Mam takie lęki społeczne, że wsiadając do tramwaju, bywa, że trzęsą mi się nogi ze stresu.
Nie, nigdy nie miałam traumatycznych przeżyć. W szkole mnie nie lubili, ale nigdy mnie nikt nie bił itp. Możliwe, że mam autyzm – u kobiet jest on inny niż u mężczyzn.
W każdym razie permanentnie się boję, nawet wypisania anonimowego wyznania.
Znowu to zrobiłem.
Nie używam aplikacji randkowych, a jedynie GG i snapa. Wypisuję tam do kobiet, do momentu aż nie trafię na kogoś, z kim łapiemy wspólny język, uczucie jakby się znało od zawsze. Rozwijam tę relację, piszemy każdego dnia, w każdej wolnej chwili. Żeby było jasne, nie udaję tam kogoś innego, zdjęcia też są moje. Później i tak są wideorozmowy.
Tylko że mi to wystarcza, nie chcę niczego więcej. Jak one za bardzo nalegają na spotkanie, zrywam znajomość bez uprzedzenia.
Zawsze po takim zakończeniu mówię, że następnym razem tak nie zrobię, nie będę wchodził w takie pisanie, ale wychodzi zawsze tak samo. Chyba jestem uzależniony od relacji z kobietami.
Poznałem ją na grupie randkowej i po kilku dniach pisania umówiliśmy się na spotkanie na rynku naszego miasta. Był ciepły wakacyjny wieczór, więc zaproponowałem ogródek piwny, myślałem o soczku czy piwie 0%. Ona stwierdziła, że jest głodna, więc mogliśmy zamówić sałatkę czy burgera na miejscu, jednak ona zdecydowała się na restaurację czterogwiazdkowego hotelu obok. Najwidoczniej znała, że skoro ją zaprosiłem, to wybierze najdroższe danie z menu... Po tym, jak złożyła zamówienie kelnerce, ja dla siebie wziąłem sałatkę i od razu zaznaczyłem, żeby podzielić rachunek, bo każdy płaci za siebie.
I to jest moment, w którym powinienem podziękować owej kelnerce za to, że bez mrugnięcia okiem przyglądała się mojemu uśmiechowi, jak tamta robi mi scenę, wyzywając od najgorszych.
Sałatki nie zjadłem, randki nie było, a z ową kelnerką jesteśmy parą od dwóch lat. I lubimy wypić piwo 0% na ogródkach piwnych.
Moja szefowa ma pewien defekt, z którym się urodziła. Jej mowa jest niesłychanie monotonna i płaska. Po paru sekundach ma się ochotę usnąć. Jednocześnie moje sugestie dotyczące tego faktu nie są przez nią zauważane. Zastanawia mnie to, czy nie jest w spektrum autyzmu. Potrafi tygodniami trzymać się jednego tematu, który jest fascynujący tylko dla niej. Sprawy innych ludzi lub ich komfort nie mają dla niej znaczenia.
Jak to czytam to zastanawiam się czy Ty nie jesteś w spektrum, skoro uważasz, że takie sugestie wobec szefowej są mądrym ruchem. Niektórzy po prostu tak mają, zakładam, że Twoja szefowa nie jest mówcą motywacyjnym i nie musi opowiadać porywająca. Zwracając jej uwagę tylko ją wkurzysz
Zabrzmi to dla większości prowokacyjnie, ale w końcu to anonimowe wyznania.
Nigdy nie rozumiałem, jak można nie ćwiczyć, nie uprawiać sportu, nie być silnym, sprawnym.
Szczególnie odnosi się to do młodych ludzi, jak widzę młodych ludzi z nadwagą, to ogarnia mnie zdumienie. Kiedy jak nie teraz?
Dla mnie to marnotrawstwo życia.
Pewnie będą komentarze, że niektórzy nie mogą, bo są chorzy, bo biorą tabletki...
O ile możesz chodzić, to możesz ćwiczyć.
A tabletki bierzesz, dlatego że się nie ruszasz, jesz śmieci.
