Moja mama zawsze była tą chorą, słabą, przytłoczoną pracą, domem i problemami, przez co w dzieciństwie nauczyłam się być bezproblemowa. Moje problemy i tak były zbywane, mama zawsze miała gorzej (z tatą było jeszcze gorzej, bo dla niego istniał w domu tylko telewizor). Kłopoty w szkole? To nic w porównaniu z kłopotami mamy w pracy. Nadmiar nauki? Mama musiała uczyć się więcej, bo miała więcej zajęć pozalekcyjnych. Źle się czułam? Na pewno udawałam, żeby nie iść do szkoły. Kłótnia z przyjaciółką? Mama zawsze mi powtarzała, że to nie jest towarzystwo dla mnie. Itp. Po jakimś czasie po prostu przestałam cokolwiek jej mówić. Kiedy zostawałam sama z problemami, powtarzałam sobie taką formułkę: zawsze sama sobie ze wszystkim poradzę.
Ostatnio mama pochwaliła mnie, że dobrze wybrnęłam z pewnej sytuacji, a ja odruchowo odpowiedziałam moją formułką.
Czy doszło do oczyszczającej rozmowy i wyjaśniłyśmy sobie wszystkie żale? Oczywiście, że nie. Mama się rozpłakała i wpędziła mnie w takie poczucie winy, że to ja ją przepraszałam.
Dodaj anonimowe wyznanie
Dziękuję, że Pani żyje. Pani problemy są bardzo ważne i ma Pani prawo się nimi martwić i prosić o pomoc. Jeśli rodzice nie są w stanie tej pomocy udzielić, a tym bardziej jak od tego uciekają, to oni powinni czuć się winni, nie Pani. Proszę powiedzieć, jeśli można cokolwiek zrobić, by jakoś Pani pomóc, żeby była Pani szczęśliwa.