#sbUTp
Zacznę od strony fizycznej, bo to krótszy temat i mniej skomplikowany. Nigdy nie był super atrakcyjny, ale ujął mnie innymi rzeczami. Zaakceptowałam, że jest bardzo niski, niższy nawet ode mnie, zaakceptowałam lekko krzywe zęby... Ale coraz bardziej przeszkadza mi to, do jakiego stanu się doprowadził. Utył 20 kg, stracił jakiekolwiek mięśnie, co przy jego wzroście tworzy kulkę. Jego twarz jest wiecznie pokryta ranami, bo przestał dbać o cerę i jeszcze to rozdrapuje. Goli się rzadko, raz na tydzień, dwa. Jego dłonie też nie prezentują się najlepiej. Wiecznie obgryzione krzywo paznokcie, krwawiące skórki. Wszystko to bym zaakceptowała, gdyby nie drugi powód.
Drugiego powodu nie umiem do końca określić, ale wiem, że już go nie szanuję. Jako człowieka i jako mężczyzny. Nie potrafię. Był zupełnie inny, udawał kogoś zupełnie innego. Nie czuję się z nim bezpiecznie. Pierwsza kwestia to decyzyjność. Z jednej strony chce, żebym decydowała o większości rzeczy. Jemu jest wygodniej, żebym decydowała, czy kupi dane spodnie, do którego sklepu jedziemy, co kupujemy, kiedy wstawimy zmywarkę, na jaki program. Jednocześnie jak mu się coś odpali, że zdecyduje, to jest już w trybie „nie dyskutuj, tylko rób”. Czyli z jednej strony muszę podejmować praktycznie wszystkie decyzje dotyczące naszego wspólnego, codziennego życia, a z drugiej jak już postanowi, to nie ma przebacz. Nawet jak dana decyzja nie dotyczy jego. Druga kwestia, to że robi z siebie sierotę. On nie umie, on nie da rady. Ciągle, ciągle, ciągle oczekuje od wszystkich wokół szczegółowych instrukcji, co ma robić i jak ma robić (o ile nie uda mu się przekonać kogoś, żeby zrobił to za niego). Męczy nawet moich znajomych. Jednego potrafi zagadywać o pomoc w nawet prostych rzeczach kilka razy w tygodniu. Moim zdaniem, bo nie chce mu się pomyśleć. Wszelkie sprawy załatwiam ja, bo albo od razu mnie przekona, żebym to zrobiła, albo przy najmniejszym problemie przekazuje sprawę mnie, bo on nie wie, nie umie i nie wie, co ma zrobić. Trzecia rzecz. Trudny charakter. Nigdy nie przewidzisz, kiedy strzeli focha o jakąś pierdołę. Co więcej, będzie wszystkich wokół oskarżał. Tzn. powie, że nie twierdzi, że jestem winna, ale np. gdybym od razu zrobiła, to co powiedział... (nie kazał, za sugestię, że coś kazał, też jest obraza). Ciąg dalszy w komentarzu.
Czwarta rzecz, że zaczął żreć jak świnia. W sensie takim, że zeżre wszystko. I koniecznie w nocy. Co złości mnie podwójnie o tyle, że po pierwsze, poproszę go o zostawienie jakiegoś produktu, bo jest mi potrzebny na jutro rano. Oczywiście, że zje. Zostawiając mi na przykład pół łyżeczki. I nie panuje nad tym. Jest kompletnie zaskoczony, bo nie wie kiedy on to zjadł. Bo przecież tu łyżeczka, tam następna. I ugotuję obiad na dwa dni? Co z tego. Wszystko zje w nocy. Muszę odkładać swoją porcję do innego, konieczne zamkniętego pojemnika, bo też mi zje. I jeszcze budzi mnie tym w nocy. Hałasuje, tłucze garnkami, otwiera tuż koło mnie szeleszczące opakowania ciastek... A ja i tak mam problemy ze snem. Bez budzenia mnie 7 razy w nocy. Wstaję rano, a tu stos papierków. Obrzydza mnie to, odpycha. Jeszcze on ciągle podkreśla, że on nie jest w stanie być inny, bo to zbyt trudne. On robi WSZYSTKO, żeby być dla mnie lepszy, ale efektów żadnych, bo on przecież się stara, ale to zbyt trudne. Ale oczywiście nie przeszkadza mu to w wymaganiu bym ja nad sobą pracowała. I jeszcze gada, że musi schudnąć, ale nie przeszkadza mu to codziennie jeść kilku paczek ciastek. I tony sosów.
Gdy na niego patrzę, nie widzę już mojego mężczyzny, a zaniednabego, a przede wszystkim słabego i żałosnego człowieka, który całą odpowiedzialność zrzucił na mnie. Nie chodzi o okazywanie emocji, bo każdy je na i cieszę się gdy się nimi ze mną dzięki, ale mam dość, że jedyne jaja w tym związku posiadam ja. Musiałam się taka stać, bo nie miałam już siły za każdym razem dyskutować z nim, żeby wziął na siebie odpowiedzialność. Mam dość tego obrzydliwego objadania sie. W ogóle nie panuje nad sobą. W kwestii zostawienia go, bo to pewnie poradzicie... Tkwię w takim zawieszeniu, że nie jest dość dobrze, żeby być szczęśliwym, ale nie dość źle, żeby to zakończyć.