Nigdy nie byłam dobra z języków obcych, a uczenie się słownika na pamięć to męczarnia. Jestem na studiach, mam obowiązkowe zajęcia z angielskiego. Uczę się kilka godzin dziennie samych słówek, bo tylko to się liczy na zaliczeniach. Dosłownie jakbym miała cytować słownik. Cierpią na tym wszystkie inne przedmioty równie potrzebne, jak nie ważniejsze, cierpi na tym moje życie, a już najbardziej moja psychika. Umiem się dogadać w tym języku, czy to w pracy, czy na wakacjach, więc to nie tak, że kompletnie nic nie potrafię, a jednocześnie myślę o sobie najgorzej, jak się da, bo jako jedyna osoba z roku nie zdaję tego przedmiotu, a prowadzący traktuje mnie, jakbym miała wywalone i się nie uczyła...
Rozmawialiśmy z moim mężczyzną przez wiadomości głosowe. Nagrał mi wiadomość, że zmarzł i że teraz pójdzie do sklepu, a potem musi się rozgrzać.
Odpowiedziałam mu coś w stylu: „To może byś chciał okład z gorącego ciała na rozgrzewkę?”.
Po paru minutach dał mi znać, że przypadkiem poprawił humor wszystkim ludziom w sklepie, bo chcąc odsłuchać tę wiadomość, puścił ją na głos, w kolejce, w sklepie pełnym ludzi...
Jestem dorosła. Jakiś czas temu dostałam ataku kichania – kichnęłam kilkanaście razy z rzędu. Powtórzyło się to po kilku dniach. Później znowu i znowu, a ilość kichnięć wzrastała. Po kilku kichnięciach bolał mnie cały nos i zatoki, oczy czerwieniały i łzawiły, a ilość smarków po takim „ataku” była po prostu ogromna. Jedno czy dwa kichnięcia są przyjemne i odświeżające, więcej strasznie męczy, wierzcie mi na słowo.
Wybrałam się do lekarza, naczekałam na wizytę i usłyszałam „alergia”, dostałam lek (który pomógł tylko trochę, a spowodował przykre skutki uboczne) oraz polecono mi kupić w aptece zestaw do płukania zatok. Cena zestawu zwaliła mnie z nóg i zabrakło mi pieniędzy.
Zdenerwowałam się. Przy którymś ataku kichania poszłam do łazienki, nabrałam trochę wody w dłonie i wsssst! Wciągnęłam ją nosem aż do zatok. Zapiekło, po chwili wysmarkałam się dwa razy i przeszło jak ręką odjął. Od tej pory stosuję to zawsze, gdy kichnę więcej niż dwa razy i mam spokój.
Alergicy, polecam! :D
Przeżyłam zdradę mojego partnera (całował się z moją najlepszą i jedyną przyjaciółką i macali się, do niczego więcej nie doszło, bo im przerwałam, najgorsze było to, że ja nawet na to nie zareagowałam, tylko zamroziłam się emocjonalnie, po prostu usiadłam i płakałam), a później, pół roku po tym, przyjęłam od niego zaręczyny, choć nie byłam gotowa. Myślałam, że to pomoże mi poczuć się lepiej, ale tak się nie stało. Nie gadaliśmy nigdy o zaręczynach ani jak to by miało wyglądać, ale przykro mi było, bo kupił mi bardzo malutki pierścionek. Nie chcę, żebyście pomyśleli, że jestem materialistką, nie jestem, nie poleciałam na kasę, poza tym on nawet nie jest bogaty ani nic, ale myślałam, że na zaręczyny będzie oszczędzał, starał się, planował, a czuję, że wcześniejsza zdrada skaziła to, to stało się szybko. Pierścionek kupił na necie (mówił mi to), miał wydać więcej, ale stwierdził, że za 800 zł wygląda tak samo. Potem jak pierścionek przyszedł, to aż sam stwierdził, że trochę bardzo mikro, ale go nie zwrócił. Jak już mi go dał, to nic mu nie mówiłam, bo szkoda mi go było, że pewnie nie ma kasy, nigdy nie czepiałam się takich rzeczy. Myślę, że to przez zdradę mam w sobie taki stres, czy jestem wystarczająca, czy on mnie kocha i czy zrobił to z miłości. Wcześniej ufałam mu w 100% i nie wiedziałam, że może mnie kiedykolwiek zdradzić. Jesteśmy teraz już ze sobą 5 lat, a w trakcie zaręczyn to były 4 lata, zawsze o zaręczynach jak już marzyłam, to o spokojnej atmosferze miłości i ciepła, a nie cienia zdrady i pośpiechu, żeby mnie zatrzymać. Tego dnia nie poczułam się wybrana ani kochana, tylko zatrzymana, czułam poczucie winy od niego zamiast gest miłości i chęci wspólnej przyszłości. Trochę mi przykro, że tak ważna chwila wydarzyła się w tak ciężkim dla mnie czasie, udawałam tego dnia radość, bo mi go było szkoda.
