#912kI

Dziś w nocy i rano była wichura dość dobra – drzewa leżą, przewody prądowe pozrywane. Idę do auta, a tam na antenie zawinięte damskie stringi... Więc apeluję do wszystkich: zabierajcie rzeczy z balkonów podczas wiatru ;). 
Dobrze, że jechałem sam, bez narzeczonej. Weź wytłumacz swojej kobiecie, że masz na antenie cudze damskie stringi...

#238ym

Od 8. roku życia pomagałam w domu – sprzątałam, gotowałam i robiłam pranie, ponieważ mama często wyjeżdżała za granicę do pracy. Jest alkoholiczką, więc z tatą nawet cieszyliśmy się, kiedy wyjeżdżała, bo w domu było wtedy spokojniej, mimo że mieliśmy więcej obowiązków.
Kiedy miałam 14 lat, mama zaczęła mieć problemy ze zdrowiem, ale obowiązki oczywiście dalej były moje. Dzisiaj przez ciągłe picie ma problemy z chodzeniem. Potrafi zacząć pić od razu po przebudzeniu i siedzieć z alkoholem w kuchni nawet do 5 rano. Z tatą zajmujemy się praktycznie całym domem, a dla niej stało się to czymś oczywistym. Kiedy coś zrobimy nie tak, zaczynają się wyzwiska, awantury albo teksty, że mamy się wynosić z domu. Tata nie chce się z nią rozwieść, ponieważ jest bardzo wierzący i rozwód to jest dla niego coś niedopuszczalnego.
Najgorsze jest to, że czasami nie mogę nawet wejść do kuchni i zrobić sobie jedzenia, jeśli mama nie śpi, bo wiem, że jak to zrobię, to będzie awantura.

Rodzice chcą, żebym została w domu na stałe. Bardzo żal mi taty i wiem, że po moim odejściu z domu nie będzie mu łatwo, ale ja sama jestem już naprawdę zmęczona. Od dziecka marzę o spokojnym domu i dlatego kilka miesięcy po 18 urodzinach planuję wyprowadzić się z chłopakiem. Wiem, że na swoim też będę musiała sprzątać, gotować czy prać, ale wtedy będę robić to dlatego, że chcę i kiedy chcę. Mieliśmy z chłopakiem kiedyś okazję pomieszkać sami kilka dni w jego domu i dopiero wtedy poczułam, jak bardzo brakuje mi zwykłego spokoju, bez krzyków, awantur i ciągłego napięcia. Po prostu chcę w końcu mieć miejsce, w którym naprawdę będę mogła odpocząć.

#No8jW

Źle się czuję z własnymi myślami i zachowaniem.
Zapytacie dlaczego? Otóż myślę jedno, a robię drugie. Mam ADHD (w stopniu niskim). Oczywiście nie jest tak zawsze, ale potrafię się wypowiadać na dany temat w taki sposób, jakbym próbował dostosować się do nastroju grupy, rozmówcy, a nie realnie jak faktycznie jest lub jak uważam. Np. często rzucam rasistowskimi żartami, choć prawdę mówiąc, ani trochę nie jestem rasistą. Mam wielu znajomych z różnych krajów, w tym między innymi rodzinę. Mówię: „gołębie to latające  szczury i tylko roznoszą choroby”, tymczasem dokarmiam je wieczorem w parku, bo realnie to niegłupie ptaki (ps. nawet mam kilka nazwanych, rozróżniam je). Polityka? „Nie interesuję się” – choć realnie mam mapę powiązań pomiędzy poszczególnymi politykami i ich życiorysem.
Kasa? Mówię, że zarabiam bardzo mało i grosza przy duszy nie mam... a wartość zsumowanych wszystkich moich oszczędności i inwestycji grubo przekracza ponad 100k (młody jestem, całkowicie sam się dorobiłem tego, pracowałem od 18 roku życia).
No i kwestia towarzystwa. Często zachowuję się głupiej, niż realnie jestem.
Aaa... jakbym mógł zapomnieć. Większość mężczyzn pewnie jest pewna siebie i szarmancka, jak podoba im się jakaś dziewczyna. A ja? Nagle IQ spada mi do 20: jestem sarkastyczny i pieprzę głupoty.

Zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jakieś rozdwojenie jaźni. Mam więcej takich sytuacji, ale nie będę ich opisywał, zbyt łatwo można by było mnie namierzyć.

#rQnN6

Po co komu dziś żona, jeżeli nie masz zamiaru mieć dzieci (ty czy ona nie chce lub nie chcecie oboje)? Jeżeli kobieta wnosi jakiś majątek, dochody, które odpowiadają porównywalnie temu, co wnosi mężczyzna, to rozumiem. Dzięki temu żyją oboje razem lepiej, wygodniej, bezpieczniej. Można się też umówić, że jeżeli jedna strona wnosi w danym czasie mniej, to z czasem się to zmieni. Ja pomogę dziś tobie, a ty jutro mi. Dziś ja biorę udział w wyścigu szczurów, a później ty dołączysz i ja odpocznę.
To zrozumiały układ.
Jednak brać sobie żonę dziś i ryzykować to, że po jakimś czasie powie ci, że połowa tego, co ty zarobiłeś, wniosłeś, jest jej?
Przecież to chore.
Seks dziś wychodzi dużo taniej, a jak jesteś fajny facet, nawet nie musisz specjalnie się starać, są inne opcje niż posiadanie żony. Trzeba tylko być ostrożnym, aby sobie zdrowia nie zepsuć.

Żona to już przeszłość, strata czasu i przede wszystkim zasobów.  Święty spokój z czasem staje się też cenniejszy niż pieniądze. Tzn. nawet dopłacisz, aby go mieć.
Staranie się jakiekolwiek dla kobiety jest dziś jakimś zaburzeniem.
anonimowe6692 Odpowiedz

Ale to Ty dzwonisz, my Ci się na każemy żenić. Odpowiadajac na Twoje pytanie - po co - może trudno to sobie wyobrazić, ale niektórzy ludzie nie traktują małżeństwa jako transakcji finansowej i robią to po prostu z miłości. Zwyczajnie

Zobacz więcej komentarzy (3)

#knQ1O

To nie jest nic przypałowego, ale ja źle się z tym trochę czuję. Otóż podoba mi się pewien kolega – może nie jakoś bardzo, lecz mocno sobie go cenię, mimo niezbyt bliskiego kontaktu. Widzimy się dosyć często, ale w dużo szerszym gronie. No i w czym problem? W wielu rzeczach, a np. w tym, że jestem przekonana w 85%, iż podoba mu się inna dziewczyna, moja koleżanka. Bardzo często do niej zagaduje i naprawdę mają dobry kontakt. Jednak po rozmowie z nią okazało się, że ona nie widzi w nim nikogo więcej niż tylko kolegę. Całkowicie ma do tego prawo, tak samo, jak on ma prawo do niej zagadywać (nie jestem jakąś zazdrosną świruską), ale mimo iż życzę im jak najlepiej, to w głębi duszy mnie to trochę boli. Dlatego czasem wolę już, żeby zostali parą, bo wtedy może do mnie by dotarło to, iż na mnie pewnie nigdy nie spojrzy inaczej. Kolejnym problemem jest to, że mam dosyć niską samoocenę, więc ciężko byłoby mi cokolwiek zacząć. Oczywiście, jestem w stanie z nim normalnie porozmawiać, jak koleżanka z kolegą, ale wychodzę z założenia, że jak już ma być coś więcej, to lepiej, żeby to chłopak zagadał jako pierwszy.

#wNCle

Biedronki są chyba jednymi z niewielu owadów, które lubię i których obecność w żaden sposób mi nie przeszkadza. Nie boję się ich – bez problemu mogę nawet wziąć biedronkę na rękę i pozwolić jej po mnie chodzić.
Problem zaczyna się dopiero w momencie, kiedy biedronka postanawia odlecieć. Wtedy nagle przestaje być dla mnie spokojnym, niegroźnym owadem, a staje się czymś, przed czym najchętniej uciekłabym na drugi koniec świata. Co ciekawe, zupełnie nie mam tego problemu z muchami, komarami czy innymi latającymi owadami. Ich lot mnie nie przeraża.
Po prostu z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu boję się latających biedronek.
montana8419 Odpowiedz

Kryptoreklama pewnego marketu?

