#eauph
Ćwiczę kilkanaście lat, kiedyś miałam przyjemność, może nawet było to uzależnienie, później rutyna. Dużo zalet – figura, oglądanie się facetów (jednak to kobiety częściej się gapią).
Coraz częściej muszę się zmuszać, w głowie jest godzinna walka, żeby wymyślić dobry powód, aby nie pójść, aby sumienie nie gryzło. Jak już pójdę, robię plan minimum.
Najgorsze, że idzie lato, więc nie mogę odpuścić, presja tylko rośnie. Jakbym wyglądała przeciętnie, to moja samoocena by była tak na dnie, że bym w ogóle nie wyszła z domu.
Sport to nie do końca samo zdrowie, można się łatwo w tym zatracić.
Eee... No nie do końca. To z Twoim podejściem jest coś nie tak. Dążysz do perfekcyjnej figury, żeby się podobać innym. Jak się uzalezniasz od oceny innych to zawsze może coś pójść nie tak.
Powinnaś popracować nad samooceną, żebyś czuła się wartościowa z każdą figurą. I znaleźć jakiś rodzaj ruchu, który będzie Ci sprawiał przyjemność.
I Ty, i autorka macie rację. U autorki jest to kwestia psychiki (autorka ma kompleksy, a Twój ton jest paskudny), ale sport na zawodowym poziomie wyniszcza organizm.
@ohlala a co, ma się nad nią litować czy co? Powiedział wprost, że ma problem, bo ma problem i nic obraźliwego ani paskudnego w jego komentarzu nie było. Uzależnianie się od opinii innych nie jest zdrowe i daje tylko ułudę wysokiej samooceny. W praktyce może to prowadzić potem do poważniejszych problemów z psychiką, bo wystarczy, że ktoś się krzywo spojrzy i już autorka może popaść np. w zaburzenia odżywiania.
Jeżeli te forsowne ćwiczenia nie są niezbędne dla zdrowia (bo np. ćwiczenia rehabilitacyjne są ciężkie, nieprzyjemne, ale niestety konieczne), to faktycznie jeżeli lubi sport, powinna robić to, co lubi, a nie to, do czego się zmusza.
@Furuya
Język jest bardzo plastyczny i nawet trudne prawdy można przekazać w przyjazny sposób! Myślisz, że autorka nie wie, że ma problem? Jakby nie wiedziała, to by tu nie pisała.
Obsesyjne ćwiczenie wcale nie jest rzadkie i, jak każde zaburzenie, jest to złożony problem, który nie sprowadza się wyłącznie do podobania się innym (z wyznania wcale tak nie wynika).
@ohlala nadal twierdzę, że nic paskudnego w tym komentarzu nie było. Język jest plastyczny, ale owijanie w bawełnę i jojczenie i litowanie się nad autorką nic tu nie pomoże.