Kiedy dowiedziałam się o zdradzie, zamroziłam emocje i nie krzyczałam, bo czułam się bardzo samotna. Teraz, po prawie roku od zaręczyn, wciąż czuję ból i chłód wobec niego. Czasami wybucham emocjami, potem znów udaję, że wszystko jest okej. To jest wyczerpujące i sprawia, że czuję się rozdarta. Czuję, że połowa mnie utknęła w dniu zdrady, a druga połowa w dniu zaręczyn. Boję się, że jeśli powiem mu prawdę o tym, co naprawdę czuję, wszystko się pogorszy i zniszczę naszą relację. Z drugiej strony udawanie, że wszystko jest dobrze, też mnie wykańcza.
Dodatkowo cztery miesiące temu zerwałam z nim z emocji, bo nie dawałam sobie już rady, ale wróciłam do niego po pięciu dniach. Od tamtej pory czuję ogromną winę za wszystko, co wydarzyło się w tej historii – za zdradę, za zaręczyny, za swoje wybuchy i powrót.
Nie wiem, czy powinnam z nim rozmawiać teraz, czy może skupić się na sobie i przetwarzać emocje w samotności.
Widzisz, że życia mieć z nim nie będziesz, że za bardzo w głowie Ci tamten epizod siedzi, nawet od niego odeszłaś, powiedz co w Twojej głowie nie działa jak należy, że jednak wróciłaś? Wygląda jak robota dla psychologa.
Jeżeli tak bardzo rozpamiętujesz tą "zdradę" to ten związek nie ma przyszłości. Będzie Cię to cisnęło, zżerało od środka, a wasze relacje już nigdy nie będą jak przedtem.
Wszystko w moim biurze kopie mnie prądem.
Komputery, kable, klamki, grzejniki, biurko, drukarka, ludzie... Codziennie. Kilkanaście razy dziennie.
Wytworzył się we mnie lęk przed przechodzeniem przez drzwi, bo jedna konkretna klamka strzela we mnie za każdym razem, kiedy jej dotykam. Otwieram drzwi łokciem, nawet kiedy mam wolne ręce.
Każde podanie komuś pendrive'a z ręki do ręki jest bolesne dla nas obojga.
Po kilku miesiącach straciłam poczucie swobody poruszania się po moim miejscu pracy, chociaż samą pracę bardzo lubię, ale boję się dotykać przedmiotów na własnym biurku.
Elektryzowanie się ciała, czyli odczuwanie "rażenia prądem" przy dotyku przedmiotów to zjawisko elektrostatyki - elektrony przenoszą się między różnymi materiałami (ubranie, skóra czy podłoga).
Główne przyczyny:
Niska wilgotność powietrza,
tarcie materiałów, syntetyczne ubrania, dywany, obuwie, kontakt z elektroniką, (komputer), meble z tworzyw sztucznych.
Sposoby zapobiegania:
Nawilżaj powietrze (nawilżacz lub mokre ręczniki) i unikaj syntetyków – wybieraj bawełnę lub wełnę.
Używaj kremów nawilżających na skórę lub spryskuj ubrania antystatykami.