#aRvsC
Przepisał mi krem. Działa bardzo dobrze, ale za Chiny nie uleczy bolesnego żylaka na moim honorze.
skończ z tymi fantazjami, chłopie... myślisz, że kobiety ginekologowi spowiadają się ze szczegółów życia łóżkowego? buahahahah
#5ieJ0
Teraz ludzie zaczepiają mnie na ulicy, by sobie pogadać, często też przepuszczano mnie w kolejce w supermarkecie, dzieci mówiły mi „cześć” albo się kłaniały, bezdomni zawsze pytali mnie jak dzień, bo to z nimi rozmawiałam zawsze najszczerzej.
Czasem miałam wrażenie, że robię za terapeutę, bo ludzie dzielili się ze mną swoimi ciężkimi sekretami takimi jak zabieg u ginekologa, śmierć żony, trudy opieki nad chorą córką.
Często płakałam przez historie klientów. Innym razem koleżanka z pracy w ramach ciekawostki powiedziała, że mój ulubiony bezdomny się powiesił. W domu ryczałam jak powalona, a na drugi dzień wypytałam jego kolegę, kiedy i gdzie będzie pogrzeb. On żył! To nie ten bezdomny! Pewnego razu obok sklepu był wypadek. Zginął bardzo lubiany sąsiad. Nie zliczę, ile osób płakało mi w rękaw z jego powodu. Ja tego faceta nawet nie znałam, przynajmniej tak myślę.
Ta praca wyczerpała mnie psychicznie. Na zewnątrz byłam miła, dawałam się wygadać, a w środku wszystko przeżywałam. Zaczęłam mieć koszmary, w których próbuję zamknąć sklep i iść do domu, ale oni wszyscy napierają na drzwi i próbują wedrzeć się do środka, bo muszą mi o czymś powiedzieć. Ostatni dzień pracy w tym sklepie to była dla mnie prawdziwa ulga.
#h0fB6
Pewnego wieczoru chciałem się zabawić, więc wcisnąłem losowy, nieznany numer i gdy usłyszałem, że ktoś odebrał, to normalnie powiedziałem: „Halo”, nie śmiałem się ani nie robiłem nic, co by wskazywało na to, że robię psikusy. Dodam, że z całą pewnością nie był to żaden numer alarmowy, tylko zwykły, stacjonarny albo komórkowy numer.
Po drugiej stronie słuchawki był jakiś mężczyzna, który od razu rzucił do mnie tekstem: „Czy ty wiesz, gdzie się dodzwoniłeś?”, „Czy jesteś tego świadomy, pod jaki numer dzwonisz?”. Przestraszony odłożyłem słuchawkę. Tak mnie to przeraziło, że przez długi czas bałem się choćby podejść do telefonu.
#aRjBo
Ja to zrobiłem, żebyście wy już nie musieli.
Dzięki, łaskawco, za twoje poświęcenie!
P.S. To ile nocek na kanapie?
#qieZe
#qdaD8
#yNlnK
Zrobiłem małe rozeznanie wśród znajomych i udało mi się znaleźć kontakt do osoby, która za niewielką opłatą zgodziła się wynająć odpowiednie pomieszczenie. Właścicielka udzieliła mi bardzo dokładnych informacji, przekazała klucze i poinformowała, że w każdej chwili możemy zacząć przenosić nasze graty. Większość rzeczy omówiliśmy telefonicznie i uzgodniliśmy, że umowę spiszemy przy okazji kilka dni później. W ciągu tygodnia zdążyliśmy przenieść połowę biurowego sprzętu, włącznie z drukarką 3D, telewizorami i kilkoma komputerami stacjonarnymi. Przez cały ten czas nie udawało mi się złapać z właścicielką, ale specjalnie się tym nie przejąłem – w końcu to zaufana, polecona osoba.
Po wolnym weekendzie odwiedziłem magazyn. Zostały w nim w zasadzie tylko meble. Od kilku godzin bezskutecznie próbuję skontaktować się z najemcą, kumpel twierdzi, że to niemożliwe, bo jego firma wielokrotnie korzystała z usług tej pani. Cóż, zgadnijcie, kto zaraz straci pracę.
jak można takie rzeczy robić bez umowy xDDD
Sprawdź czy na pewno korzystała albo lepiej niech to zrobi twój szef który powinien mieć lepsze dojścia. Bo może kumpel ze znajomą właśnie znaleźli jelenia który teraz będzie płacił za sprzęt. Pracy raczej nie stracisz bo musisz mieć z czego oddać.
#lYMGB
Od dziecka słyszałam, że jestem gruba. Nie bezpośrednio, ale rodzice często w „żartach” wspominali, że mam duży tyłek albo oponkę na brzuchu. Ja oczywiście w to wszystko wierzyłam, bo byłam mała. Gdy czasami przychodziła dalsza rodzina, mówili mi, że jestem drobna, ale oczywiście rodzice automatycznie odbijali piłeczkę żartem w stylu: „Jaka drobna? Patrz, jaką ma dużą pupę”.
Moja mama często wspominała, że chuda to jest moja koleżanka Monika. I od tamtej pory wzięłam ją sobie za wzór. Niestety nie wiedziałam, że Monika ma niedowagę i od przedszkola do gimnazjum zadręczałam się myślą, że nie mogę być tak „idealna” jak ona. Najgorzej było w okresie podstawówki. Często nie jadłam drugiego śniadania w szkole. W domu żywiłam się samymi zupami, sałatkami, jajkami i kanapkami z warzywami. Wykręcałam się za każdym razem, gdy chciano, bym zjadła mięso, unikałam go.
Ostatnio znalazłam zdjęcia z tamtego okresu. Okazało się, że nigdy nie byłam gruba. Na zdjęciach z podstawówki wyglądam wręcz na zbyt chudą. Przy 165 cm wzrostu ważyłam wtedy 42 kg. Jedyne co zauważyłam, to fakt, że w tym okresie miałam trochę szersze biodra niż koleżanki.
Na szczęście u mnie obyło się bez psychologów i terapii. Mam prawidłową wagę i wiem, że nie jestem gruba. Ale niestety wiele dzieciaków nie wychodzi z tego tak ławo i to często (choć nie zawsze) jest winą rodziców.
Jeśli jest twoją byłą to jej sprawa gdzie pracuje. Ja bym raczej się zastanawiała na twoim miejscu od kiedy tam pracuje i czy muszę się przebadać...