To jedzenie u niego wygląda bardzo dziwnie - to już nie jest zwykle podjadanie, to wygląda bardziej jak zajadanie jakiegoś pozwanego problemu. Przydałaby się jakaś terapia. Związek z kimś, kto nie chce pracować nad relacją nie ma sensu, podobnie jak związek z kimś, do kogo nie masz szacunku. Ale Twój partner sprawia wrażenie kogoś, kto nie pracuje nad sobą, bo jest w jakimś dziwnym trybie przetrwania i potrzebuje pomocy
Proponowałam mu terapię. Naszą wspólną lub indywidualną. Powtarza, że nie ma sensu, bo żaden terapeuta nie jest dość dobry, żeby sobie z nim poradzić.
To zawsze samice składały jaja.
Taaa, znam ten typ ludzi, którzy powtarzają takie rzeczy. Jeszcze żaden z nich nie miał racji. Jeśli będzie trzeba, postawiłabym ultimatum albo chociaż bardzo wyraźnie zaakcentowała, że jeśli nic z tym nie zrobi, obawiasz się, że możesz stracić do niego uczucia i że potrzebujesz żeby nad tym zaczął pracować bo inaczej ten związek nie ma przyszłości. Bo myślę, że faktycznie je stracisz, jeśli on nic z tym nie zrobi
Mówi, że jest zbyt skryty j zamknięty w sobie, więc zacznie okłamywać terapeutów, bo nie jest w stanie dopuścić ich do siebie.
Gdyby mu zależało, to by chociaż spróbował się przełamać, zamiast wymyślać wymówki ;)
No brzmi to jak jakieś zaburzenia i sprawa dla specjalisty...
Generalnie trudna sprawa, najgorsze w tym to że jeżeli on nie będzie chciał to żadna terapia się nie uda. A tam jest pewnie cała masa rzeczy który tylko pogarszają to wszystko jak otyłość, zaburzenia odżywiania, rozwalony rytm dobowy i wiele innych.
I generalnie jesteś bardzo blisko zakończenia związku. Skoro zaczyna siadać bliskość to w zasadzie chyba można już liczyć to w tygodniach czy miesiącach zanim nie tyle że będziesz miała dość tylko będzie to już ci wszystko jedno i po prostu się zawiniesz z tego związku.
I ewentualnie warto poprosić kogoś o pomoc z jego rodziny lub przyjaciół. Może jego ojciec będzie wstanie z nim porozmawiać. Jak powiesz, że twój partner jest w totalnym kryzysie, rozregulował się w zasadzie w każdej materii i go po prostu nie poznajesz i nie wiesz jak mu pomóc. Może oni spróbują do niego dotrzeć. Jeżeli nie to niestety pozostaje separacja a potem zostawienie go samemu sobie...
Ja bym zaczęła od badań endokrynologicznych, także pod kątem insulinoopornosci/cukrzycy oraz na wszelki RM głowy oraz RM przysadki. A z wynikami d psychiatry, bo to też może wyglądać jak... odpuszczanie życia, że tak powiem eufemistycznie.
Tycie często następuje też w silnym stresie.
Oczywiście, na początku rozmowa. Powiedz mu, że zauważyłaś, że potrzebuje jeść w nocy, ma problemy z metabolizmem, skoro mu tak spada cukier, że robią mu się rany na skórze, a to może być objaw cukrzycy albo guzów przysadki. Że jest zestresowany jak nigdy wcześniej, więc chciałabyś, żeby zrobił kilka badań, bo boisz się, że może stać mu się coś złego. Plus parę posiewów, bo takie zaburzenia i zmiany bywaja tez przy grzybicy czy infekcji bakteryjnej zaburzającej mikrobiotę jelitową. Takie trochę klituś-bajduś, ale żeby ukierunkować partnera, że krytyka nie dotyczy jego, bo się zamknie w sobie.
Tak na marginesie, wiesz, że istnieje takie zaburzenie jak nocne objadanie? I wtedy człowiek MUSI jeść w nocy,nawet jeśli w dzień nie jest to takie kompulsywne. Jest też choroba genetyczna WP, ale genetykę zostawmy na zaś.
Popytaj też subtelnie, jak możesz mu pomóc. Czy ma jakieś kłopoty w pracy, coś mu dolega, może jest przemęczony? Powiedz, ze masz wrażenie, jakby działo się coś złego i boisz się o niego.
Oczywiście, jeśli chcesz ciągnąć ten związek. Bo może to jedzenie, drapanie, itd. to tylko odpowiedź partnera na to: "Gdy na niego patrzę, nie widzę już mojego mężczyzny, a zaniednabego, a przede wszystkim słabego i żałosnego człowieka, który całą odpowiedzialność zrzucił na mnie".
Myślisz, że on nie widzi Twojej pogardy?
I teraz tak: jeśli przez zjadanie wszystkiego przemawia wdupiemaizm, to nic nie osiągniesz. Ale jeśli to kompulsywne jedzenie ma podłoże somatyczne, trudno, na razie musisz kupować zamykane pojemniki do żywności.
Poczekajmy na opinie wyzwolonej. Tu poczeba specjalistki
A ja decyduję i robię różne rzeczy... I co z tego? Mojej żonie i tak nie pasuje i wszystko krytykuje. Jak wcześniej pytam co i jak ma być, to ona nie wie. I weź tu wszystkim dogódź...
Uspokoję cię. Nie ma zaniku mięśni.