Odpowiedzi (1)

#XUgBq

Boję się, że rodzina nie zaakceptuje mojej drugiej połówki. Jesteśmy razem już kilka lat, wszystko układa się dobrze i myślę, że zostaniemy razem już do końca, rodzina jak na razie ją lubi, tylko że problem leży w tym, że moja rodzina jest konserwatywna, a ona jest trans. I o ile jak na razie funkcjonujemy jako hetero związek, to boję się, że jak będzie już wyoutowana, to przestaną akceptować nasz związek, szczególnie starsza część familii. Jak byłyśmy młodsze, to podchodziłyśmy do tematu na zasadzie „ha, ha, najwyżej będzie ciekawie na spotkaniach rodzinnych”, ale powoli zaczynam się realnie bać ewentualnego wykluczenia ze strony rodziny.

#qfi9k

Głupio się czuję z tym, że prawdopodobnie nie będę pracować w trakcie studiów. Nie wyprowadzam się od rodziców, bo mam dobry dojazd i będę studiować dziennie. Moja mama sama była w takiej sytuacji jak była w moim wieku i powiedziała, że żałuje, że nie dała sobie na wstrzymanie z pracą na pierwszym roku, bo wtedy najbardziej cisną, a ona nie miała praktycznie czasu, żeby się uczyć na bieżąco, więc mi odradza zrobienie tego, co ona. Rozumiem to i z jednej strony wiem, że jest to lepsze wyjście, a z drugiej czuję się przez to jak pasożyt i gówniarz.

#5ChlM

Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Problem w tym, że był najlepszym przyjacielem mojego ówczesnego chłopaka.
Przez cały mój związek próbowałam ignorować to, co czułam. Wmawiałam sobie, że to tylko zauroczenie, chwilowa fascynacja i że z czasem mi przejdzie. Nie przeszło.
Kiedy mój związek się skończył, wydarzyło się coś, czego chyba sama się po sobie nie spodziewałam. Między mną a nim zaczęła się relacja, której nie potrafię nawet dobrze nazwać. Był romans, były emocje, bliskość, chwile, które do dziś pamiętam. I wtedy chyba już naprawdę się w nim zakochałam. Tylko że nigdy nie byliśmy razem.
W pewnym momencie nasze drogi się rozeszły. Kontakt się urwał i zostało mi tylko to, co wydarzyło się między nami.
Dzisiaj spotykam się z kimś innym. Życie niby poszło dalej, a ja czasami łapię się na tym, że nadal o nim myślę. Nadal mi się śni. Czasem wystarczy jakiś drobiazg, piosenka, miejsce albo wspomnienie i wracam myślami do niego. I chyba najbardziej boli mnie to, że nie wiem, czy tęsknię za nim, czy za tym, czym mogliśmy być, gdyby wszystko potoczyło się inaczej.
Nie wiem, czy on kiedykolwiek czuł do mnie coś podobnego. Nie wiem, czy czasami o mnie myśli. Nie wiem nawet, czy gdybyśmy dzisiaj przypadkiem się spotkali, poczułabym to samo. Ale wiem jedno – minęło już sporo czasu, nie mamy kontaktu, mam teraz przy sobie inną osobę, a mimo to jakaś część mnie nadal została przy nim.
Może niektórych ludzi nie spotykamy po to, żeby z nimi zostać. Może czasami spotykamy ich tylko po to, żeby przez resztę życia zastanawiać się: „co by było, gdyby…?”.

#9ZmMZ

Jak byłam dzieckiem, bardzo nie chciałam jeść mięsa, niestety byłam do tego zmuszana. Doszło do tego, że jadłam na siłę, po czym szłam to zwymiotować, a jak nikogo w pobliżu nie było, to chowałam mięso po kieszeniach, w szafach, w biurku, za telewizorem, dosłownie wszędzie gdzie się dało. Dzisiaj jestem wegetarianką, ale nie potrafię postawić granicy i jak ktoś wciska mi mięso, to czekam, aż się odwróci, aby schować je do kieszeni…
Dodaj anonimowe wyznanie