądała przeciętnie, to moja samoocena by była tak na dnie, że bym w ogóle nie wyszła z domu.
Sport to nie do końca samo zdrowie, można się łatwo w tym zatracić.
Postac Odpowiedz

Eee... No nie do końca. To z Twoim podejściem jest coś nie tak. Dążysz do perfekcyjnej figury, żeby się podobać innym. Jak się uzalezniasz od oceny innych to zawsze może coś pójść nie tak.
Powinnaś popracować nad samooceną, żebyś czuła się wartościowa z każdą figurą. I znaleźć jakiś rodzaj ruchu, który będzie Ci sprawiał przyjemność.

Odpowiedzi (4)
Dodaj anonimowe wyznanie